piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 8

- Jak mogłeś? – powiedział od razu wchodząc do mieszkania swojego przyjaciela.
- To znaczy ? – zdziwiony Zayn poniósł wzrok na Payne’a odrywając się od lektury, którą była gazeta z jednego z supermarketów.
- Czemu nie odbierałeś tego pieprzonego Iphone’a? – zapytał z wyrzutem kładąc dłoń na blacie stołu i opierając się o nią. Mroził wzrokiem chłopaka, który otępiały siedział zastanawiając się o co chodzi.
- Nie dzwoniłeś przecież? – nacisnął guzik blokady telefonu sprawdzając powiadomienia. – Coś ważnego?
- Ja nie dzwoniłem…
- To kto i czemu robisz mi takie wyrzuty Liam… Spokojnie Stary…  - próbował załagodzić nerwy kolegi. – Napij się herbaty i opowiedz mi.
- Nie chce Zayn to nie chodzi o mnie. Lily do ciebie dzwoniła – jej imię podkreślił bardzo wyraźnie.
- Jak to? – zmarszczył brwi Malik wchodząc w spis połączeń. – Patrz… Faktycznie – uśmiechnął się pod nosem nie znając powodu z jakiego dzwoniła.
- Nie szczerz się tak – burknął co przykuło uwagę Zayna.
- Skąd wiesz po co dzwoniła? Sprawdzałeś jej połączenia, co? Bawisz się w detektywa po za pracą kolejny raz?  - uniósł się niepotrzebnie, na co Liam nawet nie zareagował.
- Nie. Przecież wiesz, że z tym walczę…
- To skąd wiesz?
- Przecież po ludzku mi powiedziała Zayn… - powiedział to tak, jakby ta sytuacja była oczywista, choć nie była. Przyjaciel najpierw zaśmiał się z niedowierzania, a po chwili przez jego głowę przeszła myśl, że coś musiało być faktycznie nie tak.
- Ona by się z tobą nie skontaktowała od tak… Co się stało? – zmartwił się, a jego ręce momentalnie zaczęły się pocić z przejęcia, że nie dopilnował tak zagubionej dziewczyny jak Lily, co sobie przecież obiecał.
- Taa… - przeciągnął. – Dzięki za komplement.
- Liam nie dramatyzuj… Wszyscy wiedzą, że jesteś niezrównoważony psychicznie więc nie ma się co obrażać… - powiedział pół żartem, pół serio brunet.
- No dobra nie ważne już Malik – zmienił temat. – Lily dzwoniła bo potrzebowała pomocy.
- Co?! – wstał z miejsca chcąc już ruszać na pomoc. – Co się stało? Wszystko z nią ok?
- Zayn… Ja nie wiem wszystkiego… Ja w ogóle nie powinienem nic wiedzieć, a co więcej ci mówić… Nie powinienem. Ale jest cała.
- Liam błagam cie… Ona by mi powiedziała pewnie.
- Uwierz… Chyba nie – westchnął Liam. – Ona ma mały problem z… Z telefonem… I to chyba tyle…
- To znaczy? Konkrety proszę, a nie jakieś tam błahostki.
- Jesteś ślepy na problemy ludzi przyjacielu –  przeczesał włosy pierwszy z detektywów..
- Ty jesteś nimi zaślepiony – odbił piłeczkę brązowooki .
- Zgadzam się, nie zaprzeczam – śmiech młodszego rozniósł się po domu. – Ale wracając – spoważniał. – Gdzie byłeś i czym się zajmowałeś gdy dama w opałach cię potrzebowała?
- Jezu na służbie, a gdzie?
- Nie wzywaj tu Jezusa bo on ci nie pomoże – wzruszył ramionami Payne.
- Nie przeginaj pięknisiu – pogroził mu palcem policjant.
- Pięknisiem to jesteś chyba ty, a teraz gadaj. Co było tak ważnego na jebanej, nudnej służbie, żeby nie pomóc dziewczynie za którą latasz z wywieszonym jęzorem?
- Co?
- Nic nic… - popatrzył na swoje paznokcie udając, że nic nie wie o tym co przed chwilą powiedział.
- Kiedyś ci wpierdolę mój drogi –zagroził klepiąc go po ramieniu. – Na służbie nie robiłem nic ciekawego. Nie sądziłem ze to dzwoni Lily więc nawet nie zwróciłem uwagi. Gdybym wiedział odebrał bym od razu przecież.
 - No, ale nie odebrałeś od niej i zadzwoniła do mnie… Widzisz co się porobiło…
- Faktycznie. To obłęd dzwonić do wariata.
- Nawet na mnie nie nakrzyczała – pochwalił się Li.
- To chyba brałeś jakieś prochy, żeby tyle nie gadać. To nie możliwe.
- A jednak. Nie brałem prochów, ani nic. Byłem czysty jak łza… Kurde przez ciebie naszła mnie ochota zapalić – na te słowa Zayn z kieszeni wyciągnął dwa grube papierosy, a po pomieszczeniu rozniosła się woń winogron zmieszanych z tytoniem. – Dziękuje.
- Nie ma za co. Tez chce mi się palić – wyszli na dość duży taras, na który można było wejść prosto z salonu. Przymknęli drzwi, aby dym nie wleciał do domu i nie zaśmierdział tych czystych jak na mieszkanie faceta pokoi.  
Zapalniczka poszła w ruch i przypaliła lekko końce obu papierosów. Dym uniósł się leniwie w górę po czym został rozwiany przez lekki wiatr wiejący tego dnia w Londynie. Każde zaciągnięcie się, któregoś z dwóch mężczyzn przerywało całkowitą cisze panującą między nimi, niegłośnym cmoknięciem.
- Myślisz, że mogę mieć u niej szanse? – zapytał niepewnie Zayn spoglądając na drugiego.
- Wszystko zależy od ciebie… Po za tym co ja tam wiem? Nie pytaj się mnie tylko jak już to jej…
- Jest… Ona jest strasznie nieśmiała … Nie lubi o sobie mówić. Bardzo skromna z niej dziewczyna…
- Nie masz racji – powiedział pewnie Liam, po chwili przypominając sobie, pod wpływem wzroku partnera, że nie powinien być taki tego pewny. – Tak mi się przynajmniej wydaje.
- Serio? To za jaką ty ją uważasz?
- Skrzywdzoną, ale silną. Miłą, ale zaborczą. Nieufną, ale wierną – gdy to mówił patrzył na niebo wyobrażając sobie w głowie obraz jej ślicznej, szczupłej twarzy, którą okalały delikatne blond włosy. Odsunął od siebie te myśli gdy do jego głowy dotarła myśl o tym, że zdobyć ją chce jego przyjaciel.
- Niezła analiza bracie… - uznał Malik odsuwając od swoich ust papierosa i delikatnie zrzucając z jego końca popiół stukając palcem.
- A myślałeś, że dlaczego zostałem policjantem? Właśnie dlatego. Szybko rozpoznaje potrzeby ludzi, ich problemy. Chęć pomocy rodzi się w moim sercu od razu.
- Jej też chcesz pomóc? Ale szczerze proszę.
- Chcę…
- Zawsze mówiłeś, że pomagasz tylko tym co nie nazywając cie dupkiem i głupim psem.
- Wiesz Malik… - podrapał się po głowie. – Z nią jest coś nie tak.
- Co?
- Kiedy patrzę na nią w pełnej okazałości widzę co innego. Ładną, ciekawą świata dziewczynę, która kocha sport. Jednak kiedy patrzę w jej oczy…
- Patrzyłeś kiedyś w jej oczy?! Pozwoliła ci się zbliżyć na taką odległość do siebie – zawołał.
- Nie żartuj sobie… Kiedy patrzę w jej oczy – kontynuował. – Widzę jedne wielki napis POMOCY. Nie wiem czemu. Coś we mnie mi mówi, żeby nie zostawiać tego od tak.
- Może trochę przesadzasz Liam… Jesteś przewrażliwiony.
- Tak… Pewnie jestem…

