piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 3

Jak masz zamiar do niego zadzwonić idiotko, skoro telefon wyrzuciłaś w krzaki obok swojego domu w Leeds - powiedziała do siebie siadając z rana na twardym łóżku po przebudzeniu się. Kołdra i poduszka były jak zwykle na ziemi.  Co noc skopywała je podczas tego samego koszmaru. Nigdy się nie budziła, bo to nie był straszny, wymyślony przez jej mózg koszmar, tylko ta cholernie zjebana przeszłość, przed którą chciała uciec. W porównaniu do innych nie przepijała swoich problemów alkoholem. Już kiedyś to robiła, nie doceniając swojego życia. Wtedy myślała, że śmierć jej ojca to coś złego. A jednak się myliła. Złym życiem było to. Mieszkanie w domu gdzie było cały czas zimno, a ciepła woda była tylko w słoneczne dni. W sumie zimny prysznic dawał jej do myślenia każdego ranka i mogła ruszyć biegiem do pracy.
Dziś zrezygnowała z porannego joggingu. Strach przed spotkaniem Liama nie pozwalał jej nawet założyć dresów. Po prostu zjadła na śniadanie płatki z mlekiem i zrobiła sobie wolny dzień. Zwykle soboty spędzała w klubie bokserskim i myślała nad swoją sytuacją dając upust emocjom. Ale dzisiaj była wrakiem. Jej myślami kierowała tylko jedna osoba - Payne. Jej wbudowany, czuły instynkt mówił, że nie powinna się z nim spotykać, ale tak bardzo tego chciała. Chciała zobaczyć jaki jest. Czy taki jaki jej się wydawał – zimny i pewny siebie, czy coś co by nawet mogła spróbować polubić ?
Przetarła twarz dłońmi stając przed poszarzałym od kurzu lustrem. Miała podkrążone oczy i zmęczone spojrzenie. Nienawidziła siebie. Nienawidziła swojego wyglądu, wychudzonego ciała, bladej skóry i cienkich, niewypielęgnowanych włosów. Zmiana dość drogiego szamponu na najtańszy zrobił jej fryzurze niewiarygodną krzywdę.
Gdyby mama ją teraz zobaczyła to by jej nie poznała. A szczególnie tych wyniszczonych knykci. Ale tak było dobrze. Przecież właśnie o to chodziło. Chronić matkę i zmienić siebie, aby nikt jej nie znalazł już nigdy. Żałowała tego, bo naprawdę była śliczna, a teraz się zmieniła. Jak ktoś nie widział jej wcześniej mógłby powiedzieć, że jest ładna, ale wtedy była naprawdę pięknością.
Rozciągnęła swoje obolałe plecy i zaczęła szukać w swojej magicznej szufladzie rurkowatych jeansów i zwyczajnej prostej, białej bluzki. Ubrała kurtkę i podeszła do najbliższej budki telefonicznej, która znajdowała się 3 przecznice dalej. W kieszeni miała drobniaki, które potrzebne jej były do użycia telefonu. 
Doszła do niej szybko i weszła otwierając  skrzypiące, zardzewiałe drzwiczki. Wrzuciła monety napełniając pusty chyba od wieków automat. Wykręciła numer wypisany na kartoniku, który wyjęła chwile wcześniej i przyłożyła słuchawkę do ucha.
Jeden sygnał… Drugi… Trzeci… Proszę nie odbieraj… - pomyślała tylko zaciskając oczy, a w tej samej chwili po drugiej stronie odezwał się aksamitny głos policjanta.
- Detektyw Liam Payne, w czym mogę pomóc ? – wyrecytował już trochę mechanicznie, ale dalej z miłą nutą w głosie.
- Tu… - urwała i nabrała głęboko powietrza.
- Halo kto to ? – nadal spokojnie dopytywał się chłopak.
- Lily… Ta blondynka z baru – westchnęła cicho odpowiadając. Przez chwile w słuchawce było głucho, zniecierpliwiła się, ale nie ponaglała mężczyzny do szybkiej odpowiedzi.
- Możemy się spotkać? – wypalił nagle, mówiąc wszystko bardzo szybko. Ledwo go zrozumiała i potrzebowała minutki, aby przekalkulować wypowiedziane przez niego słowa. Zastanowiła się i kiwnęła głową, a po paru sekundach zdała sobie sprawę, że rozmawia przez telefon i on jej nie widzi.
- Tak tak… Jasne – wyszeptała prawie.
- Kiedy masz czas? Idziesz dzisiaj do pracy? Przyjadę po ciebie – zaproponował nie dając jej dojść do słowa po pierwszym, a co dopiero po drugim pytaniu. Mimo woli zachichotała cicho, jednak Liam tego nie słyszał i nadal czekał na jej odpowiedź.
- Mam czas dzisiaj, nie idę do pracy i nie przyjeżdżaj po mnie bo mnie tam nie będzie – podsumowała spokojnie – Może o siedemnastej przy London Eye? Co ty na to?
- Myślę, że to dojdzie do skutku – słychać było jak uśmiecha się mówiąc. Uniosła brwi i wyszczerzyła się szyderczo. Jasne dla niej było, że to spotkanie go ucieszyło. To było najbardziej zaskakujące.
- Do zobaczenia – pożegnała się zanim on to zrobił  i odłożyła słuchawkę. Wypadło jej jeszcze pięćdziesiąt pensów, które wzięła w dłoń i wyszła z budki.

