piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 30

 W rozdziale występuje nieokreślenie płci jednej z bohaterów. Damskie określenie jest przeznaczone dla słowa "osoba" nie wyciągajcie więc pochopnych, lub nie pochopnych wniosków ;)


Widząc postać po drugiej stronie ekranu aż zaniemówiła. Wiedziała, że pomaga im, ale nie sądziła, że to prawda. Zamrugała oczami kilka razy.
- Co? Postać drugoplanowa nie wystarcza ci Madison? Wolałabyś kogoś innego? Może... Bardziej ważnego? - osoba uniosła brwi wysoko, uśmiechając się zadziornie. Wie, że jest ważna, nawet jeżeli nie znaczy dużo dla innych.
- Nie... To dobrze. Nie spodziewają się - odezwała się brunetka i zaczesała swoje długie włosy do tyłu. Westchnęła cicho. - Czego chcesz? 
- Niczego. Wolę żebyś po prostu przekonała się na własne oczy jak wygląda twój sprzymierzeniec... Ślepo ufają. Nawet się nie domyślą, że to ja. 
- Dasz radę być bliżej nich? - zapytała się Allen stukając palcem w blat biurka. Krzesło na którym siedziała kołysało się lekko dając jej uczucie komfortu i ukazując jak łatwo jest jej żyć... W takim miejscu jak baza mafii. Rana na jej policzku zasłonięta grubym makijażem praktycznie nie była widoczna. 
- Tak. Dam. Nie martw się. Oni się nie spodziewają jak bardzo mogą być w niebezpieczeństwie. Są ślepi na wszystko co się wokół nich dzieje. Dzieciaki - prychnęła, wyrażając swoją niezbyt skrywaną pogardę i wstała ze swojego fotela, chodząc  po pomieszczeniu, w którym sie znajdowała.
- Kiedy chcesz to wszystko skończyć? Teraz zależy to tylko od ciebie. Nie ode mnie. Ja tutaj nic nie pocznę - brunetka wpatrywała się w monitor z zaciekawieniem.
- Kiedy będzie czas dostaniesz ode mnie wiadomość. Nie powinnaś się tym przejmować skarbie. Po prostu bądź gotowa zawsze.
- Dobrze. Niech tak będzie - skrzywiła się dziewczyna nieprzyzwyczajona do tego, że ktoś jej coś każe. Odwróciła się szybko słysząc kroki obok siebie.
- Z kim rozmawiasz? - zapytał Drew opierając się o ramie dziewczyny i przykładając delikatnie usta do jej policzka. Uśmiechnął się i popatrzył na ekran chrząkając cicho. 
- No dobra... Już wiem. Nie tego się spodziewaliście - rozmówca wzdycha przecierając swoja twarz i odgarniając włosy trochę do tyłu. Z zirytowaniem wstaje przed kamerką. - Powinniście mi dziękować, bo beze mnie te wasze pieprzone podchody nigdy by się nie skończyły.
- Co masz na myśli? -  Marlock warknął ściskając jedną dłoń w pieść. - Skończyłyby się i to szybciej niż teraz. Ciągnie się to jak smród po gaciach, bo jakiś niewydarzony informator nie ma na razie czasu - mówiąc to, chłopak zmienił głos na zdecydowanie bardziej denerwujący i zadowolony ze swojego żartu uśmiechnął się.
- Kurwa. Zamknij się ty mafiozo od siedmiu boleści. Nie umiesz nawet zabić porządnie jednej głupiej dziewczyny, to nie pierdol od rzeczy - podniosła głos i przybliżyła się trochę. - Możecie zaraz stracić tego informatora. Bo jak kurwa nie będziecie się słuchać, to przysięgam, że jeszcze pomogę im się skryć, a dziewczyny nie znajdziecie do końca swoich ostatnich pierdolonych dni...
Nastała cisza a Marlock ni stad ni zowąd wyszedł, żeby już nie powiedzieć czegoś, co by tylko pogorszyło sprawę.
- Drew... - westchnęła Madison podpierając sie zrezygnowana na łokciu.
- Ups - osoba zachichotała. - No to jednak widzimy się na akcji. To do zobaczenia buziaczki moja droga - zażartowała i wyłączyła  sie od razu nie mówiąc nic więcej.
- Kurwa. Jak ja nienawidzę informatorów - Mad uderzyła w stół i pospiesznie ruszyła za chłopakiem.