Liam siedział myśląc nad rozmową z Zaynem przy kawie, którą zrobił mu przyjaciel.  Napadły go duże wątpliwości co do sytuacji Lily. Bał się, że robi to na marne. Na marne się zmienia.
Nie chciał jednak odpuścić. To nie w jego stylu. Czuł przymus by pomóc Lily choćby naprawdę wszystko było dobrze. Widział, że nie jest jej lekko.  Pomógł by jej nawet gdyby chodziło tylko o sprawy pieniężne.
Niepokoiły go te smsy. Chciał je przeczytać, aby dowiedzieć się kto chce zrobić jej krzywdę. Była jednak jedna rzeczy czego nie chciał zrobić. Niestety już to zrobił. Bał się.
Bał się prawdy o tej dziewczynie. Bał się, ze jeżeli zrobiła coś złego jego stanowisko będzie nakazywało mu ją zamknąć. Nadzieja nie pomagała tu nic, ponieważ sytuacja nie była tak przejrzysta jak by chciał. On miał pełno obaw, a co dopiero ona. Była to trudna sytuacja. Zbyt trudna, żeby ta dziewczyna dźwigała to sama.
Robiła to. Budziło to respekt w Liamie co nie było częstym przypadkiem. Zastanawiała go bardzo. To źle.

Zaczął się nią interesować. Dobrze by było, żeby tylko w celach pomocy.

- Ej stary – klepnął Liama w ramie Mulat. – Śpisz czy śpisz?
- Śpię. Trzecia opcja.
- Pij tą kawę. Siedzisz tak chyba piętnaście minut. Już jest zimna.
- Dzięki mamo. Zaraz wypije – zaśmiał się cicho wstając i dolewając sobie ciepłej wody z czajnika.
- O czym tak myślałeś?
- Szczerze?
- Jak najbardziej.
- O niej – odpowiedział Liam.
- O Lily czy o Jade? – zapytał chłopak zaciekawiony.
- Chyba sobie żartujesz… Nie będę myślał o Jade byliśmy razem rok temu… - westchnął Liam. – O Lily geniuszu…
- Ciekawi cie co?
- Czytasz mi w myślach? Właśnie tak jest.
- Nie czytam Payne.  Za dobrze cie znam. Zawsze kiedy poznajesz kogoś komu chcesz pomóc jesteś tą osobą zaciekawiony.

- Zayn… Jeżeli nazwiemy to co zaświeca się w moim mózgu gdy o niej myślę ciekawością to reszta osób, którym pomagałem była dla mnie całkiem neutralna...


____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

SOOOOOOOOOOOŁ JUŻ 8 ROZDZIAŁ <3 wiem że nie dzieje sie jakoś mega dużo i nie jest wow i w ogóle ale obiecuje Wam że za jakiś czas gdy tajemnica Lily się rozwiąże nie będzie nudno. Promise !

Więc jak się podobał ten najnudniejszy w świecie rozdział? Tak wiem... Wieje nudą. W sumie miałam pomysł żeby Zayn po prostu ją olał xd i tak się w sumie stało xd
Kochani więc. Czekam na wasze opinie w komentarzach ! (pod ostatnim było znowu 10 mniej komentarzy więc błagam Was piszcie je ! )

Przypominam o kontach naszych bohaterów ! @lily_policeman @zayn_policeman @liam_policeman x
Dawajcie im follow ♥

Co jeszcze... Wbijajcie jak zawsze na hashtag który macie w gadżetach także >>>>> #ThePolicemanFF xxx

URODZINY LIASIA ! <33333333333333 NASZ KOCHANY IDOL CZY NIE IDOL ALE WSPANIAŁY CZŁOWIEK JUŻ MA 21 LAT ! JAK TEN CZAS LECI. I'M VERY PROSU OF HIM ♥

No to chyba wszystko na dzsiaj... PAMIĘTAJCIE O TYCH KOMENTARZACH KOCHANI X
Widzimy się przy nastepnym rozdziale i chyba będę już Wam dziękować za 10k wyświetleń więc... możecie nabić jeszcze więcej xd to do piąteczku rybki LOTS OF LOVE ♥

