piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 34

Jeżeli tu jesteś proszę pozostaw po sobie ślad :)


- Słuchaj… Brakuje nam czasu, rozumiesz? Oni nas za niedługo wywalą z tej posady! Drew, czy ty myślisz?! – Madison nawet nie krzyczała tylko wołała jakby z oddali, próbując zwrócić uwagę chłopaka na jej osobę. – Oni chcą nas zabić!
- Mówisz głupoty, Mad… Nawet nie wiesz jak oni mnie potrzebują – zamruczał pod nosem brunet poprawiając okulary spadające mu na nos. Grzebał rękami w jakiś papierach usilnie szukając potrzebnych dokumentów, aby wysłać je policji. Nie chciał nawet słuchać Madison uważając, że jej jebana obsesja tylko wszystko niszczy. Nie rozumiał dlaczego nie mogą po prostu jej zabić… Najwidoczniej plany się zmieniły.
- Oprócz mnie nikt nic nie robi w sprawie złapania tej dziewczyny, rozumiesz?!
- Nie, nie rozumiem – popatrzył na nią spod byka biorąc papiery w ręce. – Jeżeli nadal masz zamiar wkurzać mnie i doprowadzać mnie do szału, to droga wolna, ale nie ręczę za siebie, moja droga – powiedział idąc w stronę drzwi.
- Drew jeżeli wyjdziesz możesz o nas teraz zapomnieć – zmierzyła go wzorkiem, kiedy jego całe ciało napięło się pod wpływem stresu, ale zamiast powrotu na miejsce, Drew prychnął śmiejąc się.
 - I tak dobrze wiesz, że bez siebie długo nie wytrzymamy – powiedział kpiąco i wyszedł do pomieszczenia obok, zostawiając Allen totalnie rozdrażnioną. Najgorsze było to, że miał racje…
Westchnęła cicho biorąc telefon i patrząc na ciemny wyświetlacz. Od tygodnia nie przyszła ani jedna wiadomość. Najprawdopodobniej informator nic nie znalazł. Niestety czas ucieka nieubłaganie, a wszystko co ważne oparte było wtedy wyłącznie na czasie.
Jakby nie patrzeć każdy jej dzień, godzina, minuta praktycznie opierała się na tym, że gapiła się w głupi, pusty ekran smartfona. Nie ukrywała,  że drażniło ją to coraz bardziej i miała ochotę skoczyć z okna znajdującego się obok niej, ale robiła to dla swojego pieprzonego chłopaka, który uważał, że najważniejsze jest to, aby zawładnąć światem, nie ważne jak to brzmi.
Komórka zawibrowała, a bruneta bez większych emocji odblokowała go. Uśmiechnęła się tylko lekko wzdychając i odczytała wiadomość od swojego ulubionego numeru, zapisanego jako „informacja”.

„Wiem gdzie są. Wystarczy tylko 100 000$ :D”
Brzmiała wiadomość, na co kobieta się tylko zaśmiała. Zapytała o numer konta i kiedy go dostała, nieceremonialnie wystukała okrągłą liczbę stu tysięcy dolarów.  Jak to mówiła, koszta sie nie liczą. Wysłała przelew i parę minut później dosłała wiadomość o skontaktowaniu się telefonicznie. Narzuciła torbę na ramie i otwierając z hukiem drzwi weszła do pomieszczenia, gdzie znajdowało się biurko Marlocka. Usiadła na nim i czując dłoń na jej kolanie uśmiechnęła się.
- Masz ochotę na małe wakacje, kochanie? – zapytała strzepując rękę chłopaka ze śmiechem.
- Zależy gdzie – uśmiechnął się i ściągnął okulary. – Jakaś propozycja?
- Myślę, że zaraz się dowiem – połączyła się z numerem od którego dostała wiadomość i pokazując język chłopakowi, na co on pokręcił głową. – Ja zawsze wygrywam kochanie. Westchnął cicho i wrócił do sortowania papierów słuchając jej rozmowy. Przeszły go nieprzyjemne ciarki słysząc osobę po drugiej stronie. Najgorsze było to, że miała racje.