Lily siedziała w aucie z lekkim zdziwieniem, gdyż zaciągnięta przez Malika i Payne'a jechali w stronę centrum. Oni byli jak podekscytowane nastolatki, a jej nie było do śmiechu, kiedy nagle zatrzymali się przed fryzjerem.
- Hm... Jakieś aluzje? - zmarszczyła brwi, odpinając pas i wychodząc na zewnątrz.
Nad szklanymi, rozsuwanymi drzwiami wisiał szyld z napisem "Anne's Hair". Wiedziała co to za miejsce, ponieważ Zayn świeżo ostrzyżony wrócił wczorajszego dnia, właśnie z wizytówką tego salonu. Popatrzyła na chłopaków unosząc jedną brew ku górze.
- Po co tu jesteśmy matołki?
- Musimy cię chronić... I pobawić się trochę w stylistów - odparł Liam pokazując kciuk w górę na co Lily podparła ręce na biodrach.
- I co niby na do rzeczy ten fryzjer? 
- Eee... Tak jakby... Masz nie wyglądać jak ty - powiedział Zayn zarzucając jej na ramiona swoją rękę, ignorując wściekły wzrok przyjaciela. Dziewczyna odsunęła sie trochę, klepiąc Malika po ramieniu, na co Payne wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Weszli po chwili do salonu i bez zbędnych pytań, fryzjerka posadziła dziewczynę na fotelu, na przeciw dużego lustra.
- No to... Mam sobie coś wybrać czy nie? - westchnęła Black. 
- Naturalnie masz brązowe włosy prawda? - zapytała fryzjerka myjąc głowę klientce.
- Tak... Wiem... Widać, że farba się już zmyła i bardziej jestem brunetką niż blondynką...
- No właśnie.  Więc teraz blask twoich włosów będzie większy niż zawsze - uśmiechnęła się kobieta. Miała ciemne, niebieskie tęczówki, rzucające się w oczy. Jej usta były jasne, pomalowane lekko miedzianym błyszczykiem. Miała smukłą twarz i wyraźne kości policzkowe podkreślające, jak bardzo szczupła jest. Jej chude palce czesały delikatnie włosy Lily, przez co ta zrobiła się senna.
Chwilę potem miała już ręcznik na głowie i patrzyła jak niebieskooka przygotowuje farbę. 
- Nie będzie widać odrostów. Twoje jasne oczy będą nie do poznania... Ciekawie byś wyglądała, jakbym zrobiła ci na trwało proste włosy. Wątpię że masz ochotę prostować je codziennie, a tak zdecydowanie dłużej utrzyma się kolor - mówiła na co barmanka tylko kiwała głową. Dawno nie była u fryzjera i już zapomniała jakie to przyjemne.

Po około trzech godzinach przysypiania na kanapie, chłopcy oniemieli z wrażenia, widząc uśmiechniętą, jasnowłosą Black. Cały czas spotykała końcówek swoich idealnie prostych włosów, dumna z efektu.
- Ja myślałem, że zakupy to wykańczający sport... Ale widać że kobiecy fryzjer też daje dużo rozrywki - marudził Malik, podśpiewując pod nosem piosenkę z radia.
- Czyli... musimy jeszcze mi kupić nowe ubrania? - zapytała Lily z lekkim, cwaniackim uśmieszkiem na ustach.
- Tak... I lepiej żebyś wyglądała inaczej...
- Wiecie co... chyba będę taka jak kiedyś - powiedziałaś śmiejąc się, na co Liam zgromił ją wzrokiem. - Dobra skarbie... Spokojnie - przewróciła rozbawiona oczami dźgając chłopaka w policzek. 
- No cio cio, spokojnie słodziaczku - Zayn pociągnął przyjaciela lekko za polik.
- Weź te łapy Malik... Bo ci powyłamuje ręce - Payne westchnął odsuwając twarz od dłoni chłopaka. - Nie bądź baba. 

