piątek, 26 września 2014

Rozdział 12

Stanęła za drzwiami swojego mieszkania i parła się o nie plecami rozmarzona. Oblizała delikatnie usta jeszcze raz czując ciepło pocałunku Zayna. Zamknęła oczy i odetchnęła cicho z uśmiechem. Nigdy by nie pomyślała, że umówi się za policjantem czy detektywem. Ale tym bardziej nie przypuszczała, że pocałuje jednego z nich.
Spięła blond włosy w wysoki kucyk i rzuciła torebkę na sofę w dużym pokoju. Usłyszała cichy pomruk elektryczności i spojrzała na swoją torebkę siadając obok. Otworzyła ją i wyciągnęła włączony paralizator. Wyłączyła go przesuwając czarny wyłącznik i obróciła urządzenie w palcach.
Liam.
Przygryzła mocno swoją wargę przypominając sobie o chłopaku. Jak bardzo była zdolna do tego, żeby w czasie randki totalnie wymazać swoje wcześniejsze wątpliwości. Przetarła lekko swoją nad wyraz zmęczona twarz i wstała odwieszając torebkę na właściwe miejsce.
Pomyślała przez chwilę, że pewnie nic się nie stało. Ale stało się. Może nie dla Liama, lecz dla niej. Nie ukrywając lubiła obu, no i to był właśnie problem.
Zayn – uroczy przemiły koleś, który dla Li zrobi wszystko.
Payne – zaborczy, pewny siebie, czasami dosyć dziwny, a jednak kochający i chętny żeby pomóc drugiej osobie.
Mimo iż po tym opisie wybór byłby prosty to jednak nie był. Przecież miłość nie wybiera, a różnice się przyciągają. Już wiadomo dlaczego Malik i Payne się przyjaźnią.  Dlaczego więc Lily miała taki ogromny problem? Ponieważ to jest jak z ciastkiem i czekoladą. Czekolada jest fantastyczna, dobra, zawsze pod ręką… Ale kiedy masz ją dla siebie z czasem się znudzi. Ciasto to pyszny deser ale jest czasami problem z przygotowaniem go, bo możesz dodać źle składniki. Więc co wybrać? Czekoladę po której w końcu będziesz zwymiotować, czy ciasto i podjąć ryzyko, że możesz je zepsuć?

Z przemyśleń wyrwał ją sms. Modliła się żeby to nie była Madison ponieważ wiedziała, że Zayn jest teraz z przyjacielem, a rozmawianie przy mulacie o tej sprawie nie wchodziło w grę. Spojrzała na telefon i zaskoczona otworzyła wiadomość.

Liam

„Gratulacje Lila ;)”

Brzmiała wiadomość. Kiedy dziewczyna to przeczytała poczuła chłodny powiew z otwartego na uchyl okna. To na pewno nie miało być w formie gratulacji. To po prostu miły gest. W tych słowach zawarte było niezadowolenie. Tak przynajmniej sądziła Lily. Zganiła się za takie myślenie bo przecież nie mogła wiedzieć jakie uczucia kierują przyjacielem. Może chciał jej naprawdę pogratulować… Może cieszy się z tego, że jego znajomi „są razem” ( w cudzysłowiu ponieważ jeszcze razem nie byli).
Poczucie niemocy zawładnęło Black nagle i musiała się położyć. Nie mogła już dalej o tym myśleć. Na jej nieszczęście wieczorem myślała jeszcze bardziej o wszystkim co się stało, o jej głupich dziewczęcych uczuciach jak z jakiś zjebanych romantycznych książek, które zawsze czytała jej mama. Nie wiedziała co zrobić. Postanowiła to zostawić w spokkoju. Spotykać się z Zaynem tudzież  z Liamem na sprawy smsowo – ochronne. To była chyba najlepsza decyzja. I postanowiła nie kłamać Malika jeżeli chodzi o spotkania z drugim detektywem.  Postanowiła mu o niektórych rzeczach zwyczajnie nie mówić. Po co miała go kłopotać o swoje chore sprawy z Madison i Drew. Przecież to nie była jego sprawa, a Payne całkowicie przypadkowo w nie wtargnął. Po co ruszać gówno póki nie śmierdzi.
Ale cholera jasna to będzie chyba trudniejsze niż wszystko co robiła dotychczas.



Dni mijały szybko na tym, że dziewczyna chodziła do pracy i oczekiwała dni kiedy Zayn będzie w końcu mógł się z nią spotkać. Pisali dużo do siebie wtedy kiedy ich zmiany pracy się mijały. Z czasem pozycja Payne’a zdecydowanie oddaliła się od pozycji jego przyjaciela, ale dalej często Lily konwersowała z chłopakiem na temat czy jest bezpieczna i czy czuje się pewna.
Odpowiadała za każdym razem tak. Czuła się dobrze i nie obawiała się niczego. Kiedy jednak przychodziło co do czego i wiadomości od Allen pojawiały się na jej telefonie, za każdym razem z większą siłą pewność Lily kruszyła się coraz bardziej. Myślała o tym co zrobi kiedy jej była przyjaciółka w końcu ją znajdzie. Bała się.
Zayn jej nie pomoże bo pewnie nadal nie będzie wiedział o co chodzi. A Liam? Czemu miałby jej niby pomagać? Przecież praktycznie jej nie zna… A może zna ją właśnie lepiej niż nikt inny.

Rozmawiając ze swoim przyjacielem czuła goryczkę w jego głosie kiedy wspominała o tym, że idzie na kawę z Zaynem. Lekkie napięcie między detektywami było można łatwo zauważyć, chociaż oboje udawali, że nic się nie zmieniło od czasu zacieśnienia węzłów Black i Malika. Miała przez to wszystko małe poczucie winy, które można było zniwelować jedynie zostawiając jednego na koszt drugiego. Ale nigdy by tego nie zrobiła szczególnie, że oboje dawali coś do jej życia.

Liam za to nadal nie umiejąc pogodzić się z faktem że jego bliska koleżanka przestała się nim totalnie interesować zaczął na maxa pracować nad śledztwem i opracowywać kolejne kroki tak aby chronić wszystkich wokół niego. Przestał korzystać prawie z pomocy wspólnika ponieważ Zayn próbował ogarnąć sprawy z innym śledztwem, które wcisnął im zarząd. Mieli nadal dobre relacje (tak przynajmniej myślał). Starał się wszystko poukładać. W jego głowie było mnóstwo rzeczy, obowiązków i jeszcze jedna, dość ciekawa osoba. Lilianna Black.
Opiekował się nią jak tylko mógł. Cały czas sądził, że Zayn też wie o wszystkim. Był przecież jej chłopakiem, a takie rzeczy z reguły mówi się swoim najbliższym osobą. Brunet wiedział, że jeżeli Malik nie wie to coś musi być na rzeczy. Jednak nie śmiał nawet myśleć o takim czymś i od razu tłumaczył sobie, że to on tak naprawdę może nie wiedzieć połowy informacji, które zna jego przyjaciel.

