piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 27

Było koło dziewiątej rano. Obudziły go łaskoczące blond włosy przy nosie. Uśmiechnął się lekko czując ten charakterystyczny zapach owoców. Ziewnął cicho i wstał powoli, odsuwając się od swojej ukochanej delikatnie, aby jej nie obudzić. Sięgnął po telefon, gdy zobaczył świecącą się diodę w prawym, górnym rogu telefonu. Kliknął na ikonkę wiadomości.
Pierwszą jaką mógł dostać, mogło zawsze być jakiekolwiek powiadomienie. Mógł dostać sms'a od operatora telefonii komórkowej, albo chociaż jakiś bezsensowny tarot. Jednak informacje, którą otrzymał wprawiła go w totalne osłupienie. Gdyby nie jego wyćwiczony refleks, telefon z pewnością spadłby na ziemię i narobił sporego hałasu. Pospiesznie ubrał koszulkę i wybiegł z pokoju dziewczyny. Zapukał do drzwi Zayna, który otworzył natychmiast.
Widać było, że nie spał już jakiś czas. Był odświeżony, ogolony i zadbany. Uśmiechnął się lekko do Liama, ale widząc jego minę, uśmiech z jego twarzy zszedł tak szybko jak sie pojawił. Wpuścił chłopaka do pokoju. Payne tylko wziął laptopa i wyciągnął z niego coś w stylu pen drive’a. Były tam wszystkie pliki  z komputera. Ostatni raz kiedy któryś z chłopaków tak zrobił, musieli zmienić swoją bazę i wyrzucić komputer.
Zayn spojrzał na przyjaciela pytająco, cofając się trochę. Nie pytał o nic tylko sięgnął po swoją nierozpakowaną torbę z ubraniami.
- Liam, co się dzieje? – zapytał i wyciągnął rękę po pamięć laptopa. Detektyw dał mu ją posłusznie.
- Zayn… Mamy jakieś dwadzieścia minut do czasu, kiedy nasze ciała będą leżały tutaj martwe rozumiesz?
- Znowu musimy się wynieść? – powiedział zaskoczony i schował urządzenie do kieszeni kurtki.
- Jeżeli chcesz być nieżywy, to możemy zostać – westchnął Liam i schował laptopa do szuflady szafki. – Idę obudzić Lily przyjdzie do ciebie. Czekaj tu… Musze coś jeszcze załatwić – powiedział Liam i wyszedł szybko z powrotem do pokoju blondynki. Ona jednak już nie spała i rozglądała się niespokojna po pokoju, wrzucając ubrania do torby. Była już przebrana i wyglądała jakby miała zaraz wyskoczyć przez okno i uciec. A takie myśli Payne’a wcale nie odbiegały daleko od prawdy.  Zamknął za sobą drzwi i złapał dziewczynę za ramie.
- Gdzie się wybierasz panienko? – zapytał trochę za zimniej niż powinien. Black zmarszczyła brwi szukając w jego oczach wyjaśnienia, tego dziwnego tonu. Chłopak potrzasnął głową i popatrzył na nią przepraszająco. - Gdzie idziesz? – powtórzył pytanie, wyrywając ją barmankę z osłupienia. Ta popatrzyła na siebie w lustrze, lustrując swój ubiór, mówiący, że gdzieś wychodzi i rzuciła Liamowi swój telefon. Ten zobaczył jeden sms. I wiedział że to, co on dostał było bardzo dobrze pokrywające się z prawdą.
- Zayn już czeka. Idź do niego… Muszę coś załatwić. Czekajcie na mój sygnał – powiedział Liam idąc do komody i szperając w niej. Dał dziewczynie swoje wszystkie rzeczy takie jak telefon czy paszport. – Spal to… Spal moje rzeczy i spal rzeczy Zayna. Wszystkie. Swoje też… Musimy stąd uciekać jak najdalej się da… Nie wiem jak to zrobimy…
- Liam… Ja wiem – przerwała mu. – Jestem gotowa na wszystko… Nawet na zabicie kogoś…
- Dobrze… Idź do Zayna – powiedział, a ona wyszła szybko z pokoju.
Podeszła do Malika zamykając szczelnie drzwi. Wzięła jego torbę i ignorując sprzeciwy zaczęła w niej grzebać. Wyjęła telefon i paszport oraz wszystkie dowody. Jedyną rzeczą której Zayn nie pozwolił jej wyjąc była pamięć laptopa i kartka. Było na niej jego zdjęcie i napis „przepustka”.
- Tego nie musisz palić – powiedział chowając rzeczy i widząc jak dziewczyna zapala zapałkę. Rzuciła wszystkie dokumenty na kupkę, a na nie palący się mały kawałek drewna. Zayn wziął butelkę wody i kiedy papiery i telefony żarzyły się już sporym ogniem polał je zostawiając sam popiół i mokrą podłogę przy łóżku.