Stał przed London Eye w skórzanej kurtce, w której pokazywał się zwykle na mieście. Wyglądał w niej ostro i groźnie jak zwykle zdarzało się żartować Zaynowi. Rozglądał się w poszukiwaniu dziewczyny, która miała pojawić się tam za około 3 minuty. Wolał, żeby się nie spóźniła. Miałby przynajmniej pierwsze dobre wrażenie jeżeli o nią chodzi. Usiadł na ławce i czekał dalej.
Spojrzał lekko w prawo, gdzie dochodziła droga z wschodnich przedmieść Londynu. Znajdował się tam miedzy innymi bar „Gwiazda” gdzie spotkał Lily wczoraj. Szła dość przyspieszonym krokiem i miała zaróżowione policzki od niewielkiego wysiłku. Posuwała się na szpilkach tak płynnie jak w normalnych płaskich butach co dla mózgu mężczyzny takiego jak Payne było dość dziwne... A może raczej nierealne.
Spojrzała na zegarek i przypięty na lewym nadgarstku i zaczęła prawie biec. Liam wstał z miejsca i ruszył w jej kierunku, aby zmniejszyć trochę odległość, którą miała do pokonania blondynka. Od chwili kiedy ją zobaczył włączyło mu się w głowie światełko detektywa. Ciekawość ogarnęła go i nic innego nie kierowało nim teraz. Nie zaprosił jej dla przyjemności zobaczenia jej pięknej buzi, tylko dla tego, że była tajemnicza. Była niedostępna co było widać już po zwykłym spojrzeniu w oczy. Lubił on zawsze rozwiązywać tajemnice, nawet jeśli było to niebezpieczne lub niestosowne.
Lily rozkojarzona prawie go ominęła, ale ten złapał ją za ramie i odwrócił do siebie przodem, aby zwróciła na niego uwagę. Otworzyła lekko usta i przez chwile nic nie mówiła. Chłopak zaśmiał się, co ją obudziło i tylko przywitała się krótkim „cześć”.
- Liam Payne – podał jej rękę i pokazał swoje idealnie białe zęby.
- Lily… Lily White – uścisnęła jego dłoń i uśmiechnęła się.
Inteligentnie… - pomyślała, nadal się uśmiechała.
- Może się gdzieś przejdziemy? Może jakaś kawa? – zaproponowała szybko, ignorując swoją myśl.
- Tak jasne – kiwnął głową Liam i zaczął kierować się w stronę kafejki.
Zamówili sobie po kawie i usiedli przy stoliku gdzieś w rogu kawiarenki, lekko odizolowani od innych ludzi. Czarny napój był czymś, co dziewczyna bardzo lubiła, ale często nie mogła sobie pozwolić na drogą, dobrą kawę. Sącząc gorący wywar Lily co chwila spoglądała na chłopaka wyczekująco. Ten oblizał wargę z pozostałości po cieczy i odłożył pół pełną filiżankę na bok.
- Więc Lily… Co robisz tutaj, w Londynie? – zapytał zaczynając rozmowę.
- Wiesz… Ja w sumie tutaj nic takiego nie robię… Tylko mieszkam i pracuje w tym… no w barze – westchnęła przypominając sobie jak niskiej rangi społecznej musi być w porównaniu do niego.
- Właśnie czemu tam pracujesz ? Nie wolałabyś w innym miejscu ?
- Wołałabym byś był mniej dociekliwy – uśmiechnęła się lekko wytykając mu to. Bawiła się palcami patrząc na nie. – Chciałabym Liam, ale to trudne by pracować gdzie indziej.
- Czemu? – zmarszczył brwi olewając prośby Lily, przez co ta troszkę się zdenerwowała.
