sobota, 17 października 2015

Premiera

Hej! Zapraszam Was na drugą cześć the Policemana! Możecie ją znaleźć pod linkami niżej! Jest i na Wattpad i na Bloggera wiec czytajcie gdzie wolicie misiaczki! Z góry dziękuję za całe wasze wsparcie, kocham Was!


niedziela, 27 września 2015

Informacja

Drogie moje rybeńki, widze ze juz sie niecierpliwicie, dlatego odpowiem na wasze pytania. 
Po pierwsze. Tak The Protector czyli druga czesc The Policean ukarze sie niebawem
Po drugie. Tak. Zawaliłam miała być premiera we wrześniu ale przez mój brak weny w wakacje i małej ilosci czasu teraz troche sie przesunęło.
Po trzecie. Chciałam napisac 5 rozdziałów z góry aby bez względu na wszystko każdy rozdział ukazywał sie co tydzień nawet jezeli odpuszcze sobie pisanie raz czy dwa razy.
Po czwarte. W ciągu 2, max 3 tygodni (albo krócej) na blogu pojawi sie notka z linkiem go prologu drugiej cześci. I na wattpadzie i na bloggerze. (bedzie to najprawdopodobniej piątek lub sobota)
Dziękuję Wam wszystkim którzy tak czekacie. Wiecej informacji na moim twitterze możecie pytać ---> @luvtinylou ♥ 
Wasza Luv Bromance 

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 36

Podając kubki z herbatą na tacy, Lily usiadła na kolanach Liama, tuż obok Zayna. Ten wziął kubek i dosypał cztery łyżki cukru, gapiąc na taflę cieczy. Dziewczyna oparła policzek o okryte koszulką ramie policjanta. Spojrzała na mulata i posłała mu miły uśmiech który odwzajemnił szybko, co uszczęśliwiło dziewczynę.
- Wiecie... Nareszcie mam to, co chciałem - powiedział spokojnie, unosząc delikatnie kąciki swoich ust. Blondynka, tak samo jak jej chłopak pomyśleli o tym samym - o wczorajszym powrocie chłopaka do domu i jego jakże widocznych, czerwonych ustach na szyi i obojczykach. Najwidoczniej jego dziewczyna dawała mu szczęście i to było widać. Promieniał. Zakochał się? Możliwe, chociaż w tak szybkim czasie jest to raczej szalone. A jak wiadomo szaleni ludzie, to wspaniali ludzie.
Black zachichotała pod nosem i wstała po chwili podchodząc do przyjaciela. Objęła mocno jego ciało rekami przytulając. Zayn także ją objął gładząc delikatnie po plecach. Kołysali się, aż za plecami dziewczyny nie rozległ się ponury głos Liama, mruczącego coś o przestrzeni osobistej.
Barmanka zaśmiała sie tylko i pocałowała pospiesznie Malika w policzek.
- Jestem dumna - powiedziała czochrając zabawnie jego włosy i doprowadzając je do totalnego nieładu. Przyjaciel prychnął tylko układając włosy z powrotem na ich pierwotne miejsce i rozsiadł się wygodnie na krześle biorąc łyka swojej kawy.
Skrzywił sie nieznacznie, na co Liam wybuchnął śmiechem prawie spadając z krzesła.
- Za dużo cukru? - zapytał retorycznie, rzucając koledze rozbawione, wścibskie spojrzenie. Upił swojej kawy mało się nie dławiąc. 
- Jesteście totalnie niemożliwi... Jak dzieci - westchnęła kobieta i poszła do kuchni po czajnik z gorącą wodą. Dolała drugiemu detektywowi wody do napoju i upiła trochę próbując. - Teraz powinno być dobrze.
- Tak dziękuje Lils - uśmiechnął sie biorąc pokaźny łyk. - Zdecydowanie lepsze.
- Myślę, że kontaktowanie sie z Jogim było złym pomysłem - ciężki oddech bruneta wyszedł z jego ust.
- Jest kłamcą - powiedziała blondynka gdzieś z kuchni podsłuchując całą rozmowę odkładając czajnik.
- Myślę, że masz racje.
- Ja także myślę że Lily ma racje - zauważył mulat kiwając głową. - Nie powinniśmy nikomu ufać... 
- No, ale skąd mięliśmy wiedzieć, że to on nas wyda?
- Nie wiedzieliśmy i to było najgorsze - Zayn pomachał głową zrezygnowany. – Myślałem, że można polegać na przyjaciołach, ale chyba zawiodłem się na kolejnym. Tak samo Lev... Nie pomógł nam ani trochę, a mógł. Na pewno wiedział o wszystkim...
Kiedy dziewczyna usiadła na swoje własne krzesło, Liam spiął się widocznie co ją zaniepokoiło. Dała dłoń na jego kolano wzdychając cicho.
- Hej... Co sie stało, kotku? - kciukiem kreśliła kółka po jego jeansach. Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, aby wyciągnąć z ego ust odpowiedź na zadane wcześniej pytanie.
- Nic, nic - uśmiechnął się słabo.
- CO się stało - podkreśliła wyraźnie, a jej wzrok, z łagodnego, stał się ostry i wyglądała jak nieposkromiona kocica, co w pewnych chwilach, byłoby bardzo ciekawą perspektywą spędzania czasu.
- Ee... Zayn? - jasny brunet chcąc zwrócić uwagę przyjaciela szturchnął go nogą. Ten odwrócił się od razu, ale speszył się widząc niepewną minę Payne'a oraz nietypowy wzrok dziewczyny. Zmarszczył brwi i kiwając głową dął znak, że chłopak może mówić.
- Słuchajcie... Musze wam powiedzieć coś ważnego... A w sumie tobie Zayn, bardziej - jego głos był dziwny, inny niż zawsze. Był niezbyt pewny tego co chce powiedzieć, a to nie wróżyło nic dobrego. - Kiedy byliśmy w hotelu, w Amsterdamie ja spotkałem tam Leviego... I spotkałem go także w sklepie z bronią...
- Co?! - zwołał Malik podnosząc sie z krzesła. Nie wierzył, tak dawno nie widział swojego przyjaciela, a Liam mu nawet o tym nie powiedział.
- Spokojnie... On zasilał nam konto. On dawał nam pieniądze... Ale to nie jest najgorsze... Ja... Kiedy spotkałem go w hotelu, prawie się tego nie spodziewałem. Dostałem masę pieniędzy, za które mięliśmy sie utrzymać, wiele obietnic i dobrych rad oraz nie jedną przysięgę... Ale także prosił mnie o coś - chłopak westchnął ciężko, a przed oczami zrobiło mi się słabo na samo wspomnienie krwi rozlewającej sie po wykładzinie na korytarzu w amsterdamskim hotelu.
- Prosił cię? O co cie prosił, Li? - cichy szept blondynki przedarł się przez jego myśl i ożywił go nieco wprowadzając w krótki stan otrzeźwienia.
- On prosił mnie... On powiedział, że i tak go zabiją, albo będą go torturować i będą chcieli wyciągnąć z niego niejedną informacje... On kazał...
- Do rzeczy, Liam, błagam cię - szorstka uwaga przyjaciela jeszcze bardziej onieśmieliła detektywa.
- On kazał mi go zabić...
- Kogo...
- Ja zabiłem Leviego - wyszeptał niepewnie. - Zabiłem naszego przyjaciela, Zayn.
Mężczyzna wstał i biorąc rękami końcówkę kołnierza, bluzki od Payne'a podniósł go do pozycji stojącej.
- Ja mogłeś go zabić?! - warknął mu prosto w twarz i rzucił go na ziemię. - Jak mogłeś zdradzić mnie?! To był nasz przyjaciel a ty go zabiłeś?! - krzyczał głośno i podniósł rękę aby uderzyć chłopaka w twarz, ale poczuł jak jego nadgarstek łapie dłoń. Przed sobą miał drobną postać Lily która stała między nim, a swoim wstającym powoli chłopakiem.
- Uspokój się, kurwa! - uderzyła go z liścia w twarz.. - Słyszałeś? Kazał mu to zrobić! Wolał zginąć z rąk przyjaciela i nas nie wydać, niż teraz także leżeć w grobie obok nas! - posadziła go siłą na krześle. – Zrozum, że on tego nie chciał!
- Teraz go bronisz, tak? - warknął ściskając swoja komórkę w dłoni tak mocno, że palce mu zbielały.
- Bronię go, bo ciebie popierdoliło Zayn... - dziewczyna westchnęła i usiadła na krześle zakrywając twarz dłońmi. - Uspokójcie się. Ponoć jesteście przyjaciółmi, prawda? Nie powinniście sie bić...
- Przyjaciela nie powinno się zabijać - syknął w stronę jasnego bruneta.
- Zayn!
- Przepraszam - poszedł do kuchni i włączył wodę mocząc sobie nią twarz.
Jak mogłeś, Liam.. Kurwa, ufałem ci... Myślałem, że nie będziesz na tyle głupi, żeby zabijać człowieka... A przynajmniej nie przyjaciela.
Po chwili wrócił na miejsce. Zwiesił głowę, a później popatrzył na resztę, która była w niego wgapiona. Przeniósł wzrok na Payne'a.
- To nie Jogi jest zdrajcą - powiedział cicho bawiąc sie swoją komórką w dłoniach.
- A kto niby? - Liam zmarszczył brwi poprawiając pogniecioną od uścisku pieści Malika koszulkę. 
Miedzy nimi nastała głucha cisza, która jakby sama oczekiwała na słowa chłopaka. Nie pośpieszając go detektyw czekał posłusznie, chociaż ręce pociły mu się ze stresu. Gdzieś w tle było słychać cichy dźwięk klawiszy komórki.
Nie wiedział, że Zayn wie. Nie przypuszczał. Ale także nie przypuszczał tego co usłyszy. 
- Bo to ja - wyszeptał gorzko.
Wszystko zaczęło się nagle. Rozbite szyby i wywarzone drzwi ustąpiły miejsca dwudziestu żołnierzom w niebieskich ubraniach z napisem "Marlock" na plecach. Lily nie ruszając się nawet wpatrywała się rozszerzonymi źrenicami na Zayna. Jej wzrok mówił tylko jedno: Zawiodłeś mnie.
Nagle poczuła ręce zaciskające sie na jej ramionach i praktycznie upadła do tyłu. Została pociągnięta gdzieś do drzwi i właśnie wtedy wyrwana z amoku zszokowania. Przeniosła wzrok na Liama, ale ten był już trzymany przez innych zabójców.
Jego rozdzierający krzyk przedzierał się przez tłum niebieskich pachołków Drew. Krzyczał w niebogłosy i chyba tylko Black mogła zauważyć jeden mały szczegół. Łzy w jego oczach. Na jej policzkach automatycznie pojawiły się stróżki wody.
- Bedzie dobrze - powiedziała praktycznie bezgłośnie, patrząc na niego. - Bedzie dobrze...
- Lily! - detektyw krzyknął tak mocno, że miał wrażenie jakby rozdarło mu gardło na pół. - Uratuję cię, rozumiesz?! Kocham cię!  - ostatnie słowo wywrzeszczał na cały dom.
Najgorsze było to, że Lily nie mogła odpowiedzieć, nawet szarpiąc sie nie zdołałaby się wyrwać. Nie miała siły już krzyczeć, bo wiedziała, że tego nie usłyszy, ale była pewna jednego. Kochała go jak wariatka. Była pewna też innej rzeczy. Była pewna, że nie spotkają się w najbliższym czasie, jeżeli w ogóle.
Wyprowadzili ją i wsadzili do auta zasłaniając oczy. Nie widziała nic, czuła się ślepa. A odór w samochodzie szybko zbił ją z nóg, przez co zemdlała. Już nie było nadziei, że będzie wiedziała gdzie jedzie.