- Czym my to zakryjemy? – zapytała blondynka strzepując popiół pod łóżko. Spojrzała na chłopaka, a ten wzruszył ramionami.
- To nie jest ważne… Lepiej się przygotuj na to że będziemy uciekać oknem – powiedział otwierając je. – Tak na wszelki wypadek – dodał widząc zdziwiony wzrok Black. Usiedli na łóżku czekając aż tylko Liam otworzy drzwi. Jednak on był na korytarzu i czekał na idącego w jego kierunku Levi’ego. Podał mu rękę, ale ten zamiast go uścisnąć przyparł go do ściany.
- Liam, musisz coś dla mnie zrobić – powiedział chłopak wyciągając pistolet zza szlufki Payne’a.
- Levi, przyjacielu co ty robisz? – zapytał Liam z szeroko otwartymi oczami. Nie wiedział co się dzieje, czując jak blondyn wkłada mu w dłoń broń.
- Oni tu idą… - gdy to powiedział słychać było pierwszy strzał i krzyki z dołu hotelu.
- Ale… Ale po co i ten pistolet… Wystarczy że uciekniemy z resztą – jego oddech przyspieszył, a serce biło tak mocno że nawet Levi mógł to czuć.
- Zabij mnie – powiedział wprost przykładając sobie lufę pistoletu, który trzymał detektyw.
- Nie zrobię tego – warknął cicho. – Nie tobie.
- Jeżeli ty tego nie zrobisz oni to zrobią… A wtedy będę musiał im powiedzieć o was… Zgubie was… - jego głos drżał mocno, tak samo jak dłonie, którymi trzymał lufę. – Wolę zginąć z rąk przyjaciela czysty i pewny, że jest bezpieczny, niż gnić w piekle wiedząc, że za niedługo on do mnie dołączy…
Brunet pokiwał głową i poczuł jak w jego oczach zbierają się kłujące krople. Nigdy nie chciał zabijać. Kiedy zabijał o tylko ludzi, którzy byli źli… Nigdy nie zabijał przyjaciół, nigdy nie przeszło mu przez myśl że mógłby to zrobić… Bo nie mógłby.
Jego dłoń spoczęła na spuście. Poczuł jak dłoń Leviego wsadza mu w kieszeń banknoty.
- Przeżyjcie dobrze przyjacielu…
- Zabili Finna prawda? – zapytał jeszcze a po jego policzku ściekła parząca łza.
- Tak… Powiedziałbym żebyście nie ufali nikomu, prócz Jogi’ego… Ale… Mu też nie możesz… Chociaż to mój brat… Najlepszy przyjaciel… Nie możesz… Liam ucieknij z nią… Nie możesz wierzyć nikomu… nawet jeżeli ratuję ci dupę… Weźcie moje auto i ucieknijcie teraz… – szeptał. – No już… Zrób to…
Payne znał ten krzyk. Krzyk nawołujący jak w armii, ale tym razem prowadził ją Marlock. Słowa które udało mu się wychwycić między szumem w uszach prowadziły zabójców w ich stronę. Więc nacisnął spust.
Jego serce zatrzymało się przez sekundę, gdy zobaczył uśmiech na twarzy Leviego. Chłopak upadł na ziemię, a pod jego głową utworzyła się plama krwi. Przez parę sekund detektyw wpatrywał się w bezwładne, blade ciało chłopaka. Czuł jakby upłynęło parę lat. Widział jak jego głowa przechyla się na ramie, a ciało całkowicie traci kontrole. Jak umiera z jego rąk.
Po chwili po prostu odszedł, nie tracąc tego poczucia w ustach, jakby znał smak krwi rozlanej na podłodze. Tak właśnie czuł się morderca, którym Liam się teraz stał. I wiedział, że będzie musiał poświęcić jeszcze wiele swoich przyjaciół i zabić ich z własnych rąk. Nie chciał tego.
Wszedł do pokoju Zayna pospiesznym krokiem. Lily i Mailk wstali od razu biorąc w  dłonie pistolety.
- Liam? – szepnęła dziewczyna widząc jego pusty wzrok. – Idziemy?
- Tak.. – wziął nóż i pistolet. – Nie wiem jak przedostaniemy się na dół… Nie wiem czy damy radę… Ale musimy spróbować…
- Gdyby było niżej, moglibyśmy zejść na chodnik… - zauważył Zayn patrząc przez okno, ale po chwili to cofnął, widząc pełno ludzi z pistoletami. – Albo nie…
- Lily… Zayn… Biegniemy do końca korytarza na schody. Są jedne z zewnątrz i jedne wewnątrz. Lily, idź tymi wewnątrz, a ty, Zayn z zewnątrz… Oczyść drogę żeby Li mogła wyjść… Ja idę przodem, głównym wejściem… Musze trochę pozbawić tą armię kilku głów do zabijania – wysyczał. – I pomścić przyjaciela.
- Na trzy, tak?- - zapytała Lily ładując pistolet i biorąc nóż.
- Tak… Spotykamy się przy czarnym Civic’u…
- Dobra… - ustawili się przy drzwiach. – Raz – zaczęła Lily.
- Dwa…