Pozostała tylko nadzieja, że jest się tym ważniejszym.

***

Wiadomość przyszła około jedenastej rano podczas pierwszej zmiany dziewczyny w barze. Była przestraszona widząc już pierwsze słowa wysłane na jej komórkę. Czytając trzęsła jej się ręka. Schowała ją szybko pod bar aby nikt nie zauważył i dokończyła czytać .

„Znalazłam to co chciałam Lilian Black… A raczej White tak jak się nazywasz tam gdzie jesteś. DO zobaczenia. Sądzę, że nie będę musiała długo czekać na nasze spotkanie. Mad x.”

Nie chciała więcej widzieć tego co do niej piszą. Przeszły ją lekko ciarki w czasie zamykania ponownie telefonu. Po zakończeniu pracy zrzuciła z siebie fartuch barmanki i popędziła do domu szukając paralizatora. Wystukała w klawisze krótką wiadomość do chłopaka, który najprawdopodobniej właśnie siedział i analizował informacje o zabójstwie w Leeds.
„Widzimy się na strzelnicy o czternastej dwadzieścia” – napisała pospiesznie i założyła swoje najwygodniejsze spodnie czekając na odpowiedź.
„Wziąć pistolety?” – brzmiał sms od chłopaka.

„ Koniecznie weź. Już nie mam siły dalej się jej bać”


_____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

No to hej ! Przepraszam kochani że taki krótki rozdział, ale w ogóle nie miałam na niego pomysłu. On jest tylko wprowadzeniem a potem sie zacznie xd obiecuje dłuższe rozdziały ponieważ teraz mam zdecydowanie łatwiej je pisać gdyż akcja będzie W KOŃCU nabierała jakiegoś tępa. 

A po za tym... Mam cholerny zapierdol w szkole i kuźwa pisałam rozdział dosłownie przed chwilą. Nie miałam w ogóle czasu pisać w tym tygodniu ! :o ale spoko mam nadzieje że wybaczycie mi słoneczka :*

Kocham Was mocno ! Prosze o komentarze jak zawsze i zostawianie opinii na hashtagu oczywiście :* nadal trwa sonda na blog miesiąca SIERPIEŃ na stronie spisu blogów o 1D :* wygląda na to że będę miała 3 miejsce ale ciesze się bo reszta ff które tam są to skończone opowiadania a moje dopiero sie tak na prawdę zaczyna xx 

Jeszcze raz Wam dziekuje misie do za tydzień KOCHAM WAS NAJMOCNIEJ ZA ŚWIECIE!  papa x

piątek, 19 września 2014

Rozdział 11

Lily’s POV

Wysiadłam z auta kładąc nogi na betonie. Moje obcasy wydały charakterystyczny dźwięk w chwili postawienia ich na podłożu. Stanęłam przed drzwiami samochodu, które trzymał mulat otwierając je przede mną. Uśmiechnęłam się do niego lekko i odchodząc kawałek poczekałam na aż zamknie samochód. Podszedł i wyciągnął zgięte ramię w moją stroną. Moja dłoń spoczęła na zgięciu jego łokcia. Jednym palcem wyczułam mięśnie ręki, które pulsowały pod skórą chłopaka. Złapałam go trochę pewniej dając znak, że możemy iść dalej na co ten tylko posłał mi bajeczny uśmiech, który bez wahania odwzajemniłam. Czekoladowymi oczami patrzył na mnie jakby usiłował zobaczyć co mam pod sukienką.
 NIE MYŚL TAK – przywołałam się do porządku. Szliśmy powoli w stronę małego lokalu. Nad drzwiami widniała nazwa „Prega”. Pod spodem z dopiskiem „Non addio senza un bacio”. Nigdy nie zastanawiałam się nad nauką włoskiego… Ale do jasnej cholery teraz by się to przydało.
Weszliśmy do restauracyjki i aż zwaliło mnie prawie z nóg. Zapach pomidorowego sosu z bazylią, wspaniałych makaronów i pizz unosił się w powietrzu.  Przy jednym wdechu można było poczuć się jakbyś stał właśnie na rogu między jednym, a drugim domem we Włoszech w porze obiadowej.
Przy stołach siedzieli roześmiani, pełni energii ludzie. Wyglądali na o niebo szczęśliwszych niż ja. Westchnęłam tak cicho jak tylko mogłam aby Zayn tego nie usłyszał. Pewnie by się na mnie zdenerwował i powiedział, że mam się uśmiechnąć i nie być taka przybita. No niestety. On był taki zawsze.. Ale zawsze też miał racje. Polubiłam go ze względu na to że pocieszał mnie szybko. W sumie nic nie musiał robić…
Po chwili poczułam jak jego silne ciało ciągnie mnie do stolika pod oknem. Za nim widać było najzwyczajniejszą, a za razem taką niezwykłą londyńską ulice. Oparłam się o krzesło odsunięte przez Malika. Usiadł naprzeciwko mnie i podał kartkę dań.
- Chyba się nie zdecyduje… - jęknęłam cicho patrząc na bogaty spis dań, które zawsze uwielbiałam. Była to moja ulubiona kuchnia. Nie ważne czy dobra czy nie. Włoskie potrawy zawsze chwytały mnie za serce choćby pomidorowym smakiem i przyprawami stosowanymi do nich.
- Czemu? Przecież nie ma tutaj tego aż tak dużo… - zaśmiał się Zayn żartując, a ja posłałam mu mściwe spojrzenie.
- Tak tak… Ale rozmawiasz z kimś kto zna się na włoskiej kuchni bardzo dobrze i lubi smakować z niej każdą potrawę więc… chyba mam jakiś problem – podsumowałam patrząc na jego cwaniacki uśmieszek, który swoją drogą zaczął mnie denerwować. – No co?
- Nic… Inspirujesz mnie moja droga – uśmiechnął się już normalnie. Ulżyło mi.
- Myślałam, że ci przywalę za ten uśmieszek – wykreśliłam palcem koło na wysokości jego ust. Detektyw złapał go w dłoń.
- Oj Lilian White ty to chyba dawno nie miałaś żadnych reguł do przestrzegania – zaśmiał się znowu, tak melodyjnie, że aż się zatrzęsłam gdy to usłyszałam. Przygryzłam mocno wargę wyciągając palec z jego dłoni na co on cofnął od razu rękę.
- Co zamawiasz Zay? – zapytałam cicho chowając kosmyk włosów za ucho.
- Hm… Biorę zupę krem z papryki, a ty ślicznotko? – zapytał zatrzymując mój oddech na kilka sekund. Nienawidziłam jak tak mówił do mnie. To mnie przyprawiało o palpitacje serca… To było najsłodsze na świecie kurwa…
- Ja chyba zwykłe spaghetti z dodatkiem spaghettaty proszę – uśmiechnęłam się lekko i oddałam Zaynowi kartę. Chłopak zamówił jedzenie po przyjściu kelnera i poprosił o dwa kieliszki wina.
- Wykwintnie – skomentowałam trochę uszczypliwie wiedząc jak go to bardzo rozśmiesza. I nie myliłam się. Wyszczerzyłam się na głos rechotu, który z siebie wydał. Pierwszy raz widziałam, żeby jakiś chłopak śmiał się z moich żartów-nie żartów jak on. To było przekochane z jego strony, choć nawet nie wiedział co mnie spotkało wcześniej.
- Co tam u Liama? – Zayn uśmiechnął się lekko. Po tonie jego głosu wywnioskowałam, że przez nasze spotkanie z Payne’m  trochę popsułam mu plany… Albo nie tyle co plany, a humor. Jednak nie dawał tego po sobie poznać i jakby nigdy nic zachowywał się zwyczajnie.
- W sumie… Chyba ok… Wiem tyle, że dzisiaj kontynuuje jakieś śledztwo i macie się jak najszybciej spotkać… Eee… Zerknęłam do jego kalendarza  kuchni – zaśmiałam się cicho, a Malik przygryzł nerwowo wargę. To była moja wina?
- Wiem pamiętam… Wtedy kiedy ją rozpoczynaliśmy zobaczyłem cie po raz pierwszy… A może nie po raz pierwszy bo chyba cię już wcześniej gdzieś widziałem… - zastanowił się, a mnie oświeciło.
- To ja biegałam przed komisariatem policji… - zauważyłam mówiąc dość cicho.
- Faktycznie… Nawet pan Liam odwrócił na ciebie wzrok – zachichotał cicho, a ja zarumieniłam się natychmiastowo. – No nie wstydź się, taka prawda Lily…
- Nie wstydzę - burknęłam zasłaniając włosami moje rozpalone policzki.- Przecież nie masz na to dowodów, że się wstydzę.
- Mam inne zdanie, ale nie będę się z tobą kłócił – uśmiechnął się pięknie co zbiło mnie z tropu.
- Jesteś inny… - stwierdziłam i popatrzyłam na niego badająco. – Masz do mnie całkiem inne podejście niż inni.
- Może dlatego, że mam dobre podejście do kobiet – powiedział nieskromnie.
- Jesteś po prostu kokietką… Tylko, że męską – roześmiałam się głośno i odchyliłam przy tym głowę lekko do tyłu.
- Nie nie nie… Nie jestem jakimś prostackim kobieciarzem – zaprotestował pewnie. – Mam inne sposoby na zdobywanie kobiet niż głupie komplementowanie przez cały czas… Mam też mózg…
- Nie wątpię – oblizałam wargę dalej się uśmiechając. – To jak zdobywasz te kobiety?
- Nie musze w ogóle ich zdobywać…
- Pewny siebie jesteś – westchnęłam słysząc jego odpowiedź.
- Ale dasz mi dokończyć? – zapytał z banalną miną na co się trochę rozluźniłam.
- Proszę… - wykonałam charakterystyczny ruch dłonią.
- Nie muszę ponieważ nie mam po co tego robić… Bo dziewczyna, którą lubię jest niedostępna…
- Oj czemu tak sądzisz? – zapytałam się głupio. Lampka w moim mózgu, która już dość długo świeciła mówiła, że chodzi o mnie. Wolałam być jednak ostrożna i nie wnikać za bardzo.
- Ponieważ Lily… Ta dziewczyna nawet nie jest świadoma tego jak mi na niej zależy… Już trudno – westchnął w chwili kiedy dania zostały podłożone nam pod nos. Zaczęliśmy jeść zmieniając temat rozmowy na całkiem inny.

