piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 20

Ile tym razem dacie radę napisać komentarzy? ♥ 

Uwaga! Mam wolne konto Zayna na tt więc jeżeli chcesz prowadzić napisz do mnie tutaj, albo na tt ☺

- Liam prowadź auto… - w odpowiedzi było słychać tylko dźwięk ładownia pistoletu i otwierania szyby.
- Trzymajcie się. Zayn pistolet… - nakazał brunet podając drugą broń przyjacielowi. Lily popatrzyła przez tylną szybę i przełknęła ślinę.
- Otworzył okno – na słowa dziewczyny w szybę przed nią, trafiła kula wystrzelona przez jednego z zabójców w goniącym ich aucie. Na szybie pozostało wgniecenie. Serce Black podskoczyło jej do gardła. Złapała się mocno oparcia i z rozszerzonymi źrenicami z powrotem odwróciła się przodem do kierowcy.
- Miałem racje, żeby zainwestować w kuloodporne – usta Payne’a wygięły się w pół uśmiech pozostawiając dziewczynę nadal w szoku. Wystawił dłoń lekko za okno i popatrzył do lusterka ukazującego w odbiciu dwa czarne, masywne auta.
Dał palec na spust i celując w oponę zacisnął siłą mięśni cyngiel. Nabój poleciał prosto i trafił by, gdyby nie „zgrabny” unik samochodu.
- Kurwa jego mać – warknął detektyw otwierając okno we strony Malika i Lily. Oboje od razu rzucili się to nich i wystawiając tylko ręce strzelali do wozów za nimi. Liam przyspieszył. Siła odrzuciła nie zapiętą dziewczyna na siedzenie, przez co broń wypadła jej z ręki. Obity o podłogę auta łokieć, zaczął mocno pulsować, a z jej ust wydobył się głuchy syk bólu.
Podniosła się z ziemi biorąc pistolet do lewej dłoni. Próbowała rozprostować prawy staw, na którego upadła, ale bolało jak cholera. Nie potrafiła.
Zajebiście – pomyślała i zapięła pas.
Objęła ręką jakoś zagłówek fotela Liama, aby nie za bardzo naruszyć ręki przy tym. Strzeliła wykrzywiając się dziwnie. Jednak wysiłek nie poszedł na marne. Strzał poszybował wprost na przednią szybę ciemnej Hondy wprawiając w osłupienie kierowców, których w nawiasie mówiąc, blondynka kojarzyła już.
- Dobry strzał – głos Zayna zabrzmiał w uszach dziewczyny przez co wzdrygnęła się. Cicho podziękowała i spojrzała na Liama. Jego mrożący wzrok, którego jeszcze Black nie widziała na oczy, celował w Malika. Nagle poczuła się pewniejsza, bo wiedziała, że Payne ją obroni.
Boję się go.
Czemu ja się go boje?
On jest moim chłopakiem.
Powinnam go kochać.
Mulat puścił serię kul po masce samochodu. Brakowało paru chwil, aby auto stanęło w płomieniach. Przestraszone miny facetów zza ciemnej szyby, nie pokazywały cienia emocji. Jakby mieli wszystko pod kontrolą. Z ich tylnego siedzenia wyłoniła się trzecia osoba z bronią długiego zasięgu. To była ich taktyka. Odgrodzenie drogi ucieczki.
Na przód wyjechało drugie auta aby osłonić te trochę bardziej podniszczone.  Siłę i prędkość jaką włożył Payne w wykręcenie swojego pojazdu, zaskoczyła wszystkich nawet jego. W mgnieniu oka wjechał na jakąś szosę między polami zostawiając rozpędzone Hondy na autostradzie. Odpiął swój pas i nakazał Zaynowi przesiąść się na jego miejsce.  Zniszczył radio które miał przed sobą wyrzucając je za okno.
- Wyłączcie telefony… Już – powiedział wychodząc z auta przez okno na dach.
- Liam co ty robisz? – zapytała Lily wołając za chłopakiem. Ten jednak nie udzielając odpowiedzi sięgnął po taką samą broń jaką mieli zabójcy. Wyszukał zawracające za nimi wozy i precyzyjne trafił w dwie opony. Samochód zatrzymał się zostawiając drugiego dużo z przodu.  Payne wrócił do środka.
- Jedź prosto Zayn. Kiedy zobaczysz autostradę zjedź na nią… Mamy ich chwile z głowy. Podążamy jak najdalej…
- To znaczy… Jak daleko?  - pytanie zadane przez dziewczynę zdawało się być dla detektywów dość abstrakcyjne. Patrzyła na nich z zapytaniem w oczach.
- Jak najdalej Lily… Jak najdalej… - pokiwała głową i usiadła wygodniej. W chwili kiedy już nie miała jak nie myśleć o bólu, łokieć znowu dał się we znaki. Nic nie powiedziała chłopakom nie chcąc wszczynać kolejnej głupiej rozmowy o tym jaką jest niezdarą. Nie miała na to ochoty i sądziła, że jej przyjaciel tez nie będzie chciał słuchać zrządzeń kolegi.
Jechali w ciszy. Zapowiadało się na chwilę spokoju co bardzo przydało się im na ochłonięcie i napicie się zimnej wody. 
Oczy Black zapełniły się łzami od zmęczenia. Oddychała głęboko, aby pozbyć się uczucia zagubienia w tym wszystkim. To uczucie towarzyszyło jej już jakiś czas temu, ale dzięki swoim przyjaciołom pozbyła się go. A teraz miała wrażenie, że właśnie przez nich te uczucie wróciło.
Wrócili na jezdnię, która wreszcie zamiast siania i kamyków miała normalny, wyrównany asfalt.
- Myślicie, że jadą za nami? – zapytała Lily łapiąc się lekko za łokieć. Przykuło to wzrok Liama, ale nie chciał nic mówić. Wolał poczekać na postój.
- Nie wiem… Może. Może nie… - powiedział Zayn patrząc na drogę. Dziewczyna zmarszczyła brwi nie wiedząc czemu nawet się nie odwrócił.  Zignorowała ten fakt patrząc na drogę za szybą, tak jak miała w zwyczaju. Zanim uciekła z domu, rzadko sama prowadziła. Nie lubiła tego. Nie rozumiała jak można się czymś takim ekscytować. To zwykła jazda samochodem. Trochę skomplikowana i niepoukładana.
Jechali przez drogę na tyle długo, żeby Black spokojnie zasnęła oparta o drzwi. Kosmyki jej włosów spadały na jej czerwone od stresu policzki. Usztywniona ręka opierała się o jej kolano. 
Payne patrzył na nią kontem oka trochę zafascynowany, a trochę przejęty. Badał wzrokiem jej postawę ciała, taką zamkniętą… Taką inną niż zawsze.  Odwrócił głowę do przyjaciela. Martwił się o niego. Był zły, cały czas. Nie wiedział co się mu działo. Zawsze na miłość reagował strasznie uczuciowo…  Zbyt uczuciowo. Jego dziewczyna nigdy nie mogła rozmawiać z innym facetem bo on uważał to za coś niedopuszczalnego. Tak jakby on nie robił w czasie związku bardziej niestosownych rzeczy.  Liamowi wydawało się, że to jakieś gówno. Tym razem w porównaniu do Lily nie był między młotem a kowadłem… Nie. Teraz był między zwierzyną, bezbronną słabą sarenką, a strasznym, silnym i rozwścieczonym wilkiem, który musiał się posilić. A on musiał chronić tej biednej sarenki…
Bo to najważniejsza osoba jaką znam – pomyślał. Po chwili jednak się otrząsnął. – Bo to moja przyjaciółka…