- Zabije cię, rozumiesz!? - wrzeszczał Liam. - Zabije cię, Zayn! Zabiję - szamotał sie mocno, ściskany przez żołnierzy. - Zabrałeś mi ją!
- Ty pierwszy mi ją zabrałeś - westchnął mulat, puszczając na ziemie swoją komórkę. Krzyki po chwili ucichły, a bezwładne ciało detektywa uśpione upadło na ziemie.
- Zabić go?- zapytał jeden z żołnierzy. Niestety Zayn niezdolny do odpowiedzi tylko się odwrócił w stronę głosu który mu przerwał.
- Nie. Nie musisz. Przynajmniej się trochę pomęczy i sam wykończy. Nie warto marnować kul na bezużyteczne ścierwa - uśmiechnęła sie Madison, wchodząc z gracją do pomieszczenia. Odrzuciła włosy na bok i podeszła do Malika narzucając mu ręce na szyje.
- Jestem dumna - uśmiechnęła sie i przeczesała jego włosy palcami. 
- Słyszę to dzisiaj drugi raz - mruknął brunet i przyciągnął ją do siebie mocniej. - Może jakaś zapłata? - powiedział i poczuł na swoich ustach delikatne wargi Allen. Wiedział, że ona zdradza Drew przy jego pachołkach, ale jakoś mało go to obchodziło.
- Na prawdę dobra robota - oblizała usta, odsuwając sie i każąc wyjść zabójcom. Usiadła na stole zakładając nogę na nogę. - Myślałam że nie dasz rady. Ponoć ją kochasz.
- Już nie - opierawszy sie o ścianę, chłopak zapalił papierosa. - Teraz powinna dostać to czego chciała. Dużo rozrywki, mało kochania.
- Należy jej się za to, co zrobiła - głos Madison był aksamitny i przybrał ton bardzo schlebiający. - Dzięki tobie, Black pożałuje, że się urodziła.