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 7

Jej oczom ukazał się wysoki brunet patrzący wprost w jej oczy. Tak jakby wiedział już dokładnie gdzie się znajdują zanim ona otworzyła drzwi. Uśmiechnął się przepraszająco mając w głowie ich wcześniejszą rozmowę w kawiarni. Tym razem go coś ruszyło. Zrozumiał co się stało kiedy zaczęła kontaktować się bliżej z Zaynem.  Lily niezdziwiona jego widokiem, bo był tym kim się spodziewała otworzyła lekko drzwi niepewna czy może go w puścić obawiając się o przebieg spotkania.  Nie chciała mu mówić, ale w kościach czuła, że jeżeli ich kontakty mają być zdrowe i dość zwyczajne musiała uchylić przed nim rąbek tajemnicy o sobie.
Chłopak wszedł przez próg robiąc zaledwie jeden krok. Jego długie nogi szybko przemieszczały jego ciało z punktu A do punktu B dzięki czemu miał zawsze trochę więcej swobody. Nie musiał się nigdzie spieszyć.
- Cześć – powiedział odrobinę za cicho, ale na tyle głośno alby Black/White mogła usłyszeć. Spojrzała na niego z tą samą ciekawością co on na nią parę dni temu. Nie rozumiała czemu nagle nie jest tak śmiały jak przedtem.
- Hej Liam… - na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Skinieniem ręki zaprosiła go do salonu. Nie była z tego dumna, że zaprasza kogoś takiego jak on do miejsca gdzie brak luksusów, albo chociaż standardów, jest widoczny gołym okiem.
Chłopak usiadł na kanapie starając się wyglądać swobodnie co nie wychodziło mu za dobrze. To była dla niego ciężka sytuacja zważając na jego bolące sumienie.  Dziewczyna podała mu ciepłą kawę, która zdążyła chwilę ostygnąć zanim przyszedł.  Usiadła obok niego opierając się lewym ramieniem o oparcie sofy i zakładając jedną nogę na drugą. Upiła łyk ze swojego kubka czekając aż Payne zacznie rozmowę.
- Więc Lily… - tak jak wymarzyło się blondynce, Liam odezwał się pierwszy.  Skierował swoje piwne, lśniące oczy w kierunku dziewczyny przyprawiając ją o mały przewrót żołądka. Wstrzymała oddech przygotowując się na ostrego liścia od rzeczywistości. – Miałem racje?
- To znaczy w czym? – udała zdezorientowaną tak jakby miało jej to pomóc. Brunet nie dając złapać się na haczyk wyminął jej odpowiedź zadając kolejne pytanie.
- Kto do ciebie wysłał te wiadomości? – przekręcił głowę lekko w prawo widząc jak bardzo nie chciała udzielić mu informacji na ten temat.
- Znowu to robisz – zauważyła sprowadzając dialog na inny tor. Liam westchnął zdając sobie sprawę, że jej uwaga była zgodna z prawdą. Jego ton był taki sam jakby świecił jej teraz lampą w twarz . Oparł głowę o zagłówek patrząc w sufit i trzymając napój między kolanami. Obrócił głowę w lewo tak aby Lily nie widziała jego zakłopotanej miny. Miny, która ukazywała jego słabość. Walkę z samym sobą.  – Liam – powiedziała stanowczo chcą zwrócić jego uwagę na sobie.
- Masz racje. Znowu to robię – przyznał otwarcie patrząc na swoje dłonie na szarym kubku. Ujawnił jej swój wyraz twarzy dając znak, że nie chroni siebie samego w tej chwili. Jest otwartą księgą, z której dziewczyna może czytać. Musiał przecież dać cząstkę siebie, żeby mu zaufała. Żeby mógł jej pomóc.
Dziewiętnastolatka miała wrażenie, że przez czas który się nie widzieli Payne stracił pewność siebie i poczucie własnej wartości. Stał się łagodnym potulnym barankiem, na którym Lily mogła polegać. Jej nieufność jednak podpowiadała jej, że to tylko detektywistyczna zagrywka.
- Dlaczego tak robisz? – zapytała spokojnie dając także znak, że czuje się trochę swobodniej.
- Wiesz… Tak bardzo chciałem pomagać ludziom… Lubię to… Kocham to serio. To moje życie. Dlatego jestem policjantem. Ratowanie kogoś z opresji, czy po prostu wsparcie to najlepsza rzecz na świecie – mówił podekscytowany. Po chwili jednak jego emocje opadły. – Ale… Trochę się pogubiłem. Za bardzo chciałem i widzisz co się dzieje. Tak dawno nikomu nie pomogłem. Wiem, że stałem się nachalny i wkurwiajacy mówiąc wprost – westchnął.
- Oj stałeś się… - oblizała lekko wargi.
- No tak… I widzisz… Chęć pomocy mną zawładnęła i zamiast pomagać robie jeszcze większe problemy… Chcę od tego uciec… - wyznał przygryzając mocno policzek. Nigdy jeszcze tego nie powiedział na głos, ale tak właśnie sądził.
- Nie potrafisz? – zdziwiła się marszcząc lekko brwi. Sądziła, że dla kogoś takiego jak on zmiana jest łatwa.
- Ja mam też do ciebie pytanie… A czy łatwo jest zmienić coś nagle, do czego jesteś przyzwyczajony i nawet nie zwracałeś uwagi na to jaki jesteś? – jego retoryczne pytanie utkwiło w głowie Li na bardzo długą chwile.
Oczywiście, że nie jest łatwo – odpowiedziała sobie sama i przekalkulowała to pytanie jeszcze raz. To było jej życie. Nagła zmiana z czegoś z czego nawet nie zdawałaś sobie sprawy, że jesteś. Nie było łatwo, ale był to jebany przymus, który zapewniła sobie sama przez jej dziecinne i głupie myślenie… Albo jego brak.
- Nie jest łatwo – odparła po paru minutach wyrywając Liama z małego transu spowodowanego czekaniem odpowiedź. Chłopak strzelił kostkami palców wykręcając dłonie do przodu.
- No widzisz…  Dlatego nie potrafię. Potrzebuje cos na czym mogę bazować. Kogoś komu mogę pomóc i chce pomóc. I żeby mi się udało.
- Nawet o mnie nie myśl… - powiedziała kręcąc głową powoli. – Nie chcę twojej pomocy. Nic się nie dzieje.
- Spokojnie – powiedział zaglądając głęboko w jej oczy i chcą alby poczuła się pewniej. – Nic złego się nie stanie. Obiecuje...
- Nie ufam ci… -wzruszyła ramionami. – I ci nie zaufam… Przykro mi.
- Lily… Dlaczego nie chcesz pomocy? Ktoś grozi ci śmiercią, chce cie zabić, pozbyć się ciebie. Nie boisz się tego? – zapytał tak jakby znał odpowiedź. Bo każdy normalny człowiek odpowiedział by to samo. Lecz nie ona.
- Nie… Nie boje się śmierci bo sama narobiłam sobie gówna Liam. To moja wina… - jej głos stał się drżący i nie spokojny przywracając resztki wspomnień sprzed paru miesięcy.   
- Co mogłaś zrobić, żeby ktoś chciał cie zabić? Ty zabiłaś kogoś? Zabiłaś komuś rodzinę, najlepszego przyjaciela? To niedorzeczne Lily… To nie jest na pewno twoja wina – złapał jej rękę odruchowo i ścisnął lekko w swojej dłoni.
Dziewczyna zaniemówiła, a przez jej place przeszła delikatna fala ciepła sprawiając, że na jej policzkach pokazały się rumieńce z zakłopotania. Wysunęła rękę z jego uścisku powoli, nie tracąc kontaktu wzrokowego z detektywem.
- Nie zabiłam. O tym nie musisz myśleć… Na swoim koncie mam jednak inne różne rzeczy… Nie zbyt dobre.
- Nie zadarłaś z policją… Przecież bym wiedział – powiedział już nie umiejąc znaleźć żadnego wyjścia z jej sytuacji.
- Aż taka głupia nie jestem Liam – uśmiechnęła się smutno dając dłonie na własne uda.
- Wiem… - odparł odwzajemniając uśmiech. – Li…
- No? – skierowała wzrok na jego usta czego nie powinna robić. Podniosła wzrok wyżej próbują zapomnieć swoich myśli o jego różowych, wspaniałych, namiętnych ustach.  Sama przygryzła swoje, ukrywając zmieszanie. Był taki przystojny…
- Czyli nie będę ci mógł pomóc, a ty nie pomożesz mi? – spytał zatracając się w przekonaniu, ze już nic  nie może zrobić.
- Liam nie obiecuje ci, ze będę ci ufała i ci o sobie wszystko powiem. Nie obiecuje, że razem wyjdziemy na prostą. Nie obiecuje też cie polubię, ale…
- Nie no tym ostatnim to mnie załamałaś – przerwał jej krzywiąc się zabawnie co wywołało u niej napad śmiechu i prawie wylała resztki kawy na swoją koszulkę. Brunet uśmiechnął się triumfalnie i zabrał od niej kubek stawiając na szklanym, małym stoliku.
- Dobra cofam to ostatnie – uśmiechnęła się wycierając łezkę, która skapnęła  jej z oka przez śmiech.  Nawet sama nie wiedziała co ją tak rozśmieszyło. – No, ale – wróciła do poważnej miny. – Nie wie o tym dużo osób… Nie mam pojęcia czy podczas naszej znajomości poznam cie na tyle, że dowiesz się co ze mną i z moim życiem jest nie tak…
- Wiesz… I tak mi już powiedziałaś trochę…
- To znaczy?
- Przynajmniej teraz wiem, że powinienem zacząć się o ciebie martwić.

Zamykając za policjantem drzwi obiecała mu, że na pewno zadzwoni gdy dostanie kolejnego smsa z pogróżkami. Była świadoma, że tej obietnicy złamać nie może. Nie szło jej to na rękę, nie chciała się z nim kłócić bo i tak wiedziałby o tej wiadomości zapewne szybciej niż ona.
Była oszołomiona jego zachowaniem. Sądziła, że to wszystko zakończy się całkiem inaczej. Chyba już się o sobie tak nie bała. Nie bała się tak panicznie o swoją przeszłość skoro osoba, która tak bardzo chciała się o niej tyle dowiedzieć  odpuściła częściowo.
Gdzieś głęboko w sercu czuła, że już nie jest tak źle. Pomyślała, że może znajdzie podporę w jednym z tych dwóch nowo poznanych jej chłopaków i da radę przetrwać ten dziwny dla niej okres.
Jeden, którego tak bardzo polubiła od razu, a drugi który nagle stał się zupełnie inny. Lepszy.  Gdyby mogła miałaby podporę składającą się z oby detektywów. Było by łatwo przeżyć kolejny dzień i nie obawiać się o to od czego dzieli ją ponad 160 mil, na które pokonanie nie ma pieniędzy i chęci. Wiedziałby wtedy może co począć ze sobą i jak żyć, żeby o nic się znowu nie martwić.

Jednak jak dobrze wiedziała w jej życiu prawie nic nie idzie po jej myśli. Znaczyło to, ze dwie podpory życiowe nie wchodziły w grę.  Mogła mieć jedną albo wcale.

