piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 24

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz ♥
Kolejny rozdział = 45 kom. ☺


Koło godziny jedenastej w nocy na lotnisku nie było żywej duszy. Małej wielości porty lotnicze miały to do siebie, że ludzie nie latali z tamtych miejsc. Nie wiadomo czemu.
Przy rejestracji siedziała jedna kobieta czytająca książkę. Gdy uniosła lekturę Lily zobaczyła dobrze jej znaną okładkę „Jutra”*.
To była chyba jedyna książka sci-fi  po którą sięgnęła dziewczyna… W ogóle mało sięgała po rozrywkę opartą na czytaniu, lub słuchaniu czegoś. Jakoś jej to nie kręciło. Zawsze wolała zabawę i picie. Szkoda. Liam podszedł do tej że kobiety i podając jeszcze stare paszporty poprosił o trzy bilety do Amsterdamu. Pracownica lotniska spojrzała najpierw na jego paszport potem na jego twarz a następnie na przyjaciół policjanta. Zmarszczyła lekko brwi biorąc kolejne dokumenty i przeglądając je. Na ladzie pojawił się także plik pięćdziesięciofuntowych banknotów.
- Jeżeli będzie pani tak miła, proszę wykasować nas z systemu – za twarzy Payne’a pojawił się lekki uśmiech. Ciemno włosa wklepała coś do systemu i kiwając głową pokazała drogę do wejścia na pokład.
- Proszę bagaże wziąć ze sobą. Macie dzisiaj cały wolny samolot. Stratą czasu będzie pakować je do bagażnika.
Na znak bruneta Lily i Zayn poszli za nim przez długi korytarz. Dźwięk ciągniętych walizek o kafelki roznosił się echem po całym lotnisku. Nawiasem mówiąc trudno było tam go nie zrobić. Jeżeli mieli za każdym razem takie tłumy to usiało im się naprawdę dobrze wieść…
Kapitan samolotu wpuścił trójkę przyjaciół do samolotu i sam poszedł na swoje miejsce. Przez radio wyrecytował dokładnie formułkę przygotowującą do startu. Lily zapięła pasy i odwróciła się w stronę swojego małego okienka. Było ciemno i nie mogła patrzeć jak oddalają się coraz bardziej od ziemi.
Klimatyzacja działała tak świetnie, że na ciele blondynki pojawiła się gęsia skórka. Okryła się bardziej kocem który znalazła pod siedzeniem i zamknęła oczy.
Przed wyjazdem z motelu uznali z Liamem, że to co między nimi zaszło będzie ich tajemnicą zważając na Malika. Chociaż dziewczyna naprawdę to wisiało, detektyw nadal lubił swojego długoletniego przyjaciela, i ranienie go nie było mu jakoś na rękę. Mimo wszystko nie zamierzał też kryć uczuć do dziewczyny, szczególnie po tym jak został z nią na noc w dniu zerwania. Zaspokajając myśli niektórych: zostanie na noc to spanie, a nie… Jak wszyscy myślą.
Liam i Zayn usiedli obok siebie żeby obgadać plan działania. Po minie Zayna jakoś nie było widać zmartwienia, kiedy patrzył na swoją byłą dziewczynę, a oczy miał jak bez uczuć. Ucieszyło to pierwszego policjanta bo nie musiał wysłuchiwać lamentów rzuconego chłopaka… W szczególności, że został rzucony przez jego najbliższą koleżankę. To wszystko było jak z „Mody na sukces”.

Przez godzinę lotu udało się chłopakom ogarnąć informatora oraz jednego z ich partnerów mieszkających w tej części Europy. Musieli mieć pieniądze na życie. A z tym na razie było krucho bo karty płatnicze detektywów powinny przestać działać… Jak najszybciej. 
Lądując obudzili Black, która niechętnie ruszyła się z wygodnego dla niej fotela. Rozciągnęła się i wzięła swoje rzeczy idąc do wyjścia. Na tym lotnisku ludzi aż się roiło. Nie ważne że było po północy. Tysiące ludzi czekało na swój samolot do różnych części świata. No tak. Wszyscy wylatywali na święta.  Przez tą myśl humor przyjaciół zepsuł się jeszcze bardziej. Przecisnęli się przez tłumy, aż do postoju taksówek. Dziewczyna wygrzebała jakieś Euro z kieszeni i patrząc na przyjaciół czekała, aż ci podadzą adres ich miejsca pobytu.
Zayn ledwo dogadując się z kierowcą w końcu zwycięsko opadł na fotel. Razem z Payne’m wybrali  większe luksusy niż ostatnio. I tak nie mieli wyboru, Amsterdam nie był najtańszym miejscem, ale na tyle zatłoczonym, że trudno byłoby znaleźć dwóch detektywów i dziewczynę poszukiwaną przez mafię. Scenariusze z filmów akcji zawsze były do dupy.

Jeszcze większy niż w Wielkiej Brytanii, nocny chłód miasta przyprawił barmankę o ból głowy. Jej samopoczucie w ostatnich dniach pozostawiało wiele do życzenia. Zapięła się kurtką pod samą szyje i oparła o szybę Suzuki  w którym jechali. Poczuła na kolanie ciepłą dłoń Liama i uśmiechnęła się delikatnie nadal mając przymknięte oczy. Musiała iść odpocząć. Nienawidziła podróży.
Teraz naprawdę zaczynało jej brakować ciepłych kąpieli w wielkiej wannie swojej mamy i unoszących się w powietrzu zapachów kwiatów z płynu wlanego do gorącej wody.
- Zaraz się wyśpisz Lil. Obiecuje – powiedział cicho gładząc ją po dłoni, kątem oka patrząc w przednie lusterko. Zayn nie obserwował. A nawet jeżeli widział to tego nie chciał, i dobrze udawał niewzruszonego.

Podjechali pod hotel Blue Square. Był idealny dla przyjaciół. Dla chwili odpoczynku warto był zainwestować ostatnie pieniądze w All Inclusive. Przynajmniej wiedzieli że nie będą głodni. Wysiedli płacąc drobniakami od Lily i popędzili ku wejściu hotelu. Zamówione były już dla nich trzy pokoje. Każdy obok siebie, żeby nie musieli jakoś szukać siebie  po całym hotelu. Ciepło oplotło ich od początku, a kiedy każdy z nich wszedł do swojego pokoju musiał się uśmiechnąć. Wszystko wyglądało bardzo elegancko. Łóżko, szczególnie dla dziewczyny, musiało być zbawieniem. Mieli osobne łazienki z gorącą wodą i telefon, obok łóżka żeby zamówić sobie co chcieli do pokoju. Chwila w raju między tym całym koszmarem.