Tak jak blondynka myślała. Bieganie po sklepach było tak samo fajne, jak kiedyś. W rękach miała pełno toreb z szortami, legginsami, bluzkami do pępka oraz z mnóstwem szpilek. Wyglądała jak totalna zakupoholiczka, ale żaden z detektywów nie zarzekał, kiedy wychodziła z przebieralni i pokazywała się w zbyt krótkich, zbyt obcisłych i zbyt seksownych rzeczach. Nawet nie pisnęli słowem. Rzuciła im torby pod nogi kiedy zmęczeni popijali sobie koktajle.
- No. To chyba wszystko moi drodzy - uśmiechnęła sie ale kiedy Zayn wziął jedną torbę mało się nie przewrócił.
- Dziewczyno czy tam są do cholery cegły?! - zawołał odstawiając siatkę na ziemie.
- Boże, Zayn... 
- Tak wiem, że jestem Bogiem - przerwał jej puszczając oczko, co teatralnie zignorowała. 
- Są tam tyko buty i dodatki... To nie jest w ogóle ciężkie.
- Chyba buty z tytanu, słoneczko - westchnął Liam zarzucając sobie torby na ramie. – Chodźmy... Bo zaraz mi ręka odpadnie, a tego chyba nie chcemy.
- No zależy kto przyjacielu - zaśmiał sie brązowooki.
- Hej! - zawołała Black podchodząc do szyby ze sklepu z okularami optycznymi. - Słuchajcie... Ja sobie kupie brązowe soczewki... Jak po całości to po całości, no nie? - powiedziała biorąc jedną paczkę koloryzujących soczewek.
- Dobry pomysł - przyznał jasny brunet wyciągając pieniądze. - Okej... Od jutra jemy suchy chleb moi drodzy... Ta pani wydała dzisiaj z siedem tysięcy.
- Co?! Nie przesadzaj Payne - machnęła ręką dziewczyna płacąc za soczewki. - No ok... Idziemy. Czeka mnie jeszcze sporo układania tego wszystkiego. 
- Wiecie co? Zmieniam zdanie. Zakupy są dużo gorsze, niż spanie u fryzjera.


____________________________________________________________________________________________________________________________________________
hi! no to mamy 30 rozdział moi mili :* byłoby fajnie gdybyście wszyscy dali kom, bo troche mi przykro kiedy widze mniej niż dwadzieścia... No ale trudno... czasami tak jest. 

A więc nie wiem co dalej mówić.. Do następnego kochani :*

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 29

Lily kuśtykała powoli za Liamem do taksówki, stojącej przed LAX. Jej bagaż niósł chłopak, ponieważ ta nie potrafiłaby prawdopodobnie iść. Jej spodnie były odrobinę czerwone od zaschniętej krwi, gdyż nie mogła się wcześniej przebrać. Dogoniła Payne'a, aby iść z nim i Zaynem równo, ale widząc jak ciężko jest dziewczynie, mężczyźni zwolnili.
Jasny brunet ściskał karteczkę z zapisanym adresem domu Leviego. Lekko się trząsł, bo potrzebował kubka świeżej kawy, której nie pił już ponad dobę. Przed oczami cały czas miał leżącego przyjaciela. I pomyśleć że to wszystko stało się dobę temu.
Popatrzył na zegarek. Na niebie zbierały się chmury zwiastujące nie mały deszcz nad Los Angeles. Było ciepło, co było nielogiczne dla chłopaka, gdyż w Anglii panuje zima. W wiadomościach na lotnisku były pokazywane zaspy utworzone przez śnieg, parę godzin temu w Europie. Nigdy by nie pomyślał, że jutrzejsza wigilia Bożego Narodzenia spędzi w ciepłym kraju. Nonsens. 
Takie życie było dosyć ciężkie, gdyż odrywanie się od rzeczywistości w święta dawało wiele radości. Niestety tym razem nie było to dane trójce przyjaciół. A przynajmniej dwóch trzecich, gdyż Zayn nie za bardzo obchodził chrześcijańskie święta.
Pieprzony muzułmanin - pomyślał Liam zazdroszcząc szczęścia chłopakowi, że ten nawet nie musi myśleć jak spędzi wieczór wigilijny.
Detektyw wcisnął kartkę z adresem do rąk Lily łapiąc jej zdezorientowany wzrok. 
- Ty powinnaś powiedzieć ten adres. Boje się że mój, albo Zayna wizerunek tutaj będzie rozpoznany i zbyt szybko zostaniemy znalezieni Li - powiedział chłopak gładząc jej delikatną skórę na dłoni. Ta uśmiechnęła się i wsiadając do taksówki z przodu podała adres widniejący na żółtym skrawku papieru. Kiedy popatrzyła w lusterko zorientowała się że Malik i Payne mają na nosach okulary przeciwsłoneczne a kaptury ich bluz są założone na ich głowy. Pokręciła tylko głową i wpatrując się w ruszający się świat za oknem auta, westchnęła cicho.
Ona też myślała o świętach. O tym że nie zobaczy matki i nie powie jej jak bardzo ją przeprasza. Nie widziały się już parę miesięcy. Niby mało, a ciągnęło się jak parę lat.
Kiedy samochód stanął, a indyjski kierowca poprosił o zapłatę dziewczyna zobaczyła pokaźny dom. Stanęła jak wryta trzymając podaną przez mulata torbę i wpatrywała się w okna, które były okalane przez białe firany od wewnątrz. Ale nawet z dworu można było to bez problemu zobaczyć.
Blondynka podeszła do mahoniowych drzwi i nacisnęła klamkę sprawdzając, czy wszystko jest dobrze. Położyła bagaż i wyciągając dłoń do policjanta, dostała klucze. Wybrała jeden i wsadziła w zamek, przekręcając.
Drzwi otworzyły się bez problemu ukazując bogate wnętrze piętrowego domu. Lily zostawiła buty przy wejściu i weszła w głąb domu zostawiając chłopaków w drzwiach. Zaczęła się rozglądać. 
Salon był w kolorach kawy z mlekiem, z brązową kanapą przy ścianie i fotelami w tym samym kolorze po bokach. Były skierowane na telewizor stojący na stole z głośnikami. Pomieszczenie wypełniało światło z dużych okien. Pokój połączony był z przestronną kuchnią oraz jadalnią z wielkim stołem. Meble dopasowane były kolorystycznie do beżowych ścian. Okna przystrajały białe firany sięgające do ziemi i pospinane w połowie spinkami do tekstyliów.
Przedpokój łączył to wielkie pomieszczenie ze schodami, które prowadziły na piętro. Była tam łazienka z podwójną wanną, toaleta i dwie sypialnie. Obie z dużymi łóżkami. Dziewczyna przysiadła na jednym i uśmiechnęła sie opadając plecami na pachnącą kwiatami pościel. Jak dla niej mogła zostać tutaj do końca życia... Tak bardzo to wszystko przypominało jej własny dom.