Kolejne strzały rozległy się po trzydziestu minutach. Noc zapadła całkowicie. Nie było widać całkowicie nic, oprócz świateł dwóch aut. Pistolet Payne’a już naładowany czekał tylko na odbezpieczenie. Chciał to zrobić szybko, zwinnie i tak, aby nie obudzić słodko śpiącej Li.
- Poradzisz sobie sam? – zapytał Malik zapominając chyba, że z tyłu jest jego dziewczyna. Nagle jakoś poprawił mu się humor.
- Tak.. Nie martw się stary. Nie zrobię sobie krzywdy – detektyw uśmiechnął się i wystawił dłoń tak jak wcześniej.
Strzały leciały zbyt precyzyjnie, żeby Liam nie umiał trafić. Bo trafił. Po oddaniu dwudziestu tysięcy strzałów ostrzegawczych lecących w asfalt w końcu modlitwy mulata prowadzącego rozchybotane auto zostały wysłuchane. Honda zwolniła wywołując wściekły okrzyk jednego z kierowców. Z przodu samochód miał namalowany znaczek pierwszej mafii. Pistolet owinięty różą, czyli coś parodiującego znaną różę ze sztyletem. „ Miłość do zabijania boli”.
Zanim Payne zdążył się chować poczuł jak ciepła ciecz spływa mi po lewej dłoni. Usiadł na miejsce przy Zaynie, który właśnie zjeżdżał na pas prowadzący do Folkestone.  Z jego ręki ciekła czerwona, ciemna krew i kapała na chodniki w samochodzie. `Ciemny brunet odwrócił wzrok od drogi i przygryzł zakłopotany wargę.
- Musimy ci to opatrzyć… - powiedział. – Ale nie mamy apteczki…
- Zaraz powinien być zjazd na jakąś stacje benzynową…
- Dobra… - przytaknął i zjechał, tak jak mówił Liam na stację paliw.
Wysiedli oboje z auta. Zayn pobiegł co sił w nogach kupić jakieś bandaże. Wziął całą apteczkę z myślą o przyszłości ich podróży. W czasie kiedy on był w sklepie Black obudziła się zdziwiona, ze stoją. Wysiadła patrząc zdezorientowana na przyjaciela.
- Liam? Czemu stoimy? – zapytała rozglądając się i szukając wzrokiem swojego chłopaka.  Spojrzała na rękę kolegi i od razu zrozumiała gdzie jest Malik. – Co ci się stało? – zmartwiła się.
- Mieliśmy jeszcze jedną konfrontacje z mafią – duma nie schodziła z ust Liama.  – A w sumie ja miałem… Ale nie słyszałaś bo spałaś jak suseł moja droga.
- No tak – westchnęła. Mogliście mnie obudzić… Może nie byłbyś poraniony – wzięła jego dłoń delikatnie i wytarła spływającą krew. Chciał podnieść rękę ale od razu ją opuściła czując ból w łokciu.
- Pokaż go… - westchnął chłopak widząc kwaśną minę blondynki. Tak odwinęła rękaw i pokazała ogromnego siniaka na cały łokieć. Payne wydał z siebie nieprzyjemny dźwięk.
- Nie dobrze… Zaraz ci to opatrzymy… i Nasmarujemy czymś…
- Nie trzeba – machnęła drugą ręką udając, ze wszystko dobrze, chociaż wiedziała, że przyjaciel jej nie uwierzy. Zayn przybiegł szybko i zabrał się za opatrywanie dłoni młodszego. Ten wyjął maść na stłuczenia z czerwonej torby i podał dziewczynie.
- Smaruj Black. Nie możesz być obita.
- Dobrze proszę pana posmaruje - uśmiechnęła się życzliwie do policjanta odkręcając tubkę żelu. Gdy ten dotknął ciepłego siniaka, od razu poczuła ulgę. Odetchnęła cicho rzucając opakowanie z powrotem na miejsce.
- Coś ty zrobiła? – Malik obdarzył Lily spojrzeniem, które było nawet trochę zasmucone. Zmartwił się. Zapomniał za co się wściekał.
- Upadłam na ziemie w samochodzie… Nic się nie stało to tylko siniak…
- Zawsze tak mówisz niezdaro… - powiedział to miło, jednak z nutą goryczy jakby tylko ona miała słyszeć co naprawdę miał znaczyć ten przyjemny ton. Wzięła głęboki wdech, żeby zapomnieć myśleć co powiedział do niej. Wolała skupić się na czymś innym.
Payne wyrwał dłoń z nieporadnych rąk przyjaciela.
- Dokończę to sobie sam jeżeli pozwolisz… - zawiązał bandaż do końca. – Zaraz opatrzę Lily łokieć i jedziemy… Mam nadzieje, że na pierwszy raz wystarczy wam motel do spania? Potem pojedziemy dalej i znajdziemy lepsze miejsce…

- Mi pasuje… Tylko żeby było coś ciepłego do picia – szepnęła dziewczyna i nie czekając na zdanie Zayna, Liam opatrzył dziewczynę i wskoczyli do samochodu.  Ruszyli dalej po to, aby koło drugiej w nocy znaleźć się w blisko granicy.


_____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hej Hej Hej ! ♥ Jak tam mija tydzień? x 
Co myślicie o akcji w rozdziale? Co Wam się podoba, a co nie miśki. ?