Ciąg dalszy nastąpi…

_________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Witam Was moi drodzy w tym jakże wspaniałym dniu. Na prawdę, dobry dzisiaj dzień.No to tym własnie sposobem zakańczamy The Policemana. Myślałam że trudniej sie rozstane z tą częścią, ale było łatwo. Małe zainteresowanie najwidoczniej na mnie oddziałało. 
Bedzie natomiast 2 cześc.. Jeżeli chcecie do niej link kiedy bedę już publikować (koło września zapewne) napiszcie pod tym postem.
Dziekuje tym co ze mną zostali, mam nadzieje że bedzie Was kiedyś wiecej.  teraz dziekuje i.. DO widzenia i do zobaczenia w 2 części - The Protector. 

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 35

- Kurwa, Lily – głos Liama był szorstki, ale nie dlatego, że kłócił się z dziewczyną, lecz dlatego, że pojął kto ich zdradził.
- Liam, spokojnie… Obiecałeś mi, że się z nim nie skontaktujesz.. On wie gdzie jesteśmy, rozumiesz?! - westchnęła idąc do niego wolno, utykając lekko. Dała mu dłonie na ramiona.
- Nie rozumiesz…  Ja myślałem, że mogę mu ufać. Był moim przyjacielem, a teraz co? – warknął, a jego dłoń uderzyła o stół. – Pieprzeni ludzie, nikomu nawet zaufać nie można…
- Ej, ej, ej! Nie rzucaj słów na wiatr, Payne, bo możesz zrobić sobie nimi krzywdę, kiedy okażą się ostre jak noże, gdy do ciebie wrócą – pogroziła mu palcem i łapiąc jego podbródek, zmusił go aby na nią spojrzał.
Patrzył na nią z góry, jednak wydawała mu się od niego dziesięć razy większa, kiedy w jej oczach była powaga i siła.
- Ludzie to kurwy, Liam, ale nie wszyscy. Możesz ufać mi, Zaynowi, i ludziom którzy są przy tobie od wielu, wielu lat. A co z twoją rodziną? Im te nie ufasz? – zmarszczyła brwi, zdając sobie sprawę, że ani razu nie słyszała z ust swojego chłopaka słów „mama” czy „tata”. Odgoniła szybko te myśli, aby nie zaprzątać sobie nimi głowy.
- Ufam Lily, ufam… Chociaż nie masz racji bo Jogi’ego znam siedem lat, czyli dłużej niż Zayna, a jednak mnie zdradził – syknął przez zęby, przez co dostał z liścia od Black.
- Jeszcze raz sykniesz to wyjebie cię z domu, Liam. Rozumiesz? – westchnęła i usiadła na krześle nie mogąc już utrzymać się na nogach. Na jej nogawce spodni pojawiła się mała plama krwi. Złapała się za tamto miejsce, nie chcąc pokazywać tego mężczyźnie, ale było za późno. Złapał ją na nadgarstek i podwinął spodnie.
Na łydce, z rany dziewczyny sączyła się czerwona ciecz. To nie było normalne, gdyż rana powinna się już dawno zagoić, zszyta i zabandażowana parę tygodni temu. Liam od razu wstał i wyciągnął apteczkę jednak otwierając ją. Zorientował się, że nie mają nawet gazików… Największy problem był w tym, że nie miel już jak kupić nowych, gdyż ostatnie pieniądze wydali na naboje do broni i jedzenie.
Odwrócił się gwałtownie do dziewczyny z zakłopotanym uśmiechem.
- Chyba powinniśmy jechać na pogotowie, Lily… - powiedział cicho i kucnął obok niej.
- Wiesz, że nie możemy – przetarła twarz dłońmi. Na dzisiejszy dzień było dla niej za dużo i wolała chyba mieć amputowaną nogę.
- To co chcesz zrobić? Lily, pomyśl, że to może się źle skończyć – skrzywił się.
- Nic… Zapomnij o tym i ciesz się, że Zayn nareszcie gdzieś wyszedł – uśmiechnęła się i zasłoniła szybko łydkę, zmieniając temat.
- Nie jestem taki naiwny, kochanie, ale tak, cieszę się – kiwnął głową i przysiadł na krześle.
- Może się zakochał – zachichotała wstając i idąc do łazienki, próbują iść normalnie.
- Nie udawaj… Wolę widzieć, że utykasz i przynajmniej nie udajesz… - Liam podszedł do niej i wziął ja na ręce. – Chodź, powinniśmy to jakoś przemyć – ruszył do łazienki. Blondynka zarzuciła mu ręce na szyje i patrzyła z zaciekawieniem, na jego zamyślony wyraz twarzy. Ciekawiło ją to o czym myśli, kiedy zmarszczył lekko brwi, najprawdopodobniej intensywnie się zastanawiając. Pogładziła jego kark lekko, przez co chłopak popatrzył na nią szybko.
- Liam… O czym ty myślisz, skarbie – westchnęła i usiadła na wannie, kiedy mężczyzna przyniósł ją tam i postawił na ziemi.
- O tym, co mi mówiłaś… O zaufaniu – wziął ręcznik i namoczył go w wodzie, biorąc wodę utlenioną. – I o zaufaniu do innych… Dawaj nogę – kiwnął głowa pokazując żeby odsłoniła ranę. Zrobiła tak i oparła stopę o ścianę, zaciskając usta z bólu. Rozcięcie cholernie piekło.
Payne zaczął delikatnie oczyszczać ranę, patrząc na kamienną twarz swojej dziewczyny. W środku jedna chciało jej się krzyczeć, kiedy pierwsze krople wody utlenionej, skapały na podrażnioną skórę.
- Możesz mnie bić, jeśli cię boli – uśmiechnął się słabo czując jak dziewczyna zaciska palce na jego ręce. Zamknęła oczy, a z ich kącików popłynęły pojedyncze łzy.
- Kur… Jak to cholernie boli, Li… Proszę, zrób coś z tym – wytarła krople szybko ręką, ale ich miejsce zajęły po chwili kolejne.
- Lily, wytrzymaj proszę – szepnął chłopak i wystukując numer Zayna owinął nogę dziewczyny w ręcznik. Prosząc przyjaciela o kupienie za coś opatrunków, zacisnął materiał zatrzymując odrobinę kapanie krwi na kafelki łazienki. Dał dłoń dziewczyny na końcówkę ręcznika, aby go przytrzymała i pobiegł do pokoju biorąc jakoś czystą koszulkę. Rozdarł ją i wracając, zmienił ręcznik a prowizoryczny bandaż.
- To będzie dużo lepsze – szepnął i zawiązał koszulkę ciasno aby nie spadła. Przytulił Lily do siebie, a ta odetchnęła.
- Trochę lepiej – skłamała zaciskając malutkie rączki na torsie chłopaka. Wziąwszy kobietę na ręce, Liam zniósł ją do salonu na kanapę i położył, aby odpoczęła.
Po parunastu minutach zjawił się Malik niosąc w dłoni parę bandaży, gaziki i plastry zaciskowe, na rany otwarte. Czując ulgę, przy zmianie opatrunku, na profesjonalny sprzęt, Lily odprężyła się trochę i uśmiechnęła przy powolnym ustępowaniu  bólu.
- Jak się czujesz? – Zayn usiadł obok dziewczyny, patrząc na świeżo zawiniętą nogę.
- Lepiej, dziękuję – uśmiechnęła się lustrując go wzrokiem. Nagle szybko się podniosła i odchyliła kawałem jego koszulki. – O matko, Zayn, co to jest?! – zapiszczała widząc ślad pocałunku czerwoną szminką.  Pisk od razu przykuł uwagę Liama, który wyciągając rękę do przyjaciela i przybił mu żółwika.
- Wreszcie stary – zaśmiał się czochrając go.
- Dzięki – mulat uśmiechnął się lekko i popatrzył na ślad, na swoim obojczyku. – To nie miało wyjść na jaw – zaśmiał się ścierając to.
- Chyba ci nie wyszło – zachichotała dziewczyna i przytuliła ciemnego bruneta mocno. – Jestem dumna, że kogoś masz Zayn. To słodkie – powiedziała z uśmiechem uważając, aby nie zrobić sobie krzywdy w ranę.
- Też się cieszę – wyszczerzył się pokazując białe zęby. – Liczyłem na to, kiedy się z nią bliżej poznam.
- A zdradzisz mi jej imię? Proszę – dziewczyna złożyła dłonie i popatrzyła błagalnie na przyjaciela, i jak na to nie patrząc, byłego chłopaka.
- Nie – jęknął. – To niespodzianka. Obiecuję ci, że kiedyś ją poznacie… Nawet niebawem – zaśmiał się cicho.

