piątek, 31 października 2014

Rozdział 16

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz 

*26 września 2014 rok. Godzina 2:38. Leeds. Bar The HiFi Club*

Tańczyła z kieliszkiem szkockiej w najbardziej zatłoczonym miejscu w klubie. Zawsze uwielbiała towarzystwo ludzi i to jak bardzo wracali uwagę na jej zgrabną, ładną sylwetkę. Uważała jednak, że Madison była zdecydowanie ładniejsza, szczególnie, że szkoliła się na modelkę. Ale znajomi dziewczyn częściej spędzali czas z Lily nie wiedzieć czemu.
Allen zniknęła około północy zostawiając blondynkę samą w klubie. Li na początku tego nawet nie zauważyła orientując się dopiero wtedy, kiedy nieobecność chłopaka Madison dała się we znaki odejściem wielu dziewczyn z grona tańczących przy przyjaciółkach. Nie przejmując się zaginięciem pary bawiła się dalej. Pomyślała, że są w kiblu… Często tak robili.

Falowane, świeżo wystylizowane  blond włosy Black latały w powietrzu gdy kręciła się na parkiecie. Wiele mężczyzn zjadało ją wzrokiem przez krótką (nie ukrywając) wyzywającą spódniczkę, wysokie obcasy i top do pępka. Jej odwaga i pewność siebie nie miały w klubach żadnych granic. Ocierała się o kogo popadnie nie zważając czy to koleś czy babka.
Kiedy ktoś proponował jej szluga, skręta czy jak to nazwać… Ona chętnie korzystała. Narkotyki od jakiegoś czasu nie były dla niej czymś złym, a co dopiero alkohol. Kochała spędzać czas w spoconym tłumie ze szklanką w ręce i paroma jointami na krzyż. Jej matka nie miała chyba nic przeciwko, bo kiedy obie z Madison wracały do domu Pani Black, ona nawet nie mówiła słowa tylko grzecznie trzymała włosy jednej z dziewczyn przy wymiotowaniu do porcelanowej toalety w górnej, sypialnej części domu.

Skończenie szkoły równało się dla Lily i Mad ciągłymi imprezami. Czasami przez myśl przechodziło blondynce, że to tylko dla tego trzymają się jeszcze razem, ale zawsze uznawała, że przecież przyjaźnią się od zawsze i mówią sobie wszystko… Prawie wszystko.
Od kiedy nastolatka dopuściła się kilku niezbyt miłych rzeczy dla swojej przyjaciółki ich kontakty, wiadomo, pogorszyły się znacznie. Niemniej jednak udawanie, ze wszystko jest dobrze wychodziło Allen lepiej niż się tego spodziewała. Przez wiele dni grała słodką dziewczynkę, która  czekała tylko na zemstę. Przecież jest takie przysłowie. Zemsta jest słodka. I nikt nie zaprzeczał temu, ponieważ każdy chociaż raz chciałby zrobić coś osobie, która skrzywdziła. Mad trzymała się tej tezy.

Idąc z powrotem do baru zmieniła swój skrzywiony, prawdziwy wyraz twarzy nakładając na niego szeroki uśmiech. Pchnęła drzwi i weszła do baru szukając wzrokiem rozochoconej koleżanki ocierającej się tyłkiem o przystojnych facetów. Skrzywiła się widząc, ją ale pobiegła wołając ochoczo.
- Lily chodź musze powiedzieć ci newsa! – pisnęła cicho wyciągając dziewczynę z tłumu roztańczonych ludzi.
- Co się stało? – zapytała rozchichotana blondynka nadal śmiejąc się z jakiegoś cienkiego żartu kolesia, z którym tańczyła.
- Słuchaj, ale nie możesz nikomu mówić… Nikomu – mówiła tak jakby naprawdę chciała powiedzieć jej coś w najskrytszej tajemnicy jako przyjaciółka. W sumie to była prawda, ale przyjaciółką od Madison to Lilianna nie była.
- No mów już strasznie zwlekasz – młoda kobieta popatrzyła przez ramie ze smutkiem w oczach. – Chce już wracać się bawić…
- Słuchaj… Zabiłam człowieka – Allen zaśmiała się, a Lily z nią.
- Nie żartuj sobie.
- Nie żartuje. A wiesz co jest najlepsze… To był szef mafii z którą walczy mafia Drew o władzę… a i coś jeszcze… - jej roześmiany ton zmienił się na poważny, groźny i dość wredny. – Wrobiliśmy cię i teraz pierwsza mafia chce twojej głowy…
Obie popatrzyły na siebie ciszy. Jasna brunetka ze złością i uśmiechem triumfu, a blondynka z dezorientacją i strachem.
- Chyba nie mówisz poważnie… M-mad… - zająkała się trochę.
- Przecież wiesz do czego jestem zdolna moja droga przyjaciółko… - ostatnie słowo powiedziała z takim sarkazmem, że przez ciało Lily przeszła fala zimnych dreszczy budząc w niej niepokój.
- C-czemu to zrobiłaś… Madi ja zawsze cie kochałam… Jak przyjaciółkę…
- Ale ja ciebie nie Black… A to jest zemsta… Za wszystko co zrobiłaś mi do tej pory… Powodzenia… Właśnie zostało wysłane powiadomienie do wszystkich wykupionych zabójców mafii, że za twoją głowę jest nagroda. Muszą pomścić swojego szefa… - zaśmiała się pod nosem i odwróciła na pięcie.
- I co teraz ja mam zrobić?! – krzyknęła zrozpaczona za koleżanką myśląc nadal gdzieś w głęboko, że to tylko głupi żart. Niestety to uczucie szybko z niej wyparowało.
- To nie mój interes. Lepiej uciekaj moja kochana bo długo już nie pociągniesz! - zawołała wychodząc przez tylne drzwi gdzie czekał na nią jej wspaniały chłopak. Drew Marlock. Szef drugiej największej i najgroźniejszej mafii w Wielkiej Brytanii.
- Idziemy moja królowo? – zapytał uśmiechnięty obejmując dziewczynę w talii. – Jestem z ciebie dumny. Nie wiedziałem, że jesteś taka dobra w mordowaniu ludzi.
- Uczyłam się od najlepszych kochany – zaśmiała się wsiadając do czarnego Peugeota.
- Jak zareagowała?
- Chyba ucieknie – wzruszyła ramionami.
-Jakoś zbytnio cię to nie wzruszyło kochanie – uznał Drew trzymając już za kierownicę.
- Niech ucieka. I tak zapłaci za to wszystko życiem. Za każde moje małe upokorzenie – wysyczała brunetka zaciskając dłoń na klamce.- Nie martw się. To wszystko ruszyło mną bardziej niż wszystko inne.