Malik przysiadł na krańcu łóżka dając chwile odpocząć swoim zbolałym nogą. Położył się na łóżku wsłuchując się w odgłos jego burczącego brzucha. Sięgnął po słuchawkę zamawiając trzy porcje frytek do pokoju. Nie miał zamiaru się nigdzie ruszać. Wziął laptopa i wysyłając do Liama wiadomość żeby przyszedł do niego do pokoju. Po przyjściu przyjaciela połączyli się z informatorem znajdującym się na drugim końcu miasta.
- Jogisan Makura (czyt. Jodżisan Makura) czemu nie jesteś w Japonii? – zapytał mulat witając się tym samym z ich skośnookim znajomym.
- Spierniczaj rasistowski arabie – zaśmiał się kolega posyłając swój firmowy uśmiech parze detektywów. Jogi i Zayn dogryzali sobie zawsze. Ale nigdy na poważnie. Mieli jakiś dystans do swojego pochodzenia. Wręcz śmieszyło ich jak można kłócić się o rasę.
- Słuchaj. Wiemy że masz dobry kontakt z ludźmi z Londynu… I wiemy też że możemy ci ufać… A nie mamy teraz sposobu żeby się inaczej chronić niż ty…
- Co? Gdzie wy jesteście? – azjata spojrzał na kolegów zdziwiony.
- W Amsterdamie Jogisan – powiedział Liam uśmiechając się. – Mamy w pokoju obok naszą koleżankę… Jakoś nie widzi nam się zostawiane jej na pastwę losu… Pomagamy jej i…
- Lily Black – powiedział Makura. – Uwierzcie… Wieści szybko się roznoszą.
- Ahh… czyli nie musze ci mówić o kogo chodzi.. Dobrze… Jesteśmy w niemałym niebezpieczeństwie, uciekamy przed zabójcami z mafii Marlocka… Potrzebujemy informacji gdzie znajduje się pościg za nami…
- Słuchajcie… Będę wam wysyłał informacje o wszystkim co się da. Nie możecie nic pominąć. Możliwe, ze wszystko będzie miało jakąś wartość. Więc… Podajcie mi coś dzięki czemu będę mógł się z wami skontaktować…
- Zaraz wyśle ci numer mojego zastrzeżonego… Nie możesz nikomu mówić że się z nami kontaktujesz Jogi… - upomniał go Payne.
- Wiem. O to się nie martwcie. Sam mam teraz zabójców na karku. Informacje o was nie wypłyną i zostaną ze mną Az do śmierci. Ja jestem czysty.
- Świetnie. Do zobaczenia. Przesyłam numer – Liam odszedł na bok z Malik wyłączył video.
- Myślisz że możemy mu ufać? – zapytał.
- Nie mam pojęcia… Ale to nasze ostatnia szansa Zayn…




Telefon Drew zawibrował w jego kieszeni. Był przekonany, że to kolejny z jego sługusów nie potrafi zrobić czegoś w bazie danych. I tak już był zły, słysząc od lezącej już kobiety na ziemi, że dwóch mężczyzn i blondynka, opuścili motel parę godzin wcześniej. Madison sprawdzała właśnie puls rudowłosej kobiety  żeby przekonać się jak szybko umiera się po dostaniu w głowę nożem. Szybka śmierć.
- Gównianie, ze nie wiedziała gdzie są – westchnęła dziewczyna. Mogło by się wydawać że w jej głosie była nuta żalu, ale to raczej złudne stwierdzenie.
Marlock odblokował telefon i popatrzył na wyświetlacz.
Nieznany

Chłopak zmarszczył brwi i otworzył wiadomość. Podniósł brwi i popatrzył na swoją ukochaną która aktualnie zajmowała miejsce za recepcją i czyściła buty z krwi.
- Jebana… Krew zostanie na długo - westchnęła cicho i odwzajemniła spojrzenie mężczyzny. – Co się stało?
- Madison… Ktoś ich wydał – uśmiech szefa mafii z lekkiego zrobił się teraz ohydny i dumny. Zaśmiał się rzucając telefon Allen.
- Nie możliwe – zaśmiała się czytając wiadomość. Skrzywiła się lekko niezadowolona.
- To i tak jest mało informacji. Co z tego że znam większy obszar… Żeby ich szukać potrzebujemy większej ilości informacji…
- W sumie możliwe że zdrajca tez jeszcze nie wie gdzie są… Grunt że kogoś mamy…
- No tak.. Może pomoże nam dalej… Odpisać?
- Nie kochana… Na razie nie… Czekajmy aż to wszystko się rozwinie.
- Drew mamy mało czasu… Wiem że to chodzi o nas, ale twoja posada ucieka coraz szybciej… - brunetka przytuliła się do chłopaka.
- Tak wiem. Ale jeżeli nie będzie spokojni w ogóle nie będę miał na nią szansy.
- Dobrze – uśmiechnęła się i dała mu całusa. – Mówiłam ci już kiedyś że cie kocham?
- Nie wiem – zażartował chłopak chowając za pasek czerwony nóż i podnosząc lekko Madison.
- To teraz ci to mówię – cmoknęła go zapominając o trupie za nimi.

Samolot do Holandii odleciał siedemnaście minut temu. Liczba pasażerów – 3.*









*„Tomorrow” – John Marsden
*Wiadomość od zdrajcy



________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

HEJ HO HEJ HO DO PRACY BY SIĘ SZŁO ! 
Siema misie ? x jak tam lecą Wam święta? :* powiem Wam że mi całkiem spoczko :* 

W sumie w notce nie mam o czym pisac tylko rpzypominać o hashtagu i tak dalej... i o playerach.. i o KOMENTARZACH  xd 

No ale napiszcie mi też co tam u Was bo chciałabym wiedzieć :* 
I napiszcie coś o rozdziale rzecz jasna x aaaaaaaa...
i piszcie co mogłabym zmienić w pisaniu żeby było lepiej x 