Następnego dnia po dokładnym rozpakowaniu się i długiej kąpieli pusta lodówka została zapełniona jedzeniem tak różnej maści, że dziewczyna nigdy w życiu nie widziała tyle rodzajów żywności w czyjejś spiżarni. Patrzyła na to wszystko z utęsknieniem, ale jej żołądek nie był w stanie pochłonąć takiej ilości jedzenia. Razem z Liamem postanowiła, że odpuszczą sobie tegoroczne święta, jednak przystrojone wokół domy świątecznymi ozdobami wcale nie pomagały.
- Chcę iść pozwiedzać - mruknęła dziewczyna wtulając sie w tors Payne'a, który bezkarnie palcem rysował kółka na nagich plecach Lily. Popatrzył na nią z góry z uśmiechem.
- Możemy iść na randkę - uśmiechnął się pokazując swoje białe zęby, na co blondynka zachichotała i poczochrała jego nieułożone od ranka włosy.
- Wiesz co... To by była nasza pierwsza, prawdziwa randka - uśmiechnęła sie wstając z łóżka na którym leżeli i ubierając sukienkę która wisiała w szafie Leviego. Pasowała na nią idealnie. - Myślisz że Leviemu nie szkoda domu Li? Oddał nam go, a sam nie wiadomo gdzie sie podziewa - powiedziała przygładzając materiał na brzuchu.
Kiedy Zayn zobaczył adres od razu zorientował się, że Liam musiał się spotkać z Levim. A więc opowiedzieli o nim Lily. Jednak ani Black, ani Malik nie wiedzieli o tym, że przyjaciel mężczyzn nie żyje. I to tylko dlatego że spotkali się na innym piętrze...
Blondyn ewidentnie zaplanował nawet swoją śmierć... Ubrania były idealnie dopasowane do całej trójki przyjaciół i Liam wątpił, że był to przypadek. Przynajmniej dzięki temu jego dziewczyna mogła ubrać nowe, niezużyte ubrania i poczuć się wreszcie jak nowa. Jej szczupłe nogi w tej sukience według detektywa wyglądały idealnie, a morski kolor podkreślał jej oczy jeszcze bardziej.
Wyszli po chwili idąc w stronę plaży. Słońce świeciło wysoko, co było dziwne biorąc pod uwagę, że jest wigilia Bożego Narodzenia.
Splatając palce szli przez plażę wpatrując się w morze, co było tak inne niż dotychczas. Black czując piasek pod palcami stóp uśmiechnęła sie szeroko i pobiegła do ciepłej wody zostawiając swoje sandały na brzegu. Śmiała się głośno, a kiedy Liam przybiegł do niej, zawiesiła mu ręce na szyi. Nie zważali na to, że ich ubrania były cale mokre i wyglądali jak wariaci wyjęci z puszczy, albo jakiejś klatki. Byli wolni, pierwszy raz odkąd się spotkali.
Pocałował jej usta gorąco wywołując mały uśmieszek na jej twarzy, kiedy odwzajemniała go. Przejechała językiem po jego dolnej wardze, czując słony smak oceanu. To było uczucie nie do opisania, kiedy w brzuchu skręciło ich z przyjemności. To było wspaniałe. Jak spełnienie marzeń.
- Lili? - powiedział, ledwo odrywając się od dziewczyny i popatrzył w jej szafirowe oczy.
- Tak? - uśmiechnęła się trącając jego nos swoim i śmiejąc sie cicho.