- Bo nie. I tyle – sapnęła w odpowiedzi co dotknęło Liama, bo zwykle ludzie mu odpowiadali. Ale to tylko dlatego, że musieli, a ona tego nie musiała robić.
- No dobra…
- Jak to jest być… Policjantem? – pochyliła głowę lekko w lewo patrząc na niego i odwróciła uwagę od wcześniejszej konwersacji na jej temat.
- Wiesz… Dokładnie to detektywem - zaśmiał się, Lily zadrżała – To jest ciekawa praca… Możesz się bić bez obaw, mieć przy sobie broń, sprawdzić każdego na świecie w jednym małym komputerku. Możesz też zostać zabity w jednej sekundzie i nawet się o tym nie dowiesz – opowiadał, a dziewczyna mruknęła z aprobatą.
- Dziwne, że nie boisz się tej pracy… - powiedziała trochę uszczypliwie. Zlustrował ją przez to wzrokiem.
Zapadła cisza, a Liam spojrzał w oczy Lily z pewnym wyrzutem. Dała rękę pod podbródek i lekko  przymrużyła oczy.
- Biegasz. Dzisiaj cie nie było – stwierdził po chwili.
- Tak biegam… Przecież… Przecież patrzyłeś – uśmiechnęła się cwaniacko.
- Ja patrzyłem? – zaśmiał się. – Chyba ty moja droga.
- A widziałeś, że się patrzę? Czekałeś przecież dzisiaj skoro wiesz, że nie biegłam  – mruknęła pewna jego odpowiedzi.
- No... – przeciągnął.
- No właśnie – ucięła Lily, zbijają  Liama z tropu. Zacisnął dłoń pod stołem. Już wiedział, że przegrał na pewno. Najgorsze było to, że poczuł gorycz. Miał wrażenie, że jej przeszłość nie jest czymś całkiem zamkniętym, ale strzeże chronionym przez nią. Ona nie była zwykła. Była twarda, niemiła, wredna i piękna. To ją różniło. Charakter twardego, wyrachowanego człowieka.
Ale wiedział też to, że pewnego dnia ją pozna. Pozna całą jej historie.
- Ej Liam? – pomachała mu przed oczami ręką.
- Co? – zdziwił się. – Zasnąłem na jawie? – zmarszczył nos.
- Najwidoczniej – westchnęła wstając nawet na niego nie patrząc, trochę obrażona jego niezainteresowaniem.
- Ej gdzie idziesz? – złapał ją za nadgarstek lekko ciągnąc w swoją stronę, przez co prawie się potknęła.
- Do domu – wyrwała się i dała rękę na biodro. Nie chciała z nim rozmawiać. On był zbyt ciekawy i oczekiwał, że powie mu całą prawdę o swoim pieprzonym życiu, a raczej jego zamkniętej historii.
- Odprowadzę cię… Robi się ciemno – powiedział.
- Nie… Pójdę sama, o mnie się nie trzeba martwić – zaczęła iść w kierunku drzwi.
- Zadzwonię Lily… Tylko daj mi swój numer…
- Nie Liam… Nie zadzwonisz na budkę telefoniczną, a ja jej na sto procent nie usłyszę…
- Czemu? Nie masz telefonu? – powiedział za nią.
- Tak, ale reszta to nie twój interes – pchnęła drzwi patrząc na niego i wyszła klapiąc szpilkami.
Payne został jeszcze chwile odwrócony w kierunku, w którym szła, a potem także wstał i wyszedł z kawiarni. Niedowierzał, że mógł być tak daleko od jej poznania. Nie mógł pojąć, że niczego o niej nie wie. Tak nie mogło być przynajmniej dla niego. Nie mogło być tak, że pierwszy raz poczuł się mniej pewny siebie, a jego  niezachwiane ego zostało zachwiane.