___________________________________________________________________________________________________________________________________________

No to już po siódmym x Nagła zmiana Payne'a ? Wow xd Szczerze to wcześniej miałam jakiś inny plan ale kiedy zaczęłam pisać uznałam że nawet fajnie mi wyszło. Bardzo się staram o to żeby wszystko było poprawnie. Nawet nie wiecie jak! ♥
Mogę Wam powiedzieć że stety lub niestety ich relacje nadal nie są stabilne xd

No nic. Dziękuje Wam za 40 obserwatorów! <3 Jejku nawet nie wiecie jakie to fantastyczne uczucie ♥♥♥ Chciałabym aby w następnym rozdziale mogła podziękować za 10 000 wejść na bloga x jest już blisko :* a może dobijecie do 11 000 ? Kto wie x na pewno będę się starać w poszukiwaniu kolejnych, nowych czytelników :* Ale wy jesteście już świetni ☺ (o komentarzach też pamiętajcie x Nawet nie wiecie jak się paszcza cieszy czytając je :*)

ZAPRASZAM DO OBSERWOWANIA KONT NASZYCH BOHATERÓW! <3 (zgłoszenia na pozostałych także mile widziane x)


Możecie z nimi pisać, rozmawiać o wszystkim :* Tylko wystarczy tweetnąć x

Przypominam także o hashtagu na którym piszę ja o nowych informacjach, ale także inni czytelnicy oraz nasze postacie x #ThePolicemanFF <3 zapraszam x

Dobra dość reklamowania xd <3 >>>>>
Bardzo Was kocham Miśki moje i do piąteczku xxx

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 6

Odłożyła trzęsącą się ręką telefon na stół. Gdy czytała wiadomość jej ciało automatycznie się spięło. Usiadła na krześle i wypuściła głośno powietrze. Przetarła twarz dłońmi i spojrzała na swoje stopy opierające się o stół.
Właśnie w tamtej chwili zaczęła się bać. Nie sadziła, że po tym wszystkim Madison będzie chciała jej jeszcze szukać. Właśnie po to uciekła. Aby chronić siebie i swoją matkę. A teraz? Teraz już niczego nie była pewna. Miała wrażenie, że jej na nowo układające się życie po raz kolejny się zawaliło. Jeżeli ją znajdą… Jeżeli będą chcieli coś od jej mamy i zrobią jej krzywdę, ona sobie nie wybaczy.
Dała upust emocją krzycząc na cały głos. Schowała głowę w kolana zatykając sobie uszy i krzyknęła tak, że w jej płucach zabrakło tlenu. Zachłysnęła się powietrzem biorąc oddech i pomyślała, ze jeżeli by umarła życie wszystkich było by łatwiejsze i już nie musiała by się martwić o to co dzieje się w Leeds podczas jej nieobecności.
Nie miała kontaktu z mamą, żeby przypadkiem Madison nie pomyślała sobie zrobić jej krzywdy, nie miała kontaktu ze swoimi znajomymi ponieważ jedyną osobą, z którą się kumplowała była właśnie Allen.
Mad nienawidziła jej za wiele rzeczy. Nigdy nie miała już okazji dopytać się za co, ale jak sądziła nie były to zbyt ważne sprawy. Jednak po czasie zmieniła zdanie.
 Wiele razy widziała jak jej przyjaciółka patrzy na nią w towarzystwie chłopaków. Wszyscy nie wiadomo czemu woleli Lily. Była zabawowa, fajna i miła, nie brakowało jej pieniędzy. Jej ojciec miął własną firmę podobnie jak ojciec Madison… Ale problem w tym, że panu Black wiodło się znacznie lepiej i przez to firma Allen podupadła.
Kiedyś także na imprezie urodzinowej Madison, Lil wylała na nią sok całkowicie plamiąc je ubrania. Nie było to specjalnie, ale wszyscy i tak zaczęli się śmiać, a ona razem z tłumem. Brunetka pobiegła do swojego pokoju z płaczem i do końca imprezy nie wyszła. To były jej najgorsze urodziny szczególnie, że Lily nawet nie przyszła do niej potem.
Lecz był powód, którego nie branie pod uwagę byłoby karygodne. Niestety stało się coś czego Lily żałowała.
Jej przyjaciółka spotykała się z chłopakiem koło sześciu lub siedmiu miesięcy. Wyglądało na dobrze zapowiadający się związek. Black nigdy nie udawała, że Andrew (tak nazywał się partner Mad) jej się nie podoba. Czuła do niego miętę, a jak na złość on do niej też. Raz kiedy „przez przypadek” Lily i Andrew się całowali brązowooka przyłapała ich. Uraz po tym zdarzeniu, którego obie strony się nie spodziewały zostanie na zawsze.  
Podsumowując. Lily była suką. Ale zorientowała się dużo za późno.

Nie wiedziała co zrobić. Chciała odesłać wiadomość z zapytaniem kim jest ta osoba, ale dobrze wiedziała, że Madison wie, że to ona. Tak czuła, a kiedy ona miała przeczucia zwykle się sprawdzały.  Chciało jej się płakać ze złości. Chciała uciec i nie wrócić. Przecież nie jest tu tylko dla tego, że musi. Wybrała takie życie zostawiając matkę samą, bez ojca, w mieście w którym grasuje nie jeden gang. To była jedyna opcja, którą mogła zrealizować sama. Ucieczka. Zmiana trybu życia, wyglądu, zachowania. Niegdyś pewna siebie dziewczyna zamieniła się w kruchą, chudą kobietkę o ostrych rysach twarzy, która nawet nie umiała zaufać drugiemu człowiekowi.
Wydawało jej się, że też chodzi inaczej. Wcześniej uwydatniała swoje zgrabne, ładne pośladki poruszając biodrami na boki, a teraz przemierza szybkim krokiem miasto lekko przygarbiona i niechętna patrzeć na innych.
Zwykle z brzydkiego kaczątka robi się łabędź, albo z gąsienicy motyl. U niej było odwrotnie. Czasami miała ochotę wrócić do luksusów, jednak nauczyła się, że kasa może pomóc, ale kiedy jest jej za dużo to niektórzy nawet chcą cie zabić. Gdy zaczęło brakować funduszy zdała sobie sprawę jaka była. Posiadanie zbyt dużej ilości pieniędzy to gówno niszczące człowieka.

Sięgnęła znowu po telefon, żeby zadzwonić do Zayna. Nie była aż taka głupia, by od razu mu mówić co się stało, ale chciała się upewnić czy może wysłać smsa zwrotnego. Wybrała numer w swojej dwu-kontaktowej książce telefonicznej i przyłożyła komórkę od ucha. Rozległ się sygnał oczekiwania. Dźwięk nie ustawał póki nie włączyła się automatyczna sekretarka, nagrana przez Malika.
- Tu detektyw Zayn Malik jeżeli mnie nie ma zostaw wiadomość.
Nie czekając dłużej wyłączyła połączenie czerwonym przyciskiem i spojrzała na drugi numer.
- No bez jaj… - powiedziała sobie wiedząc co musi zrobić. Musi zadzwonić do Liama. – Pamiętaj… Robisz to, żeby chronić mamę… Robisz to żeby ją chronić – mówiła sobie, aby usprawiedliwić oto co właśnie zrobiła. Na ekranie wyświetlił się numer Payne’a. Wstrzymała oddech błagając w myślach, aby także nie odebrał. Wiedziała, że jak na złość pewnie odbierze. I tak też się stało.
Przez chwile panowała niezręczna cisza. Lily odchrząknęła.
- Halo? – zapytał zaskoczony. Podczas ich ostatniej rozmowy był zadowolony… Podczas tej chyba nie był.
- Liam mam pytanie – powiedziała spokojnie jakby nic się nie stało, a między nimi nie było napięcia. – Bo właśnie oglądam serial kryminalny… No i tutaj jest, że dziewczyna odesłała smsa, który wysłał do niej zabójca… Czy on jej teraz przypadkiem nie znajdzie czy coś?
- Em.. Lily to dziwne pytanie… - w jego głosie słychać było niepewność.
- Chodzi o to , ze to jest niedorzeczne – sztucznie się oburzyła, aby było wiarygodniej. – Tak chyba nie można.
- No nie… Jeżeli odsyła się smsa mogą namierzyć tą osobę bez problemu… Serio Lily jeżeli to wszystko to…
- Nie Liam… Wiesz gdzie jest może Zayn? –przygryzła wargę. Nie powinna o to pytać.
- Nie wiem – burknął.
- No to ja… - nie wiedziała co dalej powiedzieć.
- Lily?
- Tak?
- Powiedz mi tylko… Czy tą dziewczyną z serialu jesteś ty? – usłyszała jak chłopak podnosi się z krzesła i bierze chyba klucze.
- Co? Nie nie nie nie… - zaprzeczyła tak szybko i nerwowo, że Liam już nie miał wątpliwości.
- Będę za 10 minut. Czekaj na mnie – stwierdził.
- Nie wiesz gdzie mieszkam – odpowiedziała pewna siebie.
- Chyba nie wiesz do czego jestem zdolny pani White.
Zakończył rozmowę.