- Ja... - nie dokończył ponieważ poczuł jak w kieszeni wibruje mu telefon. Dlaczego ten nowy pieprzony telefon z domu Leviego jest wodoodporny!? - Muszę odebrać - westchnął wyciągając go i widząc jedyny mogący dzwonić do niego numer. To był Zayn.
- Słuchaj stary... Jest sprawa - powiedział Malik nawet nie sądząc, że przerwał bardzo ważną chwile.
- No? - mruknął Liam zadzierając lekko nos.
- Dzwonie nie w porę, tak? - jęknął drugi, słysząc niezadowolony głos przyjaciela. - Chodzi o Jogi'ego. Musi z nami pilnie porozmawiać. Wracajcie – powiedział pewnie i nie czekając dłużej rozłączył się. 
- Musimy iść? - zapytała dziewczyna skrzywiając sie lekko.
- Tak... - wyszli powoli z wody, i bez entuzjazmu powlekli się do domu obejmując lekko.
- Co mi chciałeś powiedzieć Li? - blondynka popatrzyła na chłopaka spod rzęs, poprawiając delikatnie jego włosy na czole.
Cholernie cię kocham.
- To nic ważnego - uśmiechnął się trochę zbyt naturalnie i jego nadzieja, że dziewczyna zacznie się dopytywać legły w gruzach. W tej sytuacji zaufanie do jego osoby nie było mu na korzyść. 
Doszli do domu, gdzie z laptopem na kanapie czekał przyjaciel. Szybko się przebrali i usiedli obok niego. Barmanka z ręcznikiem na głowie trzymała kubek herbaty, na co po rozpoczęciu rozmowy azjata wybuchnął śmiechem.
- No co? - jęknęła przewracając oczami i uciszając przy tym śmiech czarnowłosego.
- Liam... Zayn... Policja was szuka - powiedział spokojnie Jogi, ale reakcja mężczyzn chyba nie była planowana. Ich miny wskazywały na to, że nic dobrego się nie stało.
- I co? Zostaniemy zamknięci? - zapytał Zayn na co chłopak tylko potrząsnął głową.
- Nie, nie... Zniknęliście tak nagle. Uznali was za zaginionych. Nikt niby nic nie wie...
- A chcą cię przesłuchać? - wtrąciła Lily, jednak dość spostrzegawczo. 
- Nie. Na razie. Ale myślę że będą do mnie dzwonić czy coś o was wiem... Lepiej się skryjcie... 
- Jesteśmy... - powiedział Zayn.
- Gdzie? - Jogi zmarszczył brwi, na co detektywi wymienili się niepewnymi spojrzeniami.
- To nie powinno być w eterze - powiedział Liam trochę zbyt ostro, co uraziło przyjaciela za kamerką.
- Nie ufacie mi? Chłopaki błagam was - westchnął i popatrzył na nich, jednak to nic nie dało.
- Jogi... Znają cię tyle lat, ale nie możemy ryzykować. Wszyscy ci ufają, ale skąd wiesz, że w twoim komputerze nie ma podsłuchu. Moja matka miała kamery w domu. Przysięgam ci, to nie są żarty - powiedziała dziewczyna na co reszta umilkła. - Powiedziałam coś źle? - skrzywiła się i napiła herbaty chcąc zamknąć sobie usta.
- Nie... No właśnie masz całkowitą racje...
- Więc? – zdjęła ręcznik z głowy i przeczesała swoje już lekko wilgotne włosy.
- Więc uważajcie, aby przypadkiem władze nie chciały wam pomóc… Bo możecie nieźle wpaść.