- Kurcze… Ta szminka jest w moim ulubionym kolorze – uśmiechnęła się dziewczyna. –Była z limitowanej edycji MAC’a – westchnęła cicho. – Kiedyś miałam taką, ale ją zgubiłam. Będę musiała ją pożyczyć od twojej dziewczyny – uśmiechnęła się i do końca wytarła szminkę ze skóry chłopaka.


__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hej ludzie. Daje 35 rozdział z małym zapałem. 
Chce powiedzieć tym co to jeszcze czytają że po Policemanie szykuję kolejną część, jednak ważne jest to, aby ktoś ją czytał. Więc jeżeli możecie to skomentujcie abym wiedziała że pisze to dla kogoś.

Powiedzcie co sądzicie. Mgę wam zdradzić że to jest PRZED OSTATNI rozdział xd cieszycie się? Bo ja chyba tak xd
Mam nadzieje że chcecie kolejną. Do następnego moi drodzy :*

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 34

Jeżeli tu jesteś proszę pozostaw po sobie ślad :)


- Słuchaj… Brakuje nam czasu, rozumiesz? Oni nas za niedługo wywalą z tej posady! Drew, czy ty myślisz?! – Madison nawet nie krzyczała tylko wołała jakby z oddali, próbując zwrócić uwagę chłopaka na jej osobę. – Oni chcą nas zabić!
- Mówisz głupoty, Mad… Nawet nie wiesz jak oni mnie potrzebują – zamruczał pod nosem brunet poprawiając okulary spadające mu na nos. Grzebał rękami w jakiś papierach usilnie szukając potrzebnych dokumentów, aby wysłać je policji. Nie chciał nawet słuchać Madison uważając, że jej jebana obsesja tylko wszystko niszczy. Nie rozumiał dlaczego nie mogą po prostu jej zabić… Najwidoczniej plany się zmieniły.
- Oprócz mnie nikt nic nie robi w sprawie złapania tej dziewczyny, rozumiesz?!
- Nie, nie rozumiem – popatrzył na nią spod byka biorąc papiery w ręce. – Jeżeli nadal masz zamiar wkurzać mnie i doprowadzać mnie do szału, to droga wolna, ale nie ręczę za siebie, moja droga – powiedział idąc w stronę drzwi.
- Drew jeżeli wyjdziesz możesz o nas teraz zapomnieć – zmierzyła go wzorkiem, kiedy jego całe ciało napięło się pod wpływem stresu, ale zamiast powrotu na miejsce, Drew prychnął śmiejąc się.
 - I tak dobrze wiesz, że bez siebie długo nie wytrzymamy – powiedział kpiąco i wyszedł do pomieszczenia obok, zostawiając Allen totalnie rozdrażnioną. Najgorsze było to, że miał racje…
Westchnęła cicho biorąc telefon i patrząc na ciemny wyświetlacz. Od tygodnia nie przyszła ani jedna wiadomość. Najprawdopodobniej informator nic nie znalazł. Niestety czas ucieka nieubłaganie, a wszystko co ważne oparte było wtedy wyłącznie na czasie.
Jakby nie patrzeć każdy jej dzień, godzina, minuta praktycznie opierała się na tym, że gapiła się w głupi, pusty ekran smartfona. Nie ukrywała,  że drażniło ją to coraz bardziej i miała ochotę skoczyć z okna znajdującego się obok niej, ale robiła to dla swojego pieprzonego chłopaka, który uważał, że najważniejsze jest to, aby zawładnąć światem, nie ważne jak to brzmi.
Komórka zawibrowała, a bruneta bez większych emocji odblokowała go. Uśmiechnęła się tylko lekko wzdychając i odczytała wiadomość od swojego ulubionego numeru, zapisanego jako „informacja”.

„Wiem gdzie są. Wystarczy tylko 100 000$ :D”
Brzmiała wiadomość, na co kobieta się tylko zaśmiała. Zapytała o numer konta i kiedy go dostała, nieceremonialnie wystukała okrągłą liczbę stu tysięcy dolarów.  Jak to mówiła, koszta sie nie liczą. Wysłała przelew i parę minut później dosłała wiadomość o skontaktowaniu się telefonicznie. Narzuciła torbę na ramie i otwierając z hukiem drzwi weszła do pomieszczenia, gdzie znajdowało się biurko Marlocka. Usiadła na nim i czując dłoń na jej kolanie uśmiechnęła się.
- Masz ochotę na małe wakacje, kochanie? – zapytała strzepując rękę chłopaka ze śmiechem.
- Zależy gdzie – uśmiechnął się i ściągnął okulary. – Jakaś propozycja?
- Myślę, że zaraz się dowiem – połączyła się z numerem od którego dostała wiadomość i pokazując język chłopakowi, na co on pokręcił głową. – Ja zawsze wygrywam kochanie. Westchnął cicho i wrócił do sortowania papierów słuchając jej rozmowy. Przeszły go nieprzyjemne ciarki słysząc osobę po drugiej stronie. Najgorsze było to, że miała racje.