O tej samej porze co poprzedniego dnia, Lily i Liam wyszli z domu i ruszyli w kierunku miasta. Wcześniejszego wieczoru razem z Zaynem uzgodnili plan działania, aby pozbyć się informatorki raz na zawsze. Nie było to proste, ale dla nich nie było rzeczy niemożliwych.
Mając za pasem broń chłopak mocno trzymał małą dłoń Black, jakby bał się że zaraz mu ją zabiorą… I niestety jego obawy nie były bezpodstawne.
Mocno zaciskał mięśnie, aby wyglądać na groźniejszego, co nie uszło uwadze dziewczyny, która od razu wybuchnęła śmiechem.
- Jesteś taki nienaturalny Liam. Rozluźnij się, nie zabiją nas… Jak coś to my ich – powiedziała pewnie i klepnęła się lekko w bok, tam gdzie miała zawieszoną broń.  Uśmiechnęła się promiennie do mężczyzny, przez co on widocznie odetchnął. Uspokoił się trochę i bez słowa, pokazując jej tylko język szli dalej. Lily sprawdziła godzinę przy zrobionym zdjęciu, stając na tym samym miejscu gdzie je robili. Zaczęła oglądać się dookoła, ale szybko zostało to przerwane, gdyż poczuła jak jej chłopak ciągnie ją za drzewo. Zmarszczyła brwi kiedy wystawił palec w stronę ulicy, ale gdy popatrzyła w tamte miejsce skrywał się za konarem bardziej. Młoda kobieta szła patrząc cały czas za siebie czy nikt za nią nie idzie. Była niespokojna, a jej krok był szybki, jednak niezbyt pewny, ponieważ jej nogi drżały z przerażenia wymalowanego na jej twarzy.
- Czemu mi nic nie powiedziałeś?! – warknęła cicho, a Liam tylko pomachał rozbawiony głową wyciągając broń.  Nabił ją, a dziewczyna popatrzyła w dół na przedmiot. – Może powinniśmy najpierw porozmawiać? – zapytała niewinnie, ale widząc minę Payne’a zignorowała swoją myśl i także wyciągnęła broń. Na znak chłopaka oboje wybiegli zza drzew, i zaciągnęli kobietę zakrywając jej usta w poprzednie miejsce pobytu. Szarpała się wystraszona, a w jej oczach powoli pojawiły się łzy. Puścili ją, przez co upadła na trawę jęcząc z bólu i łapiąc się za plecy. Popatrzyła na nich, a po jej policzkach popłynęły łzy, gdy do jej skroni  detektyw przyłożył lufę.
 W jego oczach była złość, ponieważ nie mógł sobie wytłumaczyć tego jak ktoś może mu tak niszczyć życie. Dał palec na spust, ale na nadgarstku zacisnęły mi się palce jego dziewczyny.
- Czekaj – syknęła i kucnęła przy kobiecie sadzając ją przy drzewie. Złapała za jej ramiona.
- Jesteś informatorką Madison? – zapytała spokojnie, ale jej wzrok był pusty niczym otchłań.
- C-co? – urywający się głos młodej dziewczyny, co dopiero z bliska Lily mogła zobaczyć, drżał mocno.
- Czy jesteś informatorką Madison Allen i Drew Marlocka, którzy poszukują mnie i mojego chłopaka? – zapytała kolejny raz, bardziej dobitnie.
- N-nie… Ja przysięgam! Nie wiem kim oni są! Ja nie chce żeby mnie zabili i żebyście wy mnie zabili!
- Co ty mówisz… Kto ma cię zabić?
- W wiadomościach mówią, że każda osoba która się z wami widziała, rozmawiała, czy utrzymywała z wami kontakt została zabita… J-ja wczoraj tak się wystraszyłam… Kiedy na was wpadłam – popatrzyła po Lily i po Liamie, który przyjął zamkniętą pozycje słuchając całej opowieści. – Nie zabijajcie mnie…
- Co roiłaś na lotnisku? – głos Mężczyzny był zimny, i oschły, jak wtedy gdy kłócił się z Black. Po jej ciele przeszły ciarki na samą nutę tego przerażającego dźwięku.
- Pracowałam tam… I pracuję, kiedy przyjeżdżam do rodziny… Tak naprawdę mieszkam tutaj… Dwie ulice stąd… Przysięgam… Wracam teraz z piekarni w której pracuje… Nie zastrzelcie mnie – zaczęła łkać cicho, a serce blondynki ruszyło się na sam ten widok. Ciemnowłosa dziewczyna, w młodym wieku jak się okazało, krucha jak ciastko została zaatakowana przez parę uciekinierów policji i mafii… Straszne.
- Nie zastrzelimy cię… Ja obiecuje i on też – Lily wskazała głową na Liama i skierowała na niego swoje oczy. Kiwnął głową uśmiechając się lekko i pomógł dziewczynie wstać. Ta powoli uspokoiła się.
- Mam nadzieję, że dacie sobie radę… Z tym wszystkim co słyszałam… - dziewczyna uśmiechnęła się także delikatne. – A przy okazji… Jestem Kylie.
- Jestem Lily a to Liam…
- Jej chłopak – detektyw objął barmankę wokół pasa a ta się zaśmiała.
- Pójdę już – Kylie pożegnała się i odeszła powoli w stronę chodnika. Widać było że jej ulżyło. 
Black wtuliła się w tors mężczyzny, który wytrącony z zamyślenia objął ją mocno. Pogładził jej plecy opiekuńczo.
- Co myślisz o tym że zabijają każdego kto z nami rozmawia? – zapytał cicho, przypominając sobie każdą kolejną osobę, którą poświęcili w tej ucieczce.
- Myślę że to chore, Liam… Mam dość… Przeze mnie giną zwykli ludzie…
- To nie przez ciebie.
- A przez kogo tu jesteśmy? Gdyby nie twój wybór, aby mi pomóc nie byłoby nas tutaj. Wszystko zaczęło się ode mnie. Niestety tak już jest  kiedy… - przerwał jej głośny strzał. Był to strzał z broni. Odgłos nie był z daleka, więc razem z Liamem pobiegli w tamtą stronę. Zdyszani stanęli na betonowej drodze, a pisk który wydobył się z ust Lily był tak głośny, że sama się wystraszyła. Upadła na kolana. Na ziemi leżało ciało tej młodej dziewczyny, która przed sobą miała całe życie. Przez małą głupią rozmowę została poświęcona kolejna osoba. Młoda, żywa, piękna, ale już martwa.