___________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hi! WItam Was już w 29 rozdziale! No co tu więcej mówić... Po prostu czytajcie i piszcie jak Wam sie podoba misie! Do zobaczenia za tydzień! (lecz możliwe że rozdziału nie bedzie bo wyjeżdżam :'( ale zrobie wszystko zeby był x ) 

Kocham Was! Buziaki!


PS
Przeczytajcie tego twitlongera! To ważne jezeli chodzi o 1D w PL! http://www.twitlonger.com/show/n_1skhior

piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 28

Cała trójka wybiegła z pokoju. Liam z naładowanymi pistoletami ruszył w stronę holu, a Zayn pociągnął Lily w lewo, gdzie było wejście na chody. Blondynka poczuła jak Malik popycha ją w tłum uciekających tylnymi schodami. Popatrzyła na niego tylko z zapytaniem w oczach, ale on pokazał jej, że ma iść dalej. Tak też zrobiła. Przepychając sie przez tłum ludzi, który nad wyraz szybko sie poruszał schodziła na dół. Nagle jej ciało przeszył pisk. Usłyszała strzał i wiedziała, że strzelcy weszli na schody z dołu. Trzymała pistolet mocno i oglądając się to za siebie, to przed siebie czekała na cel. W pewnej chwili zdała sobie sprawę, że wokół niej są tylko ściany. Ludzie sie ulotnili do góry lub na dół, a ona została sama. Widząc, że drzwi u góry zostały zamknięte, nie miała wyboru i poruszała się do przodu. Stawiając ostrożnie kroki, czekała aż ją zastrzelą. Bała się, że to ostatnia chwila jej życia, która była spędzona w klaustrofobicznym korytarzu, prowadzącym w dół. Zobaczyła, że w jej kierunku biegnie stado facetów ubranych w moro. Zawahała się na chwile, ale jednak strzeliła i pierwszy z nich upadł.
W klatce piersiowej poczuła ukłucie, takie dziwne jak nigdy. To była adrenalina. Już nie czekała tylko zaczęła biec i strzelać do mężczyzn przed nią. Padali jak muchy, a ona traciła po woli oddech. W pewnej chwili poczuła ból w łydce. Przed nią padł kolejny, a jej spodnie ściemniały pod wpływem krwi. Dziewczyna wyszła na zewnątrz i upadła, trzymając sie za nogę. Od razu podbiegł do niej i wziął ją na ręce idąc do auta Leviego, które dobrze znał. Wokół nie było już strzelców, leżały tylko jakieś pojedyncze ciała. 
Auto było otwarte więc Malik posadził Lily na tylnym siedzeniu i zaczął delikatnie opatrywać jej nogę, nawet nie pytając co się stało.