Nie było sensu zamykać drzwi na 3 spusty i tak by wszedł. Jeżeli wyjdzie z domu także ją znajdzie. Nie było szans na uniknięcie konfrontacji Lily-Liam. Obawiała się, że będzie musiała mu opowiedzieć całą sytuacje. On był tak dociekliwy, że aż się bała. Gdyby jeszcze sprawiał wrażenie troszczącego się o nią… Ale nie. W jej głowie zostało zasiane ziarno myśli, ze chłopak robi to tylko dla tego, że lubi wpieprzać się w życie innych. I nie wiedziała co musi się stać, żeby zmieniła o nim zdanie.
Zayn był całkowicie inny. Miły, uroczy, przejmujący się innym człowiekiem. Nie był takim "pracoholikiem" i potrafił gadać z dziewczynami.  Zbajerował ją swoim charakterem i tym jak bardzo chciał bronić przyjaciela. Był słodkim chłopakiem, a Lily zapomniała, że czasem pozory mylą. Na szczęście nie zapowiadało się na coś złego.
Poszła się szybko przebrać w jeansy i koszulę. Ubrała niedziurawe (co się rzadko zdarzało) skarpetki i zaczęła robić kawę, chociaż i tak jej nie wypiją bo będą się zapewne kłócić.
Tak reagowała zawsze gdy się bała albo nie była pewna tego co robi. Agresja – wyjście ze wszystkiego.
Zdawała sobie sprawę, że to nienormalne myślenie, ale takie miała. Kwestia otoczenia.
Pomalowała oczy tuszem i posmarowała usta klejącym błyszczykiem, od którego już dawno się odzwyczaiła. Przecież musiała dobrze wyglądać wydzierając się na prawie obcego chłopaka, który chce zbyt dużo wiedzieć. Złość piękności szkodzi, ale jej to już nie przeszkadzało. Uważała, że więcej z urody stracić nie może.
Usiadła na skrzypiącej kanapie w dużym (małym) pokoju i popatrzyła na brązową ścianę, na której wisiał obraz. Namalowane na nim były błękitne góry ze szczytami w chmurach, a nad nimi świeciło słońce. Li zawsze chciała pojechać w takie miejsce i oderwać się od rzeczywistości. Kochała odpoczynek i sielankę niezależnie od tego jaka by była. Uśmiechnęła się sama do siebie, przypominając obietnice ojca, ze pojadą w Alpy na jej 20 urodziny i pojeżdżą na nartach przy świetle zimowego słońca przez 4 tygodnie. Niestety nigdy już nie doczekała się tej wyprawy. Nie pojechała by na nią bez taty.

Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi wstała i podeszła do nich. Chwyciła za klamkę. Znowu się trzęsła tak jak w chwili kiedy dostała wiadomość od Mad. Nawet nie musiała patrzeć przez wizjer by rozpoznać gościa.

Raz kozie śmierć… - pomyślała i przekręciła gałkę.


_______________________________________________________________________________________________________________________________________________

No to co kochani? Na dzisiaj tyle x Jak Wam się podoba :* ? Piszcie w komentarzach! Mam nadzieje że będzie tyle (i nawet więcej xd) ile ostatnio xx Bardzo Wam dziekuje, kocham Was i w ogóle BIG LOVE (tak jestem głupia xd)

Pamiętajcie o hashtagu #ThePolicemanFF na twitterze! Piszcie tam także swoje opinie o rozdziale x Jeżeli jesteście czegoś ciekawi zadajcie tam pytanie ja na 100% odpowiem ♥

Mam też pomysł na konta moich (naszych) bohaterów na tt. Nie będę ich prowadzić sama, chciałam zaangażować właśnie Was xx