Malik stanął autem w miejscu, do którego odprowadził mnie po raz pierwszy. Wysiadł z auta i ponownie otworzył mi drzwi. Wyszłam szybko i zamknęłam je lekko pchając  ręką. Czułam delikatne napięcie między nami, ale ono nie było niemiłe. Było tak bardzo absorbujące i niesamowite, że nie chciałam aby przeminęło. 
Stanęłam na przeciwno chłopaka i popatrzyłam na niego od dołu. Był trochę wyższy co dodawało mu jeszcze większego uroku.
- No to Zay… Ja już muszę… no wiesz lecieć – zająknęłam się i przygryzłam mocno wargę sądząc, że to beznadziejna wtopa. Spojrzałam na niego jeszcze raz, a on patrzył na mnie opiekuńczo i słodko.
- Nie stresuj się tak przecież ja cię nie wyśmieje – powiedział spokojnie, a ja odetchnęłam lekko. – Wolałbym żebyś nie szła… No ale jak musisz… - westchnął lekko zawiedziony.
- No przecież się jeszcze zobaczymy – powiedziałam z uśmiechem i przytuliłam go zmuszając chłopaka do delikatnego zgarbienia się. Owinął swoje ręce wokół mojego małego ciała. Jego ciepło było narkotyzujące, wspaniałe. Mogłabym zostać tak na wieki wdychając zapach perfum którymi się popsikał.
Kiedy poczułam, że się ode mnie odsuwa spojrzałam na jego twarz z wypiekami. Zmarszczyłam lekko brwi zmartwiona.
- Co się stało Z… - nie zdążyłam dokończyć ponieważ jego palec spoczął na moich ustach, a ja spięłam się momentalnie. Złapał mnie delikatnie za podbródek nakierował mój wzrok na swoje oczy. Brązowe, pełne pasji i iskier zainteresowania.
- Widzisz… Teraz już wiesz jak ta niedostępna dziewczyna na mnie działa…  - nachylił się jeszcze bardziej i nie czekając na mój protest pocałował moje usta.
Nogi ugięły się pode mną jakby nagle były z waty. Jego wargi delikatnie muskały moje oczekując odwzajemnienia pocałunku. Kiedy zdołałam ogarnąć trochę to jak stoję moja ręka powędrowała na kark mulata przyciskając go mocniej do mnie. Uśmiechnął się w moje usta czując satysfakcję z decyzji, którą podjęłam. Pogłębił pocałunek i objął mnie w talii przechylając lekko. Drugą ręką podparłam się o jego tors ściskając koszulkę, którą miał na piersi.
Kiedy jego usta odsunęły się od moich zaskoczona tym co się stało otworzyłam lekko buzię i zaczerwieniłam się tak jak nigdy.
- Teraz już możesz sobie iść Lil… - szepnął do mojego ucha, co przyprawiło mnie o przyjemny dreszcz. Schowałam szybko moją twarz w jego szyję i przytuliłam mocno, aby jeszcze nie odchodził.  Poczułam się tak bardzo kochana.
- Nie idź… Proszę… - jęknęłam niezadowolona. Usłyszałam jego śmiech przy mojej twarzy.
- Musze… Teraz ja już też musze iść – złączył nasze usta po chwili jeszcze raz i uwalniając się z mojego uścisku pokierował się do auta.
- Pa Zayn… - wybełkotałam oblizując czerwone od pocałunku usta.
- Pa Li… - uśmiechnął się lekko i wsiadł do samochodu zostawiając mnie na środku chodnika.  Ale mnie się nigdzie już nie spieszyło. Mogłam tak stać jeszcze przez kolejne parę godzin.