MAM TEŻ PYTANKO...
ktoś wie jak zobyć popularność jak CIEŃ ? xd jak ona to zrobiła  xd tez chce xd
ale przynajmniej mam Was i kocham Was najmocniej na świecie x jeżeli komuś sie chce i tez mu zalezy na tym ff to może mi pomóc porozsyłać :*

szukam dalej kogoś na konto zayna na tt x 
no nic do następnego :*

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 23

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz 


- Kurwa nie umiesz nawet zabić jednej głupiej dziewczyny idioto? Aż tak trudno było ci strzelić w to pieprzone okno?! – krzyczała dziewczyna stukając ręką o stół.
- Zabiłeś koło trzydzieści osób za pomocą shotguna i nadal nie nauczyłeś się dobrze strzelać? – Drew wściekły usiadł na swoim wielkim fotelu. – Teraz nie wiadomo gdzie są, czy jeszcze w kraju i czy po za nim. Bez pomocy kogoś z ich paczki nie damy sobie rady ich znaleźć. Sygnał z nadajnika który daliście im na auto przestał działać bo zamarł pacany!
- Szefie nie nasza wina że w aucie byli dwaj najlepsi detektywi szkoleni od nastolatka na ich pracę… - tłumaczył się Benett omijając wzrok Marlocka. - Damy rade zabić Black bez problemu ale…
- Jakoś wcześniej nie daliście rady jej zabić… - mruknęła Madison przewracając oczami, przerywając mu. Tupała nogą niezadowolona obracając w palcach pistolet. Gdyby nie myślała racjonalnie, od razu zabiła by tego niedojdę, ale nie mieli jak znaleźć tak dobrych, wyszkolonych zabójców.
- Pani szef, ale dobrze pani wie, ze walka na pistolety z Payne’m to ciężki orzech do zgryzienia – westchnął chłopak.
Był koło dwudziestego piątego roku życia. Jego kruczoczarne włosy i zielone oczy całkowicie nie pasowały do wizerunku zabójcy. Jego ciało było umięśnione, ale był zwinny i szybki. Nic mu nie brakowało. Prezentował się lepiej od niejednego upiększonego celebryty.
- Od kiedy tak lirycznie pierdolisz? – wtrącił się Drew denerwując się coraz bardziej. – Lepiej idź do swoich pachołków i każ om ogarnąć jakaś lepszą broń.  Macie pozbyć się Lilianny Black raz na zawsze i chuj mnie obchodzi jak to zrobisz. Jeżeli ci się nie uda zajmę się tym sam, a kiedy będzie po wszystkim twoje zwietrzałe ciało wyląduje w śmietniku – podszedł do okna i wskazał na kubeł. – O właśnie tam.
Mężczyzna zadrżał i kiwając głową wyszedł z przyciemnionego pomieszczenia. Gdyby wszedł tam człowiek z zewnątrz pomyślał ze to burdel. Zawsze i wszędzie…
- I co kurwa? I co? Co mamy robić do kurwy nędzy?! – krzyczał chłopak nie wiedząc co robić. Przysiadł a biurku i zaczął stukać o niego palcem.
- Kotek… Uspokój się… - kobieta podeszła do niego i dała mu ręce na ramiona. Pocałowała go namiętnie i uśmiechając się gdy usłyszała cichy pomruk. – Damy rade… Myślę że jak zajmiemy się tym sami będzie dużo, dużo lepiej – powiedziała gładząc jego ręce.  Brunet odetchnął i przytulił dziewczynę.
W brew pozorom źli ludzie tez kochają. Nawet bardzo. Mimo że Madison nie miała takiego planu zadurzyła się w swoim chłopaku na zabój. Kochała go, a on ją. I gdyby boś się stało nie wybaczyli by tego sobie. Czasami kiedy Drew spał, Allen myślała o tym wszystkim. O ich przyszłości. O tym co będzie jeżeli mafia podupadnie. Życie pełne stresów i krzyków nie było jej obce, ale gdyby miała wybierać wolałaby się wynieść na nudną wieś, żeby tylko być z Drew.
Dziewczyna przystanęła przed komputerem i zaczęła wyszukiwać coś w bazie danych. Wzrok Marlocka śledził jej każdy ruch z uśmiechem. Pocieszała go. Zawsze.
Nacisnęła parę klawiszy na klawiaturze i uśmiechnęła się.
- Mam trop skarbie – powiedziała dumna przeskakując z nogi na nogę.
- Jak to? Już? – zdziwił się i stanął obok niej. – przecież sygnał się urwał…
- No tak… Ale się troszeczkę ociepliło i był jakiś mały sygnał. Wiem gdzie byli wczoraj około piątej nad ranem… Możemy ich tam poszukać…
- Gdzie byli dokładnie? – przeciągnął obraz ekranu na większy wyświetlacz telewizora.
- Blisko lotniska w Folkestone… Strzelam, ze ich już tam nie ma skoro ten zapis był jakieś dwadzieścia godzin temu. Nie wiem nie wiem.
- W sumie masz racje. Ale powinniśmy poszukać, może znajdziemy jakiś konkretny trop w tamtym miejscu… Jeżeli ktoś ich widział to na pewno nam powie… A wręcz nie będziemy musieli nikogo zmuszać – zaśmiał się wyciągając nóż i obracając go w palcach.
- Jesteś barbarzyńcom – zaśmiała się dziewczyna i ubrała czarną, skórzaną kurtkę z ćwiekami na ramionach. – Nie będziesz mógł mnie przytulać – zrobiła smutną minkę.
- Straszne – zaśmiał się i poszli w stronę wyjścia z bazy.
Skierowali się do samochodu gdzie czekał na nich cały asortyment broni.
- Więc skarbie… Dawaj GPS – powiedział Drew wyciągając dłoń do dziewczyny. Od niej dostał prostokątne urządzenie i przypiął je do specjalnej podpórki. Wklepał współrzędne miejsca pobytu trójki  przyjaciół i ruszył spod bazy. Czekała ich dość spora droga, ale czego się nie robi dla miłości…
Drew przydepnął w gaz jak mógł i rozpędził się na prostej. Śmiech Madison wywołała u niego szeroki uśmiech, Kochał ją. Nad życie.  Dla niej mógł zrezygnować z tego całego gówna… Ale ona nie narzekała na jego pracę, więc wszystko było idealnie. Głupi ma zawsze szczęście… A morderca? Ma wymarzone życie.
Pojechali nad wybrzeże szczęśliwsi niż kiedykolwiek i zapominając po co tam jadą. Liczyli się tylko oni oboje.