Słuchajcie. Komentujcie skarby bo ostatnio było 39 komentarzy a wcześniej ponad 50 ! Szok xd Prosze Was, bardzo mnie to motywuje x

Pamiętajcie także o hashtagu>>>>>
oraz o moich kochanych playerach @lily_policeman oraz @liam_policeman (zayn uciekł i nowego poszukuje xd)

No to chyba wszystko miśki x do nastepnego ♥♥♥

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 19

Uwaga miśki! Szukam nowego Zayna na playera ! Piszcie w komentarzach albo na tt ♥
Tym razem też dacie czadu i będzie ponad 50 kom? ☺


Spojrzał na matkę dziewczyny szybko. Ona już wiedziała co się stało, więc nie czekając dosłownie wypchnęła Liama za drzwi domu mówiąc, że ma się spieszyć. Ten przytaknął i popędził do auta uruchamiając go.  Przycisnął pedał gazu i ruszył w stronę lotniska znajdującego się w środku jakiegoś pola. Było to tajne lotnisko wojskowe do którego mieli dostęp nieliczni. W tym pan Payne.
Zajechał tam w pięć minut. Czekał na niego już mały, srebrny samolot i pilot w środku. Był to jeden z nowocześniejszych odrzutowców. Dzięki niemu mógł swobodnie znaleźć się za paręnaście minut w Londynie, a nie jak zwykłym samolotem w godzinę.
Przebiegł przez pas startowy do pojazdu i wsiadł do niego witając się z pilotem. Był to jego dobry kolega, jeszcze za czasów akademii policyjnej. Oboje tam się uczyli, ale potem poszli w inne kierunki ochrony państwa.
- Liam… - powiedział młody chłopak dając dłonie na sprzęt operujący odrzutowcem.
- Don… - westchnął detektyw zapinając się porządnie i nakładając na kask głowę. – Błagam cie… Jak najszybciej umiesz… Do Londynu…
- Już się robi panie Payne – cwaniacki uśmiech zagościł na ustach kolegi od Liama, co wywołało w nim śmiech.  Oboje poczuli jak moc silników wciska ich w fotel.  Wylecieli w powietrze w ciągu kilku sekund i już byli na odpowiedniej wysokości.
- Linie lotnicze Don Airlines zapraszają do wspólnej podróży… Dziękujemy ze wybrali państwo nasze usługi. Miłego lotu. Czas podróży to siedemnaście minut i pięćdziesiąt sześć sekund – wyrecytował Don robo tycznym, monotonnym głosem rozśmieszając Payne’a. – Jesteś pewien, że nie możemy poświęcić pięciu minut na akrobacje?
- Tak… Sorki przyjacielu – uśmiechnął się przepraszająco chłopak i popatrzył za szybę na chmury okalające ziemię. – Uwielbiam latać tym samolotem… Nie dość że szybko to jeszcze na tyle jest czasu że można popodziwiać krajobraz za oknem…
- Widzisz teraz? Trzeba było na lotnictwo wojskowe pójść, a nie na jakiegoś detektywa…
- Poznałem wiele fantastycznych ludzi Don… - zaśmiał się. – Lubię być detektywem.
- A wyrwałeś chociaż jakąś laskę na te swoje Ferrari?
- Staram się szczerze ci powiem – Liam był zbyt rozbawiony, żeby pojąć jak bardzo to mogło zaboleć. – Tylko, że jest zajęta – dopiero wtedy zbolało.
- Uuuu… - jęknął pilot zniżając lekko pułap. – Szkoda stary, naprawdę… Jak się nazywa?
- Lily…
- O nie kurwa – powiedział. – Serio? Serio Lily? Nie mogła być jakaś inna laska?
- O co ci chodzi Doni? – zaśmiał się chłopak.
- Przecież wiem, że jedyną dziewczyną z jaką masz styczność to jest Lily, dziewczyna od Malika – westchnął. – Może nie widzimy się za dużo, ale uwierz… W znajomych ze szkoły policyjnej roznosi się szybko każda wiadomość…
- Czyli wiesz już na czym stoję?
- Tak… i nie zbyt ci zazdroszczę… Wiesz co się dzieje kiedy Zayn wybucha… I życzę, że by tego nie zrobił… - Don nie patrzył na Liama tylko cały czas do przodu.
- Wiesz… on już wybuchnął… - Liam zacisnął dłonie w pieści i przygryzł usta. – I zgadnij komu się zwierzyła…
- Powiem ci tyle Liam… Jeżeli ona coś do ciebie czuje to  jesteście w dupie… Nie mówię, że nie ma jak tego zrobić, żebyście byli razem, ale nie możecie zranić Malika… On jest dobry i ty to wiesz najlepiej, ale ma czarną stronę, może ty jej nie widziałeś ale ja tak…
- Widziałem i nie chce więcej uwierz mi… - przed oczami Payne’a pojawił się obraz praktycznie rozbitej głowy Harrisa Mortegi , po tym jak Zayn dowiedział się, że Harris to chłopak jego byłej dziewczyny… Mortegi był jednym z informatorów i właśnie dzięki temu nikt nie chciał od Zayna żadnej kary.
- Więc… Na przyszłość trzymaj się od Lily z daleka… Nawet jeżeli zerwą…
- Hm… Nie będę się trzymał z daleka – detektyw wzruszył ramionami słysząc westchnienie.
- Lądujemy – samolot dotknął podłoża wywołując małe zachwianie się samolotu. – Jeżeli to coś bardzo ważnego, a na pewno tak jest to za dziesięć minut będziesz w domu… O dwudziestej nie ma tyle korków – uśmiechnął się Don. – Powodzenia młody!
-Przyda nam się dzięki – pokazał kciuk w górę.
- Nie mówię o tobie i o niej…
- Spoko… Ale ja mówię – wybiegł z lotniska jak najszybciej mógł.
Złapał taksówkę przy najbliżej ulicy i kazał podjechać najpierw do siebie. W telefonie włączył funkcje gotowości auta, a następnie wybrał numer Zayna.
- Tak? – usłyszał znajomy głos przyjaciela w słuchawce.
- Cześć  stary… Słuchaj… Jest z tobą Lily teraz? – zapytał pospiesznie tu pajac nogą z nerwów.
- Nie, nie ma… A coś sie stało? – w jego głosie można było usłyszeć rozdrażnienie, które nie podobało się Payne’owi zbytnio.
- Nie… Zayn… Spakuj się…
- Co? Co ty pierdolisz Liam? – Malik zdezorientowany otworzył swoją szafę z ubraniami. – O co chodzi?
- Powiem ci wszystko potem. Spakuj się, jedź pod dom Lily i czekaj na mnie u niej. Każ jej się pakować tak samo.
- Powiedz mi co się dzieje…
- To chodzi o nią… Ja ci tego nie powiem przez telefon… przyjedź tam…  - wysiadł z taksówki. – Będę chyba wcześniej niż ty jednak – pobiegł do góry po kolejne rzeczy. Walnął wszystko byle jak do walizki zamykając ją i dając telefon na głośnik.
- Co niby Lily zrobiła? I czemu musimy się pakować? Chyba nie jest zabójcą… - przyjaciel snuł jakieś domniemania zastanawiając się o co chodzi.
- Kurwa mać nie! Jeżeli się nie spakujesz teraz i nie przyjedziesz pod ten pieprzony dom Lily to już jej nigdy nie zobaczysz rozumiesz?!  - nie mógł wytrzymać już dłużej. Zamknął drzwi swojego najszybszego BMW i ruszył w stronę przedmieść.
- No dobra dobra… Już się pakuje… Do zobaczenia – po drugiej stronie włączył się sygnał przerwania rozmowy. Wściekły detektyw  powyprzedzał auta jadące pewnie w stronę kolejnego klubu, a ludzie w nich chcieli się znowu upić. Takie życie jest łatwiejsze niż to. Można się poobijać.