O tej samej porze co poprzedniego dnia, Lily i Liam wyszli z domu i ruszyli w kierunku miasta. Wcześniejszego wieczoru razem z Zaynem uzgodnili plan działania, aby pozbyć się informatorki raz na zawsze. Nie było to proste, ale dla nich nie było rzeczy niemożliwych.
Mając za pasem broń chłopak mocno trzymał małą dłoń Black, jakby bał się że zaraz mu ją zabiorą… I niestety jego obawy nie były bezpodstawne.
Mocno zaciskał mięśnie, aby wyglądać na groźniejszego, co nie uszło uwadze dziewczyny, która od razu wybuchnęła śmiechem.
- Jesteś taki nienaturalny Liam. Rozluźnij się, nie zabiją nas… Jak coś to my ich – powiedziała pewnie i klepnęła się lekko w bok, tam gdzie miała zawieszoną broń.  Uśmiechnęła się promiennie do mężczyzny, przez co on widocznie odetchnął. Uspokoił się trochę i bez słowa, pokazując jej tylko język szli dalej. Lily sprawdziła godzinę przy zrobionym zdjęciu, stając na tym samym miejscu gdzie je robili. Zaczęła oglądać się dookoła, ale szybko zostało to przerwane, gdyż poczuła jak jej chłopak ciągnie ją za drzewo. Zmarszczyła brwi kiedy wystawił palec w stronę ulicy, ale gdy popatrzyła w tamte miejsce skrywał się za konarem bardziej. Młoda kobieta szła patrząc cały czas za siebie czy nikt za nią nie idzie. Była niespokojna, a jej krok był szybki, jednak niezbyt pewny, ponieważ jej nogi drżały z przerażenia wymalowanego na jej twarzy.
- Czemu mi nic nie powiedziałeś?! – warknęła cicho, a Liam tylko pomachał rozbawiony głową wyciągając broń.  Nabił ją, a dziewczyna popatrzyła w dół na przedmiot. – Może powinniśmy najpierw porozmawiać? – zapytała niewinnie, ale widząc minę Payne’a zignorowała swoją myśl i także wyciągnęła broń. Na znak chłopaka oboje wybiegli zza drzew, i zaciągnęli kobietę zakrywając jej usta w poprzednie miejsce pobytu. Szarpała się wystraszona, a w jej oczach powoli pojawiły się łzy. Puścili ją, przez co upadła na trawę jęcząc z bólu i łapiąc się za plecy. Popatrzyła na nich, a po jej policzkach popłynęły łzy, gdy do jej skroni  detektyw przyłożył lufę.
 W jego oczach była złość, ponieważ nie mógł sobie wytłumaczyć tego jak ktoś może mu tak niszczyć życie. Dał palec na spust, ale na nadgarstku zacisnęły mi się palce jego dziewczyny.
- Czekaj – syknęła i kucnęła przy kobiecie sadzając ją przy drzewie. Złapała za jej ramiona.
- Jesteś informatorką Madison? – zapytała spokojnie, ale jej wzrok był pusty niczym otchłań.
- C-co? – urywający się głos młodej dziewczyny, co dopiero z bliska Lily mogła zobaczyć, drżał mocno.
- Czy jesteś informatorką Madison Allen i Drew Marlocka, którzy poszukują mnie i mojego chłopaka? – zapytała kolejny raz, bardziej dobitnie.
- N-nie… Ja przysięgam! Nie wiem kim oni są! Ja nie chce żeby mnie zabili i żebyście wy mnie zabili!
- Co ty mówisz… Kto ma cię zabić?
- W wiadomościach mówią, że każda osoba która się z wami widziała, rozmawiała, czy utrzymywała z wami kontakt została zabita… J-ja wczoraj tak się wystraszyłam… Kiedy na was wpadłam – popatrzyła po Lily i po Liamie, który przyjął zamkniętą pozycje słuchając całej opowieści. – Nie zabijajcie mnie…
- Co roiłaś na lotnisku? – głos Mężczyzny był zimny, i oschły, jak wtedy gdy kłócił się z Black. Po jej ciele przeszły ciarki na samą nutę tego przerażającego dźwięku.
- Pracowałam tam… I pracuję, kiedy przyjeżdżam do rodziny… Tak naprawdę mieszkam tutaj… Dwie ulice stąd… Przysięgam… Wracam teraz z piekarni w której pracuje… Nie zastrzelcie mnie – zaczęła łkać cicho, a serce blondynki ruszyło się na sam ten widok. Ciemnowłosa dziewczyna, w młodym wieku jak się okazało, krucha jak ciastko została zaatakowana przez parę uciekinierów policji i mafii… Straszne.
- Nie zastrzelimy cię… Ja obiecuje i on też – Lily wskazała głową na Liama i skierowała na niego swoje oczy. Kiwnął głową uśmiechając się lekko i pomógł dziewczynie wstać. Ta powoli uspokoiła się.
- Mam nadzieję, że dacie sobie radę… Z tym wszystkim co słyszałam… - dziewczyna uśmiechnęła się także delikatne. – A przy okazji… Jestem Kylie.
- Jestem Lily a to Liam…
- Jej chłopak – detektyw objął barmankę wokół pasa a ta się zaśmiała.
- Pójdę już – Kylie pożegnała się i odeszła powoli w stronę chodnika. Widać było że jej ulżyło. 
Black wtuliła się w tors mężczyzny, który wytrącony z zamyślenia objął ją mocno. Pogładził jej plecy opiekuńczo.
- Co myślisz o tym że zabijają każdego kto z nami rozmawia? – zapytał cicho, przypominając sobie każdą kolejną osobę, którą poświęcili w tej ucieczce.
- Myślę że to chore, Liam… Mam dość… Przeze mnie giną zwykli ludzie…
- To nie przez ciebie.
- A przez kogo tu jesteśmy? Gdyby nie twój wybór, aby mi pomóc nie byłoby nas tutaj. Wszystko zaczęło się ode mnie. Niestety tak już jest  kiedy… - przerwał jej głośny strzał. Był to strzał z broni. Odgłos nie był z daleka, więc razem z Liamem pobiegli w tamtą stronę. Zdyszani stanęli na betonowej drodze, a pisk który wydobył się z ust Lily był tak głośny, że sama się wystraszyła. Upadła na kolana. Na ziemi leżało ciało tej młodej dziewczyny, która przed sobą miała całe życie. Przez małą głupią rozmowę została poświęcona kolejna osoba. Młoda, żywa, piękna, ale już martwa.

Kylie leżała w kałuży krwi która symbolizowała, że koniec jest już blisko. Zbyt blisko by znowu uciec. 



______________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Cześć misie :) jak Wam sie podoba? Piszcie bo juz sama nie wiem... czuje że to nie ma sensu a przygotowuje drugą cześć i nie mam prawie dla kogo.. mało Was i to jest smutna prawda bo nie taki był plan... 
Chce żeby ludzie wchodzili, ale pisałam już do wszystkich chyba których mogłam... Pełno mnie poblokowało przez to. 
Prosze dajcie o sobie znak.. Jezeli znacie kogoś kto lubi takie opowiadania i lubicie je czytać to powidzcie komuś że może zajrzeć. Z góry bardzo bym dziekowała. Bez Was nie ma tego opowiadania a bez tego opowiadania nie ma mnie. Więc prosze Was nie zabijajcie Lily Liama i Zayna tylko pomóżcie im żyć. 
Bardzo Was kocham i dziękuje. 