Kylie leżała w kałuży krwi która symbolizowała, że koniec jest już blisko. Zbyt blisko by znowu uciec. 



______________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Cześć misie :) jak Wam sie podoba? Piszcie bo juz sama nie wiem... czuje że to nie ma sensu a przygotowuje drugą cześć i nie mam prawie dla kogo.. mało Was i to jest smutna prawda bo nie taki był plan... 
Chce żeby ludzie wchodzili, ale pisałam już do wszystkich chyba których mogłam... Pełno mnie poblokowało przez to. 
Prosze dajcie o sobie znak.. Jezeli znacie kogoś kto lubi takie opowiadania i lubicie je czytać to powidzcie komuś że może zajrzeć. Z góry bardzo bym dziekowała. Bez Was nie ma tego opowiadania a bez tego opowiadania nie ma mnie. Więc prosze Was nie zabijajcie Lily Liama i Zayna tylko pomóżcie im żyć. 
Bardzo Was kocham i dziękuje. 

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 33

Liam wchodząc do domu oparł sie o drzwi, aby nie stracić równowagi. Rozejrzał się dookoła i dopiero wtedy kiedy popatrzył na podłogę. Przy ścianie siedziała drobna dziewczyna wpatrzona w niego swoimi zaszklonymi od łez oczami. W sercu coś nieprzyjemnie go zakuło widząc jak mała kropelka wody spływa jej po policzku, przedzierając się przez zaczerwienioną skórę prawdopodobnie ze złości. 
Dziewczyna podniosła się gwałtownie i  podeszła do chłopaka zaczynając płakać, a on tylko pomachał głową, na znak że nie powinna tego robić.
- Boże, co ci się stało – załkała i wyciągnęła dłoń ku zakrwawionemu bandażowi na głowie detektywa. Payne złapał za nadgarstek Lily i skierował na swój policzek zamiast na bandaż.  Westchnął głośno czując delikatne palce blondynki na swojej skórze i zamknął oczy.
- Wybacz mi – wyszeptał i ścisnął mocniej jej małą drżącą rączkę.
- Nie było cię całą noc – wyszeptała cicho oddychając szybko ze zdenerwowania. – Nawet nie wiesz jak się bałam! – jej zrywający się od płaczu głos przyprawił mężczyznę o dreszcze, jeszcze większe niż kiedy zobaczył jej łzy… Ona przy nim nie płakała, była bardzo silna… Czasami zbyt silna.
- Przepraszam Lily… - objął ją ramionami, ale ona się wyrwała. Spojrzała na niego z taką złością w oczach, ze aż zamarł.
- Gdzieś ty był?! –dopiero kiedy zmarszczyła tak bardzo brwi, zauważył że pod jej oczami widnieją ogromne, ciemne worki. Nie spała przez niego do rana. Zdenerwowanie było jeszcze większe, niż byłoby normalne… Albo mniejsze, co oznaczało dla niego śmierć.
- Kochanie… Spokojnie… Porozmawiajmy na spokojnie – pogładził jej ramię.
- Na spokojnie? Człowieku, czekałam na ciebie przed tymi drzwiami jak głupia! Uznałam, że jeżeli nie wrócisz do dziesiątej to już nie będę czekać! – wykrzyczała to z całych sił jakie miała w płucach.  Liam odsunął się gwałtownie i zwiesił głowę zaciskając zęby. Jeszcze godzina a straciłby ją na zawsze… Pieprzony gówniarz…
- Napadli mnie – powiedział tylko napinając wszystkie mięśnie.
Stracę ją… Za chwilę ją strącę…
- Co? – jej usta się lekko otworzyły. – Ocipiałeś?! Liam ty nosisz wszystkie pieniądze przy sobie! Ale to nie jest najważniejsze, widzisz co ci zrobili z głową!? Musimy jechać na pogotowie i to j…
W tej samej chwili na ustach dziewczyny znalazły się wargi chłopaka. Na początku nie odwzajemniła pocałunku, co totalnie zbiło z tropu mężczyznę. Po chwili jednak westchnęła w jego usta i stanęła na palcach zawieszając ręce na jego szyi. Pogłębiła lekko, żeby od razu potem oderwać się delikatnie.
- Nienawidzę cię Liamie Payne – powiedziała kręcąc głową zdegustowana. - Masz humory jak baba.
- Oj tam wybaczysz mi – cmoknął jej nos, a ona popchnęła go do kuchni i posadziła na krześle.
- Co ty żeś zrobił chłopie – odwinęła bandaż i skrzywiła się widzą nieładną ranę.  – Muszę ci to zaszyć… Skąd masz bandaż? – zdziwiła się wyrzucając go do śmietnika. – Nie wierzę, że miałeś przy sobie – powiedziała pewnie i zaczęła ścierać zaschniętą krew wokół rany wacikiem.