Payne szedł powoli, choć wiedział, że zaraz go zaatakują. Krzyki dochodziły zza rogu, a stukot nóg cały czas się zbliżał. Zanim chłopak się obejrzał, obok jego ucha przeleciał nabój wystrzelony przez jednego ze sługusów Marlocka. Szybko przywarł do ściany i poruszając się blisko niej szedł w kierunku, gdzie czekał na niego ostrzał. Zatrzymał sie przy samej krawędzi i chwycił lufę wystającej przed nim broni. Obrócił ją sobie w dłoniach i złapał posyłając strzelca na podłogę. Od razu strzelił w niego i wystawił pistolety przed siebie. Naciskając cały czas spusty trafił w kolejnych opancerzonych facetów z kaskami na głowach, jednak to nic im nie dawało. Padali jak muchy z zaskoczenia, że ktoś w ogóle do nich strzela. Na mundurach mieli nadruki z sił specjalnych wojska, ale to były tylko cholerne plagiaty.
Payne jednego z nich obrócił nogą i wziął naboje do pistoletu, chowając je do kieszeni. Zbiegł po schodach obserwując wszystko przed nim, czy posiłki nie nadchodzą. Schodził powoli do głównego wejścia, gdzie czekała cała chmara ludzi z bronią. Wziął głęboki oddech, czując jak pot spływa mu po skroni. W głowie nie miał nic. Żadnych myśli prócz jednego imienia dla którego to robił. Dla sensu jego życia i promyka nadziei, który dał mu szanse na nauczenie się miłości. Tym imieniem było imię Lily.
Wszedł na środek holu i od razu został przez wszystkich zauważony. Wzrokiem wodził po każdej osobie szukając tej jednej, której chciał zadać największy ból. Jej ciemno-brązowe oczy było widać bardzo dokładnie w tłumie tych wszystkich ludzi. Krzyki cywilów, nie wybijały Liama ze skupienia. Patrzył na nią tak intensywnie, ona z resztą na niego także. Nie spuszczali z siebie oczu, a między nimi mogłoby sie wydawać, że powstają iskry. Nikt się nie odzywał, a zabójcy czekali na rozkaz ich szefa, czy mają zaatakować, jednak on tylko im oznajmił, że mają szukać dziewczyny. Biegnąc na schody ominęli detektywa. Nawet go dnie dotknęli.
- Załatwię to sam - wycedził Drew otwierając mechaniczny nóż i robiąc krok w stronę Payne'a.
- Nie - Madison zatrzymała swojego narzeczonego ręką, nie przerywając kontaktu wzrokowego z brunetem przed nią. - Ja się tym zajmę. Bedzie mi bardzo miło zabić kochasia mojej przyjaciółeczki - uśmiechnęła się wrednie i wyrwała nóż z ręki Marlocka.
Zaczęła iść w kierunku policjanta pewnie, z uniesioną głową. Jej włosy lekko falowały, a na twarzy nie było widać cienia wątpliwości tego co robi. Jednak jej oczy nie umiały dobrze kłamać. Za każdym razem oczy człowieka mogły powiedzieć prawdę. Że się boi, że ktoś nie jest czegoś pewny, a czasem wręcz dobre rzeczy. Że ktoś kocha, że jest szczęśliwy i radosny.
Jednak jej oczy były praktycznie bez wyrazu, ale Liam był jedną z niewielu osób, które miały dar wyciągania z ludzi emocji. Krył go, ponieważ jako policjant musiał być twardy. Nie był pieprzonym psychologiem, żeby ludzie opowiadali mu swoje życie (nawiasem mówiąc dużo ludzi proponowało mu tą posadę). Lecz czasami przydawało mu się to. W takich sytuacjach jak teraz, żeby znać słaby punkt osoby, z którą ma się zamiar zmierzyć.
Ciemne oczy kobiety emanowały złością do chłopaka. Z jednej strony go nie znała, ale z drugiej nienawidziła go za to, że uniemożliwia on zadania ostatecznego ciosu w Black i, że kolejny chłopak obdarzył ją uczuciem.
Była już na tyle blisko że spokojnie mogła dźgnąć Payne'a nożem, ale stali oboje nadal nic nie mówiąc wpatrzeni w siebie złowrogo.
- Jak to jest być kolejnym kochankiem panny Black? - zapytała przez zaciśnięte zęby, ze złości gniotąc w ręce uchwyt noża. - Jak to jest kochać kogoś tak fałszywego jak ona?
- Nigdy nie zaznałem - powiedział spokojnie chłopak, chociaż kłamał, bo przecież na początku nie znał nawet jej prawdziwego nazwiska.
- A więc kolejny przez nią zaślepiony! - zaśmiała się głośno i cisnęła nożem w podłogę tak, że wbił się w drewnianą posadzkę pionowo. Drew też się z nią zaśmiał, a za nimi reszta sługusów, których w ogóle to nie śmieszyło... Ale ona była jak ich królowa, kiedy ona sie śmiała oni też musieli, tak po prostu było... Albo lecisz na stos.
- Widzę, że twoi poddani już załapali jak ci lizać dupę, księżniczko? - odgryzł się brunet i uniósł brwi marszcząc czoło. Dziewczyna zbiła go wzrokiem i obeszła na około. - Miałem cie zabić, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem...