Lily biegła do domu co sił w nogach. Alkohol nagle przestał na nią działać. Przed jej oczami pokazywały się wszystkie chwile, które pamiętała odnoście Madison. Jak na dłoni miała przyczyny tego, że teraz musi uciekać ze swojej imprezy. Teraz w ogóle musi uciekać. Nie mogła zostać w domu. Nie mogła narazić biednej matki na niebezpieczeństwo. Nie mogła. Po stracie ojca, strata matki z jej winy byłaby najgorszą rzeczą świata. A więc musiała uciec. Musiała pozostawić wszystko. Nie miała innego wyjścia. To co właśnie działo się w siedzibie pierwszej mafii to namierzanie panny Black. Gdyby jej matka stałaby się ofiarą głupoty młodej Li nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Już sobie nie wybacza wielu rzeczy. Tak to się dzieje kiedy świat zabawy cię wciąga, a ty nawet nie widzisz kiedy twoje postępowanie staje się lekko mówiąc dziwne. Takie jak nie twoje.
Black nigdy nie pomyślała, że będzie uciekać o trzeciej w nocy do domu z klubu, żeby pakować walizki. Jej mama też nie. Będzie miała niemiłą niespodziankę.


*26 września 2014 rok. Godzina 7:21. Leeds. Dom Pani Black*

Nie budziła mamy w nocy, żeby ta nie dostała ataku serca. Cicho spakowała się do swojej walizki. Wzięła tylko parę rzeczy: dres, buty sportowe, jedną parę szpilek i proste ubrania niczym nie wyróżniające się z tłumu. Założyła na siebie bluzę z kapturem i zawiązała włosy w kok, żeby nie było widać ich kosmyków spod materiały zasłaniającego głowę. Zeszła na dół stawiając walizkę przy drzwiach. Schowała najważniejsze dokumenty i pieniądze, które miała pod ręką na jakiś wszelki wypadek.
Spojrzała w lustro wiszące w przedpokoju. Jej wspaniała, brzoskwiniowa skóra niczym nie zanieczyszczona, otulona była ciepłym swetrem z obu stron. Bez makijażu i wyzywających ciuchów Lily wyglądała bardzo skromnie. W jej środku kłębiło się wiele pytań. Jednak wiedziała jedno. Musi zmienić siebie i wszystko wokół jej osoby. Zachowanie, wygląd, styl życia. Żeby w miarę spokojnie żyć, kiedy mama jest bezpieczna.
Usłyszała kroki na schodach i wdychając cicho odwróciła się w ich stronę. Katrine Black schodziła powoli zaspana do salonu alby zrobić sobie poranną kawę. Gdy zobaczyła córkę trzeźwą zdziwiła się pozytywnie, lec po chwili jej wzrok padł na walizkę, a w oczach kobiety pojawił się wyjaśniony strach oraz łzy. Podbiegła do Li od razu i złapała ją za ramiona.
- Lily czy ty jesteś trzeźwa? – zapytała zdenerwowania matka potrząsając lekko dziewczyną.
- Mamo… Ja musze się wyprowadzić… - głos blondynki zadrżał wprawiając jej rodzicielkę w jeszcze większy niepokój.
- Co się do jasnej cholery stało Lilian? Co zrobiłaś?
- Przestań mnie obwiniać… To nie ja – zaparła się. – Madison ona…
- Co znowu zrobiła ta suka? – zapytała jej matka sycząc. Nigdy nie przepadała za wyimaginowaną przyjaciółką swojej młodej córeczki.
- Nie nazywaj jej… Albo możesz nazywać – przymknęła oczy. – Ja musze cię chronić mamo… Nie mogą cie skrzywdzić…
- Kto? Li kto mam mnie skrzywdzić… Jesteś śmieszna… Wracaj do pokoju i się natychmiast rozpakuj…
- Mamo nie! – krzyknęła. – Madison wrobiła mnie i teraz szukają mnie seryjni zabójcy! Ona dała im informacje że to ja zabiłam Marco Tonsona!
- T-tonsona?!
- Tak! Właśnie jego… Jeżeli nie ucieknę zrobią krzywdę mi oraz tobie… A ciebie skrzywdzić nie mogą… Nie przeżyje także bez ciebie – w oczach młodszej znalazło się sporo łez na wspomnienie jej ojca. Umarł siedem lat wcześniej z niewyjaśnionych przyczyn. Miał bardzo dużą firmę dzięki czemu ona i jej matka miały praktycznie niekończące się środki na koncie.
- Ja nie dam cie nikomu skrzywić…
- Mamo… już podjęłam decyzję… - powiedziała gorzko i przytuliła mamę. – Przepraszam…
Odsunęła się od mamy widząc jak płacze. Wzięła rączkę walizki do ręki i poprawiła kaptur.
- Kocham cie mamo… Zawsze będę…
- Ja ciebie – płakała. – Wróć kiedyś…
- Jeżeli będę mogła… To wrócę mamo… Postaram się – kropla spłynęła po jej policzku kiedy zbiegała po schodach. Z kieszeni bluzy wyciągnęła swojego drogiego IPhona i nie namyślając się długo wyrzuciła go w krzaki.
Nikt nie będę mógł jej namierzyć. Nikt nie będzie robił krzywdy jej mamie.
Popędziła wzdłuż chodnika na przystanek autobusowy. Sprawdziła połączenie prowadzące do Londynu, które miało podjechać za około dwie minuty. Już więcej nie spojrzała się w stronę domu. Wróciła by wtedy. A teraz musiała być twarda. Silniejsza niż kiedykolwiek. Silniejsza niż wszyscy. 


_____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

HIIIIII ! How are You loves ? x Today something different x 

Tak wróciłam z nowym rozdziałem po przerwie <3 mam nadzieje że czekaliście na niego kochani. 
Dużo wyjaśnień i w  końcu możemy dowiedzieć się jak to się stało że Lily jest teraz w Londynie... TAK WIEM. TEŻ NIE LUBIE MADISON.

a tak z innej beczki :

Musze Wam powiedzieć że kocham Londyn.. Tak jest bajecznie... Ale to takie smutne że twój idol był 5 dni później w tym samym miejscu co ty... <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<< 

no już trudno... to tylko nie spełnione marzenia..

OK KONIEC SMĘCENIA !