Chwile potem wysiadł i pobiegł do kamienicy gdzie mieszkała dziewczyna. Zapukał szybko do drzwi czekając aż mu otworzy. Kiedy to zrobiła, zobaczył że płakała. Znowu. Była bardzo blada, a widząc Liama pobladła jeszcze bardziej. Już wiedziała.
- Liam… Liam to nie tak – jej głos drżał. Myślała że będzie krzyczał.
- Lily czemu mnie okłamałaś? – nie uniósł się ani trochę, tylko wszedł o mieszkania zamykając drzwi.
- Ja… Ja ją chciałam chronić… Ja… - w jej oczach pojawiły się łzy.
Boże nie… - pomyślał widząc to Liam.
- Li… - wziął ją za ramiona. – Nie chodzi o to że jestem zły… Tylko, ze oni umieścili u twojej mamy kamery… Wiedzą, że tu jesteś… Wiedzą, że cie znam… Oni tu jadą – powiedział patrząc cały czas w jej oczy, żeby nie spanikowała. – Musisz się spakować ok?
- A-ale… A co z mamą? – oddychała ciężko nie umiejąc nic praktycznie powiedzieć.
- Jest bezpieczna… Ale my nie… Tęskni i się martwi… Teraz jeszcze bardziej, obiecałem jej ze cię ochronie rozumiesz? Więc musisz teraz iść do szafy i wziąć wszystkie twoje rzeczy…
- Gdzie my jedziemy Liam? – jej drobne ciało wylądowało w objęciach chłopaka a z oczy poleciały nerwowe krople łez.
- Nie płacz… Uciekniemy…
- A Zayn… - wypowiadając jego imię zawahała się.
- Będzie musiał się dowiedzieć, ale nic ci nie zrobi obiecuje.
- No, no dobrze – westchnęła ocierając przedramionami łzy z oczu. Chłopak pociągnął ją do sypialni i wziął torbę leżącą na widoku.
Dziewczyna zaczęła do niej pakować swoją niewielką ilość ubrań. Starała się to robić szybko, ale jej ręce trzęsły się jak oszalałe. Bała się strasznie. Dłonie Payne’a złapały jej lekko kierując oczy dziewczyny na jego.
- Spokojnie… Będzie dobrze… Nie znajdą nas. Będziemy cie bronić.
- Pomóż mi – chrypnęła cicho patrząc na swoje rzeczy. – Boje się…
- Nie ma czego mówię ci… Będzie dobrze.
- Nie… Boje się tego co się z nim dzieje… Ja nie wiem co mu jest… - te słowa były takie same jak słowa tamtej dziewczyny… Zerwała z Zaynem dwa lata temu mówiąc Liamowi „Nie mogę z nim dłużej być. Nie wiem co się z nim stało”. To stało się niepokojące.
- Nie możemy teraz o tym rozmawiać… Pogadamy potem.. Musimy uciec – powiedział zamykając torbę dziewczyny. – Wychodzimy…
Po chwili znaleźli się już na dole. Koło auta Liama stało auto Malika, a opierający się o niego  Zayn czekał z walizką przy nodze.
- Jedziemy moim – powiedział jasny brunet do mulata, pakując torbę Black. Cała trójka wsiadła do samochodu pospiesznie. Liam zapiął pas i popatrzył na przyjaciół.
- Mogę wiedzieć o co chodzi? – zapytał Zayn.
- Przyjacielu – zaczął chłopak. – Za jakieś trzy minuty będzie jechać za nami mafia Marlocka, która chce głowy twojej dziewczyny więc myślę, ze resztę pytań zostawimy sobie na koniec.
- Jak to? – popatrzył na Black, która kulił się na Tylku siedzeniu.
- Została wrobiona w morderstwo… Za jej głowę Marlock ,zostanie szefem pierwszej mafii… Powiem Wam tyle… Plan majstersztyk – z piskiem opon Payne opuścił ulicę gdzie mieszkała od trzech miesięcy Lily.
- Lil czy to prawda? –zapytał Malik z mieszanką emocji której nie można było wyczytać.
- Tak… Słowo w słowo – westchnęła dziewczyna patrząc za okno. – Moja przeszłość jest bardzo zawiła.
- Ale aż tak? – głos jej partnera uniósł się trochę.
- Zamknij się Zayn – Liam przyspieszył tak bardzo, ze Malika zamurowało. – Nie chce już więcej słyszeć, że tak do niej mówisz.
- A może ty po prostu…
- Tak, masz racje. Ja po prostu chce, żeby moja przyjaciółka przestała bać się swojego chłopaka – mulat nie odezwał się już skołowany. Słowa wypowiedziane przez Liama ugodziły go w serce.

Po paru minutach jazdy Black odwróciła się żeby popatrzeć na drogę. Nie spodziewała się tego co zobaczy. Wyjęła pistolet zza swojej paska.
- Ej słuchajcie… Bo za nami... - jej głos był niepewny.
Wzrok Liama zwrócił się na lusterko.

- No moi drodzy. Zabawa się zaczyna – także wziął pistolet i otworzył okno. – Trzymajcie się mocno. To oni.