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 33

Liam wchodząc do domu oparł sie o drzwi, aby nie stracić równowagi. Rozejrzał się dookoła i dopiero wtedy kiedy popatrzył na podłogę. Przy ścianie siedziała drobna dziewczyna wpatrzona w niego swoimi zaszklonymi od łez oczami. W sercu coś nieprzyjemnie go zakuło widząc jak mała kropelka wody spływa jej po policzku, przedzierając się przez zaczerwienioną skórę prawdopodobnie ze złości. 
Dziewczyna podniosła się gwałtownie i  podeszła do chłopaka zaczynając płakać, a on tylko pomachał głową, na znak że nie powinna tego robić.
- Boże, co ci się stało – załkała i wyciągnęła dłoń ku zakrwawionemu bandażowi na głowie detektywa. Payne złapał za nadgarstek Lily i skierował na swój policzek zamiast na bandaż.  Westchnął głośno czując delikatne palce blondynki na swojej skórze i zamknął oczy.
- Wybacz mi – wyszeptał i ścisnął mocniej jej małą drżącą rączkę.
- Nie było cię całą noc – wyszeptała cicho oddychając szybko ze zdenerwowania. – Nawet nie wiesz jak się bałam! – jej zrywający się od płaczu głos przyprawił mężczyznę o dreszcze, jeszcze większe niż kiedy zobaczył jej łzy… Ona przy nim nie płakała, była bardzo silna… Czasami zbyt silna.
- Przepraszam Lily… - objął ją ramionami, ale ona się wyrwała. Spojrzała na niego z taką złością w oczach, ze aż zamarł.
- Gdzieś ty był?! –dopiero kiedy zmarszczyła tak bardzo brwi, zauważył że pod jej oczami widnieją ogromne, ciemne worki. Nie spała przez niego do rana. Zdenerwowanie było jeszcze większe, niż byłoby normalne… Albo mniejsze, co oznaczało dla niego śmierć.
- Kochanie… Spokojnie… Porozmawiajmy na spokojnie – pogładził jej ramię.
- Na spokojnie? Człowieku, czekałam na ciebie przed tymi drzwiami jak głupia! Uznałam, że jeżeli nie wrócisz do dziesiątej to już nie będę czekać! – wykrzyczała to z całych sił jakie miała w płucach.  Liam odsunął się gwałtownie i zwiesił głowę zaciskając zęby. Jeszcze godzina a straciłby ją na zawsze… Pieprzony gówniarz…
- Napadli mnie – powiedział tylko napinając wszystkie mięśnie.
Stracę ją… Za chwilę ją strącę…
- Co? – jej usta się lekko otworzyły. – Ocipiałeś?! Liam ty nosisz wszystkie pieniądze przy sobie! Ale to nie jest najważniejsze, widzisz co ci zrobili z głową!? Musimy jechać na pogotowie i to j…
W tej samej chwili na ustach dziewczyny znalazły się wargi chłopaka. Na początku nie odwzajemniła pocałunku, co totalnie zbiło z tropu mężczyznę. Po chwili jednak westchnęła w jego usta i stanęła na palcach zawieszając ręce na jego szyi. Pogłębiła lekko, żeby od razu potem oderwać się delikatnie.
- Nienawidzę cię Liamie Payne – powiedziała kręcąc głową zdegustowana. - Masz humory jak baba.
- Oj tam wybaczysz mi – cmoknął jej nos, a ona popchnęła go do kuchni i posadziła na krześle.
- Co ty żeś zrobił chłopie – odwinęła bandaż i skrzywiła się widzą nieładną ranę.  – Muszę ci to zaszyć… Skąd masz bandaż? – zdziwiła się wyrzucając go do śmietnika. – Nie wierzę, że miałeś przy sobie – powiedziała pewnie i zaczęła ścierać zaschniętą krew wokół rany wacikiem.
- Kupiłem – skłamał wyciągając pieniądz które dostał od Jogi’ego na stół. Black popatrzyła na nie, ale nie zadała więcej pytań sadząc, że po prostu go nie okradli. – Gdzie Zayn?
W żyłach Lily momentalnie się zagotowało. Nie chciała tego pytania, bo wiedziała, że zdenerwuje ją to bardziej niż wszystko inne.
- Nie obchodzi mnie to – odpowiedziała sycząc, co utwierdziło Liama, że Malik nawet jej nie dotknął, a już wylądował poza jej pokojem.
Dziewczyna wzięła z apteczki maść na rany i posmarowała czoło chłopaka. Tez przymknął oczy przez lekkie pieczenie, ale po chwili odetchnął, czując jak rana się ochładza, a ból odchodzi.
- Powinno się zagoić… Nie umiem szyć, ale powiedziałam ci to, żebyś tak myślał – uśmiechnęła się lekko, na co mężczyzna się zaśmiał cicho.
- Liam? – zza framugi doszedł ich głos Zayna. Ciemna czupryna wychyliła się patrząc na przyjaciela. Podszedł do  niego, ale widząc jadowite spojrzenie Liama przystanął w dość dużej odległości. – Wróciłeś…
- Tak wróciłem kutasiarzu – przewrócił oczami Payne. – Ale jak chcesz mogę znowu sobie pójść i zostawić cie z moją dziewczyną żebyś mógł ją przelecieć…
- Zamknij się, albo zaraz ja sama cię wykopie – powiedziała Lily wskazując palcem na swojego chłopaka.
- Lily zostawisz nas samych na chwilę? – zapytał nieśmiało Malik. Blondynka ominęła go posyłając jeszcze znaczące spojrzenie jasnemu brunetowi. Zamknęła za sobą drzwi i dla własnego dobra poszła do pokoju na górę. Chyba nie chciała tego słyszeć.
- Liam słuchaj…
- Nie, Zayn… Nie spodziewałem się tego po tobie… - pomachał głową chłopak. – Myślałem, że jako przyjaciel chociaż się powstrzymasz, ale to zrobiłeś to wiedząc, że idę za tobą do jej pokoju – warknął.
- Nie wiedziałem – Malik westchnął cicho. – Wiesz jak to jest… Ja ją kochałem, Liam… I nie wiem czy nadal tak nie jest…  Ja… Ja staram się powstrzymywać… Ale kiedy ona płakała nie umiałem tego znieść…
- Nic nie wiesz! – detektyw się podniósł, ale po chwili znowu opadł na krzesło, przez niespodziewane pulsowanie w jego głowie.
- Wiem… Wiem jak mocno bolą cię jej łzy, ale ty możesz ją pocałować, a ja nie mogę jej dotknąć… Kiedy opatrywałem jej nogę, to był pierwszy raz kiedy dotknąłem je skóry od kiedy ze mną zerwała…
- Podniosłeś na nią rękę skurwielu! – wrzask rozdzierający serce Zayna, był tak głośny, że Black bez problemu mogła usłyszeć o czym toczy się rozmowa. I nie była z tego zadowolona, bo właśnie tego chciała uniknąć.
- Podniosłem… - przyznał zwieszając głowę. – Dlatego nie jestem jej godny, ale dalej ją kocham i to się nie zmieni… - Słowa te były wypełnione żalem i pustką, ale tak bardzo bolesną, że nawet ruszyły Payne’a.
- Zayn ja… - tym razem łagodny, spokojny Liam mógł wstać i podejść do przyjaciela. Dał mu ręce na ramiona, aby go wesprzeć, ale także żeby się podeprzeć i nie upaść…
- Ja rozumiem… Ale wybacz mi to i pomyśl co by było, gdybyś ty nie mógł je pocałować, albo przytulić, albo kiedy by cie traktowała jak powietrze…
- Chcę ci przypomnieć, że wiem jak to jest… Bo tak na prawdę zamieniliśmy się rolami, Zayn… Musisz pamiętać o tym, że to ty uniemożliwiałeś mi pocałowanie jej…
- Ale ty i tak to zrobiłeś – mulat się zaśmiał, ale patrząc na to dokładniej to nie był śmiech zadowolenia, ale paniczny, zawiedziony odgłos rozpaczy.
- Zrobiłem to, bo nie umiałem się powstrzymać…
- Więc wybacz mi i zrozum, że chciałem ją pocałować, bo nie umiałem wytrzymać… A teraz pomyśl jakie masz szczęście ją mieć, bo ona darzy cię uczuciem tak silnym, że prawdopodobnie gdybym nie do niej nachylił nie miałbym nosa… - uśmiechnął się smutno.
- Zayn…
- Sztama? – westchnął chłopak z uśmiechem, na co drugi tylko przytaknął. Ich dłonie się połączyły po to aby oboje klepnęli się po plecach drugą ręką.
- Sztama.