DZIEKUJE JUŻ ZA PONAD 21 000 WEJŚĆ ! ZARAZ BEDZIE 22 000 IOHVRBFDI VBVUDBUBDF KOCHAM WAS MISIE X
dziękuje także za komentarze i mam nadzieje że liczba będzie rosnąć x

dobra czekam na wasze opinie o rozdziale ♥ KOCHAM WAS NAJMOCNIEJ X

piątek, 17 października 2014

Rozdział 15

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz

Siedziała sobie spokojnie na miękkiej kanapie kawiarni Monmouth Coffee oczekując na przyjście chłopaka. Z kartą kaw przy twarzy szukała idealnego napoju na dzisiejsze spotkanie. Jej nowo zakupiona ołówkowa spódnica do kolan podkreślała jej figurą, a w dodatku była boska! Idealnie uszyta, czarna i prosta, ale wyglądała na Lily jakby nosiła ją gwiazda filmowa. Opinała biodra blondynki w elegancki sposób eksponując delikatne, szczupłe nogi  oraz chudy brzuch. Włosy miała spięte w wysoki kucyk, który teraz sięgał jej trochę za ramiona. Postukiwała cicho obcasem patrząc za okno co chwilę.
Deszcz lał niemiłosiernie. Każda przechodząca przed kawiarnią osoba miała rozłożony swój duży parasol aby nie zmoczyć drogich ubrań kupionych gdzieś w podrobionych sklepach Chanel. Czasem Lily zdawało się, że ludzie z bogatych miast nabierają się na każdą bajkę marketingową ponieważ według nich cena świadczy o tym, że coś jest prawdziwe. Gdyby tylko wiedzieli ile ubrań mają z fałszywych fabryk… Popalili by je wszystkie w piecach.
Dźwięk otwieranych drzwi przykuł uwagę dziewczyny i wywołał na jej twarzy szeroki uśmiech. Wstała z miejsca odkładając kartę i stanęła przed stolikiem, żeby po chwili poczuć silne ramiona wokół swojej talii. Mokry detektyw podszedł do niej odkładając swój parasol na podłogę. Objęła chłopaka delikatnie za szyje czując jak na ziemi pozostając tylko jej końcówki butów. Zachichotała cicho i puściła przyjaciela znowu stając pewnie na szpilkach.
- Cześć – zaśmiał się również chłopak i klapnął na krześle naprzeciwko dziewczyny.
-  Hej – odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. – Co ci zamówić?
- Poproszę mrożoną kawę z lodami – powiedział chłopak nie patrząc do menu.
- W takie zimno? Liam pochorujesz się! – zwróciła mu uwagę zatroskana przyjaciółka. – Wole ci zamówić Cappuccino, a nie jaką mrożoną kawę… - westchnęła patrząc na bruneta i bawiąc się końcówką kucyka.
- Oj przestań Li… Nic mi się nie stanie serio. Po za tym lubię robić na przekór światu…
- Dlatego w ramach protestu przeciwko szaremu życiu będziesz pił zimny napój kiedy na dworze jest dziesięć stopni?  - uniosła brwi trochę rozbawiona, a trochę zdziwiona. – Nie rozumiem.
- Mnie mało kto rozumie – zaśmiał się Liam pokazując na pozycje Cappuccino z karmelem w menu. – Wezmę tą… Ale tylko dlatego żebyś się na mnie nie denerwowała – przyznał spokojnie.
- Dobry wybór. Ze mną się nie dyskutuje mój drogi...
- Zayn ma szczęście – zażartował przeczesując swoje postawione lekko włosy.
- Nigdy nie mówiłam, że je ma – dziewczyna poszła zamówić kawę uśmiechając się.
- Ale je ma… - powiedział cicho Liam wzdychając ciężko.
- Mówiłeś coś?  Jak odeszłam to nie słyszałam wyraźnie – podejrzanie popatrzyła na przyjaciela.
- Nie nic… No co ty –zaśmiał się, a Lily razem z nim. Kiedy to robiła w chłopaku rozchodziło się miłe ciepło.  To było lepsze niż dobrzy trening. O niebo lepsze.