Lily weszła do pokoju detektywów na prośbę Payne’a aby wszyscy się zebrali. Napięcie wisiało w powietrzu, a wzrok dziewczyny cały czas wbity był w podłogę. Usiadła na łóżku obok Liama, naprzeciwko nich siedział Zayn nic nie mówić.  Jasny brunet korzystając z okazji, ze żadne z nich nie ma nic do powiedzenia zaczął.
- Musicie mi oddać wszystko. Telefony, paszporty, dowody… Wszystko… - nakreślił jasno zwracając wzrok „przyjaciół” na siebie.
- Już teraz? – zapytał Malik. – Myślałem że pogram sobie jeszcze we Flappy Bird*… Mam starą wersję… - marudził chłopak ale wyciągnął wszystko co miał.
- A ty Li? – spojrzeli oboje na nieśmiało nastawioną dziewczynę.
- Ja nic nie mam – westchnęła. – Nie zdążyłam wziąć telefonu kiedy uciekaliśmy, a paszport ci już oddałam tumanie – powiedziała z lekkim uśmiechem dając mu kuksańca.
- To co… Gdzie chcecie się wyprowadzić? – zagaił Liam, chociaż było to bardzo ważną kwestią.
- Do New Yorku! – zawołał Malik. Był taki uradowany jakby nic się nie stało poprzedniego dnia. Lecz w środku umierał kiedy patrzył że Lily nie cierpi zbytnio. Było jej po prostu głupio.
- Nie Zayn… To głośne, za głośne miasto – zbiła go Black trochę ostro. – Nie będzie tam bezpiecznie…
- A w Londynie niby było? – naburmuszył się. – To jedźmy do Rosji…
- Co? -zaśmiali się oboje z Liamem.
- No do Rosji… Tam nic na półkach nie ma… Ci chorzy mordercy nas tam nie znajdą…
- Wiesz gdzie jest Rosja? – zapytała Lil trochę zdziwiona, ale roześmiana. – To jest obok Ukrainy, za Polską… Tam jest zimno w cholerę.
- A chuj zamarzniemy – westchnął dając ręce na piersi.
- A Glasgow? – zaproponował Liam. – Ładnie tam jest…
- A może jakieś kraje skandynawskie hmm? – pomysłów było tysiące. Nie mogli wybrać spośród nich. Nie było tak łatwo jak wymarzył sobie Payne, szczególnie gdy jego prawie dziewczyna i przyjaciel nie umieli sie dogadać.
- Wiecie… Jak byłam mała to tata zabrał mnie do Amsterdamu… To w Holandii… Jest tam dobre życie i jeżeli będziemy czegoś potrzebować to nie problem skontaktować się z jakimiś… Waszymi kolegami – wzruszyła ramionami dziewczyna i poprawiła włosy.
- Wiesz… Dobry pomysł… I jest nawet bezpiecznie… Ale tylko nawet – Zayn machał nogami siedząc w fotelu z kawą.
- Czyli… Amsterdam? – Liam popatrzył na dziewczynę i drugiego detektywa, którzy tylko pokiwali niemrawo głowami. Wyjął telefon.

- Idę załatwić nam jakieś normalne paszporty… Spakujcie się… Rano opuszczamy Anglię.


___________________________________________________________________________________________________________________________________________
hej misie ! przepraszam Was za taki beznadziejny rozdział... przynajmniej pierwsza jego część jakoś wyszła.. To przez to zabieganie... you know xd
no więc... piszcie co sądzicie xd mysle że kolejne rozdziały bedą dużo lepsze to ył taki do dupy ale za tydzień bedzie fajny.. promise x

jestem napełniona miłością więc nie wiem co wymysle (Livka bedzie miała chłopaka hihi). NIe wazne xd 
dobra misie uż późno wali mi.. sooo.. kocham was i do nastepnego który bedzie o niebo lepszy niż ten niefajny xd Kocham was <3

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 22

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz 


Pamiętasz kiedy nie chciałaś skrzywdzić matki i uciekłaś? – byłaś silna.
Pamiętasz jak ukrywałaś swoją przeszłość przed Liamem? – byłaś silna.
A wiesz jaka teraz jesteś stając przed nim? – jesteś słaba. Słabsza niż kiedykolwiek. Ale chyba musisz zapomnieć o tym.
Znów musisz być silna. Dla ciebie. Dla niego. Dla was… Ale głównie dla ciebie.