____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hej Hej Hej ! Przepraszam miśki że nie dodałam wczoraj, ale byłam strasznie zmęczona bo zarwałam nocke :/ A potem jeszcze poszłam do szkoły. Dzięki mojej klasie zasnęłam na 30 minut... Mielismy noc w szkole :c 

no ale... Jak wam sie podoba kochani rozdział? Teraz już bedzie sie działo, nie bedzie nudy i bedzie vdufibkfbvdic kocham Was że mogę pisać tą historię ♥♥♥
Jesteście najlepsi <3 

Mam nadzieje że komantarzy będzie coraz więcej  <3 teraz jestem z was dumna najbarziej ! Zaraz wybije 26 000 wyswietleń... wszytsko dzięki wam <3 pisze nitkę na szybko bo musze isć się kąpać i na Kosogłosa ivfdu bfk wczoraj teledysk vodufbivvjdc eofdc jestem taka podjarana wszytskim ♥♥♥

To chyba wszystko. Piszcie w komach x kocham Was x

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 18

Dacie radę dobić do 55 kom ? ♥

Wsiadł do auta około godziny szóstej rano dając wcześniej torbę na siedzenie obok. Zapiął pas po raz kolejny słysząc w myślach przestrogi, które dzień wcześniej dała mu Lily. Odetchnął cicho i odjechał spod domu.
Droga z Leeds do Londynu trwała gdzieś koło czterech godzin. Nie było to niewiadomo ile, ale jednak. Siedzenie w jednym miejscu dla chłopaka była jak katorga. GPS prowadził go wprost na adres mieszkania kobiety, która wysłała zgłoszenie zaginięcia. Chciał załatwić tą sprawę najpierw, a dopiero potem zając się morderstwem.
Gdzieś w głębi nie chciał tego robić, ponieważ jak wiadomo nie była to zbyt bezpieczna akcja. W szczególności kiedy idziesz na nią sam, masz obawę, że przydarzy się coś nieoczekiwanego w złym sensie.
Zagryzając zrobione przez siebie kanapki z sałatą jechał przez autostradę. Co parę minut patrzył na licznik kilometrów. Droga mu się cholernie dłużyła. Nie żaby na coś czekał… Ale nie cierpiał jeździć długich dystansów samochodem.  Włączył radio na swój ulubiony kanał muzyczny. BBC 1 Radio spełniało wszystkie wystawione przez Liama warunki, żeby stać się codziennie słuchaną przez detektywa stacją.  Zwiększył głośność słysząc zaczynające się wiadomości. Nie słuchał ich dokładnie przekonując się, że kolejny raz poruszają w nich sprawy polityczne. Od czasu pamiętnego morderstwa w Leeds Wielka Brytania była pozbawiona jakichkolwiek przestępstw?
Nie wydaje mi się – pomyślał Payne wyłączając radio i opierając  się wygodnie o zagłówek fotela. Zjechał na drugi pas wyprzedzając jakąś ogromną ciężarówkę z Tesco. Przyspieszył. To uczucie oderwało go od wszystkich gromadzących się myśli w jego głowie.  Szybka jazda jakby wyrywała słowa z głowy pozostawiając ją całkowicie pustą i gotową na masę adrenaliny narastającej podczas wymijania kolejnych pojazdów.
Na autostradzie łatwo można było sobie na to pozwolić każdemu, ale policjanci mięli taki przywilej, że ich rejestracje nie były specjalnie kodowane do systemu. Dzięki temu ich kary były zdecydowanie mniejsze, albo wcale ich nie stosowano. Kolejny plus bycia gliną. Szkoda, że minusy przyćmiewają te dobre strony.

Usłyszał dzwonek smsa w swoim telefonie. Komórkę podłączoną miał do auta, co pozwalało mu na odczytanie wiadomości przez przycisk, żeby chłopak nie musiał sięgać po telefon i patrzeć na ekran podczas „przepisowej” jazdy.
Wciskając guzik chłopak usłyszał znany glos komputerowej kobiety.
- Wiadomość od Lily. Uważaj na siebie, nie mam ochoty dowiedzieć się, że coś ci się stało przez radio. Pamiętaj o tym i wróć cały i zdrowy Liam. Będę stęsknić znak mniejszości trzy – wyrecytowała kobieta.
- Ach ta niedoskonała nowoczesność – zaśmiał się mężczyzna sam do siebie i wcisnął kolejny przycisk nowej wiadomości.  Zastanowił się chwile i skręcając w bok zaczął mówić.
- Nie martw się moja droga przecinek wrócę zanim się obejrzysz kropka. Napisz mi jak będzie się coś złego działo dwukropek  gwiazdka. Do zobaczenia średnik nawias prawy.
- Czy chcesz to wysłać?
- Wyślij – powiedział i czekał na sygnał dostarczenia wiadomości.  Rozległ się on po paru sekundach.
Potem dziewczyna już nie odpisała. Chyba nie mogła.