- Kupiłem – skłamał wyciągając pieniądz które dostał od Jogi’ego na stół. Black popatrzyła na nie, ale nie zadała więcej pytań sadząc, że po prostu go nie okradli. – Gdzie Zayn?
W żyłach Lily momentalnie się zagotowało. Nie chciała tego pytania, bo wiedziała, że zdenerwuje ją to bardziej niż wszystko inne.
- Nie obchodzi mnie to – odpowiedziała sycząc, co utwierdziło Liama, że Malik nawet jej nie dotknął, a już wylądował poza jej pokojem.
Dziewczyna wzięła z apteczki maść na rany i posmarowała czoło chłopaka. Tez przymknął oczy przez lekkie pieczenie, ale po chwili odetchnął, czując jak rana się ochładza, a ból odchodzi.
- Powinno się zagoić… Nie umiem szyć, ale powiedziałam ci to, żebyś tak myślał – uśmiechnęła się lekko, na co mężczyzna się zaśmiał cicho.
- Liam? – zza framugi doszedł ich głos Zayna. Ciemna czupryna wychyliła się patrząc na przyjaciela. Podszedł do  niego, ale widząc jadowite spojrzenie Liama przystanął w dość dużej odległości. – Wróciłeś…
- Tak wróciłem kutasiarzu – przewrócił oczami Payne. – Ale jak chcesz mogę znowu sobie pójść i zostawić cie z moją dziewczyną żebyś mógł ją przelecieć…
- Zamknij się, albo zaraz ja sama cię wykopie – powiedziała Lily wskazując palcem na swojego chłopaka.
- Lily zostawisz nas samych na chwilę? – zapytał nieśmiało Malik. Blondynka ominęła go posyłając jeszcze znaczące spojrzenie jasnemu brunetowi. Zamknęła za sobą drzwi i dla własnego dobra poszła do pokoju na górę. Chyba nie chciała tego słyszeć.
- Liam słuchaj…
- Nie, Zayn… Nie spodziewałem się tego po tobie… - pomachał głową chłopak. – Myślałem, że jako przyjaciel chociaż się powstrzymasz, ale to zrobiłeś to wiedząc, że idę za tobą do jej pokoju – warknął.
- Nie wiedziałem – Malik westchnął cicho. – Wiesz jak to jest… Ja ją kochałem, Liam… I nie wiem czy nadal tak nie jest…  Ja… Ja staram się powstrzymywać… Ale kiedy ona płakała nie umiałem tego znieść…
- Nic nie wiesz! – detektyw się podniósł, ale po chwili znowu opadł na krzesło, przez niespodziewane pulsowanie w jego głowie.
- Wiem… Wiem jak mocno bolą cię jej łzy, ale ty możesz ją pocałować, a ja nie mogę jej dotknąć… Kiedy opatrywałem jej nogę, to był pierwszy raz kiedy dotknąłem je skóry od kiedy ze mną zerwała…
- Podniosłeś na nią rękę skurwielu! – wrzask rozdzierający serce Zayna, był tak głośny, że Black bez problemu mogła usłyszeć o czym toczy się rozmowa. I nie była z tego zadowolona, bo właśnie tego chciała uniknąć.
- Podniosłem… - przyznał zwieszając głowę. – Dlatego nie jestem jej godny, ale dalej ją kocham i to się nie zmieni… - Słowa te były wypełnione żalem i pustką, ale tak bardzo bolesną, że nawet ruszyły Payne’a.
- Zayn ja… - tym razem łagodny, spokojny Liam mógł wstać i podejść do przyjaciela. Dał mu ręce na ramiona, aby go wesprzeć, ale także żeby się podeprzeć i nie upaść…
- Ja rozumiem… Ale wybacz mi to i pomyśl co by było, gdybyś ty nie mógł je pocałować, albo przytulić, albo kiedy by cie traktowała jak powietrze…
- Chcę ci przypomnieć, że wiem jak to jest… Bo tak na prawdę zamieniliśmy się rolami, Zayn… Musisz pamiętać o tym, że to ty uniemożliwiałeś mi pocałowanie jej…
- Ale ty i tak to zrobiłeś – mulat się zaśmiał, ale patrząc na to dokładniej to nie był śmiech zadowolenia, ale paniczny, zawiedziony odgłos rozpaczy.
- Zrobiłem to, bo nie umiałem się powstrzymać…
- Więc wybacz mi i zrozum, że chciałem ją pocałować, bo nie umiałem wytrzymać… A teraz pomyśl jakie masz szczęście ją mieć, bo ona darzy cię uczuciem tak silnym, że prawdopodobnie gdybym nie do niej nachylił nie miałbym nosa… - uśmiechnął się smutno.
- Zayn…
- Sztama? – westchnął chłopak z uśmiechem, na co drugi tylko przytaknął. Ich dłonie się połączyły po to aby oboje klepnęli się po plecach drugą ręką.
- Sztama.