- Co zaś chcesz kurwa? Mogłaś się zapytać Liama, nie śpi już – warknął co obudziło w dziewczynie jakiś ogień.
- Nie – oznajmiła pewnie. – Tym razem ci kurwa nie odpuszczę Malik.
- O-o co ci chodzi Lily? – spojrzał na nią trochę zdezorientowany. Przez ostatnie dni mało się odzywała a co dopiero przeklinała, bądź była taka pewna  siebie.
- O to do jasnej cholery, że… – zacięła cie i spojrzała na oczy Zayna. Były pełne niepewności tak jakby go zaskoczyło to co dziewczyna robi. – Ja już nie wytrzymuje… - powiedziała.
- W sensie? – zmarszczył brwi podchodząc do niej.
- Że nie wytrzymuje bycia z tobą człowieku – zacisnęła pięści gdy te słowa wychodziły z jej ust. Nie wiedziała jak to powiedziała, ale była pewna, że nie było to łatwe.
- Co przepraszam? – zawołał myśląc że mu się przesłyszało.  Uniósł rękę tak, iż blondynka myślała, że ją uderzy. Jego dłoń poszybowała w dół zatrzymana jednak przez jej przedramię. Spojrzała na chłopaka to wściekła to przerażona. A wcześniej usłyszała od Liama, że Zayn nigdy nie podniósł ręki na swoją ukochaną… Chyba się mylił.
Odrzuciła jego rękę  w bok powodując, że coś w Maliku pękło. Jego oczy momentalnie zmieniły wyraz. Były łagodne i przestraszone tym co prawie zrobił. Wyglądał tak jakby miał paść przed nią na kolana i zacząć przepraszać. Zanim jednak to zrobił na jego policzku pojawił się czerwony odcisk palców Lily. Wyznaczyła mu siarczyste uderzenie i pozostawiając go w pozycji „po liściowej” ruszyła w stronę drzwi.
- Lily! Stój – złapał jej nadgarstek, ale blondynka szybko go wyrwała.
- Jak mogłeś dupku!? Jak mogłeś to zrobić! – krzyczała na niego, a z jej oczu popłynęły łzy.
- J-ja n-nie wiem… Ja nie wiem Li przepraszam… - jąkał się szukając sensownych wyjaśnień. Ale na marne.  Szybko ujął twarz dziewczyny i pocałował, co ewidentnie było błędem, ponieważ wylądował na ziemi.
- I co?! Jak się teraz czujesz niezdaro!? – krzyczała tak samo jak on zawsze. – Co nagle odebrało ci mowę!? – płakała chyba tak jak nigdy. I poczuła coś czego nie czuła dawno. Wielki ból. Jeszcze większy od tego kiedy słyszała obelgi z ust swojego chłopaka. Nie wiedziała czemu.. Tak po prostu było. Dopiero teraz zobaczyła  co on z nią robił. I ile straciła na tym, że była łagodna jak baranek.
- To koniec rozumiesz!? – wrzasnęła. – Nie chce cie więcej widzieć!
- Ch-chyba nie będziesz miała wyboru – powiedział cicho. – Wybacz mi ja naprawdę nie chciałem żeby tak było.
- Od miesiąca tak jest…  I wiesz co? Nie straciłem tylko swojej dziewczyny, ale nie masz też liczyć co na naszą przyjaźń… Bo jej już nigdy nie będzie!
- Zrywasz ze mną? – zapytał z zawiedzeniem w oczach. Mała iskra nadziei gdzieś jeszcze paliła się w środku policjanta, ale jego dziewczyna zapadzie chciała zakończyć tą rozmowę.
- Tak. Nie mówię, że na zawsze – zmiękczyła trochę swój ton głosu i pociągnęła nosem. – Ale zraniłeś mnie… I przez długi czas nie będziesz miał na co liczyć Zayn… Nie wiem czy w ogóle masz na co liczyć…
- I tak bez powodu…
- Cofnij się w czasie jakieś dwie minuty i przypomnij sobie co zrobiłam… To właśnie byłeś ty. Tak się zachowywałeś a to że chciałeś mnie uderzyć… To jeszcze utwierdziło mnie w tym że raczej nie ma dla nas miejsca na tym świecie. Przykro mi mój drogi... Chciałam żeby to było raczej pokojowe zerwanie, ale widać, że nie mam na co liczyć… - mówić to zostawiła chłopaka w [pokoju, a sama wyszła.
Pobiegła na piętro niżej i znalazła się na samym końcu korytarza w cieniu. Nie było tam lamp a światło dzienne nie dochodziło do tamtego miejsca. Usiadła przy ścianie i nabrała powietrza w płuca.
Rzuciła go… Naprawdę rzuciła swojego chłopaka.  Zayna Malika, który tak bardzo oczarował ją w dzień, w który przyszedł tłumaczyć swojego przyjaciela. To było zaledwie trzy miesiące temu, a tyle się zmieniło.
Oparła głowę o ramie i przymknęła oczy. W jej ciele buzowały emocje, które z grubsza musiały opaść aby nie stało się coś czego nie chciała. Od krzyku zaschło jej w gardle i nagle poczuła wyrzuty sumienia.
A co jeżeli by się zmienił?- pytała sama siebie chociaż wiedziała, że Malik nie zmienił by się, i dając mu drugą szanse zraniła by siebie. I może kogoś jeszcze…
Usłyszała kroki na korytarzu i skuliła się jeszcze bardziej chcąc by nikt jej nie widział. Ktoś stanął przed nią i kucnął dając rękę na jej ramie. Z początku myślała że to jakiś obcy, ale czując znane perfumy odwróciła wzrok w stronę przyjaciela.
 - Płakałaś – stwierdził Liam podając jej rękę alby wstała, ale ta się nie ruszyła.
- No płakałam… I co? – westchnęła odwracając od chłopaka głowę. Nie chciała żeby widział ją w takim stanie. Słabą, mającą mokrą twarz od łez. Chociaż widział już jak ona płacze nadal nie miała ochoty na rozmowę.
- Już po wszystkim prawda? – zapytał siadając obok i obejmując dziewczynę ramieniem. Nie chciał żeby była sama i smutna. Nie po to zerwała z Zaynem.
- Tak po wszystkim… Nie słyszałeś jak krzyczę? – spojrzała na rękę chłopaka i uśmiechnęła się lekko. Odkaszlnęła. – Będę miała chrypkę.
- Przejdzie ci szybko… Nie ma co się martwić – uśmiechnął się też.. – Chodź do pokoju. Czuje się tu jakby mnie ktoś podsłuchiwał – dziewczyna przytaknęła i z pomocą chłopaka wstała na nogi. Weszli do jej pokoju, a Lily od razu walnęła się na łóżko. Liam przysiadł obok.
- Jak się czujesz? – zapytał zatroskany. Chyba zbyt zatroskany jak na przyjaciela.
- Bywało lepiej Li, ale musze powiedzieć, że bywało gorzej… Nawet paręnaście minut temu…
- Chcesz herbaty? – spojrzał na nią i wziął jej dłoń w swoją.
- Nie… - powiedziała cicho i położyła swoją głowę na jego kolanach. – Musze chwile odsapnąć.
Palce chłopaka delikatnie rozczesały splatane włosy blondynki formując je w delikatne fale opadające na jego nogi. Uśmiechnął się widząc jak bardzo urosły od czasu kiedy się poznali. Gładził jej głowę spokojnie, nic nie mówiąc. Na zamknęła oczy i uspokoiła się oddychając wolno. Wtuliła się bardziej w jego kolana i położyła sobie dłonie pod policzek.
- Liam – odwróciła się nagle przez co chłopak trochę odskoczył. Rumieńce pojawiły się na jego policzkach wraz z myślą, ze dziewczyna mogła zobaczyć jego wbity w nią wzrok.
- Tak? –zapytał wstrzymując lekko oddech.
- Uważasz że postąpiłam słusznie?
- Myślę że tak… Przecież ci mówiłem, że…
- Nie nie… Nie mówię z racjonalnego punktu widzenia. Z twojego punktu widzenia – sprostowała.
- Problem w tym, że ja myślę tylko racjonalnie – zaśmiał się cicho.
- A myślisz czasami uczuciami? – zapytała cicho. – Czy myślisz sercem a nie mózgiem? – nieśmiało spojrzała w jego ciemne oczy i kosmyk opadający na jego czoło. Uśmiechnęła się przyklepując go kciukiem do fryzury umocnionej żelem do włosów.
- Myślę sercem… - wzruszy ramionami nie rozpoznając podtekstu zdania.
- A w tej sytuacji? - podniosła się i usiadła po turecku przodem do chłopaka.
- Szczerze?
- Bardzo szczerze – powiedziała wysuwając dłoń aby złapać jego.
- Cieszę się – powiedział bez namysłu i spojrzał na jej reakcje. Najpierw mina dziewczyny była jakaś nieokreślona. Przetrawiła to co powiedział i zamrugała kilka razy.
- Cieszysz się z tego, że dziewczyna którą „kocha” – zrobiła cudzysłów palcami. – twój przyjaciel zerwała z nim?
- Nie. Cieszę się, że dziewczyna którą lubię chyba bardziej niż powinienem jest wolna – nie czekając na odpowiedź przysunął się do niej zatrzymując na chwile przed jej ustami. – I mam nadzieje, że ona tez mnie tak lubi – złączył ich usta delikatnie, żeby w razie odrzucenia mógł się szybko odsunąć. Ale tak się nie stało. 
Dziewczyna odwzajemniła pocałunek zaskoczona i przymknęła oczy już bez myśli, że robi źle. Mogła go całować, chciała go całować i nikt już jej nie mógł zabronić. Poczuła dłoń na jej policzku i z uśmiechem usiadła na kolanach chłopaka obejmując rękami jego szyję. Liam pogłębił pocałunek i objął jej talię gładząc boki dziewczyny kciukami. Palce Black wplątały się we włosy policjanta totalnie rujnując jego uprzednio poukładaną fryzurę. Zaśmiał się w jej usta czując to i objął ją mocniej. W brzuchu dziewczyny działo się coś tak dziwnego, że nie umiała tego opisać. Gdyby mogła to uciekła by z ekstazy na balkon. Uśmiechnęła się i przerwała pocałunek przygryzając wargę. Oparła czoło o czoło Payne’a nie otwierając oczu,