Dobra to chyba wszystko Miśki :* Love ☺ do piątku kochani xx Miłego dnia :D

PS. Tak wiem. Madison jest bardzo pamiętliwa xd 

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział 5

Madison stała przed dwoma mięśniakami trzymającymi drobną dziewczynę w rękach. Z zakutymi nadgarstkami i unieruchomionymi przedramionami nie miała się jak wyrwać osiłkom. Jej ciemna skóra na twarzy miała liczne fioletowo-żółte odbarwienia, a na policzkach widać było głębokie szramy od noża. Porozdzierane ubrania odkrywały kolejne rany na ciele młodej kobiety, których nie powinno być. Rozczochrane włosy w nieładzie opadały na zimne czoło.  
Czuła, że koniec jest blisko. Wiedziała, że przez to co zrobiła będzie miała problemy, ale nigdy nie sądziła, że skończy się to utratą życia.
Silni mężczyźni trzymający ją stali niewzruszeni. Para szefów, którzy właśnie przyglądali się zdobyczy wiszącej na ramionach agentów rozmawiali o czymś po cichu. Stłumiony głos w uszach poszkodowanej nie ułatwiał jej sprawy w rozpoznaniu sprawców tego co się jej stało. Miała mroczki przed oczami i trzęsła się z zimna chociaż było około trzydziestu stopni.
Za poleceniem Drew, krótkowłosa znalazła się na betonowej ziemi. Jęknęła z bólu upadając na twarz i podrażniając swoje i tak już groźne rany. Nawet nie próbowała wstawać, bo wiedziała, że zaraz upadnie. Siły odeszły jej już w samochodzie kiedy chciała się uwolnić z grubych sznurów i knebla. Pod paznokciami i na dłoniach miała resztki krwi, a po czole spływała jej nadal stróżka czerwonej cieczy.
Rozcięte czoło nie było przyjemnym widokiem szczególnie dla Madison, która automatycznie wydała z siebie dźwięk obrzydzenia.  Stopą obróciła dziewczynę leżącą na posadzce, aby zobaczyć jak bardzo się zmieniła od czasu ich wcześniejszego spotkania. Rozcięcia i siniaki w pewnym stopniu zniekształciły jej twarz, a strata krwi nadała skórze kobiety trochę nieładnej bladości.
Chłopak sięgnął gdzieś za siebie i wyciągnął pistolet obracając go w dłoni. Kucnął przy ledwo żywym ciele i lufą dotknął policzka informatorce.
- A mówiliśmy ci Anastasio, że nie warto mieć własnego zdania – cmoknął jakby zawiedziony i wstał wycierając broń o koszulkę w miejscu gdzie dotykała dziewczyny.  Zaśmiał się sam do siebie i z błyskiem w oczach spojrzał na swoją miłość, która przypatrywała się temu co robi z ciekawością.
Allen zrobiła krok w przód i stuknęła obcasem wywołując przeszywający, pulsujący ból w głowie Anastasi.
Nie miała już czym płakać więc nawet nie próbowała uronić łez, aby ulżyć trochę zamglonym oczom i przemyć je z piachu i kurzu. Zakaszlała głośno udrożniając swój układ oddechowy. Nie piła nic długo, nie jadła także, a jej  procesy życiowe ustawały w nadmiernie szybkim tempie. Krztusiła się każdym oddechem, a sił żeby chociaż spróbować uciec nie miała wcale. Leżała bezczynnie czekając na ostateczną egzekucje.
 Podniosła lekko wzrok na młodą szefową, która aktualnie badała jej poharatane ciało. Przez chwile wyraz twarzy Mad wyrażała żal, smutek, może nawet współczucie. Jednak gdy nachyliła się bardziej jej palce wylądowały w ranie znajdującej się na boku informatorki wywołując krzyk bólu. Zagłębiła palce jeszcze bardziej w ciele i wbiła paznokcie pogłębiając rozcięcie prawie do granic możliwości.
- Fuj – wyciągnęła rękę i pospiesznie ją wytarła. To była gra. Tak naprawdę kochała katować ludzi.
- A więc moja droga – rzekł Drew do ciemnoskórej stając nad nią. – Co masz nam do powiedzenia? – zapytał chcąc usłyszeć to co i tak już wiedział. Kobieta milczała. Nie z powodu tego, że nie mogła mówić. Nie chciała mówić i pokazywać swojej słabości względem tego małolata. Uśmiechnęła się tylko krzywiąc lekko i obserwowała reakcje chłopaka, który od razu zagotował się w środku oraz na twarzy.
- Mów kurwa! Mów jebana dziwko co zrobiłaś! – wrzeszczał nad nią, a ona powstrzymywała się od wybuchu śmiechu. Jej szyderczy uśmieszek powiększał się coraz bardziej nawet po tym kiedy dostała siarczysty policzek od Marlocka.
- Jesteś żałosny – powiedziała tylko i dosłownie nadstawiła drugi policzek aby dostać „nagrodę” za jej śmiałość. Chłopak jednak odwrócił się i zdenerwowany wyszedł ochłonąć parę metrów dalej, oddając Madison pistolet.
- Skończ to proszę. Jak tu przyjdę ma być po wszystkim – ruszył w stronę drzwi zostawiając swoją dziewczynę z bronią w dłoni.
- Ty mnie nie zabijesz Madison… Nie jesteś taka, to on taki jest… Kieruje tobą złość… Pamiętaj, że…
- W porównaniu do niego – wskazała miejsce gdzie poszedł Drew. – ja chce żebyś się zamknęła – westchnęła cicho dając znak, aby mięśniaki podniosły Anastasie do klęku.  Przytrzymali ją lekko odsuwając swoje ciała od jej najbardziej jak mogli.
- Wiesz… Wybaczę ci to, że prawie nas wydałaś, że naprowadziłaś najlepszego detektywa w Wielkiej Brytanii na nasz trop nie licząc tego, że zajmuje się tą sprawą… Widać, że byłaś dobrym podwójnym agentem Ana… - lufa została przyłożona do skroni informatorki. Palec długowłosej spoczął na spuście. Popatrzyła ofierze w oczy. – będę tęsknić – wyznała i strzeliła z pistoletu pozbawiając życia dziewczyny. – Albo nie będę… 

***

Wyciągnęła ze swojego starego, wyblakłego portfela ciężko zarobione oszczędności i położyła na blacie. Sprzedawca wydał jej czarny, prosty telefon z klapką i zapisany jej nowy numer telefonu razem z umową na najtańszy abonament jaki istniał chyba na świecie. Podziękowała serdecznie i zaczęła się nim bawić. Pozmieniała tapetę, dzwonek i inne nieważne rzeczy. Zapewniło jej to trochę rozrywki po jakże ciężkim tygodniu pracy.
Nareszcie mogła zacząć się kontaktować z kimś kogo zna, nie zmuszając się do trudnego tłumaczenia o tym, że nie mają się jak z nią skontaktować bo nie ma komórki.
Wystukała nowo zdobyty numer Zayna, aby pochwalić mu się swoim zakupem. Po ostatnim spotkaniu chłopak odprowadził ją do ostatniej przecznicy przed jej mieszkaniem. Nigdy by nie przypuszczała, że pozwoli komuś znajomemu podejść tak blisko jej domu. Zaufała mu nawet o tym nie wiedząc.  
Odebrał praktycznie od razu.
- Halo Halo Malik?
- Halo Halo Lily – zaśmiała się odpowiadając chłopakowi. Od razu usłyszała gwizd po drugiej stronie słuchawki.
- Słyszę, że zdobyłaś swój międzyludzki komunikator White? – uśmiechał się sam do siebie. Lubił zabawiać dziewczyny, a szczególnie takie jak ona.
- Tak Malik. Strzeliłeś w dziesiątkę – zaśmiała się. – Co robisz teraz? – zapytała ciekawa i oparła się o ławkę stojącą obok.
- W pracy jestem. Na komisariacie, a co?
- Ej to ja nie przeszkadzam Zayn… Pracuj a nie gadaj ze mną – już się chciała wyłączać kiedy chłopak zaprotestował mówiąc, że nic ciekawego nie robią.
Rozmawiali chwile póki gdzieś w tle Lily nie usłyszała głosu Liama. Nie był opanowany. Raczej zdenerwowany.
- Zabili Anastasię – powiedział do Zayna na co ten umilkł.
- Zayn… - powiedziała niepewnie przypominając sobie dziewczynę, z którą chłopaki rozmawiali w barze. Była informatorką… Teraz to zrozumiała.
- Kto to? – usłyszała jak Payne krzywi się lekko. Mulat nawet nie odpowiedział przyjacielowi.
- Lily musze kończyć pogadamy potem – westchnął czekając aż dziewczyna przytaknie. Gdy to zrobiła trzymała jeszcze chwilę słuchawkę przy uchu.
- Rozmawiałeś z Li… - Liam wzburzył się po czym włączył się sygnał zakończenia rozmowy. Chyba nie powinna tego słyszeć.

***

- Jest sygnał! – zawołał ze swojego gabinetu Drew przywołując tym samym swoją dziewczynę. Zerwała się z miejsca w jednej sekundzie i popędziła do chłopaka (a raczej do komputera) zobaczyć co znalazł.
- Kto? – zapytała podchodząc do ekranu i patrząc na wyświetlony na nim numer.
- Lily White… - uśmiechnął się i wstukał numer do swojej komórki.
- Mówiłam ci, ze nie jest zbyt bystra – zachichotała i także zapisała sobie numer. Szybkie ruchy palców na klawiaturze komórki stwarzały litery a potem słowa. Wszystko co chciała przekazać Madison wylała do smsa którego nawet nie miała zamiaru wysłać. Drew patrzył co robi i zmarszczył brwi myśląc jak to wykorzystać. Oświeciło go. Znał słabe punkty Lily dobrze, głównie dzięki swojej dziewczynie. Opowiedziała mu o niej wszystko. Miał plan już wcześniej, ale teraz stało się to realne. Do wykonania. Wziął telefon Madison i wysłał wiadomość pod wskazany numer.
- Co ty robisz?! – zdenerwowała się Allen i wyrwała mu z powrotem telefon. – Po co to wysłałeś debilu?! Nie chciałam tego wysłać!
- Jeżeli na to odpowie to ją znajdziemy – powiedział ze stoickim spokojem.
- Jeżeli odpowie – odburknęła mu dziewczyna i popatrzyła na wysłaną wiadomość.