Napięcie opadło szybciej niż się tego spodziewali, co ich mile zaskoczyło.  Nie czekając długo dziewczyna wyszła z pokoju i pociągnęła Liama na dwór roześmiana. Chciała sobie z nim trochę pobyć, bo nawet kiedy siedzieli cały czas w domu, on zawsze musiał coś rozbić z Zaynem. Wyszli więc po tym jak Liam odświeżył się, a Lily zakryła mu niemałą ranę delikatnie korektorem.
Chłopak ubrał się w t-shirt i rybaczki, a dziewczyna zaczesała wszystkie włosy na jedną stronę, na nos nałożyła okulary które idealnie pasowały z jej wyzywającymi spodenkami odkrywającymi pół tyłka i koszulki do pępka.
Poszli w stronę miasta, ale wygląd dziewczyny nie zwracał nikogo uwagi tak jak myślała… No tak… Tam wszyscy chodzą tak ubrani.
Dziewczyna trzymała się ramienia swojego mężczyzny dodatkowo splatając ich palce razem. Czuła się bezpieczna, spokojna. Gdyby mogła zadecydować o tym, co chce robić do końca życia bez zawahania powiedziałaby, że żyć z tym facetem, nawet jeżeli czasami ją wkurzał… Czasami często.
Każdy mały pocałunek na jej włosach czy na policzku był delikatny i słodki. Uwielbiała to. Wszystko  było idealnie.