- Tak. Ta wolna już dziewczyna też cie lubi tak bardzo jak nie powinna – powiedziała kolejny raz łącząc ich usta w pocałunku.


__________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hi! How Are You Guys ?! <3 
No dobra. Rozdział jest ale jestem na Was zła bo obudziliście sie dopiero jak go wczoraj nie dodałam. Gdybym była wredna ten rozdział pojawiłby się w piątek dopiero, ale moja hojność mi nie pozwalała (autokomplement).

Więc... Co sądzicie o tym rozdziale? <3 
szczerze jestem zachwycona i na prawde mi sie podoba jewivdf ijfeiwvbfdojpvhfjck seryjko <3 

A więc tak :
1. Komentujcie x ( pod rozdziałem ma być 45 lub więcej ♥)
2. Szukam osoby na konto Zayna ludzie bo nadal nie mam x
3. Głosujcie w nowej sondzie, chce wiedzieć ile was jest ☺

No to chyba tyle x pamiętajcie o hashtagu x do zobaczenia na 23 rozdziale jopidvbcj dsji <3 Kocham Was ♥♥♥

piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 21

Jeżeli to czytasz kochanie to proszę wyraź swoją opinię w komentarzu :) To bardzo wazne w tym tygodniu x
Ważna notka pod rozdziałem ☺


Liam stanął autem przed małym motelem. Przed pojadłem stał znak, że do lotniska jest tylko 5 mil. To był jeden z niewielu plusów znajdowania się na jakimś zadupiu.
Było ciemno zimno. Grudniowe powietrze sprawiło, że ciało Black zadrżało kiedy wyszła z ciepłego samochodu.  Złapała się lekko za ramiona, czując pod palcami gęsią skórkę. Nie miała swetra ani bluzy. Nie pomyślała, że będzie ich potrzebowała w czasie podróży. Wpakowała wszystko do toreb. Wręcz błagalnie popatrzyła na cieplą skórzaną kurtkę Zayna, która ogrzewała jego ciało co było widać. Nie czuł zimna.
Kiedy już chciała iść otwierać bagażnik na jej ramionach spoczęło coś ciężkiego. Poczuła ciepło i uśmiechnęła się od razu. Spodziewając się swojego chłopaka, a raczej mając nadzieje, ze to on, odwróciła się. Uśmiechnęła się do Payne’a, który zamiast Malika stał za nią.
- Bo się przeziębisz – uśmiechnął się też lekko biorąc swoją walizkę i torbę Lily.
- Nic mi nie będzie Li… - powiedziała życzliwie i okryła się kurtką bardziej.
Cała trójka weszła do motelu. W małym holu, na recepcji siedziała kobieta i wcinała kanapę z sałatą. Była koło trzydziestki, miała długie rude włosy i pełno piegów na twarzy. Spod powiek można było dojrzeć intensywne zielone oczy. Wyglądała jak z bajki. Po jej minie można było wywnioskować, że jest znudzona, jednak z nią na wieszakach od kluczy do pokoi zostały tylko cztery z dwudziestu.  Czyli klientów nie brakowało.
Detektyw popatrzył na parę która stała od siebie w znacznej odległości. Westchnął i podszedł do nich.
- Ile chcecie pokoi? – zapytał wprost.
- Myślę że jeden dla ciebie i jeden dla nas – mruknął Malik podnosząc wzrok na przyjaciela. Jednak ten zbił go spojrzeniem.
- Lily będzie miała sama pokój – odprawił z kwitkiem Zayna. – My będziemy mieć razem, żeby nie nadszarpnąć bardziej kosztów.
- To skoro decydujesz to po co się pytałeś? – przewrócił oczami drugi stając z nogi na nogę.
- Bo myślałem, że mądrzej wybierzesz – odwrócił się na pięcie i pozostawił dziewczynę samą z chłopakiem. Ona nie odzywała się, a Liam wiedział, ze po prostu nie miała odwagi sprzeciwić się swojemu partnerowi.
Payne podszedł do recepcji i ku jego zdziwieniu został jeden pokój dla jednej osoby i jeden dla dwóch. Odetchnął z ulgą i zajął pokoje na dwa dni. Nie był pewien ile tu zostaną ale muszą odpocząć. A nie znajdą ich przynajmniej na razie.
Ręką przywołał swoich przyjaciół i poprowadził ich na schody. Prowadziły one na jedno z dwóch pięter. Weszli spokojnie biorąc, ze sobą torby pełne ubrań. Zatrzymali sie u szczytu i ku zdziwieniu Zayna i Lily, chłopak podał klucz dziewczynie i poszedł na kolejne piętro.
- Nasz pokój jest tam Zayn. Myślę, że chcesz spać w łóżku, a nie na korytarzu - zaśmiał sie Payne. Drugi detektyw posłusznie dołączył do pierwszego i zostawili dziewczynę samą na środku przejścia. Po chwili ruszyła sie i skierowała do pomieszczenia numer 8 znajdującego sie na samym końcu na przeciw 9.
Otworzyła drzwi kluczykiem i powoli weszła do małego pokoiku z łóżkiem i szafą. Rozglądała sie wokół szukając jakiś drzwi do łazienki, ale w chwili kiedy ich nie znalazła uświadomiła sobie że prysznice i toalety są na zewnątrz.  Westchnęła cicho z myślą, że wcześniej miała nadzieje na odizolowanie sie od rzeczywistości przynajmniej na parę minut. Niestety musiała porzucić marzenia gdyż potrzebowała się teraz wykąpać. Wyjęła z torby swój ulubiony, fioletowy ręcznik i ubrania na przebranie się. Wyjęła żel który pospiesznie wylądował w jej bagażu oraz małą tubkę ulubionego szamponu.
Wyszła zamykając drzwi na klucz i ruszyła do pomalowanego na biało wejścia z napisem "prysznice" jak sie spodziewała.
Otworzyła drzwi i ku jej oczom ukazał się rząd słuchawek prysznicowych i zasłony. Weszła do jednej i zasunęła za sobą materiał. Rozebrała  się i włączyła letnią wodę. Namydliła ciało, oparła się o ścianę spłukując panię z dłoni. Przetarła twarz przyklepując przy tym włosy, aby nie opadły jej na twarz. Popatrzyła na lecącą w dół wodę, mając nadzieje, że czas się na chwile zatrzyma. Zimne kapelki odbiły się na jej plecach zostawiając ślady swoich krawędzi. 
Dziewczyna rozkręciła mocniej kurek z ciepłą wodą. Weszła pod krople lecące z prysznica i zamoczyła włosy, żeby następnie nałożyć na nie cienką warstwę szamponu. Oczy zaczęły ją lekko szczypać od mydlin. Wyczyściła je szybko dłońmi pozywając się nieprzyjemnego pieczenia. Zmyła wszystko z siebie parzącą wodą i owinęła się ręcznikiem stojąc jeszcze chwilę. Po wyłączeniu wody zrobiło jej się zimno, ale nie chciała się ubierać. Nie chciała wracać do pokoju, żeby przed nim spotkać Zayna, który ma jej coś do powiedzenia. Zdecydowanie nie miała ochoty z nim rozmawiać… Już nigdy.
Ubrała się i odsunęła kotarę. W pomieszczeniu nie było dalej nikogo. Odetchnęła z ulgą i wyszła z zaparowanej przez nią łazienki. Otworzyła drzwi do pokoju i pozostawiając wszystkie rzeczy na podłodze położyła się zmęczona na łóżko.
Zasnęła szybko.