***


Liam grzebał w swoim komputerze zaintrygowany tym co znalazł. Artykuł wyjaśniający kim był zabity mężczyzna z Leeds. Czytał dość intensywnie, skupiony na tym co robi. Było to to czego szukał przez tak wiele dni. Jakaś kobieta opublikowała ten artykuł. Parę dni temu zmarła w niewyjaśnionym wypadku. Na pewno było to przez przypadek… Jasne.
Chłopak przeanalizował wszystko co znalazł. Jego lista nie była zbyt obszerna, ale zawsze dawała mu jakieś wskazówki. Widniało na niej kilka podpunktów:

1.       26 września 2014
2.       Leeds
3.       Morderstwo wykonane przez dwie osoby
4.       Koło godziny 01:00 w nocy.
5.       Wykonane na szefie największej mafii w Wielkiej Bryta

Nie dokończył ponieważ przerwał mu niezbyt głośny trzask drzwi. Wstał od kartki i poszedł do przedpokoju, w którym stał uśmiechnięty przyjaciel. Liamowi od razu zrobiło się ciepło na sercu widząc chłopaka w takim stanie. Dawno taki nie był.
- Hej stary mam świetne wieści! – pochwalił się Payne swoimi dzisiejszymi znaleziskami.
- No dawaj o co chodzi? – zapytał go Zayn entuzjastycznie.
- Wiem kogo zamordowali w Leeds – powiedział dumny. Malik podszedł do niego i od razu pogratulował.
- No no chłopie ty to masz łeb – zaśmiał się radośnie do niego.
- A ty? Co się stało dobrego?
- Wiesz… Usta Lily to najlepsze usta jakie całowałem – wypalił od razu i uśmiechnął się pod nosem.  Drugi detektyw na początku wyszczerzył się i poklepał kolegę po ramieniu i cieszył się razem z nim tym szczęściem jakim było zbliżenie się do ich przyjaciółki.
Ale po chwili coś nim drgnęło. Gdzieś w środku. Zdał sobie sprawę co się stało. Zayn całował Lily.



Nawet się nie spodziewał jak bardzo go to zaboli.



__________________________________________________________________________________________________________________________________________


No to witam moi drodzy ! Dodałam rozdział gdyż wczoraj nabiło się 50 komentarzy :) Ciesze się że uszanowaliście moją decyzję i badzo badzo dziękuje kochani x 

Sooooooooooooooooooooooooooooo Co myślicie o rozdziale ? Chce poznać wasze opinię ponieważ.. No powiem wam że jestem z niego zadowolona xd Z GÓRY PRZEPRASZAM LILIAM SHIPPERS x 

Przypominam Wam o hashtagu i o playerach ! :* kocham Was misiaczki i czekam na wasze opinie w postaci komentarzy ! Dalej Was o nie prosze z całego serca misie ♥

piątek, 12 września 2014

Rozdział 10

Jeżeli tu jesteś bardzo proszę Cię o komentarz kochanie :) To bardzo dla mnie ważne a ostatnio było z tym troszeczkę słabo. Pamiętaj kocham Cię, pisze to ff dla Ciebie misiu ♥ Mam nadzieje, że rozdział Ci się spodoba :D




Przeczytała smsa z samego rana po obudzeniu się co wprawiło ją w niezbyt pogodny nastrój. Ścisnęła komórkę w dłoni zła na samą siebie, że w ogóle ją kupiła. Cisnęła nią o poduszkę wstając z łóżka i wolnym krokiem przeszła do kuchni podgrzewając wodę w czajniku. Zalała torebkę czarnej herbaty i odczekawszy chwilę dolała do kubka trochę mleka, przez co napój automatycznie nabrał jasnobrązowego koloru. Napiła się analizując wiadomość i przyszło jej do głowy tylko jedna myśl.
Byłam straszną suką – westchnęła opierając się o stary blat kuchennej szafki.

„Każdy błąd zostanie Ci wytknięty i odpłacony ze zdwojoną siłą”

Dostarczone słowa przewijały się przez myśli Lily większość poranka przez co nie mogła się na niczym skupić. Krzątała się po domu niewiadomo po co i zamiast wyjść na miasto, albo chociaż zadzwonić do kogoś (czyt. Liama lub Zayna) siedziała w domu.
Walnęła się na łóżko głową do pościeli wyglądając mniej więcej jakby uszło z niej właśnie życie.
Rozbudził ją dzwonek telefonu wydobywając się spod kołdry. Wsunęła pod nią rękę wyciągając urządzenie i sprawdziła połączenie. Zayn.
Wyprostowała się w jednej chwili siadając na łóżku i kładąc nogi na podłodze. Otworzyła klapkę i przyłożyła komórkę do ucha. Nie podejrzewała po co chłopak do niej dzwonił, ale nie ukrywajmy ucieszyło ją to bardzo.
- Tak słucham? – zapytała, a w jej głosie można było usłyszeć nutkę ekscytacji. Tupała cicho nogą nie mogąc się doczekać co powie Malik.
- Hej Li – powiedział wesoło witając się z dziewczyną. – Co dzisiaj porabiasz?
- Aaaaaaa…. W sumie to nic ciekawego – przeciągnęła na początku co trochę zaniepokoiło Zayna, ponieważ pomyślał, że może nie ma czasu. Odetchnął z ulgą kiedy z jej ust wydobyły się upragnione słowa.
- Co powiedz na małą kawę dzisiaj wieczorem? – powiedział cicho, ale na tyle głośno, żeby Lily mogła bez problemu usłyszeć.
- Nie szepcz tak – zaśmiała się obracając jego zdenerwowanie w żart. – Emm… Kawa? Myślę, że bardzo chętnie Zay… - machnęła nogami i wyszczerzyła się sama do siebie.
- Serio? To podjadę po ciebie dobrze?
- Zayn…
- No?
- Ty nie wiesz gdzie ja mieszkam – zaśmiała się znowu. Po chwili dołączył do niej mulat.
- No tak… Faktycznie… To gdzie się spotkamy?
- Wiesz… Chyba będę musiała na chwilę skoczyć do Liama… - gdziekolwiek mieszka – pomyślała. – Więc czy mógłbyś tam podjechać? – zapytała z nadzieją. Wiedziała, że źle zrobiła to mówiąc, ale była to sama prawda. Musiała pójść do Payne’a z smsem.
- Ten… No… - zawiesił się na chwile po czym skrzywił dosyć mocno. Nie był z tego zadowolony. – Niech będzie. Podjadę do Liama koło siedemnastej.
- Dziękuje ci Zayn!- zachichotała. – Czyli… Randka? – niepewnie powiedziała jakby bała się, że ją wyśmieje.
- Owszem randka – odpowiedział uradowany, a jego entuzjazm można było łatwo usłyszeć po drugiej stronie słuchawki.
- Dobrze… Spróbuje się jakoś fajnie odstawić –powiedziała pół żartem, pół serio.
- Nie musisz się dla mnie odstawiać. Wystarczy, że będziesz – zbajerował ją mówiąc całkiem poważne. Poruszyło ją to w środku, ponieważ był on jedyną osobą, która  otwarcie mówiła o jej osobie tak ładnie.
Pożegnali się śmiejąc oboje z niewiadomo czego po czym Lily zaczęła głośno piszczeć padając plecami na posłanie.  Westchnęła zadowolona i przejechała dłońmi po kołdrze. Czuła się inaczej niż przed zwykłą randką. To było coś czego się nie spodziewała. A dobre niespodzianki są najlepsze. Tylko dobre niespodzianki.