Kawa pobudziła ich i zachęciła do spaceru nawet w deszczu. Idąc  pod wspólnym parasolem pod ramie rozmawiali o jakiś głupotach typu „Jaki jest lepszy pączek? Z lukrem czy z cukrem pudrem?”. Li śmiała się dużo, była tak otwarta jak przy nikim innym nawet przy Zaynie, ponieważ bała się, że jeżeli będzie zbyt odważna chłopak się do niej zrazi. Ale po to są właśnie przyjaciele. Przy nich zawsze możesz być sobą.
- Wpadniesz do mnie na chwile Li? – zapytał chłopak widząc już niedaleko swój dom.
- Jasne – przytaknęła dziewczyna uśmiechając się cały czas i pociągnęła chłopaka za ramie, żeby szedł szybciej. – Taki wysportowany a na szpilkach chodzę szybciej – zaśmiała się i zaczęła uciekać spodziewając się, że Liam za nią pobiegnie.
- To nie prawda! – zawołał i przyspieszył aby dogonić dziewczynę. Pobiegł trochę i znalazł się centralnie obok niej. – I co łyso ci?
- Tobie bardziej łyso. Mam więcej włosów – zaśmiała się głośno i skręciła do drzwi domu Payne’a. Ten stanął jednak zaczynając się śmiać z tego co powiedziała.
- A myślałem że jesteś smutasem panno White.
- Black – poprawiła go po chwili trochę panikując zdając sobie sprawę ze swoje pomyłki.
- Masz racje to nazwisko całkiem do ciebie nie pasuje – uśmiechnął się detektyw i wyciągnął klucze wsadzając je do zamka i przekręcając.
Weszli do domu zapominając już o wcześniejszej rozmowie (przynajmniej Liam zapomniał) i skierowali się do dużego pokoju. Postanowili usiąść i sobie pogadać jakby było im jeszcze mało. Policjant wyciągnął świeże babeczki ze swojego kredensu i położył na stoliczku, który stał przed sofą. Black od razu się na nie rzuciła i pochłonęła jedną mocno czekoladową ze smakiem z czego śmiał się jej przyjaciel. Dała mu kuksańca w bok i oblizała usta z resztek przysmaku.
Popatrzyła na przyjaciela, który po fali śmiechu ucichł znacznie i zamyślił się patrząc gdzieś za nią.
- Ej Liam – pomachała mu przed oczami dłonią przez co się ocknął. – Żyjesz tam… Czy nie?
- Żyje żyje… - powiedział zachrypłym głosem i spojrzał na nią. – Mogę cie o coś zapytać?
- Hm… No jasne… - powiedziała przygryzając lekko wargę zdenerwowania. Pomyślała, że chodzić może o jej przeszłość albo o coś z tym związane. Bardzo ufała Liamowi, ale przez wgląd na to, iż jest policjantem, nie mogła mu tego wszystkiego powiedzieć.
- Czemu nie powiedziałaś Zaynowi  o smsach? – zapytał czego Lily w ogóle się nie spodziewała. Wiedziała, ze jest bystrym, mądrym chłopakiem, ale nie sądziła, żeby ktokolwiek złapał ją na czymś takim.
- Ja mu nie nie powiedziałam – westchnęła cicho odchodząc od odpowiedzi. – Ja tylko… Nie chciałam mu robić większych problemów…
- Błagam cię… Li znamy się już przynajmniej z miesiąc – tu się zaśmiał, ale spoważniał bardzo po chwili. – i trochę znam cie…
- Przestań Liam to nie jest ważne… - popatrzyła na niego błagalnie dając do zrozumienia, że nie chce żeby ją o coś posądzał.
- Nie kochasz go – wypalił nagle Payne. – Nie kochasz go Lily – mówił pewnie patrząc jej prosto w oczy.
 - Co? To nie prawda! – zaparła  zdenerwowana i odwróciła wzrok speszona od chłopaka nerwowo tupiąc nogą. – Nie wiesz tego!
- Ty sama tego nie wiesz Lily… Ale ja to widzę. Nie jestem przecież ślepy no nie? – mówił schylając się lekko i łapiąc spojrzenie dziewczyny na sekundę.
- Wszystko psujesz. Było tak miło… - jęknęła zrezygnowana i chciała już wstać kiedy chłopak złapał ją za nadgarstek.
- Odpowiedz mi… Przecież wiem, że mam racje… I ty też wiesz.
- Boże mój kochany co ty chcesz osiągnąć? – głos jej się załamywał powoli kiedy patrzyła na przyjaciela, przypominając sobie ich pierwsze rozmowy.
- Chce prawdy… Chce tylko prawy Li… - wstał również i popatrzył na nią lekko z góry.
- Niby po co? – westchnęła i odwróciła się wyrywając nadgarstek.
- Żeby dowiedzieć się… Czy mogę robić to… - odwrócił ją bardzo delikatnie do siebie, czując, że ze zdziwienia się nie opiera. Nachylił się do niej, a panika w niej wezbrała. Bała się, ponieważ to było nie w porządku. Ale tak naprawdę to pragnęła tego bardziej niż wszystkiego innego.
Poczuła jego delikatne wargi na swoich, a jej brzuch obrócił się o jakieś sto osiemdziesiąt stopni.  Jej ręce straciły siłę i opadły bezwładnie wzdłuż jej ciała. Pionową postawę pozwolił utrzymać jej chłopak, który przytrzymał Lily w talii delikatnie czekając aż odwzajemni pocałunek. Kiedy to zrobiła wbrew protestom jej mózgu, pogłębił pocałunek zachłannie czując jak jego pewność rośnie. Dłonie dziewczyny powędrowały na tors detektywa opierając się i ściskając delikatnie jego koszulkę, żeby rozładować uczucia, które się w niej kłębiły. Pociągnęła chłopaka do siebie mocno wpijając usta w jego wargi jeszcze bardziej. Pożądanie w jej środku nagle uwolniło się, tak jakby było cały czas zamknięte. Poczuła się tak jak wtedy kiedy widziała chłopaka pierwszy raz.
Zrobiło się jej gorąco, a serce biło szybciej niż kiedykolwiek. Zamknęła oczy pod wpływem siły pocałunku i wycofała się do ściany nie odrywając się od Liama.
Brunet przycisnął ją do płaskiej powierzchni i wziął oddech szybko aby ponownie wrócić do całowania Lily. Ta zarzuciła mu ręce na szyje i przechyliła głowę lekko w lewo.  Podskoczyła i owinęła biodra chłopaka swoimi nogami wcześniej zsuwając swoją spódniczkę i odkrywając przed mężczyzną seksowne czarne pończochy i majtki. Złapał ją za pośladki przytrzymując w górze. Nie bał się tego, ale denerwował się nie pokazując  jednak swoich uczuć na zewnątrz. Wewnątrz miał mieszankę wszystkiego.  Od intensywności zakręciło mu się w głowie, ale zaraz przeszło pod wpływem kojącej dawki testosteronu.
Włożył palce pod bluzkę dziewczyny i chwycił za jej koniec chcąc zdjąć. Lily wyprzedziła go w tym i zrzuciła koszulkę wprost na podłogę nie oglądając się nawet gdzie jest.  Wplątała palce w jego włosy i pociągnęła za nie lekko wywołując cichy pomruk bruneta. Uśmiechnęła się triumfalnie pozbawiając po chwili towarzysza koszulki ze słowem „Freedom”. Przygryzł jej wargę przez co jęknęła z rozkoszy rozpinając spodnie Liama szybko i zsuwając je nogami z niego. Dłonią przejechała po umięśnionym brzuchu chłopaka czując coraz większą satysfakcje w środku.  
Chłopak już miał rozpinać stanik dziewczyny kiedy usłyszał znajomy dźwięk otwierania drzwi wejściowych. Przerażona Lily zeskoczyła z chłopaka i momentalnie zaczęła ubierać się z powrotem tak samo jak Liam.
- Payne? Gdzie cie wcięło? – usłyszeli głos szefa komisariatu. Mężczyzna luźnym krokiem wszedł do salonu gdzie blondynka właśnie usiadła na krześle prawie z niego zlatując.
- Witam – przywitał się z nią pan Breaks.
- Dzień dobry - wstała i podała mu rękę nie wiedząc nawet jak strasznie czerwone od pocałunku ma usta. Szef popatrzył na detektywa badawczo a potem się uśmiechnął.
- Mam dla ciebie parę dokumentów do sprawy… przejrzyj to.
- Mogłeś do mnie zadzwonić Steve – westchnął policjant kątem oka obserwując zawstydzoną barmankę.
- Dzwoniłem ale nie odbierałeś…
- Sorki.. byłem zajęty…
- Od kiedy zacząłeś korzystać z dni wolnych? – zaśmiał się Breaks.
- Od kiedy mam po co szefie – uśmiechnął się Payne biorąc kartki od faceta. – Dzięki przyda mi się to.
- Mam nadzieje… Lecę zobaczyć jak pracują na komisariacie. Powodzenia w pracy – kiwnął do niego i wyszedł tak szybko jak przyszedł.
- Liam musze już iść – powiedziała zdenerwowana Black biorąc torebkę nie patrząc mu w oczy w ogóle.
- Czekaj… - objął ją w talii i przyciągnął do siebie przez co znowu była troszkę nad ziemią. – Dokończymy to kiedy indziej. Obiecuje – w odpowiedzi Li pokiwała głową i pocałowała go jeszcze raz.
- Miałeś racje…
- W czym? – zdziwił się trochę.

- Nie kocham Zayna… - podeszła do drzwi ubierając buty i posyłając Liamowi trochę winny uśmiech. – Ale tak się już zdarza…



__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

CZEŚĆ KOTKI! Więc tak.. Jest 15 rozdział.. i musicie mi powiedzieć jak wasze reakcje na to? vbdi ujkvbiudfbiuvbdfic ja sie jaram nie wiem czemu... (a może wiem xd) 

Z GÓRY PRZEPRASZAM ZILY SHIPPERS ! PRZEPRASZAM !

No ale musicie przyznać... opis tego zdarzenia wyszedł mi fajnie xd 
Pisze w komentarzach x

I JESZCZE JEDNA WAŻNA SPRAWA

Za tydzień prawdopodobnie (mówie prawdopodobie bo może jakoś to wykminie nie wiem jak) NIE BĘDZIE ROZDZIAŁU.
Jadę do Londynu w poniedziałek (wendvfihbvfuiddvbiduvbu sorki że sie chwalę xd) no i nie bede miała jak napisać ... ale to taki jedyny raz i własnie dlatego chce wiedzieć ile was czytało ten rozdział miśki.