Koło godziny trzynastej Lily zbudziło lekkie szturchnięcie w ramie. Poczuła, że jasne zimowe światło zostało wpuszczone do pokoju przez rozsunięte zasłony. Otworzyła oczy mrucząc  z niezadowolenia i przetarła powieki piąstkami. Ziewnęła i rozejrzała się po pomieszczeniu. Na jej łóżku, w rogu siedział Liam, a na stoliku obok niej stała taca ze śniadaniem. Na talerzu leżały tosty z masłem, jajko i sok pomarańczowy. Uśmiechnęła się do przyjaciela i wzięła tace.
- Jesteś wieki. Umieram z głodu – powiedziała biorąc spory gryz pieczywa.
- Nie ma za co. Wcześnie się obudziłem i pomyślałem że na pewno nie zdążysz na śniadanie więc… Przyniosłem ci je tutaj.
- A czemu mnie obudziłeś? – zaśmiała się cicho zakrywając usta pełne jedzenia.
- Musze zmienić ci opatrunek na łokciu – pokazał palcem za zabandażowaną cześć ręki dziewczyny. – Po za tym nudziło mi się jak holender.
- I co postanowiłeś sobie na mnie popatrzeć? – wybuchła śmiechem nie wiedząc nawet, że miała trochę racji.
- Coś w tym stylu moja droga….  – zaśmiał się cicho patrząc na swoją dłoń. Black spojrzała na nią w tej samej chwili. Zakrwawiony opatrunek nie wyglądał zbyt dobrze, a blondynka wiedziała że to głęboka rana.
- Umiesz sobie sam zmienić? – zapytała z troską biorąc chłopaka za palce. Na jej ustach pojawił się cień nieśmiałego uśmiechu.
- Wiesz… Szczerze to nie. Jakoś nie zabrałem się jeszcze za to, bo Zayn nie wstał.
- Nie tylko Zayn umie tu opatrywać lubi – uniosła z uśmiechem brwi i dokończyła jedzenie. – Najpierw ja ci opatrzę ranę potem ty mi. Nie chce ryzykować zarażeniem się HIV – zażartowała.
- Nie mam HIV w porównaniu do ciebie głupku – zaśmiał się popychając dziewczynę na łóżko.
- No tak bo ty mnie zaraziłeś! – rozczochrała go ze śmiechem po czym uciekła do umywalki, która była także w pokoju. – Idziesz czy siedzisz? – pospieszyła skołowanego chłopaka poprawiającego sobie fryzurę.
- Idę.. no ale jak ja teraz wyglądam?!
- Tak samo dobrze jak wcześniej – przywołała go ręką i znowu złapała za palce.
Stanęła przed nim tak, że jego dłoń miła przed sobą, zdrowym łokciem trzymała jego przedramię przy swojej talii, żeby mieć wygodniej. Gdyby Liam nie miał oporów mógłby ją teraz przytulić obejmując drugim ramieniem jej brzuch. Ale nie zrobił tego.
Blondynka  rozwiązała przesiąknięty krwią bandaż i wyrzuciła do kosza wydając z siebie ciche „ugh”. Wsunęła dłoń chłopaka pod zimną wodę, żeby oczyścić ranę, która zaschła nieładnie. Wyciągnęła wodę utlenioną z apteczki przyniesionej przez Liama.
- Słuchaj… Nie krzycz, nie wierć się, nie piszcz i nie zabieraj ręki. Będzie szczypać – oznajmiła odkręcając korek buteleczki. Krople czystej cieczy padłu na ranę. Payne przygryzł mocno wargę tak że poczuł znany smak krwi. Woda pieniła się  mocno. Lily dała dłoń Liamowi, aby ten mógł odreagować ból. Złapał ją mocno wywołując u dziewczyny cichy jęk cierpienia.
- Ale nie łam mi ręki kochany okay? – zapytała przymykając jedno oko.
- Najwyżej palce – uśmiechnął się krzywo kiedy pieczenie ustąpiło.
- Jeśli chcesz mogę ci to zszyć…
- Wiesz… dam radę…
- Oj wiedziałam,  że nie ma się ciebie pytać o zdanie – wyjęła igłę z apteczki. Kiedyś bardzo interesowała się medycyną, więc szycie ran nie było dla niej problemem.
Po około piętnastu minutach dłoń detektywa wyglądała jak nowa. Trochę bolała, ale mniej niż wcześniej.  Zabrali się za łokieć barmanki.
- Lily? – zapytał Liam biorąc wszystko co trzeba,
- Tak? – usiadła na pościeli i podniosła rękę do góry.
- Jak ty się czujesz?
- No dobrze… A niby jak? – zmarszczyła brwi.
- Chodzi mi o Zayna… - szepnął jakby było to jakąś tajemnicą o której nie mogą dowiedzieć się ich sąsiedzi.
- Dobrze wiesz jaka jest sytuacja… Wiem, że widzisz… - mruknęła cicho odwracając wzrok. Bez namysłu chłopak przytaknął.
- Dlaczego z nim nie zerwiesz? I nie przyjmuje odpowiedzi, że się boisz… Musisz w końcu się od niego uwolnić Lily. On cie zniszczy… On cię już niszczy przecież widzę.
- To nie tak… Ja… Nie chce z nim zrywać od tak… Już trochę z nim jestem… znaczy niby tylko dwa miesiące, ale lubię go bardzo…
- Wcześniej lubiłaś go bardziej – przerwał zauważając.
- Oh tak… Nie no dobra. Jedyną rzeczą dlaczego nie chcę tego zrobić to to, że boję się go denerwować… Szczególnie teraz… Że mi coś zrobi, chociaż nie podniesie na mnie ręki… Może…
- On ci nie daje żyć.
- Twój argument jest nie do odparcia – westchnęła dziewczyna czując zawiązywany bandaż. Opuściła rękę po chwili. – Nie chce go ranić… Jest też moim przyjacielem…
- Jest psycholem.
- Tak… I jest też przychodem, który krzyczy na mnie byle czegoś nie zrobię…
- Nie było mnie jeden dzień i to nie cały… I kolejny raz na ciebie krzyczał?
- Nie krzyczał raz… Tylko kilka razy…
- Boże naprawdę Lily zerwij z nim – westchnął. – Nie mogę patrzeć na to jak w twoich oczach pojawiają się co chwile łzy – palnął. Dziewczyna przytuliła się do niego mocno kładąc policzek na jego ramieniu. – Nie bój się… Nic ci nie zrobi jeżeli dasz sobie z nim spokój…
- Nie chce niszczyć waszej przyjaźni…
- Nie zniszczysz Li… - Liam pogładził włosy dziewczyny spokojnie. Jego serce przyśpieszyło trochę.
- A co jeśli tak? – oderwała się od niego i spojrzała mu w oczy. Jej źrenice były rozszerzone.  – On myśli, że ja go z tobą zdradzam… - powiedziała cicho. Raz to się prawie stało. Prawie. I najgorsze było to że tego nie żałowała.
- No przecież byś tego nie zrobiła. Szczególnie bez powodu… On ci robi krzywdę… 
Zrobiłabym to. A w szczególności z Tobą.
- Masz racje… Myślisz, że ja powinnam… - pokazała kciukiem na drzwi.
- Tak… Idź… I lepiej stąd pójdę… Żeby nie było podwójnych podejrzeń – zaśmiał się cicho i ucałował dziewczynę w czoło.
- Boje się – zatrzęsła się wstając z materaca.
- Nie bój się. Naprawdę nie ma czego. Ale masz być szczęśliwa i czerpać coś z życia. Patrząc na to co się teraz z nami dzieje powinnaś być uśmiechnięta jak najczęściej. A teraz najczęściej jesteś smutna, skulona, wystraszona i niekochana – Black pokiwała głową. Oboje wyszli z pokoju numer 9 i podążyli w stronę schodów. Rozeszli się. Lily poszła w górę, do pomieszczenia 12, a Liam poszedł się przejść odetchnąć.