- Trzy – powiedział Zayn otwierając drzwi pokoju.


__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hi! Cześć kochani  jak tam? :*
Przepraszam że rozdziału nie było w tamtym tygodniu ale czułam się okropnie i miałam małe problemy ale już jest dobrze ♥
Jak Wam sie podoba rozdział? :*

Dziękuję Tym co czytają to opowiadanie x dzięki Wam chce mi sie żyć xx Kocham Was z całego serca i do następnego tygodnia ! (mam ferie także czeka nas obszerny rozdział x )

Papa :* 

PS
KOMENTARZE XD 

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 26

Chyba wiecie co te czerwone napisy znaczą xd

Siedziała spokojnie u siebie w pokoju, po raz kolejny oglądając jej cudowną broń. Nigdy nie myślała, że można polubić jakąś rzecz tak mocno. A jednak. Kiedy za paskiem trzymała swój pistolet i nóż, czuła się jak super bohaterka, albo agentka. Nie miała sobie równych.
Usłyszała znajome kroki na korytarzu i odłożyła broń na stolik obok jej łóżka i wstała podchodząc do drzwi. Otworzyła je w momencie, kiedy Payne unosił rękę, żeby zapukać. Gdyby nie patrzył trafił, by dziewczynę prosto w czoło. Ta cicho sie zaśmiała wpuszczając go do pokoju. Liam posłusznie zrobił krok i zamknął za sobą drzwi. Spojrzał na Lily otwierając usta, ale zamilkł lustrując ją wzrokiem. Miała na sobie białe, zimowe zakolanówki i ogromny sweter z nazwą szkolnego klubu futbolowego. Jej włosy były spięte wysoko, ale niesforne kosmyki wystawały z kucyka i opadały na jej blade czoło. Zmarszczyła brwi obserwując reakcje chłopaka i spojrzała w dół na swoje nogi naciągając niżej sweter.
- Co się gapisz? - zapytała z lekkim rozbawieniem i sie zaczerwieniła trzymając nadal bluzę.
- No, puść ją - powiedział podchodząc i biorąc jej ręce za nadgarstki. - Ładnie wyglądasz jak jej nie trzymasz.
- A jak trzymam to wyglądam gorzej? - skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła sie do niego tyłem.
- Ale nie o to mi chodziło - zaśmiał sie obejmując ją rękami wokół talii i całując lekko w policzek, przez co ta sie uśmiechnęła.
- Jesteś okropny - powiedziała odwracając głowę w jego stronę, żeby poczuć delikatne wargi chłopaka na swoich. Odwzajemniła pocałunek kładąc na jego policzku dłoń i gładząc lekko. Załaskotało ją w brzuchu kiedy poczuła jak miękną jej nogi.
Liam czując, że dziewczyna zmienia trochę poziom na którym stoi, złapał ja w talii przyciskając do siebie. Na wargach poczuł wibracje spowodowane cichym pomrukiem dziewczyny. Przymknął oczy z przyjemności, którą niosło mu całowanie ust Lily.
Piąstki dziewczyny zacisnęły sie delikatnie na jego koszulce gniotąc ją. Stanęła na palcach, zarzucając ręce na szyje Payne'a i pogłębiając pocałunek. Rozchyliła usta, pozwalając mu pogłębić jeszcze bardziej. Przesunęła językiem po jego wardze, słysząc sapnięcie. Uśmiechnęła sie dumna z siebie. Wplątała palce we włosy mężczyzny.
- Planowałeś przyjść tu, żeby mnie uwieść? - zażartowała, mówiąc w jego usta.
- Nie koniecznie, ale skoro nadarzyła się taka okazja - zaśmiał sie cicho opierając ją o ścianę. 