„Droga Lily. Tyle czasu się nie widziałyśmy, a ja mam nadal ochotę cie zabić. To co zrobiłaś mi w przeszłości cały czas wraca we wspomnieniach wszystkich moich upokorzeń. Nie umiem pozbyć się myśli ze straciłam przez ciebie tak wiele. Więc teraz ty strać coś przeze mnie. Będziemy kwita. Sądzę, że tam gdzie teraz żyjesz jest ci dobrze. A szkoda. Mam nadzieje, że cie w końcu znajdę… I zabije.
Twoja Mad x”


- Odpowie. Nie martw się kochanie. Jest słaba.

___________________________________________________________________________________________________________________________________________

Dzień Dobry! x Jak Wam mija piątek? Mam nadzieje, ze chociaż trochę z Was czekało na niego. Jak się podoba rozdział? Nie jest jakiś... Niesamowity, ale chyba ujdzie. :) 


Słuchajcie. Jest sprawa. Na prologu, pierwszym i drugim rozdziale jest po ok. 80 komentarzy. Na trzecim i czwartym 55 i 43.

Nie wiem czy to przeze mnie, czy po prostu nie chce wam się już czytać, ale i tak bardzo was proszę, że jeżeli się zapisujecie do informowanych to chociaż przeczytajcie. Bardzo się staram, żeby wam się to podobało i chciałabym, żebyście mi powiedzieli czy moje starania nie idą na marne. Liczy się dla mnie nawet najkrótszy komentarz i każda wasza opinia, ponieważ kiedy zwracacie mi uwagę, ja coraz lepiej piszę. Dlatego jeszcze raz was proszę o komentarze i opinie. To są moje marzenia i moja wyobraźnia, więc chcę się z wami nią podzielić i wiedzieć jak mi idzie.

Zapraszam też żebyście wyrażali swoją opinię na hashatagu #ThePolicemanFF. Czytam te wszystkie tweety i cieszy mi się paszcza kiedy piszecie.

No więc miśki kończąc tą nudną notkę żegnam się z wami, do następnego papa skarby xx wasza @luv_1d_bromance ♥

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 4

Przeglądał wszystkie ważne informacje zawsze w tym samym komputerze. Program miał z siedziby policji, udostępnili mu go.  Klikał szybko w klawisze laptopa, wpisując najważniejsze dane poszukiwanej przez niego osoby. Nazwisko, imię, wiek, miejsce zamieszkania lub miejsce aktualnego pobytu. To miało pomóc programowi w wyszukaniu podobnych postaci. Potem kolor włosów, oczu i jeszcze parę detali, które zawsze były sprawdzane i korygowane co jakiś czas, żeby było łatwiej odszukiwać ludzi.
Liam przecierał co chwila oczy, zmęczony pracą przy ekranie. Kody zaczynały mu się powoli mylić i robił wszystko od nowa. Przy prawej ręce, w której trzymał myszkę miał kubek z ożywczą czarną kawą i jakieś ciastka, które miały mu dać rzekomo siłę na cały poranek. Gówno prawda.
Pracował już dość długo przez to, że nie umiał spać od godziny czwartej nad ranem. Słońce już dawno oświetlało mu twarz przez szyby w oknach i dawało do zrozumienia, że pora zacząć dzień.
W między czasie do domu chłopaka wparował Zayn. Jego dobry nastrój był jak dla Liama zbyt widoczny i przeszkadzał mu w pracy. Przyjaciel usiadł obok niego i patrzył na biały ekran wypełniony kodami, a obok nich nazwiska i zdjęcia. Zaczął przeglądać dziewczyny widoczne na fotografiach i skrzywił się nieco.
- Kogo ty szukasz? – zapytał ciekawy i spojrzał na muskularnego bruneta. Ten westchnął cicho i również gapił się w monitor.
- To nie jest ważne…
- Li… - błagalnym tonem powiedział w stronę zmęczonego kompana. I tak wiedział o kim myśli Payne, ale wolał mieć jasną odpowiedź.
- Lily…
- Kto to jest do cholery? – zmarszczył brwi. – Czekaj, czekaj… Znasz tą blondynkę z baru?! Jak?
- Byłem z nią wczoraj na kawie – przeczesał włosy palcami. Mulat otworzył lekko usta ze zdziwienia i zastanawiał się co takiego zrobił Liam, że udało mu się z nią spotkać. Momentalnie cała radość dzisiejszego dnia zniknęła z twarzy Malika i zastąpiła ją gorycz porażki. Ale czy gra się w ogóle zaczęła?
- I nic ci o sobie nie powiedziała? – zapytał, ale po chwili coś sobie przypomniał. – O co ty się jej do kurwy nędzy pytałeś? Znowu bawiłeś się w detektywa po za pracą? – osądził przyjaciela, a jego ton przypominał raczej, ton matki, która upomina syna, żeby nie pisał takich samych głupot na kolejnym sprawdzianie z matematyki. Chłopak spojrzał na niego i oparł się o krzesło.  Potem przejrzał informacje zawarte w programie do wyszukiwania ludzi, opowiadając przebieg spotkania, które odbyło się dzień wcześniej.
- To jest kurewsko przejebane – zacisnął zęby i przeszukiwał dalej.
- To nie jest – stwierdził Zayn bez zastanowienia i obserwował ruchy przyjaciela.
- A co niby jest, jak nie to?
- Ty – posłał mu szeroki uśmiech, aby dopiec jeszcze bardziej.
- Dzięki – Li dał sobie dłoń na swój zarośnięty policzek.
- Traktujesz ją jakby była twoim kolejnym świadkiem do przesłuchań, a tak naprawdę to jest delikatna jak kwiatuszek kobietka która…
- Nie pierdol – przerwał młodszy . – Nie jest. A ty nie jesteś gejem, żeby tak mówić.
- Tego nie wiesz – zignorował stwierdzenie przyjaciela o swojej orientacji.
- To… To akurat wiem. Nie mówiła tego, ale jakbyś ją zobaczył… A co do twojego bycia gejem to jestem pewny.
- Przecież widziałem – przewrócił oczami i wrócił myślami do dnia w barze nadal ignorując nieodpowiednie w tej sytuacji żarty. – Uważam całkowicie inaczej.
- To znaczy jak? – w jego głosie można było usłyszeć kpinę. Uważał, że miał o niej więcej informacji niż przyjaciel po wczorajszym spotkaniu. Nawet nie przeszło mu przez myśl, ze to jego wina, iż Lily zachowała się tak jak zachowała.
- Może, że jest miła i kochana. Na pewno, że jest seksowna i gorąca – uśmiechnął się jakby sam do siebie, a dopiero potem zobaczył wzrok przyjaciela mówiący, że zapuścił się trochę za daleko w swoich przemyśleniach.
- Jak tak sądzisz to się z nią umów. Po za tym skoro tak ci się podoba to i tak wyjdzie ci to na dobre – napił się kawy.
- No nie mów, że będziesz zazdrosny? – zażartował, ale nawet nie wiedział, jakie zdenerwowanie wywołało to w Liamie. Tamten zachował jednak zimną krew i dalej nieugięty pił kawę przyglądając się przyjacielowi.
- Nie – tak zakończył tą bezpłodną jak uważał rozmowę. Zawsze skakało mu szybko ciśnienie, ale jeżeli chodzi o jego osobiste sprawy, skakało mu jeszcze szybciej. – Nadal uważam, że nie jesteś gejem.