Nogi dziewczyny były jak z waty kiedy uniosła rękę, aby zapukać do drzwi pokoju Malika. Kiedy już to zrobiła, a w drzwiach pokazał się mulat bała się jeszcze bardziej. Weszła do pokoju i stanęła przy łóżku jednego z chłopaków. Zayn wyczekująco usiadł na nim.
- Coś się stało? – zapytał jakby z wyrzutem.
- Em… J-ja chcia-chciałam z tobą p-pogadać – wydukała niepewnie denerwując tym swojego chłopaka.
- Co zaś chcesz kurwa? Mogłaś się zapytać Liama, nie śpi już – warknął co obudziło w dziewczynie jakiś ogień.

- Nie – oznajmiła pewnie. – Tym razem ci kurwa nie odpuszczę Malik.


____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hej Hej Hej misiaczki ! No dobra to najdłuższy rozdział na tym blogu xd ! ♥  Jak Wam sie podoba? Zaskoczeni lub nie? Jak myślicie co z tego wyniknie? x


No i tak... Ja wiem że czasami nie ma internetu miśki, ale wiem też że czyta was na tyle żeby było przynajmniej te 50 kom. I mam do was prośbę. W tym tygodniu i miesiącu chciałabym, żeby pod rozdziałami było minimum 45 komentarzy. W miarę upływu tygodni jeżeli komentarze będą spadać będę dawała kolejne limity. To denerwujące że raz jest 55 komentarzy a raz 30... Mam wrażenie, że nie daje z siebie na tyle żeby Was zadowolić. Więc. Dodam rozdział jeżeli będzie 50 komentarzy. W kolejnych rozdziałach będę o nie tylko prosić... I piszcie co Wam pasuje A co nie. Chciałabym wiedzieć co poprawić w swoim stylu pisania, żeby Was bardziej zachęcić. ♥ (gdybyście chcieli alternatywę zamiast komentarzy mogę zrobić ankietę ile osób czyta.. Napiszcie x)

Po drugie. Mamy konto Lily, Liama oraz Mad na twitterze. Jeżeli ktoś z Was chciałby prowadzić konto Zayna lub Drew to bardzo proszę piszcie do mnie ☺ Nie zmuszam bo to dobrowolne, ale chciałabym żeby tymi kontami się zajmowali naprawdę rzetelni ludzie x Dawajcie follow na tt : @lily_policeman @zayn_policeman (zajmuje się nim na razie)  @liam_policeman oraz @mad_policeman ♥ 


No to chyba wszystko z tego mojego nudzenia. Dziękuje bardzo za to że przeczytałaś/przeczytałeś tą notkę x Kocham Was wszystkich ☺
Szablon by @Lyvia_x