Jedna dłoń dziewczyny przejechała po szyi detektywa, kiedy oderwała się od niego na chwilę. Popatrzyła mu w oczy, a on widział jaki błysk wywołał w jej tęczówce ten pocałunek.
- Pamiętasz jak opieranie o ścianę skończyło się ostatnio? – szepnęła, jakby był to jakiś sekret.
- Tak… I pamiętam też, że obiecałem ci coś dokończyć… - powiedział równie cicho. – Nigdy nie powiedziałem, że zamierzam nie dotrzymać słowa.
- A ja nigdy nie zaprzeczyłam – mówiąc to momentalnie poczuła jak rozpalone usta wędrują po jej szyi pocałunkami. Odchyliła lekko głowę w tył z uśmiechem. Chwyciła za jego koszulkę ściągając ją z niego. Wzięła ją w palce i ceremonialnie opuściła na ziemię. Kąciki ust Liama poszły lekko w górę.  Zostawił na skórze Black kilka sinych malinek, wywołując przy tym ciche pomruki wychodzące z ust dziewczyny.
Kiedy pozbył się jej swetra poczuł to samo co ostatnio. Jak bardzo robi mu się ciasno w bokserkach. Jej idealne ciało było tym, czego pragnął od ich ostatniego gorącego pocałunku, od ostatniego uśmiechu, od czasu kiedy byli ostatnio sam na sam. Bo pragnął jej zawsze. Pod palcami chłopaka, skóra Lily była szorstka od gęsiej skórki, lecz ciało miała ciepłe, wręcz gorące.
Ich pocałunki stały się namiętniejsze, mocniejsze. Ruchy bardziej zdecydowane. Co chwilę kolejne części garderoby leżały na ziemi.  Blondynka szybko i sprawnie była bez stanika. Nie była zawstydzona. Nie miała blokady, taką jak niektórzy. Nagość jej nie przeszkadzała, a szczególnie przy kimś komu ufała najbardziej na świecie.
W jednej chwili coś jej się przypomniało, ale nie przerywając pocałunku pociągnęła chłopaka za sobą trzymając za końcówkę jego bokserek. Podeszła do drzwi i zamknęła śmiejąc się cicho. On także się zaśmiał.
Wylądowali na łóżku. Dłonie chłopaka powędrowały na pośladki dziewczyny ciągnąc w dół jej bieliznę. Podniosła biodra do góry ocierając się o niego i palcem zsuwając dopasowany, niebieski materiał.
Przygryzła lekko wargę patrząc w dół na uzbrojenie chłopaka.
- Przez spodnie aż tak nie widać…
- To wszystko przez ciebie, skarbie – powiedział całując i wchodząc  w nią pewnie. Cichy jęk wydobył się z jej ust. Oparła się rękami o jego barki pozwalając mu panować nad sytuacją. Zaczął ruszać biodrami , sapiąc cicho. Z każdym swoim kolejnym ruchem przyspieszał, na co odpowiadały mu coraz głośniejsze jęki blondynki. Nie ukrywał, że podobało mu się to jak nic innego dotąd. Lily nie pozostając mu dłużna wyszła naprzeciw jego ruchom.  Przygryzła płatek jego ucha doprowadzając go do ekstazy, a kiedy przyspieszył nagle, na jego plecach paznokciami, dziewczyna wykreśliła długie, czerwone linie.
Po chwili wszytki e ich mięśnie zaczęły się rozluźniać, a ciała opadły na łóżko bezsilnie. Oddychali oboje szybko. Nagle chłopak usiadł do pozycji prostej.
- Cholera. A gumka?!
- Spokojnie ciołku, biorę tabletki – pociągnęła go za ramie, żeby się położył i ułożyła głowę na jego umięśnionym torsie.
- Jestem dobry? – zaśmiał się cicho całując ją w czubek głowy.
- Jasne. Przecież słyszałeś – zażartowała, nakrywając ich kołdrą.