Po pewnym czasie Zayn pożegnał się z Liamem i popędził wsiadając na motor stojący przed domem. Zapalił silnik i ruszył gaz do dechy w kierunku pracy dziewczyny. Buzowała w nim złość, chęć przezwyciężenia przyjaciela, a poza tym… Strasznie się mu podobała.
Motor ryczał co chwila kiedy chłopak dodawał szybkości. Wyprzedzał kolejne auta jadące według niego za wolno. I tak by nie dostał kary za złamanie prawa. Tak po prostu jest. Jesteś w policji masz ultimatum. Czasami nawet przełożeni palą z nimi co nieco na przerwie za komisariatem.
Zostawił pojazd na małym podjeździe pod barem i wszedł pchając drzwi ręką tak, że uderzyły o ścianę do której były przymocowane. Usiadł na stołku barowym i czekał na barmankę, która aktualnie wychodziła z zaplecza.
Lily wytarła ręce w swój fartuch i oparła się o drewniany blat patrząc na Zayna z politowaniem.
- Powiedz Liamowi, że nie musi wysyłać swoich koleżków, aby dowiedzieć się czegoś o mnie, tylko niech zamknie swoją detektywistyczną twarz i zacznie pytać się normalnych rzeczy, których pyta się dziewczynę na pierwszym spotkaniu ok? – wybuchnęła wprawiając Mulata w osłupienie. Chłopak popatrzył na nią tępym wzrokiem, ale po chwili wszystko wróciło do normy.
- Tak wiem… Przepraszam za niego. On… On trochę za bardzo przywiązuje się do swojej pracy… - tłumaczył.
- Nie chce słuchać jak go tłumaczysz… Najlepiej już idź – fuknęła i odwróciła się na pięcie.
- Nie czekaj… - brunet westchnął i poszedł za nią. – Nie jestem tu po to… Liam nic nie wie.
- Skąd mogę mieć pewność? – zapytała podejrzliwie marszcząc lekko czoło.
- Bo by mnie tu nie było – wyznał sam uświadamiając się w tym, że przyjaciel by go nie puścił… A przynajmniej starałby się mu przeszkodzić. Blondynka wzruszyła ramionami i nalała sobie wody do plastikowego kubka.
- Sądzisz, że ci uwierzę?
- Nie. Mam tylko taką nadzieje – uśmiechnął się do niej ciepło, a ona zdziwiona odstawiła kubek od ust. – Jestem Zayn.
- Li-Lily – wydukała, a jej kąciki ust poszły w górę. – Chciałbyś się czegoś napić? Porozmawiamy – zaproponowała swoim szczerym, miłym głosem, którego dawno nie używała w szczególności do mężczyzn. Malik pokiwał głową.
- Ale… Ale nie stąd – skrzywił się oblizując wargi ze wspomnienia smaku ohydnego soku nieznanej maści. Dziewczyna się zaśmiała i nalała mu herbaty z dzbanka.
- Nie martw się. Jest dobra – zapewniła prowadząc gościa do jednego ze stolików i przysiadła naprzeciw niego.  – Więc… Co cie do mnie sprowadza?
- Chciałem cie poznać i tyle – przygryzł lekko wargę
- Ooo to miła odmiana – westchnęła z lekkim uśmiechem.
- Nie złość się na niego naprawdę – poprosił Zayn, a w jego oczach zaświeciła się iskra nadziei. Chciał dobrze dla przyjaciela, często się przecież spotykają.
Jednak robił to na swoją korzyść. Jeżeli chciał utrzymać kontakt z Lily musiał załagodzić między przyjacielem a nią ten „konflikt”.
- Jak mam się na niego nie złościć skoro dopytuje się mnie o jakieś dziwne rzeczy… Nie ważne – założyła ręce na pierś i zjechała lekko po oparciu skórzanej, popękanej kanapy.
- On się strasznie tobą zaciekawił – próbował znaleźć jakieś sensowne wyjaśnienie.
- Mhm – mruknęła zdenerwowana. – Chyba chciał sobie znaleźć kolejnego świadka bo mu się już nudzi.
- Uwierz to nie tak…
- A jak? Nie mógł się zapytać jakie są moje zainteresowania, pasje, cokolwiek? Uważasz, że chciałam mu mówić o moim pobycie w Londynie? Może nie mam ochoty o tym rozmawiać, a on naciskał. Przynajmniej miałam takie wrażenie.  I chyba nie zrozumiał, że niektórzy nie kończą szkoły i nie mają po prostu gdzie pracować i pracują w takich miejscach jak to w przeciwieństwie do niego! – powiedziała to cały czas patrząc się na stół. Potem spojrzała w ciemnobrązowe oczy Zayna i ponownie zwiesiła głowę. – Przepraszam…
- Nie… Nic się nie stało, nawet nie przepraszaj – powiedział spokojnie. – Rozumiem… Kiedy go poznałem nie był taki dociekliwy… On jest naprawdę fajny tylko trzeba go poznać…
- Ale chyba liczy się pierwsze wrażenie co?
- Tak… Masz racje…  - przyznał. Nie chciał ciągnąć dłużej tej rozmowy. Nigdy nie przypuszczał, że jego przyjaciel może tak bardzo kogoś zrazić swoim charakterem i poniekąd pracoholizmem.  Albo nie… To nie o to chodziło. Po prostu był głupkiem.  – Naprawdę mi przykro.
- Nie… Skończmy tą rozmowę Zay… Pogadajmy o czymś normalnym… To kochane, że tak go bronisz, ale to on musi zrobić coś żebym go polubiła, a nie ty…  - Malik pokiwał głową. – Chcesz jeszcze herbaty? – zapytała Li na co Zayn przytaknął znowu.
- A to czym się interesujesz? – zagaił wywołując uśmiech na twarzy dziewczyny.

***

Patrzyła na swoje paznokcie, co jakiś czas dmuchając na świeżo nałożony lakier. Idealnie rozprowadzone warstwy błyszczały w świetle lampy biurkowej.  Nogi miała na stole, a na jej stopach wisiały wysokie czerwone szpilki.
Chłopak usiadł przy jej nogach na blacie i pogładził łydkę szatynki.
- Nadal nic nie ma? – zapytała dziewczyna patrząc na niego spod długich gęstych rzęs.
- Nic… Próbuje znaleźć jakiś nowo zarejestrowany numer. Ale wszystkie są na jakieś dziwaczne nazwiska…
- Nie jest zbyt inteligentna… Na pewno nie wymyśliła by niczego kreatywnego – Madison zaśmiała się głośno, a brunet razem z nią.
- Postaram się ją jeszcze znaleźć… Obiecuje, że damy radę kochanie – Drew przybliżył się do dziewczyny.
- To jest w twoim i moim interesie – postukała paznokciem po jego ramieniu.
- To jest po prostu w naszym interesie. A kiedy już będzie po wszystkim razem zawładniemy światem moja królowo – złożył namiętny pocałunek na jej ustach. Odwzajemniła go przejeżdżając po jego policzku opuszkami palców. Odsunęła się po chwili.
- Tak… Albo przynajmniej Anglią - uśmiechnęła się cwaniacko i odgarnęła swoje włosy tak, że delikatne loki spływały po jej plecach. Zachichotała opierając się ponownie na fotelu, w którym siedziała.

– Lily Black musi zginąć.

___________________________________________________________________________________________________________________________________________

No to kochani jest 4 ! W sumie nic ciekawego sie nie dzieje ale zaczynam Was wprowadzać w przeszłość Lily. Powili będę Was zapoznawać z tym jej zwariowanym światem a kontakty między bohaterami będą się rozwijać :*
Co myślicie ? Tylko szczerze ! ♥
Słuchajcie mam prośbę. Jeżeli ktoś nie czytał, albo nie skomentował poprzedniego rozdziału prosze zostawić pod ni także ślad. Nie jest to obowiązkowe ale liczba komentarzy spadła bardzo. To tylko prośba, ale bardzo dla mnie ważna x
Jeżeli chcecie jakoś spojlerów do kolejnych rozdziałów to możecie mnie poprosić na hashtagu lub po prostu napisać na tt x 
No to to chyba tyle skarby moje drogie :* Do następnego, kocham Was i dziękuje za wszystko ☺ 


PS

Jeżeli chcecie przeczytać świetne fanfiction to zapraszam tutaj ----> Anarchia
 jest jedno z moich ulubionych i jest świetne x 
A drugie inne bardziej o tematyce fantasy tutaj ----> Street 21
także je kocham <3
Szablon by @Lyvia_x