Napięcie opadło szybciej niż się tego spodziewali, co ich mile zaskoczyło.  Nie czekając długo dziewczyna wyszła z pokoju i pociągnęła Liama na dwór roześmiana. Chciała sobie z nim trochę pobyć, bo nawet kiedy siedzieli cały czas w domu, on zawsze musiał coś rozbić z Zaynem. Wyszli więc po tym jak Liam odświeżył się, a Lily zakryła mu niemałą ranę delikatnie korektorem.
Chłopak ubrał się w t-shirt i rybaczki, a dziewczyna zaczesała wszystkie włosy na jedną stronę, na nos nałożyła okulary które idealnie pasowały z jej wyzywającymi spodenkami odkrywającymi pół tyłka i koszulki do pępka.
Poszli w stronę miasta, ale wygląd dziewczyny nie zwracał nikogo uwagi tak jak myślała… No tak… Tam wszyscy chodzą tak ubrani.
Dziewczyna trzymała się ramienia swojego mężczyzny dodatkowo splatając ich palce razem. Czuła się bezpieczna, spokojna. Gdyby mogła zadecydować o tym, co chce robić do końca życia bez zawahania powiedziałaby, że żyć z tym facetem, nawet jeżeli czasami ją wkurzał… Czasami często.
Każdy mały pocałunek na jej włosach czy na policzku był delikatny i słodki. Uwielbiała to. Wszystko  było idealnie.

Czując na plecach gorące promienie słońca, które łaskotały szyją dziewczyny, rozmawiali… O byle czym, ale śmiali się do rozpuku, co wielu ludziom nie podobało się. Chociaż oni w każdej chwili mogli zostać zestrzeleni czy zabici, to byli szczęśliwsi, niż ci co mieli spokojne życie. Nonsens.
- Zrób sobie ze mną zdjęcie – jęknęła dziewczyna wyciągając telefon i włączając przednią kamerkę.
- Jejku… Nie bawmy się w plastiki kochanie, co? – zaśmiał się chłopak na co ona go uderzyła w ramie. – No dobra, dobra.
Lily uniosła telefon lekko do góry tak, aby światło padało prosto na ich twarze, wcisnęła guzik kiedy na jej policzku znalazły się usta Liama. Zachichotała patrząc na zrobioną fotkę i pokazała mężczyźnie, ale on jakoś nie specjalnie się nią zachwycił. Jego mina z każdą sekundą była coraz bardziej niesmaczna, albo raczej zaskoczona.
- Kotek? – blondynka spojrzała na zdjęcie i zamarła. Już wiedziała czemu mina jej chłopaka była taka a nie inna. Na głowami pary na zdjęciu było widać kobietę z ciemnymi, krótkimi włosami. Jej miodowe spojrzenie było zdziwione z małą domieszką strachu i przerażenia. Patrzyła prosto w aparat.

- Lils – odwrócił się do tyłu i wskazał małą postać praktycznie biegnącą po chodniku w odwrotną stronę niż oni. – Chyba już wiemy kto nas wydał - oni znali tą kobietę. Kobietę z lotniska.



__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Good morning! Słuchajcie dziekuje Wam że ostatnio komentarze podskoczyły <3 jestem zadowolona, jarałam sie troche, bo kazdy komentarz jest ważny :* 

Na Wattpad wszystko już gotowe są dobre rozdziały także również zapraszam  ;)

I jak rozdział? Ktoś sie spodziewał? haha :*

Jezeli sie zgodzicie bede dodawać rozdział albo co tydzień jak mi sie uda, a jak nie to niestety co 2 poniewaz teraz w szkole 10 sprawdzianów w dniu więc wiecie o co chodzi... 

KOCHAM WAS!

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 32

Jeżeli tu jesteś prosze zostaw nawet najkrótszy komentarz x.