- Ohh kochany - zachichotała. - I tak byś nie dał rady. Jedyne co potrafisz to pieprzyć tą sztuczną blondynę...
- Zamknij tą cukierkową mordę - wrzasnął, na co brunetka się wzdrygnęła wystraszona.
- A co? Nie prawda? Wasz gorący seks nie jest na tyle dobry? Trudno ci ranić przyjaciela, co? - mówiła z udawanym współczuciem.
- Nie ranię go - powiedział, a w jego żyłach buzowała krew. Na karku wystawała mu żyła ze złości i zaciśniętych zębów.
Madison nachyliła się do ucha mężczyzny.
- Ta suka go z tobą zdradziła - zaszeptała. Nie zdążyła sie odsunąć i poczuła jak gorąca krew cieknie jej po policzku. Złapała się za niego i widząc na swoich palcach krew rzuciła się z pazurami na detektywa. Ten dał jej z liścia w twarz, aby się od niego odsunęła na odpowiednią wysokość.
- Nie bije kobiet... Ale ty jesteś wyjątkiem - nabił pistolet i już miał strzelić, kiedy upadł na ziemie popchnięty przez Drew. Ten zaczął go okładać pięściami z całej siły i nie zamierzał przestać.
- Jebany glino! - wrzasnął na całe gardło. - Do jasnej cholery zraniłeś ją! - Marlock bił policjanta ile sił w rękach. Po chwili jednak zamienili się miejscami i to właśnie Payne, z opuchniętym już okiem i przeciętym łukiem brwiowym okładał teraz szefa mafii. Bez opamiętania.
- To za te wszystkie kurewskie kłamstwa, które wypowiedziała twoja dziwka! - wrzeszczał wściekły. - Za to co mówiła o aniele który uratował mi życie!
W tym momencie słychać było otwieranie sie drzwi frontowych i sygnał policji. Madison już dawno wynieśli do czarnego, opancerzonego auta zabójców. Marlock odpychając nogami Payne'a wstał i chwiejąc sie na nogach, uciekł wycierając spływającą krew ze swojej twarzy. I tyle go widzieli.
Detektyw wstał powoli i nie spiesząc się powędrował do łazienki. Włączył światło i zamknął toaletę na klucz, wcześniej sprawdzając czy nikt z niewinnych ludzi wie tam nie kryje. Włączył soje i umył twarz zimną wodą, aby zastopować rozprzestrzenianie się wielkiego guza przy oku i pozbyć się świeżej, płynącej z brwi i ust krwi. Popatrzył na okno i zobaczył jak cała armia wyskakuje z okien i wbija się do dwóch aut ruszających od razu do ucieczki. Policja nawet nie zdarzyła ich złapać. Cieniasy. Ja bym ich dawno zamknął - pomyślał Payne i oparł się o kafelki czekając jeszcze parę minut, aż wszystkie krzyki ucichły. Poprawił ubranie i wyszedł z łazienki biorąc wszystko co miał  i spokojnym krokiem, gwiżdżąc wyszedł z hotelu i powędrował do żółtego auta.
Miało na sobie jeszcze dwa czarne pasy, więc trudno było je pomylić z jakimś innym. Otworzył drzwi i zobaczył, ze na siedzeniach już czkają Lily i Zayn. Popatrzył na mokre miejsce w środku i skrzywił się patrząc po chwili na łydkę dziewczyny w bandażu. 
- Wziąłem nasze torby kiedy uciekli - Malik wskazał głową na bagażnik gdzie były ich walizki. 
- Dzięki - Payne kiwnął głową i przysiadł na miejscu pasażera obok kierowcy.
- Rozumiem, że darmowe operacje plastyczne z firmy Marlock Plastic Surgery*? - roześmiał się Zayn patrząc na twarz detektywa, a Liam tylko przewrócił oczami. W lusterku zobaczył zatroskany wzrok dziewczyny i uśmiechnął sie do niej uspokajająco. Otworzył schowek szukając jakiegoś plastra, ale zamiast niego znalazł karteczkę.

"To moje klucze do domu w Los Angeles. Miłej zabawy! - Levi"

- Czyli gdzie jedziemy? - zapytała cicho Black, widząc jak policjant kręci wokół palca dzwoniącymi kluczami.
- Zdaje sie, ze do Ameryki - uśmiechnął sie mulat, na co Payne, także sie uśmiechnął.
- Obiecuje wam, że to ostatnia nasza podróż... Już nas nie złapią - zaśmiał się Liam i poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Co tam sie stało? - barmanka uniosła brwi.
- Opowiem wam w czasie podróży - uśmiechnął się. - Ruszajmy.




* Plastic Surgery – Chirurgia Plastyczna


_______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hi! Jak rozdział? Podołałam opisaniu walki?
Nie bede sie za długo rozgadywać x uznałam ze nie bede was prosić o komy i tak dalej bo po co... mogłabym, ale jak to olałam to jakoś mam luuuz xd 

Jejku... jutro pierwszy koncert OTRAT... Szkoda że nie jade xd 
No nic x kolejny rozdział bedzie już, jak bede rok starsza xd KOcham Was misie i dziekuje za to że jesteście x 

Obiecuje że kolejne ff bedzie lepsze  bedzie Was wiecej :* 
Szablon by @Lyvia_x