Czując na plecach gorące promienie słońca, które łaskotały szyją dziewczyny, rozmawiali… O byle czym, ale śmiali się do rozpuku, co wielu ludziom nie podobało się. Chociaż oni w każdej chwili mogli zostać zestrzeleni czy zabici, to byli szczęśliwsi, niż ci co mieli spokojne życie. Nonsens.
- Zrób sobie ze mną zdjęcie – jęknęła dziewczyna wyciągając telefon i włączając przednią kamerkę.
- Jejku… Nie bawmy się w plastiki kochanie, co? – zaśmiał się chłopak na co ona go uderzyła w ramie. – No dobra, dobra.
Lily uniosła telefon lekko do góry tak, aby światło padało prosto na ich twarze, wcisnęła guzik kiedy na jej policzku znalazły się usta Liama. Zachichotała patrząc na zrobioną fotkę i pokazała mężczyźnie, ale on jakoś nie specjalnie się nią zachwycił. Jego mina z każdą sekundą była coraz bardziej niesmaczna, albo raczej zaskoczona.
- Kotek? – blondynka spojrzała na zdjęcie i zamarła. Już wiedziała czemu mina jej chłopaka była taka a nie inna. Na głowami pary na zdjęciu było widać kobietę z ciemnymi, krótkimi włosami. Jej miodowe spojrzenie było zdziwione z małą domieszką strachu i przerażenia. Patrzyła prosto w aparat.

- Lils – odwrócił się do tyłu i wskazał małą postać praktycznie biegnącą po chodniku w odwrotną stronę niż oni. – Chyba już wiemy kto nas wydał - oni znali tą kobietę. Kobietę z lotniska.



__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Good morning! Słuchajcie dziekuje Wam że ostatnio komentarze podskoczyły <3 jestem zadowolona, jarałam sie troche, bo kazdy komentarz jest ważny :* 

Na Wattpad wszystko już gotowe są dobre rozdziały także również zapraszam  ;)

I jak rozdział? Ktoś sie spodziewał? haha :*

Jezeli sie zgodzicie bede dodawać rozdział albo co tydzień jak mi sie uda, a jak nie to niestety co 2 poniewaz teraz w szkole 10 sprawdzianów w dniu więc wiecie o co chodzi... 

KOCHAM WAS!
Szablon by @Lyvia_x