Po pewnym czasie samochód Liama wjechał na ulicę gdzie stał szereg białych domów. Były ładne, zadbane. Każdy z ogródkiem. Widać było, że nie mieszkają tutaj biedni ludzie. Payne zaparkował przy jednym z domów wokół którego stał czarny metalowy płot z ceglanymi elementami. W oknach było widać wspaniałe atłasowe zasłony, oświetlone jasnym światłem dnia. Na parterze widniały duże okna, za którymi była kuchnia, co można było wywnioskować po lodówce stojącej między blatami. Promienie słońca wpadające do mieszkania ukazywały przechodniom jak dostojnie urządzony jest dom. Żadnych wymyślnych kolorów. Ramy palety barw użytych na wymalowanych ścianach ciągnęła się od bieli poprzez popiel aż po jasny brąz. Nic szczególnego.
Liam wysiadł z auta zamykając go na klucz i skierował się do ciemnych drzwi domu na ulicy Southleigh Cres. Stanął przed nimi i zapukał pewnie nie chcą ryzykować obudzenia właścicielki domu dzwonkiem zamontowanym przy wejściu.
Detektyw usłyszał otwieranie zamka w drzwiach i odsunął się trochę do tyłu czekając. Za nimi stała brązowowłosa kobieta. Miała jasną karnacje z lekką nutą różu. Widać było że nie była już bardzo młoda, ale trzymała się świetnie. Była mniej więcej wzrostu Lily. Ubrana wyła w czarną koszule i idealnie dopasowane jasne spodnie.
 Jej ciemne oczy popatrzyły na chłopaka z zaciekawieniem i mało widocznym strachem. Przez chwile panowała niezręczna cisza, aż z kobiety wyszło ciche westchnienie.
- Pan Payne jak mniemam – powiedziała wyciągając dłoń do bruneta, którą on niezwłocznie ścisnął.
- Tak jest nie myli się pani – sięgnął do kieszeni i wyciągnął swoją odznakę. – Detektyw Liam Payne. W czym mogę pani pomóc?
- Najpierw wejdź chłopce – ominęła pytanie i wpuściła Liama do środka. Teraz mógł zobaczyć pełną okazałość mieszkania. Zobaczył zdjęcia tej kobiety razem ze swoi dzieckiem oraz zapewne jej mężem. Były porozwieszane w całym przedpokoju. Dziewczynka na zdjęciach miała ciemne kręcone włosy tak jak jej ojciec. Matka za to miała całkiem proste. Uśmiechali się. Byli szczęśliwi.
Liam poszedł za kobietą siadając na kanapie tak jak wskazała ręką.  Rozejrzał się dookoła. Było naprawdę niesamowicie. Obok brązowej sofy ze skóry stały dwa fotele do kupletu. Na środku pokoju między siedzeniami był wspaniały ciemny stół, a naprzeciw ogromny plazmowy telewizor.
Kobieta odchrząknęła aby odwrócić uwagę Payne’a od wnętrza domu. Detektyw kiwnął głową na znak, że słucha i czeka, aż dostanie potrzebne informacje.
- Nazywam się Kartine Black. Mam czterdzieści trzy lata i mieszkam tutaj od jakiś dwudziestu trzech.  Trzy miesiące temu zaginęła moja córka. Ma na imię Lily… - westchnęła i popatrzyła w ziemię. – Nie wiem gdzie ona teraz jest… Czy pomoże mi pan jej poszukać?
- Oczywiście – przytaknął Liam. – Ale wie pani dlaczego ona uciekła?
- Tak… Wiem – popatrzyła gdzieś w dal po chwili wracając wzrokiem do detektywa. – Została wrobiona…
- Wrobiona w co? – zmarszczył brwi.
- W morderstwo…  - kiedy Katrine to powiedziała nastała chwilowa cisza. Rozmówcy patrzyli na siebie w napięciu. – Na pewno wiesz młodzieńcze o tym morderstwie. Jestem tego pewna.
- Musi mi pani powiedzieć kogo niby zamordowała… Nie jestem w stanie…
- Marco Tomson – odpowiedziała zanim skończył. Liam aż podskoczył dowiadując się tak ważnej rzeczy.
- Kto wrobił ta dziewczynę? – był zdziwiony, niesamowicie przerażony i zdegustowany zaistniałą sytuacją. Nie pojmował jak ktoś mógł wrobić młodą dziewczynę o takie morderstwo.
- To byli... – zawiesiła głos. – Ona była jej przyjaciółką… Jak ona mogła – wysyczała pani Black przez zęby ze łzami w oczach.
- Oni ją wrobili? – powiedział jakby do siebie Payne. Ona była jej przyjaciółką.
- Tak oni. Drew Marlock wraz ze swoją dziewczyną Madison Allen.
- TA Allen? – ręce detektywa opadły bezsilnie. Firma Allen International była jedną z największych firm komputerowych w północnej Anglii. Każdy dobrze zarabiający człowiek nie pogardził komputerami tej firmy.
- Tak… córka tego Allena, konkurenta mojego zmarłego męża oraz ojciec , który nic nie wie o tym, ze jego córka jest morderczynią i dziewczyną szefa mafii… I że Lily to wszystko mi jeszcze mówiła…
- Pani córka przyjaźniła się z nią?
- Były nierozłączne… Ale widocznie panna Madison zaczęła zbyt poważnie brać niektóre zachowania Lily… Gdybym tylko jej pomogła stępić ten trudny charakter mogła by teraz żyć tu, a nie… niewiadomo gdzie…
- Może mi pani dać zdjęcie córki? Takie, które miała robione nie dawno – poprosił chłopak i zaczął analizować wszystko co powiedziała matka zaginionej.
- Oczywiście – wyciągnęła do niego rękę ze zdjęciem. – Miałam ich kilka… Chciałam mieć na wszelki wypadek śledztwa… Bo ona na pewno żyje ja to wiem… Ale zakazała mi jej szukać… Niestety to trwa za długo nie mogę czekać…
Brunet spojrzał na zdjęcie i aż go zamurowało. Na zdjęciu był nie kto inny jak Lily… Lily cholerna White, która okłamała detektywa nawet zatajając swoje nazwisko. Lily cholerna Black, która siedzi w Londynie ponieważ została wrobiona. Lily Black, do której Liam czuł coś więcej, a ona ukrywała się tam, ponieważ chroniła swoją matkę przed psychiczną morderczynią.
- Znam ją – powiedział cicho.
- Jak to?! – kobieta złapała za ramiona Payne’a - Gdzie ona jest?
- Ona jest moją przyjaciółką… Mieszka w Londynie… Ja… To nie możliwe – oddychał ciężko mężczyzna patrząc na matkę dziewczyny, która właśnie panikowała. – Czy możemy bezpiecznie tutaj rozmawiać? – zapytał trzymając mocno fotografię przyjaciółki.
- Nie wiem… Nie mam pojęcia – szepnęła kobieta rozglądając się po mieszkaniu. – Ja zbyt często byłam w domu żeby…
- A czy wychodziła pani na więcej niż godzinę? – mówił tak szybko, że Katrine go prawie nie zrozumiała.
- Tak oczywiście…
- To mamy kłopot.
Jedyną rzeczą jaką potem zrobił detektyw było popatrzenie we wszystkie rogi pokoju. Kamery. Skierowana na Payne’a, na matkę Lily, słyszące to co właśnie mówili. Policjant wyciągnął pistolet i strzelił w kamery pozbawiając możliwości usłyszenia przez poszukiwaczy blondynki jeszcze więcej. Okruchy tynku spały na ziemię, a pani Black pisnęła na widok pistoletu w ręce bruneta. Zdezorientowana nie wiedziała co robić więc przyglądała się uważnie mężczyźnie.
- Co się dzieje? – zapytała zdenerwowana patrząc w tą i we w tą.
- Właśnie teraz wypędziłem zwierzynę do lasu na polowanie – wyciągnął telefon wystukiwając numer do bazy wojskowej zostawiając sparaliżowaną ze strachu kobietę na fotelu.
- Halo Suan? Przygotuj mi odrzutowiec… Musze być w Londynie za trzydzieści minut…
- Po co? – zapytał pilot lotniska po drugiej stronie. – Liam co się dzieje?

- Powiem krótko. Nie zobaczymy się zbyt szybko…


__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hello moje miśki ! ♥ Jak tam Wasz tydzień? Mój okropnie... Jestem taka zmęczona, ze padam xd 
Ale jesteście świetni dobiliście do tych 50 i mam nadzieje że będzie tyle samo... A nawet chciałabym żeby było 55 ! Byłoby świetnie ♥ Dacie radę? x

Jak sie podobał rozdział? Mówcie mi bo chce znać Wasze reakcje xd od dzisiaj moje opowiadanie wchodzi we właściwą akcje hehe xd będzie sie działo oj będzie kochani xd 

Słuchajcie bee chyba szukać nowego Zayna jako playera ! Jeżeli będzie z ktoś chciał nim być napiszcie do mnie na TT ponieważ teraźniejszy... eee... caly czas śpi że tak powiem i Lily się nudzi xd 

No to chyba na dzisaj tyle x Przypominam o hashtagu i wszytskim o komentarzach i o playerach ♥ Kocham Was ! 