No nic. Przepraszam że nie dodam też bym chciała :c 

Dobrze to chyba wszystko. Nie wiem jak wam dziękować za te 19 000 wejść... (zaokrąglam bo jak dodaje brakuje 80 xd )  i za komentarze. Jesteście najlepsi. KOCHAM WAS Z CAŁEGO SERCA ♥ 
Do następnego x

piątek, 10 października 2014

Rozdział 14

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw komentarz ♥

Zwykle zmiany w twoim życiu przychodzą nagle… nieoczekiwanie, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Gdy wszystko zaczyna się układać nagle okazuje się, że wcale tak nie jest. Zaczynasz wątpić w siebie, swoją przyszłość i w to co wierzyłeś wcześniej. Niszcząc silne więzy międzyludzkie tracisz coś bardzo ważnego. Cząstkę siebie. I nigdy nie było inaczej. Jeżeli nawet stracisz swojego wroga, to nadal będziesz czuć, że coś się zmieniło. Może i na lepsze, ale cały czas jest to inne.
Pomyśl. Stajesz się ofiarą. Głupią bezbronną zwierzyną czekającą na egzekucje. Czemu? Bo przywódca stada ma z Tobą problem. Dlaczego? Nie wiesz. Nie wiesz bo nie czujesz tego co on.
Robi Ci krzywdę większą niż Ty jemu. Przychodzi coś czego obawiałeś się już długi czas. Zwątpienie. Próbujesz uciec, zmyć się z miejsca wypadku. Jednak wszystko ciągnie się za Tobą niewyobrażalnie długo. Masz dość.
A potem… Znowu wszystko jest pozornie dobrze. Pniesz się w górę wychodząc z dołka, który wykopałeś sobie już jakiś czas temu. Masz świadomość, że przeszłość trochę się rozmywa. Czujesz ulgę. 
Sinus. Jak przystało na tą zasadę w końcu coś znowu się spieprzy. Ale na pewno nie teraz. Teraz jest dobrze.


Dzienne treningi Lily na strzelnicy pokrywały się z pracą Zayna co bardzo jej pasowało. Nie chciała mu o tym wszystkim mówić. Po co miała mu robić kolejne problemy, w szczególności, że swoich ma tez dużo.  
Randki pary wyglądały jak zawsze. Kino, obiad, spacer. Normalne życie. To podobało się Li chociaż czasami czuła się inaczej niż normalnie. Tak nie swojo. Jakby robiła coś złego czego wcale nie powinna. Lecz nie miała racji. Wszystko było w najlepszym porządku.
Trenowała ciężko przychodząc od razu przed, lub po pracy. W dni wolne starała się tak zagospodarować czasem, żeby starczyło na ćwiczenia oraz na spotkanie z chłopakiem, który gryzł ziemie aby mieć trochę wolnego czasu dla swojej ukochanej.
Liam także zabrał się pełną parą za ciągnącą się sprawę w Leeds. Był tak blisko, a jednocześnie tak daleko rozwikłania wszystkiego co ta sprawa ze sobą wiązała. Doszło jakieś kolejne śledztwo, które detektyw odłożył sobie na później, gdy resztę poukłada. Zaginięcie. Proste.

Marco Tonson – tak nazwał się szef mafii zabity przez parę zabójców, których szukał Payne. Nie wiedział gdzie zacząć ponieważ motyw przestępstwa nie był mu znany. Gdyby chodziło o kasę czy coś byłoby szukać prościej. Ale nie mógł znaleźć takich informatorów, żeby kolejnego dnia nie okazało się, że ich zwłoki pływają gdzieś w Tamizie. Nikt przez to nie chciał mu pomóc.
Zastanawiało go coś jeszcze. Skoro jedne źródła podawały, że mężczyzna został zamordowany przez jedną jednostkę, a inne że przez dwie oznacza wrobienie kogoś. Nie było jasne oczywiście kogo… Bo po co? Przecież łatwo jest znaleźć dwójkę ludzi, którzy są niewiadomo gdzie, aby przymknąć ich za to że zabili kolesia, który także głównie zabijał. Ten sarkazm.
Detektywi mieli to do siebie, że zawsze szukali w wszędzie. Lecz tutaj sytuacja jest trochę inna. Pogadanie z członkiem mafii kończyło się najlepiej kulą w łeb.  Brunet nie mógł sobie na to pozwolić. SZCZEGÓLNIE TERAZ.
Odprężenie przynosiło mu ćwiczenie strzelania z jego przyjaciółką. Był z niego dobry obserwator więc jego uwadze nie umknęło, że dziewczyna jakoś nie specjalnie zapraszała Malika na pokazy umiejętności strzelniczej. Co było tego powodem? Liam zastanawiał się chyba nad tym więcej niż nad jakąś cholerną Leedsową sprawą.  Przynajmniej ta w Londynie dotyczyła także po trochu jego. Miał taką nadzieje.

Ostre ćwiczenia które szykował dla Lily za każdym razem wyciągały z niej resztki sił, ale widać było, że dają efekt, który zadowalał i trenera i podopieczną. Cięższa broń równała się z większym wysiłkiem wkładanym w strzelanie jednak to motywowało dziewczynę jeszcze bardziej. Szła do boksu z coraz większą werwą, adrenalina burzyła się w jej żyłach a siła w rękach zdecydowanie była większa.
Treningi trwały już kilka tygodni. Prawie codziennie mały pistolet dziewczyny był przypięty do jej paska od spodni, albo spoczywał gdzieś w drobnej torebce. W razie czego zezwolenie na broń także miała… Tylko tak się składało, że nie na jej prawdziwe nazwisko o czym przyjaciel nie wiedział.  Pomyślała że to nic, ponieważ nie spodziewała się że zza rogu wyskoczy policja i zacznie ją przeszukiwać… Po za tym i tak miała przody. Kolegowała się z detektywem Payne’m.