Madison siedziała w bazie sama czekając, aż Drew wróci z akcji. Przed nią na stole leżał jej telefon oczekując nowej wiadomości o miejscu pobytu Lily Black. Postanowili że kiedy będą wiedzieć gdzie są, wyruszą od razu na lotnisko, aby ich złapać. Nie można było przeoczyć żadnej okazji. Zegar tykał, a dziewczyna leżała głową na rekach już zmęczona. Jej chłopak nie wracał od paru godzin, przez co trochę się martwiła. Jednak gdzieś z tyłu jej głowy cały czas brzęczało, że jest najlepszy i nic mu się nie stanie.
Patrzyła co chwilę na godzinę i załamywała się, że ani Drew, ani wiadomość nie przychodzą.  Wzięła komórkę i zaczęła przeglądać jakieś zdjęcia. Miała takie jedno. Ze swoim chłopakiem. Zrobił je jeden z jego podwładnych parę tygodni wcześniej niż ta cała zabawa się zaczęła. Kiedy ona stoi, a on klęka przed nią. To była idealna chwila, ale teraz wydawała się jej śmieszna. Bo oboje wiedzieli, że nie będą mogli nigdy spokojnie żyć. Ale i tak nigdy tego nie zapomni.

Z zamyśleń wyrwał ją trzask drzwi. Nie lubiła tego dźwięku. Nie chciała żeby Marlock był zły. Popatrzyła jak wchodzi do pomieszczenia i rzuca pistoletem na stół.
- Jebane sługusy – westchnął i usiadł obok dziewczyny. – Czemu ty jesteś od nich sto razy lepsza, co? Czemu nie mógłbym cię sklonować i stworzyć idealną armię. Tak samo piękną jak i skuteczną – powiedział, a dziewczyna zachichotała.
- Kocham cię – przewróciła rozbawiona oczami i dała mu całusa kiedy jej telefon zagrał znajomą melodie sms’a. Otworzyła wiadomość i uśmiechnęła się sama do siebie. – Kochanie.. Pakuj się. Lecimy do Holandii. Musimy odwiedzić pewnego staruszka.


Powinniście odwiedzić Finna. Chyba sprzedawał ostatnio jakąś broń. A nawet TRZY.


________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hi ! Jak tam Wam mija tydzień? x Mi średnio xd Ale jak pisze to mogę sie oderwać :*
Piszcie jak Wam sie podoba rozdział... Wreszcie coś innego xd 
I przepraszam za opóźnienia ? x
Do następnego x