Ta dziewczyna zrobi w moim życiu zamieszanie… Wiem to – podsumował sobie w głowie i westchnął głośno.

______________________________________________________________________________________________________________

Hejoooo <3 Witam Was moi drodzy w ten jakże wspaniały piątkowy dzień (no chyba, że czytacie potem to w inny xx) 
Jak się podoba ten 3 rozdział? Bo ja nie wiem co o nim w sumie myśleć...  SPOTKALI SIĘ *o* to chyba najważniejsze xx dziękuje wszystkim za wspaniałe komentarze tutaj i na hashtagu #ThePolicemanFF (na który cały czas zapraszam ☺)
Odsyłam także Was moi kochani do zwiastun,a który macie w zakładce oczywiście "zwiastun" oraz abyście zobaczyli sobie okładkę opowiadania :*


Oraz proszę państwa : mój drugi blog ! 
Prowadzę go z twitterową @mycrushzaynx, a tutaj Alex Anne xx
Bardzo potrzebujemy Waszej pomocy i Waszych opini <3 Za każdy komentarz gorąco dziękujemy ♥ http://selection-fanfiction.blogspot.com/

No to do następnego Wasza @luv_1d_bromance xx

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 2


Wbiegła do starej, zniszczonej od oddziaływania pogody przez wiele lat kamienicy. Czerwono-brązowe cegły miały ciemny kolor od deszczu, spływającego po ścianach budynku, a na ramach okien dało się łatwo zauważyć zdrapaną farbę ukazującą jasne drewno. Szyby były poplamione i zszarzałe podobnie jak w blokach wokół. Betonowe, pokruszone schody, prowadziły do ciężkich metalowych drzwi od klatki, która łączyła poszczególne korytarze z mieszkaniami.
Lily otworzyła drzwi do swojego małego mieszkanka na ostatnim piętrze, kilkoma szybkimi ruchami kluczy. Pchnęła je ramieniem i wleciała do przedpokoju łączącego wszystkie pomieszczenia domu. Zrzuciła z siebie bluzę pozostawiając ją na środku małej, ohydnie-pomarańczowej sypialni. Otworzyła szufladę z jej ubraniami i zaczęła przekopywać się przez niepoukładane ciuchy, a po paru minutach wyciągnęła z niej czarną, obcisłą sukienkę do kolan i ubrała pozbywając się reszty sportowego odzienia. Na stopy założyła klasyczne, również czarne szpilki, stanowiące jedną z trzech par butów które miała, prócz butów do biegania i porozklejanych trampek, w których i tak przestała chodzić.  Rozpuściła włosy i przeczesała je lekko palcami uważając, żeby nie wyglądały na tłuste. Nałożyła tylko tusz, bo na całkowity makijaż już nie miała ochoty, szczególnie, że zajmował dużo czasu, a kosmetyki kosztowały majątek.
Podreptała znowu do drzwi zakładając na ramiona kurtkę przeciwdeszczową i biorąc ze sobą zakupioną wcześniej bułkę, którą zaczęła jeść schodząc po schodach.
Ruszyła szybkim krokiem w kierunki baru „Gwiazda”. Uważała stawiając każdy krok, aby nie przewrócić się na śliskiej nawierzchni nierównego chodnika. Co chwila sprawdzała godzinę na zegarku, który trzymała w kieszeni kurtki i kiedy zorientowała, że właśnie traci swoją jakże ważną podwyżkę, zaczęła panikować.
Stając za stołem barowym zamieniła kurtkę na fartuch barmanki, który zawiązuje się na biodra. Rozejrzała się po dużym pomieszczeniu. Spokój. Odetchnęła z ulgą i przysiadła na stołku normując szybki oddech. Spóźniła się tylko 10 minut, a jeżeli miałaby kłopoty szefowa by na nią czekała.    