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 17

Ważna notka pod rozdziałem. x Jeżeli to czytasz bardzo proszę o przeczytanie jej ♥

„To już czwarte powiadomienie od tej kobiety w ciągu tygodnia Liam… To nie są żarty. Dziewczyna nie wraca już prawie trzy miesiąc”– Liam patrzył na wiadomość wysłaną od jego szefa. Dostał takie już trzy razy. Miał dość. Wiedział, ze jeżeli nie weźmie jej szybko może dostać naganę. Tak. W jego świecie nawet za nie wzięcie sprawy można pożegnać się z zawodem.
Westchnął głośno odkładając komórkę na blat stołu. W jego głowie cały czas miał obraz ubranej w samą bieliznę Lily i jej pachnące jabłkami włosy. Idealną twarz i rumieńce na policzkach dodające kolorytu jej lekko pobladłem buzi. Nogi na jego biodrach i… I to jak przyszedł szef.  Nie umiał pozbyć się swoich myśli chociaż na chwilę, ponieważ za każdym razem kiedy sobie to przypominał, jego serce skakało przyjemnie w górę.
Usiadł spokojnie w fotelu biorąc swoje notatki i zaglądając do akt, które miał w sprawie zaginięcia. Kobieta chciała się spotkać aby podać szczegóły, co niezbyt pasowało chłopakowi bo wyjazd nie był mu TERAZ na rękę.
Kobieta mieszkała w Leeds nieopodal Middleton Park. Była sama, bez męża i bez córki. Córka uciekła. Tyle wiedział. Jeżeli by pojechał mógłby mieć kłopoty. Natknął już się parę razy na zasadzki ludzi który go… Bardzo nie lubili. I nie były to miłe niespodzianki. Raczej jego zaskoczenie było niezbyt przyjemne.
Przeniósł ciężar swojego ciała się bardziej o oparcie i spoglądał na karki z wydrukowanymi szeregami liter, połączonych w wyrazy a potem w zdania. Nie miał na to wszystko siły, ale jego lenistwo wcale nie przekładało się dobrze na końcowe na wyniki śledztw. Starał się wykonywać wszystko, ale zbyt dużo rzeczy odciągały jego uwagę od pracy.
Wziął znowu telefon i wysłał wiadomość do szefa o swojej decyzji.
Jadę” – napisał w wiadomości i przeczesał swoje już długie włosy palcami. W czasie wyjazdu będzie mógł zbadać także swoje najważniejsze od miesięcy śledztwo. Czyli równa się to z jeszcze większym niebezpieczeństwem, bowiem mafie mają całkowity dostęp do informacji kto prowadzi jakie sprawy. I na nieszczęście Payne, akurat tam zdarzył się ten niewiarygodny „wypadek”. Wieść o brutalnym zabójstwie rozeszła się dość szybko po kraju i wywołała chaos nie do opanowania. Na chwilę wszystko ucichło, ale jeżeli coś by się stało brunetowi to wesoło by nie było.
Uznał, ze dobrze będzie powiadomić Zayna o nieobecności i zostawić mu klucze… I mieć nadzieje, że nie wróci do domu zastając dziesięć kondomów na podłodze i nagą White z nim w łóżku. Przecież nic nie jest nie możliwe. Jest jego dziewczyną. To co stało się wczoraj mogło dla niej całkowicie nic nie znaczyć, a nadmierne podekscytowanie detektywa to tylko reakcja na chwilowe uczucia. Jednak miał przeczucie, że to wcale nie było od tak. W końcu mu powiedziała, że go nie kocha. Że nie kocha Zayna. Niestety wszystko może się zmienić w jednej chwili.
Obawy co do jego związku z Lily były normalne, ponieważ do niczego nie doszło koniec końców. Ten szef. To tylko seks… Powiadają… Ale to nawet nie był seks…
Wystukał numer Zayna i zaprosił go na chwilę do siebie, żeby dać mu instrukcje jak opiekować się domem. W międzyczasie, gdy czekał na odpowiedź przyjaciela pobiegł do góry i zaczął wywalać rzeczy ze swojej szafy do pakowania.  Musiał wziąć tylko po jednej rzeczy na zmianę do ubrania, ale nikt nie mówił że do torby bierze tylko to. Między ciuchami złapał dwa pistolety i parę bloczków amunicji do nich. Schował wszystko do bagażu i zakrył następnie niepotrzebnymi koszulkami i spodniami. Czemu to robił? Ponieważ lepiej mieć asa w rękawie, a raczej w torbie, niż wyjść na ulicę w pełnym „makijażu”. Zostawił rzeczy w sypialni i ponownie udał się na dół oczekując przybycia Malika.
Gdy usłyszał charakterystyczne pukanie do drzwi otworzył je spokojnie. Zdziwił się niebywale widząc kolegę w towarzystwie jego jakże olśniewającej dziewczyny. Nieśmiało spojrzała na chłopaka i uśmiechnęła się lekko w geście przywitania.
- Cześć brachu – poklepał przyjaciela po ramieniu i wszedł do domu. Black szybko cmoknęła Liama w policzek i pobiegła za swoim chłopakiem dotrzymując mu kroku. Kątem oka obserwowała Payne’a zamykającego drzwi i ruszającego za nimi do  kuchni aby uszykować kawę do picia.
Mulat obejmował blondynkę ramieniem i trzymał ją mocno przy sobie jakby bał się, ze ktoś ją ukradnie. Przecież by się tak nie stało. Gdyby zniknęła to tylko ze swojej woli. Jedno z takich powodów był obiekt niosący w tamtej chwili dwa kubki z gorącą czarną kawą i mleko. Kiedy postawił wszystko na stole aż odetchnął. Niosąc napełnione filiżanki prawie wszystko na siebie wylał, ale udało mi się jakoś to przezwyciężyć… Jedno z największych wyzwać w jego życiu. Bardziej niebezpieczne od poszukiwania mordercy, który w jednej chwili mógłby cię zadźgać… Albo nie…
Dziewczyna wzięła pospiesznie kubek zatykając sobie usta kawą. Od wejścia nie powiedziała ani słowa. Była cicha jak nigdy. Bo ona nigdy nie była cicho.
Liam popatrzył na nią wyczekująco aby coś powiedziała, ale ona tylko pokręciła głową. Nie miała na to ochoty w szczególności dzisiaj. Była zamknięta i to było dobrze widać.
- Coś się stało, że sprowadziłeś nas tutaj? – zapytał Malik, a Payne’owi wydawało się jakby słowo nas podkreślił znacznie. Usiał obok nich.
- To nic. Po prostu chciałem cie poprosić abyś zaopiekował się domem bo wyjeżdżam na parę dni… - wytłumaczył spokojnie czując na sobie wzrok zakłopotanej barmanki.
- Gdzie jedziesz? – zapytała ochrypłym głosem jakby wczoraj straszliwie krzyczała. Ale to niemożliwe. Po co by miała.
- Jadę do Leeds – odpowiedział spokojnie patrząc w oczy dziewczynie i nie zwracając praktycznie uwago na drugiego detektywa. Widząc zmieszanie na twarzy Lily zdziwił się i odwrócił od niej wzrok. Kobieta zaś zestresowana nazwą miasta szybko wyszukała w swojej głowie, między kłębiącymi się myślami, kolejnego pytania.
- Po co Liam to niebezpieczne – mówiła cicho, aby jej głos nie drżał tak mocno jak jej serce z nerwów.
- Może i niebezpieczne, ale jadę aby dowiedzieć się o jakimś zaginięciu. Jakaś pani szuka swojej córki… Ponoć uciekła trzy miesiące temu.
- Rozumiem – przytaknęła Black zaciskając pięści. Wiedziała, ze to właśnie jej matka ją szuka. Że tą dziewczyną jest ona sama. Bo wszystko się zgadzało. Wszystko… Nawet nie musiała się zastanawiać.
A prosiła matkę aby jej nie szukała…
- I co ja mam do tego Li? – zaśmiał się Malik. – Mam przyjść podlać twoje kwiatusie czy co? – śmiał się dalej przez co dostał w ramie od kolegi.
- Nie debilu.. Pilnuj mi rzeczy i dokumentów – złapał się za głowę jasny brunet. – A myślałem, że coś jeszcze z ciebie będzie dzieciaku…
- Jestem starszy od ciebie o siedem miesięcy… - wytknął mu.
- No i co – zaśmiał się . – Jesteś dzieciakiem – patrzył jak przyjaciele dopijają kawę.
- Nie przyszliśmy na długo. Lecimy dalej więc powoli zaczniemy się zbierać bracie – powiedział mulat wstając z miejsca i podając swojej dziewczynie rękę, którą ona złapała niezwłocznie, jakby była się o coś.
Poszli do przedpokoju, a Liam obserwował jak ubierają się z boku myśląc nad zachowaniem Li. Widział jak zmieszana była od początku. Cicha, smutna. Nie wiedział co się stało Ale miał plan jak się dowiedzieć.
Kiedy byli już gotowi do wyjścia Liam poprosił Zayna, żeby poczekał na dziewczynę przy samochodzie. Zgodził się i wyszedł z domu podchodząc do swojego auta i wsiadając . Payne odwrócił się do dziewczyny, która nieśmiało spojrzała w górę nie ruszając się.
- Co się stało Lily? – zapytał cicho Liam kucając ci łapiąc ją za ręce kiedy usiadła na stołeczku w przedpokoju. Widać było jak zbierają się w jej oczach łzy. Próbowała nie płakać mrugając pospiesznie.
- O-on na mnie krzyczał wczoraj… - szepnęła patrząc w podłogę. – Że bardziej się interesuje tobą niż nim, i że zachowuje się jakbym go zdradzała i jeżeli tak dalej będzie to nie będzie miło… - oddychała nierówno. – I nie byłoby jeszcze tak źle gdyby normalnie mówił… Ale on krzyczał na mnie tak strasznie…
- Nie płacz Lily – przytulił ją lekko a ona wtuliła się w niego mocno powstrzymując kapiące słone krople. – Po prostu się zdenerwował to nic…
- Gdybyś go słyszał… - zadrżała. – Ja się go wystraszyłam…
- Po prostu musimy to trochę ograniczyć… - powiedział z bólem w sercu, ale widząc zachowanie dziewczyny krajało mu się serce.
- Tylko, ze ja nie chcę ograniczać spotkań z tobą… Po prostu nie chce… - w odpowiedzi chłopak pokiwał tylko głową.
- I tak nie będzie mnie kilka dni…
- Masz na siebie uważać rozumiesz… - powiedziała uspokajając się. – Jeżeli coś ci się złego stanie zabije się własnoręcznie… - mówiła, ale z tyłu głowy zagrał jej alarm, że i tak Liam wróci aby  odesłać ją do domu.
- Nie zabijesz.., Wrócę cały niedługo się zobaczymy – powiedział troskliwie całując jej usta lekko. – Masz się trzymać i więcej mi nie płakać ok?
- Ok… - westchnęła i wstawała. – Do zobaczenia Li…
- Do zobaczenia… - zamknął za nią drzwi i oparł się o nie. Nie myślał, że Zayn będzie śmiał na nią nakrzyczeć…
Próbując zapomnieć o tym poszedł do góry położyć się. Musiał być wypoczęty na jutrzejszą podróż do Leeds.