PS

19 komentarzy nie satysfakcjonuje xd

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 25

Wiatr rozwiewał jej włosy kiedy patrzyła na widok rozciągający się przed nią. Uśmiechnęła się sama do siebie, wpatrując się w masę niskich budynków Amsterdamu. Gdzieś w dole płynął powoli, lekko zamarznięty kanał  Burgemeester Van Tienhovengracht, a ona wpatrując się w niego nie myślała o niczym. Pierwszy raz od wielu miesięcy. 
Miała ubrany na sobie tylko lekki puchaty sweter, który naciągnęła na dłonie przytrzymując go piąstkami. Objęła  swoje ramiona, aby było jej cieplej. Na nogach miała spodnie dresowe i grube zimowe skarpety w śnieżynki. Spojrzała na  termometr. Było minus osiem stopni. Czuła jak na policzkach robią się jej rumieńce. Wzięła głęboki oddech. W porównaniu do Londynu było tam świeższe powietrze. Drzewa były posypane śniegiem. Wszystko iskrzyło się w blasku słońca, sprawiając wrażenie że jest jeszcze jaśniej niż w lato. 
Potarła dłońmi, rozgrzewając je trochę. Lubiła kiedy mroziło jej skórę. Było to przyjemne uczucie. Na jej ramionach zrobiło się ciepło, a czyjeś palce zacisnęły się na materiale i pociągnęły gwałtownie do tyłu. 
Dziewczyna zareagowała natychmiast wyrwała się i wyciągnęła pistolet łapiąc się poręczy balkonu. Chciała już zacząć krzyczeć, ale kiedy zobaczyła sprawcę tego wszystkiego, oniemiała. Przed nią stal Liam z rękami w górę, opatrunkiem na dłoni i dość rozbawioną miną co wkurzyło Lily. Schowała pistolet i podeszła do chłopaka zaczynając uderzać pięściami o jego tors. 
- Jak mogłeś myślałam że zaraz zejdę z tego świata, a ty co?! - jęknęła opierając się o chłopaka, który zamknął ją w uścisku.
- Sorki... Chciałem cie tylko pociągnąć żeby się przytulić, ale coś mi nie wyszło i prawie mnie zastrzeliłaś, skarbie. - wytłumaczył się śmiejąc cicho. Spojrzał na dziewczynę z góry i uśmiechnął się szeroko oczekując, że ta go pocałuje, ale nic z tych rzeczy. Odsunęła się tylko i z rękami na biodrach weszła do pokoju.
- Palant z ciebie Payne - pomachała głową i włączyła czajnik. Wyciągnęła dwa kubki z szafki i wzięte ze śniadania dwie torebki herbaty. Nalała wody do kubków i oparła się o blat stołu patrząc na wychodzącego z balkonu policjanta. Uśmiechnął się do niej i zamknął drzwi od loggii poprawiając firankę. Usiadł na krześle obok niej i spojrzał na nią tak, że zaczęła chichotać.
- Daj mi buziaka - powiedział z miną zbitego psa, a Li pokręciła tylko głową.
- Nie dam Ci, byłeś nieznośny – zażartowała, dosypując cukru do herbaty, z której wcześniej wyjęła torebki. - Dwie łyżki skarbie? - kątem oka śledziła to, co robi brunet.
- Tak, bardzo proszę - oparł się łokciem o stół i poczekał aż dziewczyna poda mu napój. Kiedy położyła kubki na stół pociągnął ją na swoje kolana, przez co wylała jego herbatę na stół.
- Jezu Liam - westchnęła i wzięła szmatę ścierając brązowawą wodę ze stołu i z ziemi. Poczuła dłonie na swoich biodrach i zdzieliła chłopaka szmatą tak że krople herbat miał na twarzy. Blondynka wybuchnęła śmiechem i usiadła mi znowu na kolanach biorąc swój kubek i popijając herbatę. Detektyw przewrócił oczami trzymając ją mocniej aby nie spadła. 
- Pójdziesz dzisiaj z nami wybierać dla siebie nową broń, zgoda? - zapytał jakby był pewien że pójdzie. Po chwili zastanowienia Black kiwnęła głową i poczochrała mężczyznę.
- Jasne, że pójdę - zachichotała i ubrała swoje ciemne jeansy. – Takiej okazji nie można przepuścić – Nałożyła kurtkę na sweter oraz spięła włosy w kucyk, przyklepując parę niesfornych małych loczków. Pociągnęła chłopaka do wyjścia i zapukała do Zayna, który po chwili wychylił głowę. Dziewczyna zlustrowała go wzrokiem. Było widać że nie ma na sobie koszulki. Westchnęła cicho i spojrzała na drzwi zasłaniające większość jego ciała. 
- Już idziemy? - zapytał zdumiony szybko biorąc jakiś t-shirt, czapkę i szalik. Kurkę założył idąc za Liamem, który też musiał zajść po okrycie wierzchnie. 