Umalowała się i ubrała tak jak miała wyjść z Zaynem . Ponownie chwyciła telefon w dłonie i wystukała numer Liama. Mężczyzna bez wahania podał jej swój adres i kazał jak najszybciej przyjść.
 Słuchając go wyszła od razu z domu ruszając na podaną ulicę. Nie minęło dwadzieścia minut, a znalazła się przed jednym z szeregowców i zapukała do drzwi domu patrząc na numer mieszkania i upewniając się, że nie popełniła gafy.
- Hej Lila – brunet otworzył drzwi, wpuszczając dziewczynę do środka i wywołując u niej napad śmiechu.
- Wiesz w ogóle jak ja mam na imię panie Payne? – szturchnęła do lekko rozglądając się po mieszkaniu. -  Wow… Ale tu masz ładnie – przyznała i uśmiechnęła się tęskno myśląc o mieszkaniu swojej mamy.
- Dziękuje… Wejdź proszę – wskazał ręką w głąb mieszkania i popchnął leciutko blondynkę ręką dając dłoń na jej plecy.  – Napijesz się czegoś?
- Piłam już dzisiaj herbatę, ale chętnie napije się soku– powiedziała siadając przy stole i czekając aż gospodarz poda napój.
Dom Liama był typowym szeregowcem w bogatszej części miasta. Miał duży pokój, który swoją wielkością mógłby zadziwić niejedną osobę, kuchnię z nią połączoną, sypialnie na piętrze, łazienkę oraz jeden pokój gościnny, który stał pusty no chyba, że do detektywa przychodził Zayn.
Przestronne mieszkanie wydawało się dla chłopaka zbyt duże, ponieważ mieszkał całkiem sam, ale narzekać też nie mógł. Wolał takie mieszkanie niż jakąś spelunę gorszą od mieszkania White.