Tego dnia jej ciało było wyjątkowo mocne i  giętkie. Pistolet w jej ręce leżał dosłownie idealnie, a dziewczyna pełna energii już czekała na ruch Liama stojącego przy włączniku ruszających się tarcz. Nie wiedziała czy chłopak puści ją na głęboką wodę, ale miała szczerą nadzieje że tak. Lubiła wyzwania. Trudne wyzwania.
Czekała w napięciu aż pierwsza tarcza poruszy się i zacznie uciekać przed nabojem pistoletu naładowanego przez blondynkę. Usłyszała charakterystyczny klik przesuwania pierwszej przełączki. Służyła  ona do ustawienia poziomu trudności. Strzeliła kostkami odginając palce od uda. Była pewna tego co zaraz się stanie, ale chciała być na sto procent przygotowania.
- Dasz radę… Pamiętaj tu chodzi o ciebie i twoje bezpieczeństwo – powiedział spokojnie Liam trzymając już palce na przycisku „start”
- Nie… To nie chodzi o bezpieczeństwo… Mam ochotę postrzelić ich w łeb.. w łby znaczy się – powiedziała nabuzowana i spojrzała na Liama. – Włączaj to już do cholery…
Jak na zawołanie chłopak przycisnął czerwony przycisk i wpatrzony w blondynkę obserwował uważnie. Wszystko działo się tak szybko, że Lily nawet nie zauważyła kiedy pierwsza tarcza opuściła się na dół i po całkiem innej stronie otworzyła się nowa. Strzelała pewnie, ale pociski nie wycelowane były w sam środek. Punkty nie liczyły się tak jak za idealne trafienie. Tarcze otwierały się to tu to tam, a Black obracając się wokół własnej osi nie miała pojęcia co zrobić. Zła na siebie strzelała jeszcze mocniej ale nie dawało to takich rezultatów jakie by chciała. Stanęła naprzeciw kolejnej tarczy i w końcu wycelowała w środek. Biegnąc do kolejnej niestety straciła równowagę. Pistolet wyleciał jej z ręki a wszystko wyłączyło się od razu kiedy upadła na ziemie z hukiem.
Przyjaciel podbiegł do niej i złapał lekko za ramiona.
- Li wszystko ok? – wystraszony Liam pomógł podnieść się blondynce do pozycji siedzącej i sprawdził jej czerwone ramie na które upadła. – Będzie niezły siniak – westchnął zrezygnowany i popatrzył na nią. – Kończmy na dzisiaj…
- Nie – zaprotestowała Lily wstając i otrzepując swoje sportowe ciuchy. – Chce jeszcze raz – powiedziała pewnie i podeszła do włącznika. – To był niski poziom?!
- No tak – wzruszył ramionami Payne. – Nie wiedziałem na co cie stać…
- Chce najwyższy – wzrokiem zabójcy dziewczyna przekonała chłopaka, że negocjacje nie mają tutaj prawa bytu. Przełączył tryb łatwy na najtrudniejszy znowu dał palec wskazujący na przycisk.
- Daj z siebie wszystko…
- Dam. O mnie się nie martw.
- Chciałbym – guzik pod wpływem nacisku siły palca chłopaka włączył trening.
Nagle wszystko stało się dla Lily inne. Adrenalina zaczęła płynąć w jej żyłach. Wszystko działo się powolniej niż zwykle. Tarcze zamiast poruszać się szybciej, poruszały się wolniej niż w pierwszej rundzie. Strzelanie było dużo łatwiejsze, a trafianie to bułka z masłem. Jej ruchy były zdecydowane, szybkie, zwinne jak nigdy. Aby trafić nie musiała biec z jakąś nadmierną szybkością. Wydawało jej się, że wcale się nie męczy.
Nie słyszała tez nawoływań przyjaciela który zaskoczony dopingował koleżankę. Był pod wrażeniem, którego Lilianna jeszcze nie czuła.
Biegła szybko w stronę ostatniej tarczy. Zanim zamknęła się i pozbawiła blondynkę szansy aby zdobyła pełną ilość punktów, dziewczyna skoczyła i zmniejszając dystans strzeliła do celu.
Upadła na nogi biegnąc jeszcze i powoli wyhamowała biorąc głęboki oddech, aby nabrać powietrza w płuca. Spojrzała na wynik. Maksymalna ilość punktów. To było coś. Zaczęła piszczeć i pobiegła do uszczęśliwionego Liama rzucając mu się na szyje dumna z siebie. Tuliła go mocno z uśmiechem i jedynym słowem jakie wydobyło się z jej ust było krótkie „dziękuje”.
W tej samej chwili do Sali wszedł mulat zdziwiony tym co zastał. Na początku zmarszczył brwi a potem zaśmiał się myśląc że to co widzi to jakaś abstrakcja. 
- Ej! Co się tu wyprawia? – powiedział ze śmiechem podchodząc do pary przyjaciół. – Nie ładnie, nie ładnie.
- Oj. Cześć kochanie – Lily uśmiechnęła się lekko odsuwając od Liama i posyłając mu przepraszające spojrzenie. Podeszła do swojego chłopaka i pocałowała jego wargi delikatnie zamykając oczy. Payne popatrzył w inną stronę nie chcąc oglądać Zayna całującego  Lily. Nie chciał oślepnąć z zazdrości.
Kurwa. Myśl tak dalej a daleko zajdziesz Payne… - pomyślał.
- Co wy tu robicie? – zapytał Malik uśmiechając się to do jego dziewczyny to do przyjaciela.
- Liam nauczył mnie strzelać! – pisnęła dziewczyna nie ukazując lekkiego rozgoryczenia jego pytaniem.
- Po co? – zdziwiony uniósł brwi.
- Zawsze chciałam umieć i już... – wzruszyła ramionami Black.
Bingo.
Detektyw od razu wiedział co zrobić. Lily nie powiedziała Zaynowi o całej sprawie. Myślał, że było inaczej. Zawsze sądził, że osobie w związku powinno mówić się wszystko. Ale widocznie tam było coś nie tak.
Pochylił lekko głowę w dół żeby ukryć cwaniacki uśmieszek. Miał jeszcze szanse. Szanse na to, że wcale nie jest na drugim miejscu. Bo skoro mu ufa, to dlaczego nie ufa swojemu chłopakowi?

Zanim przyjaciele się rozeszli jasny brunet zatrzymał koleżankę jeszcze na chwile. Zaproponowanie wspólnej herbaty okazało się świetnym pomysłem jak stwierdziła blondynka.  Umówili się na kolejny dzień, kiedy oboje mieli wolne.  Rzecz jasna, że spotkanie całej trójki nie doszłoby do skutku gdyż jeden z nich jest w pracy.  Co za pech.  Liam był zrozpaczony. Dla niektórych stety, dla niektórych niestety, lecz cieszył się. Tak samo jak druga strona.

Punkt pierwszy – zaliczony.

Punkt drugi – działaj.


_____________________________________________________________________________________________________________________________________________________


Dobra kotki moje dzisiaj szybka notka x DZIĘKUJE ZA PONAD 17 TYSIĘCY WEJŚĆ ! JESTEŚCIE NAJLEPSI!

i widze że komentarze też sie kupy trzymają ♥ jestem z Was dumna !