- Gdzie jedziemy konkretnie? - zapytała siadając z tyłu samochodu. Ręka ją lekko zabolała w łokciu kiedy zapinała pas, ale jedyną jej reakcją było skrzywienie się. 
 - Do Dave's Gun Shop. Pracuje tam nasz znajomy i...
- Waszymi znajomymi są wszyscy których spotykamy na świecie... Ludzie czy wy macie jakąś listę? – westchnęła nie dając dokończyć  Liamowi. Ten popatrzył na Zayna i oboje wypchnęli śmiechem. Dla nich to było wszystko tak oczywiste, ale barmanka nie miała pojęcia co w jej wypowiedzi było takiego nadzwyczajnie śmiesznego.
- Lily, czasami kiedy jest się detektywem, poznaje się różnych ludzi. W Amsterdamie już kiedyś gościliśmy więc znamy to miasto jak własną kieszeń. Z resztą… Nawet jakbyśmy go wcześniej nie widzieli i tak byśmy o nim wszystko wiedzieli – wytłumaczył Zayn rozbawiony. Black zabiła go wzrokiem za te żarciki i fuknęła pod nosem.
- Mądrale z was… Świetnie się dobraliście – skomentowała cicho. Przyjaciele zaczęli się śmiać jeszcze głośniej.
- Zamknąć się, bo wysiądę w trakcie drogi – ostrzegła łapiąc za klamkę drzwi. – A tego chyba nie chcecie, co? – uśmiechnęła się zirytowana i widząc przerażone miny chłopaków usiadła normalnie. – Tak myślałam.
- Wiesz co Liam… Nie mogłeś spotkać jakiejś innej, mniej wymagającej laski która biega, a jej przeszłość jest tak zawiła, że można tego nie ogarnąć? Tak trudno znaleźć kogoś takiego? – zapytał teatralnie Malik podnosząc ręce do góry. – Nosz jasna cholera.
Po tych słowach poczuł uderzenie w ramie. Syknął i złapał się za nie lekko.
- Nie w szczepionkę! – zawył z bólu pokładając się na fotelu. Lily się roześmiała, a na twarzy Zayna wymalował się szczęśliwy, szczery uśmiech triumfu. Bo właśnie o to mu chodziło. Żeby zobaczyć jej uśmiech, który został wywołany właśnie przez niego.
Po chwili dojechali do sklepu, położonego w samym środku miasta. Był to nie duży sklepik, pomalowany na biało. Dach był pokryty czerwonymi dachówkami. Nad drzwiami wisiał dzwonek. Kiedy Payne popchnął drzwi rozległ się znajomy dźwięk , a z zaplecza wyszedł facet w średnim wieku. Miał na sobie pomarańczową polówkę, z logiem Holenderskiej drużyny piłki nożnej. Miał lekko posiwiałe włosy i wąsik, ale jego uśmiech kiedy zobaczył chłopaków był przeogromny.
- Finn! – zawołał Zayn podając rękę mężczyźnie. Rozpromieniony ujął ją i potrząsnął mocno. Tak samo z dłonią Liama.
- Welkom - zaśmiał się wąsaty. –A cóż to za schoonheid* dama? – zapytał widząc Lily. Nie wiedziała co za określenie użył, ale zachichotała cicho przedstawiając się. – Czego wam trzeba przyjaciele? Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś u mnie zawitacie.
- Mamy mały postój w podróży… Potrzebujemy nowego asortymentu… Czegoś mocniejszego… Czegoś…
- Z przytupem – dokończyła blondynka posyłając Payne’owi oczko.
- A więc… - Finn zaczął patrzeć na swoje półki pełne najróżniejszych pistoletów, naboi, czy nawet jednej półeczki z nożami. Lily szła za nim i oglądała podpisane bronie.
- Jest coś w miarę małego, ale co ma zasięg? – zapytała patrząc na bronie mniejszej wielkości. Finn sięgnął na dolną półkę i obrócił w palcach jeden z pistoletów, który w połowie miał drewnianą rączkę.
- To AMT Hardballer – wytłumaczył. – Zasięg i celność jest świetna. Idealna dla ciebie. Myślę że będzie świetna… Powinnaś wziąć sobie tez nóż kochana… Samym pistoletem wojny nie wygrasz – palcem pokazał następny regał.
- To tak – zaczął Zayn. – Potrzebujemy jeden PGM Mini-Hecate do samochodu, Steyr AUG Para i  IMI Desert Eagle dla mnie – barmanka wytrzeszczyła na niego oczy, a kiedy zobaczyła co bierze sprzedawca myślała że oszaleje. Karabin snajperski był tak duży że ona sama by go nie utrzymała, a dwa pistolety zabiły by ją w ciągu sekundy, szczególnie w rękach kogoś tak dobrze wyćwiczonego jak Zayna.
Liam poprosił o ten sam ekwipunek co Malik pomijając już karabin. Schowali pistolety za paski. Finn dał jeszcze cały zapas naboi do wszystkich broni. Wzięliśmy jeszcze parę noży do walki wręcz oraz granaty. Jak to powiedział Payne „na wszelki wypadek”.
- Spoko. Bazukę jeszcze mamy. – odparł mulat.