Kiedy Liam usłyszał za sobą trzaśnięcie drzwiami, nawet się nie obrócił. Po prostu szybkim krokiem ruszył przed siebie i oddzielił się od tej pieprzonej sytuacji. Nie obchodziło go, czy będą się pieprzyć, czy ona go pobije. W tamtej chwili miał wszystko gdzieś, chociaż wiedział, że nie powinien.
Szedł, a właściwie to biegł. Wyglądał jakby był wyrwany z buszu. Ale jedyne o czym myślał, to o tym, że jego własny przyjaciel nie umie trzymać rąk przy sobie.
Zwolnił kroku kiedy w płucach zaczęło go drapać, a oddech miał ciężki i głośny. Przystanął na chwilę, opierając sie ręką o drzewo.
Lily miała racje... Gdyby nie ona, teraz siedziałby prawdopodobnie przy biurku w komisariacie. Nie wiedząc nawet czego chciał bardziej, ucieczki czy spokojnego poukładanego życia, zaczął iść dalej. Wolał nie wybierać, ponieważ obie rzeczy były dla niego ważne. To głupie, ponieważ pracy nie da się kochać, a dziewczynę tak. O to chyba bardziej, niż swoją pieprzoną rodzinę.
Wzrok miał wbity w chodnik. W jednej chwili jego twarz zmieniła się z rozgniewanej, nabuzowanej na łagodną, a raczej zdezorientowaną, tak szybko jak zmienił prędkość poruszania  się.
Wolisz kochać, czy gonić za tymi pojebanymi ludźmi Liam co? Tak się na nią wydarłeś, jakby ci życie zniszczyła, a tak na prawdę, to ona nadała mu sens chuju...
Popatrzył na zegarek. Wbrew pozorom jego mały spacer zajął dwie godziny i wcale nie była to wycieczka po okolicy, tylko odejście daleko, daleko od domu. Rozejrzał sie dookoła. Robiło się ciemno a na horyzoncie, słońce chowało się za oceanem. Westchnął cicho i odwrócił się na piecie, próbując zlokalizować, którędy ma wrócić. Zrobił parę kroków w tą, parę we w tą. Nie musiał czekać długo, aż na ulicy zrobiło się całkiem ciemno i ponuro, nie licząc ledwo świecących lamp. Może to jest i Los Angeles, ale nie każdy jest tutaj aniołem.
Wyciągnął telefon z kieszeni i włączył nawigacje, czekając, aż ona wskaże mu trasę do domu. Po prostu nie wiedział gdzie jest, a jego męska duma nie pozwalała spytać się o drogę. Tupał po cichu nogą niecierpliwie. Pieprzona komórka…
Zanim na ekranie wyświetliła się mapka poczuł czyjąś dłoń na ramieniu, a za sobą cichy, niski głos.
- Chyba zgubiłeś drogę chłopaczku? Pozwolę ci ją znaleźć - i to było wszystko co usłyszał, zanim przed oczami zrobiło mu się ciemno.

Kiedy sie obudził, odruchowo dotknął swoich kieszeni. Puste. Brak pieniędzy, brak telefonu. Skurwysyn go okradł, a on nawet nie zdążył zareagować. Jesteś wyszkolonym policjantem czy cipą?
Wstając poczuł pulsujący ból głowy, a kiedy sie za nią złapał pod palcami poczuł lepką ciecz. Już zimną, częściowo zaschniętą, ale dalej tam była. Kuśtykając powoli, aby nie wywalić się przez zawroty głowy, podążył do budki telefonicznej, która była niedaleko. Wszedł do niej i przysiadł, czoło opierając o szybę małego schronienia. Przeszukał jeszcze raz kieszenie kurtki znajdując w nich pięćdziesiąt centów. Lily zawsze je tam dawała na wszelki wypadek. Znała sytuacje, w których nieoczekiwanie musisz zadzwonić, a nie masz telefonu. Wrzucił je do automatu i wykręcił najgorszy numer jaki mógł. Numer Jogi’ego. Po paru sygnałach w słuchawce rozbrzmiał znany mu głos, zaspanego kolegi.
- Halo? - zapytał ziewając. Pewnie nawet nie popatrzył jaki to numer. Typowe dla informatora. Ich nie odchodzi kto dzwoni. Obchodzi ich opłata, bo taki właśnie był cel. Dostanie pieniędzy za informacje.
- Jogi... To ja... - powiedział drżącym głosem Payne. Strata krwi dużo go kosztowała, energię także. Makura od razu się rozbudził, słysząc zbolały głos przyjaciela.
- Liam? Co sie stało? - zapytał. W tle rozbrzmiewał ryk silnika. Leciał samolotem, tego detektyw był pewny.
- Słuchaj... Ja ci powiem gdzie jesteśmy... Okradli mnie. Potrzebuje pieniędzy, oni nie mogą się dowiedzieć  - tłumaczył brunet ochrypłym głosem. – Muszę ją chronić, a bez ciebie mi się nie uda…
- Gdzie jesteście? Lecę właśnie do Stanów...
- W LA Jogi... – westchnął. Czuł w kościach, że jednak azjata miał pojęcie gdzie są.
- Bedę tam za 3 godziny... Nie ruszaj sie gdziekolwiek jesteś... Nie możesz - powiedział pewnie i rozłączył sie pozostawiając chłopaka samego w tej zdechłej budce telefonicznej.
Przez samotność w głowie Liama coś się zaświeciło. Wspomnienia przelatywały jeden po drugim, aż w końcu znalazły to czego chciał. Jedyną rzeczą jaka kojarzyła mu się z telefonami w budkach była jego dziewczyna. To ona tajemniczo do niego z nich dzwoniła, to ona usilnie nie chciała, aby chłopak się o niej dowiedział zbyt wiele… A jednak od tamtego czasu wiele się zmieniło: ich relacja, jej relacja z Zaynem, tak samo jak jego. Miejsce w którym są i to, co do siebie czują… Albo to co on czuje do niej. Bo ją kocha i tego jest pewien.


Detektyw zasnął, aż do czasu, kiedy Jogi nie potrząsnął nim lekko. Było jasno, zapewne koło szóstej rano. Zmartwiony wzrok Azjaty, nie wskazywał na to, że głowa mężczyzny jest w dobrym stanie. Z pomocą informatora Payne wstał i oparł się znowu o szybę.
- Jak mnie znalazłeś? – zapytał cicho mężczyzna. Zmarszczył brwi lekko.
- Umiem wyszukiwać adres IP, Liam – zaśmiał się cicho Jogi. Wyciągnął zwój banknotów i dał Liamowi. Tak samo nowy telefon. – I masz ich nie zgubić. Jasne?
- Tak, tak… Czemu leciałeś do Stanów? – zapytał bez ogródek, na co Makura, aż się odsunął.
- Sugerujesz, że to ja was wydałem? –  powiedział z wyrzutem i posadził chłopaka na ziemi. Zaczął mu owijać głowę bandażem.
- Bingo, przyjacielu… - jęknął z bólu.
- Kto ci nagadał takich głupot… To nie mogę być ja. Nie wydałbym cię. Pewnie Levi ci to powiedział, on zawsze urządza jakieś spekulacje.

- Levi nie żyje Jogi… - brunet popatrzył na azjatę wielkimi, zmęczonymi oczami. Nie chcąc już nic mówić podniósł się i dziękując cicho przyjacielowi poszedł tam skąd przyszedł wczoraj.  Zostawił chłopaka w osłupieniu wiedząc, że tego długo nie zapomni. Bo przecież o zmarłych mówi się tylko dobrze.


________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Cześć misie... 
Słuchajcie... Prosze po komentujcie bo troche mi przykro jak widze te 13 komentarzy.. dziekuje tym co sie fatygują, ale błagam Was... Jak każdy człowiek potrzebuje troche motywacji misie. Dziekuje za każde wejście, za każdy komentarz, ale chcialabym ich.. troszke więcej.

Jest nowa zakładka Wattpad.. daje to ff także tam. Musze uzupełnić te wszystkie rozdziały także nie jest na bieżąco. Dziekuje Wam do następnego.
Szablon by @Lyvia_x