Piszcie co myślicie o rozdziale poniżej lub na hashtagu x >>>>>> 

JUTRO WWA FILM ♥ CZEKAM ☺

Dobra to chyba tyle x Kocham Was z całego serca <3 

piątek, 3 października 2014

Rozdział 13

Jeżeli Przeczytałeś/łaś ten rozdział bardzo Cię proszę myszko o opinię pod rozdziałem x Dziękuje Ci z góry. Prosze o to każdego kto tu był ♥


Weszła spokojnie przez drzwi na główną komendę policji znajdująca się przy Victoria Street. W siedzibie funkcjonariuszy umieszczona była strzelnica, na którą miały dostęp tylko jednostki pracujące oraz osoby przychodzące na specjalistyczne szkolenia. Oczywiście nie przyjmowali na nie byle kogo, a w szczególności prawa na przyjęcie nie miała Lily. Jednak stając przy recepcji z pewnym uśmiechem i prostą, niewzruszoną postawą ciała, a do tego wymieniając imię swojego przyjaciela zagarnęła sobie zaufanie kobiety za ladą. Dziewczyna z uśmiechem odpowiedziała, że detektyw czeka już w środku i zaprowadziła Black do pomieszczenia które swoją ogromną przestrzenią prawie zwaliło z nóg młodą kobietę.
Tarcze strzelnicze porozstawiane były co 5 metrów. Było ich około 15  przy najdłuższej ścianie. Każda miała osobny boks i dwie pary okularów i słuchawek przymocowanych na haczykach i czekających na kolejne ćwiczące osoby. Do ćwiczeń w ruchu było kolejne parę strzelnic, które jak mniemała Lily ruszały się po naciśnięciu przycisku w ścianie.
Zachwycona nawet nie zauważyła jak Liam podchodzi do niej i obserwuje reakcje na pomieszczenie.
- Podoba się widzę – powiedział z uśmiechem i dwoma pistoletami w rękach. Obracał je na palcach spoglądając na przyjaciółkę.
- Tak… Tu jest niesamowicie… Nigdzie indziej czegoś takiego nie widziałam… - powiedziała cicho dalej się rozglądając i nie zaszczycając detektywa żadnym spojrzeniem. Dopiero kiedy chłopak delikatnie przytulił ją na przywitanie z śmiechem przeprosiła go i popatrzyła na dwie bronie.
- Tym mnie nauczysz strzelać? – zapytała lekko niezadowolona widząc mały rozmiar przyrządu. Wolała, żeby nauczyć się strzelać czymś zdecydowanie o większej mocy.
- To nie jest prosta do obsługi broń Lily. Myślisz, że od razu będziesz strzelać jak w filmach akcji? – uniósł brwi wysoko zainteresowany jej odpowiedzią.
- E… - przeciągnęła. – Tak?
- Nie mam więcej pytań… - westchnął w półuśmiechu i ręką przywołał dziewczynę, żeby szła za nim do jednego ze środkowych boksów. Podał jej słuchawki i okulary do założenia i sam też zabezpieczył się przed ćwiczeniami. Stanął w boksie obok i pokazał Li aby odsłoniła sobie jedno ucho i go posłuchała.
- Zaczynajmy – podał jej drugi pistolet i ustawił się w pozycji przodem do tarczy. Obiema rękami ujął rączkę pistoletu i nakierował ją prosto w środek czerwono-białego celu. Dał palce na spust. – Taka jest poprawna postawa do wystrzału – tłumaczył spokojnie i kiwając głową nakazał koleżance ustawić się tak samo. Gdy to zrobiła podszedł do niej i zaczął korygować błędy w pozycji dziewczyny. Mocnym ruchem wyprostował jej plecy na co cicho jęknęła z bólu.
- Mógłbyś trochę uważać Liam… - powiedziała ruszając barkami.
- Jesteś lekko zgarbiona Lily… Chyba nie chcesz dostać pistoletem z odrzutu w twarz co? – zadał retoryczne pytanie i stanął znowu obok. – No dobrze… To teraz trzeba nauczyć cie jak odbezpieczyć pistolet.
- Ale ja wiem… No widziałam to mnóstwo razy – Black pociągnęła za górą część pistoletu zbyt mocno i zablokowała go jeszcze bardziej.
- Boże mój… Lily… - chłopak wziął jej broń i naprawił przywracając do pierwotnej pozycji.  – Jeszcze raz…  - stanął za nią i sięgając delikatnie rękami po jej dłonie naciągnął nimi w tył lekko górną osłonę pistoletu. – Takiej siły powinnaś użyć Lily White ok? – uśmiechnął się lekko odchodząc.
- Tak jest detektywie Payne… Przyjęłam do wiadomości – uśmiechnęła się patrząc na niego. – Co teraz?
- Strzelaj – wzruszył ramionami od niechcenia.
- A-ale że już? T-tak teraz że teraz? – mówiła niepewnie i popatrzyła przed siebie w cel.
- Tak teraz. Masz załadowany pistolet, stoisz przed tarczą… Strzelaj – powiedział pewnie patrząc na blondynkę. – Dawaj – dodał jej otuchy.
Dziewczyna przytrzymała przez chwile palec na spuście pistoletu. Odetchnęła głośno i spuściła powietrze ze swoich płuc wstrzymując oddech. Przycisnęła.
Pocisk poleciał i trafił ledwo w dolną cześć tablicy. Black dostała z odrzutu pistoletem prosto w nos i puszczając go złapała się za nos.
- Ała! – pisnęła i rozmasowała sobie górkę nosa.  Zatrzymała łzy ponieważ uderzenie było tak mocne, że już było widać jak robi się siniak. Liam stał chwilę otępiały, lecz po chwili podszedł do niej i przytrzymał lekko.
- Chodź Li nasmaruje ci to maścią… - złapał ją delikatnie za rękę ciągnąc do apteczki naprzeciwko nich. Wyciągnął preparat na obrzęki i siniaki. Nałożył go sobie trochę na palec i wsmarował lekko w miejsce uderzenia.  Barmanka zatrzęsła się i pisnęła znowu, ale chwilę potem zaciskając wargi pokiwała głową na znak, że wszystko jest okay.
- Nie zgięłaś rąk w łokciach – Liam zwrócił jej uwagę. – To właśnie spowodowało odrzut. Musisz trzymać pistolet trochę mocniej i…
- Nie chce już ćwiczyć dzisiaj – westchnęła dziewczyna naklejając sobie na nos plaster ponieważ okazało się, że ma go lekko przecięty. – Nie mam na to dzisiaj już siły – pomasowała bolące miejsce jeszcze raz.
- Oh Lily… Ja cię stąd nie wypuszczę… - zaparł się chłopak i skrzyżował ręce na piersi. – Nie wypuszczę cie do póki nie będę pewien że możesz się chociaż trochę obronić… To nic przecież… Zagoi się i już po sprawie…
- Ale JA PO PROSTU NIE CHCE – powiedziała akcentując mocno i odwróciła się plecami do przyjaciela. – nie chce i już…
Jednak to nie podziałało na bruneta który objął dziewczynę ramieniem i pociągnął znowu do jej boksu.
- Obiecuje że ci pomogę… - powiedział patrząc na nią. – Spróbuj jeszcze raz… To moja wina bo nie powiedziałem ci wszystkiego  - wypuścił powietrze sapiąc.
Wziął pistolet do ręki podając go dziewczynie… A raczej wpychając jej go w dłoń.  Ustawił kobietę ponownie nie zważając na jej narzekanie i przejechał dłońmi po jej rękach prostując je lekko. Zatrzymał się przy łokciach i zgiął je delikatnie.. Dotykiem doszedł do dłoni przyjaciółki i dał na jej, jego ręce. Pewnie ujął palcami pistolet i spust tak jak ona tylko, że bezpośrednio nie dotykał czarnej broni. Przyłożył policzek delikatnie do skroni Lily przytrzymał jej kończyny w odpowiedniej pozycji do strzału.
Kątem oka dziewczyna obserwowała ruchy chłopaka, a przez to co robił na jej policzkach pokazały się mocno różowe rumieńce. Przygryzła zakłopotana wargę gdy przy sunął się do niej bliżej. W brzuchu coś się jej zakręciło, ale zignorowała to.
Chłopak nacisnął palec Black tak że ona pociągnęła przycisk wystrzału. Mocny uścisk chłopaka, który stał obok niej zniwelował siłę jaka odeszła od broni, która prawie się teraz nie poruszyła w rękach przyjaciół. Lily odetchnęła, że nie musi czuć ciosu pistoletu kolejny raz na swoim już fioletowym nosie.
- I jak? – uśmiechnął się do niej promiennie nie odstępując na krok.
- Dziękuję… serio… Ale chyba będę musiała jeszcze duuuużo ćwiczyć – zaśmiała się cicho dziewczyna. – Ile tobie zajęła szkolenie się, żeby dobrze strzelać?
- A skąd wiesz że dobrze strzelam? – uniósł lekko brwi.
- Bo ty wszystko robisz dobrze… No oprócz gadania z dziewczynami – przewróciła oczami i skrzywiła się lekko.
- Ile będę cie jeszcze musiał za to wszystko przepraszać panno White? – popatrzył na nią prosząco.
- Ile JA będę chciała – zachichotała cicho i odwróciła się na pięcie rzucając włosami.
- Chcesz zobaczyć jak strzelam? – zapytał zanim wyszła - Będziesz mogła się zemścić za to co przez przypadek zrobiłem – pokazał na górkę nosa.
- No ok… - powiedziała szybko wracając na poprzednie miejsce. – Ale chce ustawić poziom trudności.
- Proszę bardzo – wskazał palcem na przycisk, po czym dziewczyna pobiegła włączyć  ruch strzelnicy.
Liam naładował pistolet na max’a jak się dało i wziął dodatkowe pliki naboi za pasek spodni. Stanął na środku obiektu z ruszającymi się tarczami.
- Mogę do ciebie w tym czasie mówić?
- Jeżeli utrudnisz mi tym pracę… To jasne – uśmiechnął się.
-Trzy… Dwa… Jeden… Jedziesz ! – zawołała blondynka śmiejąc się na całą sale.
Chłopak zaczął umiejętnie strzelać do wychodzących co chwilę nowych tarczy. Podnosiły się nagle i przesuwały tak, żebyśmy nie wiedzieli gdzie strzelić. Czas na liczniku pokazywał ile zostało do końca treningu, który w całości trwał 5 minut. Wycięczający był to trening ale dla detektywa nie był problemem. Czekał tylko na temat, który podgrzeje atmosferę, a jego popchnie do jeszcze większego wysiłku. Jak na dłoni dostał właśnie ten, którego chciał.
- Jest dzisiaj Zay w pracy? – zapytała Lily wpatrzona w ruchy bruneta, skaczącego z prawej do lewej i trafiającego za każdym razem w tarczę.
- Chyba jest… A co? – zacisnął żeby i jeszcze szybciej strzela.ł Po chwili zmienił magazynek, ale tak szybko, że Black musiała zamrugać oczami żeby zrozumieć co zrobił.
- Chciałam… Chciałam pobyć trochę czasu z moim cholernym chłopakiem – powiedziała cicho zła, że Malik od paru dni się z nią nie widział.
- Nie wiem co robi… Wiesz że ma teraz nowe śledztwo… - powiedział to tylko po to żeby wyciągnąć z dziewczyny jej uczucia co do tej sytuacji… Niestety… Stara natura nie wyparowała do końca… Stała się po prostu nie widoczna dla ludzi z zewnątrz…. A najbardziej dla Lily i to było najważniejsze.
- No ale ja się częściej widuję z tobą niż z nim… Wiem że to głupie ale robi mi się czasami przykro… Wiem że mnie nie zlewa no ale..
- Już nic nie mów.. Spokojnie – Powiedział zdyszany Liam odkładając pistolet na sygnał zakończenia treningu.
 - Ups… Sorki – zaśmiała się Lily podtrzymując przyjaciela. – Nie chciałam cie tak wykończyć staruszku – wytknęła mu język.
 - Ja jestem staruchem?! – zaśmiał się. – Młoda uważaj sobie. – Podszedł do niej i dał jej pistolet. – Jest twój… Ale używaj go tylko w chwilach kryzysowych. TYLKO. Pamiętaj.
- No dobrze… Dziękuje ci bardzo… Kiedy spotykamy się na kolejny trening?
- Załatw najpierw sprawę ze swoim wyrodnym mężczyzną, a potem się zdzwonimy… Teraz mam mnóstwo na głowie, ale na sto procent znajdę czas – uśmiechnął się chłopak ruszając w stronę wyjścia razem z koleżanką.
- Dobra robota Lily.
- Dobra nauka Liam – zaśmiała się cicho i przybiła przyjacielowi piątkę.