Kiedy chłopak zasiadł naprzeciw Lily postawił przed nią kubek i przyciskając swój do ust popatrzył na dziewczynę z zaciekawieniem.
- Więc moja droga... Co cie do mnie sprowadza dzisiejszego dnia? – zapytał melancholijnie jakby coś jarał przed ich rozmową.
- Liam przecież dobrze wiesz o co chodzi –westchnęła przewracając oczami. Wyciągnęła telefon z torebki i obróciła go między palcem wskazującym, a kciukiem
- Dasz mi przeczytać? – uśmiechnął się lekko i pokazał swoje białe zęby, przez które dziewiętnastolatka zwykle traciła głowę na parę sekund. – Wiem wiem… - dodał nie dopuszczając jej do odpowiedzi.- Wiem, że nie chcesz o tym gadać dlatego nie zmuszam – spojrzał w jej oczy szukając jakiegoś znaku, który wyjaśniłby mu co zamierza zrobić jego towarzyszka. Przysunęła mu telefon bliżej, aby mógł zobaczyć.
- Weź… Przeczytać chyba możesz… - wzruszyła ramionami puszczając komórkę i zostawiając ją w rękach Liama.
- Jesteś pewna? –zapytał profilaktycznie bo wiedział, że tego była.
- Oczywiście… Czytaj Li… - nakazała mu pospiesznie.
Chłopak wziął telefon i otworzył skrzynkę widomości sms. Widział ich tylko parę, ale te od nieznanego numeru od razu przykuły jego uwagę. Otworzył pierwszą, tą z kilku dni wcześniej i czytając gały wyleciały mu prawie z głowy. Nie wierzył, że do takiej dziewczyny jak Lily mogło przyjść coś takiego. Otworzył drugą wiadomość, która była już mniej drastyczna, ale wywołała w brunecie dość dziwne uczucia. Nie był pewny co o tym wszystkim myśleć. Blondynka musiałaby mu coś powiedzieć o sobie, jednak wiedział, że prosząc ją o to w ogóle jej nie pomoże. Wręcz odwrotnie. Całkowicie wszystko popsuje.
Zamknął komórkę dziewczyny i oddał ostrożnie spoglądając w jej wielkie niebieskie oczy. Barmanka odwzajemniła spojrzenie na bardzo krótko ponieważ w okolicy żołądka poczuła silny ścisk, a na jej policzkach pojawiły się różowe rumieńce. Payne widząc jej małe zakłopotanie uśmiechnął się pod nosem i zakaszlał cicho, aby dziewczyna wróciła na ziemię i w końcu coś powiedziała.
- I co? – zapytała cicho bawiąc się palcami, które trzymała na kolanach.
- Powiem ci szczerze… To nie jest zabawna sytuacja Lil… - westchnął przygładzając włosy. – To jest niebezpieczne chodzić bez opieki… Jesteś narażona na duże niebezpieczeństwo.
- Liam uwierz mi wiem… Ale musiałam się na nie wystawić. Taka już jestem.
- Uciekłaś… - stwierdził. Kobietka oblizała lekko wargi co tylko utwierdziło Liama w tym przekonaniu. – Dlaczego to zrobiłaś? Już wcześniej ci grozili?
- Wybacz… Niestety to rozmowa nie na teraz… Wydaje mi się, że ta rozmowa jest na nigdy. Po prostu nie chcę jej przeprowadzać.
- Rozumiem – uspokoił ją detektyw. – Najważniejsze jest to, że teraz wiem na czym stoimy.
- StoiMY? – zaakcentowała zdziwiona, że w ogóle tak powiedział. Nie sądziła, że kiedykolwiek usłyszy jeszcze takie słowa.
- Tak Lily. My. Ty i ja – uśmiechnął się lekko. – Wiem, że jest z tym ci trudno. Nie będziesz już musiała się kłopotać sama. Pomogę ci.
Serce dziewczyny zabiło mocno, a jej wzrok podniósł się na wysokość wzroku Payne’a . Tak dawno nikt jej nie pomógł, aż tu nagle bum. Chłopak, z którym nie miała planu się wcale zadawać mówi, że ją… Ochroni? Myślała, że to całkowicie niedorzeczne i dziwne, niespodziewane, lecz też miłe i wspaniałe. Miała ochotę na niego skoczyć i ucałować mocno, jednak opamiętała się przypominając sobie, że to byłoby nie na miejscu.
Nie czekając na odpowiedzi chłopak zmienił temat i poszedł w całkiem innym kierunku.
- Coś ty się tak wystroiła? – zaśmiał się cicho.
- Wiesz… Zayn po mnie podjedzie i chyba idziemy na randkę…  - wyszeptała niepewna tego co robi. Łatwo mogła skłamać, żeby Liam nic nie podejrzewał. Sama nie wiedziała dlaczego uważała to za złe, że mu mówiła.
-Chyba? – zaśmiał się nerwowo, czego dziewczyna nie wykryła. - Jak chcesz możesz się jeszcze odświeżyć – zaproponował ni z dupy ni z pietruchy tylko dlatego, żeby zataić swoje prawdziwe uczucia, którym było zdenerwowanie. Nawet nie wiedział jak bardzo w tym momencie jej pomógł.
White rozpromieniła się i podziękowała z entuzjazmem. Zważając na to, że w jej domu zwykle brakuje ciepłej wody, propozycja kolegi była najlepszym prezentem jaki mogła dostać w tej chwili. Od razu zebrała się z krzesła i pobiegła do góry przez co chłopak się zaśmiał głośno.
Włączyła wodę pod prysznicem i ściągając ubrania wskoczyła pod ciepły, przyjemny strumień. Jej ciało natychmiastowo się odprężyło czego bardzo jej brakowało przez ostatnie parę dni. Wieczna deszczowa pogoda nie dostarczała ciepłej wody do mieszkania. Rzadko świeciło słońce, a temperatura też nie spełniała oczekiwać wielu ludzi mieszkających na biedniejszym osiedlu.
Lily zamoczyła włosy i umyła je dokładnie szamponem, który Payne miał obok. Nie był męski co ją ucieszyło i szybko nałożyła go odrobinę na głowę.
Umyła się i owinęła ręcznikiem długie już włosy. Ubrała poprzednio założone ciuchy i zbiegła na dół z uśmiechem na ustach.
- Dziękuje ci Li! – zachichotała cicho, a jej oczy błysnęły wprawiając detektywa w bardzo dobry humor. Ten siedział na fotelu i słysząc kroki dziewczyny wstał.
- Serio nie ma za co – wyszczerzył się. – Cieszę się, że mogłem chociaż użyczyć ci łazienki i ręcznika – pokazał na turban z materiału na głowie dziewczyny. – Słuchaj Lily… Nie będę wam towarzyszył podczas randki rzecz jasna. I nie będę też mógł cały czas cię pilnować…
- Co czego zmierzasz? – zapytała chcąc bardzo znać odpowiedź. Zamiast tego mężczyzna podał jej małe, czarne urządzenie z guzikiem. – Co to?
- To paralizator… Nie jest bardzo silny, ale kiedy ktoś podejrzany cie zaatakuje łatwo się obronisz…
- Liam to miłe ale…
- Nic nie mów… Po prostu weź okay? Nie będę się martwił, a przy okazji będziesz się czuć bezpieczniej… Nawet przy Maliku – zaśmiał się cicho. – Tylko nic mu nie mów że go masz – uśmiechnął się.
- No to jak tak stawiasz sprawę to wezmę… Dzięki – powiedziała szczerze i schowała urządzenie do torebki. Ściągnęła z głowy ręcznik i powiesiła go na oparciu krzesła, na którym siedziała wcześniej.
- Chciałem dać ci pistolet, ale najpierw będę musiał nauczyć cie strzelać – puścił jej oczko.
- Oszalałeś?! – zaśmiała się. – Ja nie będę chodzić z pistoletem po mieście.
- Jeżeli uznasz, że ci się to przyda… To  po prostu do mnie zadzwoń. Wezmę cię na strzelnicę.
- Jejku nawet nie wiesz jaka jestem ci wdzięczna… Nie musisz się mną tak przejmować – powiedziała chociaż miała raczej na myśli „ nie musisz się mną przejmować, ale jest mi bardzo miło więc możesz to robić dalej”.
- Wiesz Lily chcę się tobą przejmować, po za tym muszę trochę odpokutować za moje… Eee… Wcześniejsze wybryki, że tak to nazwę – powiedział z uśmiechem i popatrzył przez okno. – Powinnaś iść. Książę już czeka – zaśmiał się i poklepał Lil po ramieniu.
- Dziękuje – zaśmiała się cicho i stając na palcach objęła lekko Liama żegnając się. – Do zobaczenia – powiedziała mu do ucha i machając wyszła z jego domu. Brązowooki odmachał jej i westchnął z uśmiechem zabierając ręcznik z krzesła, który pozostawiła Lily przy ściąganiu go z głowy. Przyglądając się jej kiedy wchodziła do samochodu pomyślał, że zostaną przyjaciółmi. Bardzo dobrymi przyjaciółmi.

Lily usiadła na miejscu pasażera tuż przy boku Zayna. Nawet nie zdążyła się do niego odwrócić, a już poczuła miękkie usta na swoim policzku.
- Ruszamy? – zapytał melodyjnym głosem mulat i uśmiechnął się do niej szeroko rozentuzjazmowany spotkaniem.
- Tak ruszajmy – uśmiechnęła się równie pięknie i popatrzyła jeszcze raz w stronę okna domu Payne. Chłopaka już tam nie było, ale dobrze wiedziała, że dopiero parę chwil temu zniknął.
Przez jej głowę przebiegła niebezpieczna myśl. Co by było gdyby za kierownicą siedział właśnie Liam. Jak jej życie wyglądało by teraz. Potrząsnęła głową i zaśmiała się sama do siebie.

Głupia jesteś Black. Jesteście przyjaciółmi.


_______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Witam witam szanownych moich czytelników x No to kochani piszcie jak podobał Wam się rozdział ♥ Szczerze mi się bardzo podoba i czekam na wasze opinię xd Jest o 1/4 dłuższy niż zawsze ! To jest coś :*


Słuchajcie mam do Was ogromną prośbę. Wiem że to może być głupie, ale kolejny raz proszę Was o komentarze. Pod ostatnim było bardzo cienko tylko 34... Jest mi przykro ponieważ co tydzień staram się coś wypocić i żeby było jak najlepsze a tu tylko tyle Was jest.  Dziękuje tym którzy komentują i prosze tych co zapominają o to żeby tego nie robili. I niestety. Przyszedł dzień, że jeżeli nie będzie 50 komentarzy nie dodam rozdziału za tydzień... jestem okrutna, ale szantaż czasami pomaga. Nie Jestem z tego zadowolona, bo nienawidzę tego rozwiązania. Przykro mi jednak... Tak zadecydowała kolej rzeczy. Mam nadzieje że mnie zrozumiecie, a jeżeli zmięknie mi serce to może dodam normalnie... 


Błagam nie znienawidźcie mnie... Chcę po prostu waszych opinii żeby to wszystko było lepsze. 