Liam odszedł parę kroków z właścicielem sklepu.
- Jest Levi? – zapytał cicho przysuwając się do mężczyzny. Ten odsunął kotarę oddzielającą zaplecze i sklepik.
-Czeka na ciebie – wpuścił chłopak i poszedł znowu do Lily i Zayna.
Brunet wszedł do jeszcze przedsionka i skierował się do malutkiego pomieszczenia z fotelem i stolikiem. Na krześle siedział młody mężczyzna.  Miał jasne blond włosy, a w ręku trzymał walizkę. Wyglądał na dobrego gościa.
- Hej, detektywie – przywitał się z nim Levi. – Mam to, co chciałeś – szepnął. – Ale ani słowa. Ściany słuchają Liam. Nie wiem czy jesteście tu bezpieczni… - mówi zaciskając zęby. Sięgnął do kieszeni i podał Payne’owi plik pięciuset funtowych banknotów. Policjant schował je szybko do kieszeni.
- Wiem że musimy uważać. Szczególnie na nią. – kiwnął głową lekko w bok.
- Wiesz, że oni jej szukają już w Hiszpanii… Liam nie ufajcie nikomu. Nawet mnie rozumiesz. – złapał go za ramiona.- Jeżeli wpadniecie, prędzej czy później Anglia będzie skończona… Marlock zarzyna kolejne osoby. Jeżeli dowie się, że byliście u Finna on już nie żyje, rozumiesz… Nawet jeżeli wyśpiewa wszystko będzie nie żywy.
- Kogo już zabił? – z ust detektywa wydobył się cichy pisk.
- Gdybym nie śledził waszej drogi z Yogi’m i tak bym wiedział… W całej Wielkiej Brytanii piszą o zamordowaniu recepcjonistki z zimną krwią w pobliżu Folkestone… To nie są żarty…
- Yogi ma mi wysłać raport koło północy. Dowiem się reszty… Dzięki Levi… Uciekaj… Lepiej dla ciebie – Payne poklepał go po ramieniu. – Dzięki tobie mamy na kolejne trzy miesiące życia… Mam nadzieje, że nie będę musiał cię zabijać Lev… - powiedział szczerze.
- Wiesz co… Przygotuj się na to. Wiesz, że szczerość była zawsze moją mocną stroną, a zwłaszcza w sytuacjach stresowych – zaśmiał się nerwowo. – Wracajcie… Kiedy będzie czas Yogi, was poinformuje. Ucieknijcie jak najdalej się da. Na jakieś zadupie gdzie was nie znajdą Liam… Jeżeli to przez nią narażacie swoje życia, to musi być naprawdę niezwykła – blondyn zaczął wycofywać się w stronę tylnego wyjścia.
- Jest… Jest tego warta.
- I oby się wam udało – zasalutował i swoim spokojnym krokiem wyszedł ze sklepu. Liam zapiął kieszeń kurtki i wrócił do głównego pokoju.



*Welkom - z hol. Witajcie
Schoonheid – z hol. Piękna



______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Witam Was po małej przerwie. Nie bede się rozpisywać. Niestety troche mi sie odechciało ostatnio pisać ze względu na tak małą liczbe osób, które przeczytało rozdział. Więc przepraszam.
I przepraszam że tak późno ale miałam mecz... Który za dobrze nie wyszedł... Bywa.
Kolejny rozdział będzie normalnie. Nie daje już limitu. To nie ma sensu bo nie chce kolejny raz nie dodawać. 

BARDZO DZIĘKUJE MOJEJ DROGIEJ @1DIM_YOURS KTÓRA OD TERAZ BEDZIE POPRAWIAĆ MOJE ROZDZIAŁY, ŻEBY INTERPUNKCJA AŻ TAK SIĘ NIE RZUCAŁA W OCZY. 

Więc do zobaczenia za tydzień x
Szablon by @Lyvia_x