Liam. Najlepszy przyjacielu – dokończyła w myślach.



__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Chyba przynudzam... Kurde jak Wam sie kochani podobał rozdział? Dla mnie jest nawet ok... NIe miałam lepsze... Piszcie prosze co sądzicie bo zaraz sie załamię tą OGROMNĄ liczbą komentarzy pod ostatnim rozdziałem... Normanie wyjebało mnie z butów kiedy zobaczyłam liczbę... 27... 

No już trudno... Bardzo walczyłam ze sobą czy dodać ten rozdział z puli właśnie komentarzy... Wejścia są na nie się w ogóle nie skarżę x DZIEKUJE ZA 15 000 !!!!!!!!!!!!!!!!! ♥

No ale chciałabym żebyście w tym tygodniu dali z siebie wszystko. Nie mam serca znowu zrobić limitu ale to najniższa liczba komentarzy ze wszystkich poprzednich postów... Prosze Was niech KAŻDY KTO CZYTA SKOMENTUJE... Błagam... Na prawdę BŁAGAM.


Jeszcze jedno :D Zajęłam (dzięki Wam oczywiście x) 3 iejsce w blogu miesiąca wrzesień ♥ (kto zaglądał i głosował ten wie x) 

No to chyba wszystko w tym tygodniu... Czekam na Wasze opinię misie.. BŁAGAM WAS O NIE. I przypominam też o hashtagu.
Napiszcie jeżeli przynudzam dlatego już Wam sie nie chce... Może to po prostu moja wina i tyle. 

Do kolejnego misie kocham Was xx
Szablon by @Lyvia_x