Przypominam o player'ach, o hashtagu w którym także proszę o wasze opinię i o to żebyście oczywiście czytali :* 
Link do konkursu na ff miesiąca w którym jest także The Policeman >>> sonda

Z góry bardzo Wam dziękuje i jeszcze raz proszę o te wszystkie rzeczy. KOcham Was najbardziej na świecie pamiętajcie moje aniołki. Dziękuje Wam że tu jestescie ♥ 
Wasza @luv_1d_bromance 

piątek, 5 września 2014

Rozdział 9

Jeżeli ktoś jeszcze nie głosował bardzo proszę o to, aby oddać głos na "The Policeman" w ankiecie na blog miesiąca na http://spis1d.blogspot.com/ x Znajduję się ona po lewej stronie ekranu. Z góry dziękuje miśki to bardzo dla mnie ważne ♥


Kiedy on pyta ją czy kiedykolwiek zemściła by się na swojej przyjaciółce za to, że była lepsza od niej, ona odpowiada „Tak”.  Kiedy pyta czy zabiłaby kogoś ważnego i zrzuciła na nią winę, ona przytakuje
- Czy kiedykolwiek żałowałaś tego co zrobiłaś? – przekręca głowę lekko w lewo i patrzy na nią z szyderczym uśmieszkiem, który zawsze pojawiał się gdy te pytania padały.
- Nie – mówi szczerze, a po chwili się śmieje. – Nie zasłużyła na to, żeby jej żałować.
- Zawsze tak odpowiadasz Madison. To nie dobrze. Jesteś zła – Drew zaczął się cicho śmiać przekopując dalej systemu telefonii komórkowych, aby odnaleźć lokalizację telefonu Lily. Spędził nad tym już sporo dni. Nie odstępował praktycznie komputera na krok, aby nie zgubić długo szukanego sygnału. Wiedział mniej więcej gdzie znajduje się dziewczyna. Ale potrzebował tego jebanego smsa, żeby móc ją znaleźć.
- Dlatego mnie kochasz – Mad dodała po chwili przyglądając się liczbą, które jej chłopak wstukiwał w komputer. Była zafascynowana jak taki mężczyzna jak on, żądny władzy i pieniędzy, może tyle wiedzieć. Nigdy nie widziała go przy książkach czy choćby ćwiczył wpisywanie odpowiednich kodów. Był bystry, ale ona dobrze wiedziała ile czasu trzeba poświęcić, aby udoskonalić umiejętności takiego typu. Informatyczką to ona nie była, ale mózgu jej też nie brakowało.  
Przysiadła na biurku bruneta biorąc wydrukowane papiery z lokalizacjami siedzib pierwszego gangu.
- Już uczysz się gdzie będą twoje nowe miejsca pracy? – zapytała podnosząc jedną z kartek pod światło. Przymknęła prawe oko, aby precyzyjniej określić gdzie znajdują się te budynki.
- Tak tak… Nie żartuj sobie… - powiedział trochę zirytowany, ze przerywa mu śledzenie JEJ byłej przyjaciółki. Prawda była taka, że on potrzebował znaleźć Lily bardziej niż jego dziewczyna. On miał cel. Allen kierowała tylko czysta złość i „chęć” pomocy ukochanej osobie w poszukiwaniach.
- Jedna z nich jest w Huddersfield. Nie aż tak daleko…
- No nie, ale z korkami o dwadzieścia minut dłużej moja droga… Zrobisz mi kawy proszę? – zapytał chcąc zmienić temat i w spokoju wrócić do pracy. Jeżeli miał zakończyć w niedalekiej przyszłości musiał być skupiony, a dziewczyna pragnęła uwagi dwadzieścia cztery godziny na dobę jeżeli widziała obok siebie Drew.  Kochał ją bardzo, ale miał z nią jeden problem. Gdy potrzebował spokoju ona potrzebowała miłości… Ona zawsze potrzebowała miłości.

Brunetka wstała z miejsca i muskając delikatnie w policzek siedzącego na krześle partnera poszła do ich przestronnej kuchni, którą urządzili razem za zarobione pieniądze dzięki pracowaniu w mafii, gangu czy jak to podobnie nazwać.

Madison i Drew mieszkali w ogromnym domu, który za razem był siedzibą szefa drugiej w kolejności grupie przestępczej w Wielkiej Brytanii. Drogą dedukcji można się zorientować, ze szefem tym był sam Marlock. Stanowisko odziedziczył po swoim ojcu, który był już za stary aby mógł prowadzić gang. Jednak w roli szefa… Syn był dużo lepszy.
Rozwinął całą działalność mafii i rozszerzył jej zasięg po samą Irlandię. Jego ludzie byli wyszkoleni przez prawdziwych policjantów, którzy nawet nie mieli pojęcia kogo uczą policyjnej samoobrony i strzelania z broni długiego zasięgu.
Wkradanie się, zabijanie na zlecenia czy po prostu zabójstwa tych, którzy komuś przeszkadzali, to była ich codzienność. Zawsze z zagrożeniem, że zostaną złapani, ale nigdy tak się nie stało. Gang nazywał się tak jak ulica pierwszej siedziby:  Clarendon Way. Nie tylko postrach Leeds, ale praktycznie każdej jednostki w kraju.

Ale chłopakowi to nie wystarczało. Wiedział, że może więcej. I to był jego cel.  Zrobić wszystko co trzeba, żeby zawładnąć pierwszą mafią.  Mafią z Warrington.

Madison zaczęła robić kawę stając przy dość niskim jak dla niej blacie. Była bardzo wysoka, przerastała niejednego dorosłego faceta. Sięgając po kubki nawet nie musiała wysoko sięgać, aby w jej rękach znalazły się ceramiczne naczynia z uszkami.  Postawiła je i wsypała po łyżeczce rozpuszczalnej kawy, które zalała wrzącą wodą z czajnika. Dodała mleka i cukru tak jak zawsze lubił brunet i zaniosła mu ją wycofując się potem z pokoju. Po tonie jego głosu kiedy wychodziła wywnioskowała, że lepiej będzie osunąć się w cień do wieczora i nie przeszkadzać mu w pracy.
Zasiadła sama przed plazmowym telewizorem włączając jeden z odcinków „Rodziny Kardashianów”.
Ten bezsensowny i jakże głupi serial odprężał ją i przypominał jaka sama była jeszcze przed tym jak spotkała swoją dugą połówkę, która siedziała aktualnie przed monitorem najnowszego laptopa marki HP.
Oglądając Madison zastanawiała się jak długo będzie jeszcze czekać na sygnał od Lily. Czekała na to aby każde upokorzenie, którego doznała przez tą dziewczynę zniknęło i zastąpiło je triumf oraz duma, którą nabędzie kiedy razem z chłopakiem zaczną zarządzać pierwszym gangiem. Wtedy stanie się lepsza od Black. Wtedy jej pokaże kto rządzi i kto powinien rządzić zawsze.
Nie ukrywając  nawet Drew sądził ją za lekko pokręconą i niezdrową psychicznie. Ojciec nie wnikał do jej teraźniejszego życia. Zniknął z niego po rozstaniu się z matką dziewczyny. Rodzicielka też ją olała. Czyli podsumowując. Madison miała pecha w życiu. Tłumaczyła to sobie tym, że teraz to wszystko zostanie jej wynagrodzone i życie stanie się tak samo kolorowe jak sądziła w dzieciństwie.
Bo może to tylko kwestia miłości, i że teraz ktoś mnie kocha – w jej głowie układały się właśnie takie myśli co nie było dziwne po wcześniejszych przeżyciach z jej życia. Teraz była silniejsza, nie bała się już zabijać ani ranić. Stała się partnerką szefa mafii. Groźniejszą niż sam szef.
Ludzie ją szanowali, szczególnie ci którzy posiadali niskie stopnie szkolenia. Byli to młodzi ludzie, którym często także działa się krzywda w życiu i mieli ochotę wyżyć się za kasę. Z czasem stawało się to normą i nawet się nie spostrzegłeś a na rękach masz krew nie jednej, a dwudziestu-trzydziestu osób mniej lub bardziej ważnych w społeczeństwie.
Tak samo Mad. To była jej historia po tym jak wkopała Lily. Najpierw jedno, potem morderstwa leciały szybko. I nie było to niczym złym w ich gronie, wręcz przeciwnie. Każda zabita osoba, szczególnie ta, która ceniona była przez zwykłych ludzi z ulic, to powód do podziwu i dania awansu. Nie dziwny się więc, że po jednym zabiciu człowieka Allen stała się zastępcą przywódcy gangu.