Musiał być uważny kolejnego dnia.


_________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Heeej ! Już 23 tysiące ! Szok ! :* 
Jak Wam się podoba rozdział? Trochę chyba chaotyczny... albo nie.. nie wiem xd
Jak reagujecie na zachownie Zayna? Jak na wyjazd Liama?  

Ale przejdźmy do sedna... Czasami kiedy patrze na liczę waszych odwiedzin i komentarzy jestem dumna... 40 - 47 to zadowalający wynik... Ale 25 już nie za bardzo... Wiem, że macie dużo nauki... Ja także, ale w każdy czwartek albo piątek rzucam wszytsko i pisze dla Was te moje wypociny... Więc proszę każdego z Was aby dał komentarz pod tym rozdziałem... i znowu... nienawidzę szantaży.. 

Ale... Jezeli nie będzie 50 komentarzy nie będzie rozdziału... Przykro mi, ale chce wiedzieć czy jesteście ze mną wszyscy czy tylko ci najbardziej wytrwali.. Jeżeli będzie dużo mniej to uznam że nie jest warte pisania coś czego ktoś chętnie nie czyta... Wystarczy malusieńki komentarz.. Nie musicie się rozpisywać na 2904102489741868012 słów.. wystarczy jedno.. małe jedno słówko... 

No to chyba tyle... 
Piszcie miśki jak Wam się podobało x Życzcie mi powodzenia bo w środę mam konkurs przedmiotowy z Polskiego a w piątek a Angielskiego (tutaj pojadę na maksa... musze wygrać xd ) 

Dziękuje Tym co są tutaj ze mną nadal ♥ Kocham Was wszystkich x
Szablon by @Lyvia_x