Dziewczyna wstała z kanapy słysząc nawoływanie mężczyzny z pokoju, w którym siedział. W głosie słychać było nutę zdenerwowania i niepewności co często brunetka uznawała za sygnał SOS. Dosłownie wbiegła do pomieszczenia aby usłyszeć słowa wściekłego na ekran komputera chłopaka.
- Payne zaczął już szukać sprawcy. Dowiedzieli się, że Anastasia zginęła. Jest na naszym tropie.
- To niemożliwe… - brązowooka przygryzła mocno wargę i widząc zdjęcie detektywa przed sobą schowała ręce do kieszeni, żeby nie było widać jak bardzo się trzęsą. Bała się, że ich znajdą i plan się nie powiedzie... Taką przyczynę strachu wmawiała sobie sama. Chodziło po prostu o to, że bała się stracić osobę, darzącą ją jakimiś uczuciami… Bo sama nawet czasami nie była pewna jakimi.
- Musimy sprawdzić naszych sprzymierzonych informatorów i trochę namieszać w policyjnym systemie bo ten detektyw już działa mi na nerwy…
- Przecież to nie twoja wina, że Marcus dał się złapać kochanie…
- Może za mało go wyszkoliłem – westchnął spoglądając na zdjęcie chłopaka na biurku obok. – Był jednym z najlepszych dzieciaków tutaj, a tak szybko dał się złapać…
- Lubiłeś go Drew… - uśmiechnęła się lekko Mad. Ona wiedziała, że ten mały był pupilkiem mężczyzny. Zastępował mu młodszego brata.
- Tak lubiłem. Mniejsza z tym… Madison zadzwoń do Moniki i powiedz jej, że ma mi przysłać plik z informacjami do kodowania systemów londyńskiej policji. Jak to nic nie da sam tam pojadę i rozwalę mu ten pierdolony laptop –warknął uderzając pięścią o biurko.
- Spokojnie nie będziesz musiał nigdzie jechać… Zobaczysz – wyjęła telefon i zadzwoniła do pierwszego technika pracującego u nich.
- Technik Monika Lotowsky przy telefonie słucham? – odebrała kobieta koło dwudziestego siódmego roku życia. Jej głos był żywy i pełen werwy.
- Tutaj Allen, ranga pierwsza. Poproszę o kody łamiące zabezpieczenia londyńskiej policji.
- Tak jest proszę pani wysyłam na komputer pana Marlocka. A teraz wracam do pracy, łamiemy kody do otwarcia drzwi z alarmem do 200 mil od nas. Raport dostarczony będzie za około trzydzieści dwie godziny.
- Przyjęłam do usłyszenia. Proszę o zapisaniu rozmowy w raporcie. Do widzenia pani technik – szybka rozmowa zakończona powodzeniem to to, co Madison lubiła najbardziej. Wszyscy się jej słuchali, a ona nie miała obowiązków, które by ją jakoś specjalnie przytłoczyły. Za to dziękowała Bogu (jeżeli jeszcze wierzyła).

- Cholera – Drew zdenerwowany walił w klawiaturę.
- Co się stało?
- Nie działa… Payne ma specjalne, nowe zabezpieczenia. Nie przedrę się… Musimy działać na oślep…
- Czyli nie wiemy na jakim etapie poszukiwać się znajduje?
- Nie… A co gorsza Malik też jest z nim w tej sprawie. Jeżeli złapią się na haczyk to może będą szukać Lily… To by nam tez ułatwiło sprawę… Na razie jesteśmy bezbronni… Więc pozostaje nam tylko czekać i szukać jej…
- Dzisiaj nowy sms?
- Tak… Jeżeli chcesz możesz jej wysłać całą wiązankę swoich przemyśleń, ale sądzę, że lepiej będzie pozostać przy czymś dobijającym, ale… Nie zabijającym, że tak powiem.

- Hmm… Jak wolisz mój drogi – Mad wystukała znowu parę słów ociekających poczuciem winy jakie powinna mieć według niej Li. Po wysłaniu wiadomości Mad zrobiło się jakoś lżej na duszy.  Cząstka cierpienia uleciała.  A to dopiero początek.


___________________________________________________________________________________________________________________________________________________

DZIEEEEEEEEEEEEEEEEEŃ DOBRY ! Witam Was już w roku szkolny (żałoba powakacyjna) i zapraszam na 9 rozdział ! ♥ Jak Wam się podobało i czy jesteście zaskoczeni niektórymi wyjaśnieniami >>> piszcie !
Mogliśmy troszeczkę podejrzeć życie Mad i Drew oraz dowiedzieć się coś o przyczynie wyjazdu Lily. Jeżeli się już domyślacie to także o tym napiszcie chętnie przeczytam jacy bystrzy jesteście x

Mam nadzieje że nie zrobiłam jakiś nienormalnych byków w rozdziale xd + mała niespodzianka.. Obiecuje że kolejny rozdział będzie dłuższy ze względu na wydarzenia :* powoli przenosimy się w tą właściwą akcje ;)


Przypominam o hashtagu znajdującym sie z prawej strony bloga oraz aby dawać follow postacią na tt x Jeżeli macie ochotą możecie popisać ze mną xd może jakieś spojlery bede dawać ♥ czekamy jeszcze aż zrobi ktoś konto Madison i Drew :)

Ehhh no to chyba wszystko :D przypominam jeszcze raz o ankiecie (link u góry) :*

Do kolejnego piąteczku misiaki :* jesteście najlepsi !

PS

piszcie komentarze ! troszeczke ich brakuje x
Szablon by @Lyvia_x