Podjechali pod obskurny lokal, na którego widok Liamowi podeszło śniadanie do gardła. Nie kręcił się często w takich miejscach, chyba, że miał złapać jakiegoś naćpanego kolesia, który akurat się napatoczył mu kiedy przejeżdżał.  Nie chodził na imprezy bo nie miał czasu, gdyż jego życie zawalone było pracą w terenie… A może po prostu specjalnie zgotował sobie taki los, aby na nie nie chodzić?
Otwierając drzwi do baru w twarz buchnął mu zmieszany zapach starego oleju, w którym smażyli rybę i frytki oraz swąd alkoholu. Detektywi zaczęli rozglądać się po barze. Nie było za dużo osób. Spojrzenie Liama po kolei dostrzegało kolejne postaci siedzące przy stolikach. Ledwo żywy, łysy koleś koło trzydziestki, płacząca brunetka pijąca kolejne porcje wódki, co można było poznać po stojących obok niej kieliszków. A przy ścianie siedziała  para jedząca ociekające tłuszczem frytki. Gdy obrócił głowę w lewo zobaczył ją. Dziewczyna nachylona nad blatem stołu barowego czytała chyba książkę. Rozpuszczone włosy zakrywały jej pół twarzy, ale brunet rozpoznałby ją dosłownie wszędzie. Skupiona na wszystkim innym tylko nie na gościach nawet nie zwróciła uwagi gdy weszli. Podniosła wzrok, aby odgarnąć kosmyk włosów. Wszystkie jej mięśnie nagle się napięły, gdy spotkała wzrok policjanta. Nie dała poznać po sobie jak bardzo zestresowała się jego przybyciem. Zaskoczony obecnością dziewczyny w takim miejscu, Liam zmarszczył lekko brwi po chwili się opamiętując. Odwrócił głowę w drugą stronę do Zayna, zajętego wyszukiwaniem informatora.
- Hasło to Leeds dwudziesty szósty września 2014 – powiedział Payne przybliżając się trochę do przyjaciela. Ten w odpowiedzi kiwnął tylko głową. Rozeszli się, aby znaleźć osobę, która im udzieli informacji na temat morderstwa.  Mulat na pierwszy ogień wziął parkę w kącie, potem zapłakaną dziewczynę. Jasny brunet natomiast stanął przy barze i siadając na krześle wyszeptał hasło.
- Leeds, dwudziesty szósty września 2014.
- Co przepraszam? – popatrzyła na niego zdezorientowana Lily słysząc dobrze znaną jej datę. Źrenice rozszerzyły jej się do rozmiarów pięciozłotówek, a na jej karku pojawiła się mała kropelka potu. Zdenerwowanym wzrokiem przejechała przez całe ciało chłopaka i pod kurtką zobaczyła lśniącą odznakę londyńskiej policji.
Glina kurwa mać... – pomyślała sobie zaciskając mocno pięści. Złagodziła nagle swój wzrok i ze słodkim uśmiechem zwróciła się do detektywa.
- Panie władzo nie wiem o co chodzi, nie mam nawet pojęcia gdzie jest to Leeds - miłym głosem poprawiła swoją wcześniejszą wypowiedź. Brakowało jeszcze tylko tego, aby zaczęła okręcać sobie wokół palca jej blond kosmyk włosów i żuć gumę z otwartą buzią, a wyglądałaby jak typowy plastik tylko bez tony makijażu na twarzy.
Liam kodując, że nie jest informatorką odszedł dziękując tylko i przepraszając za zawracanie głowy. Zaprzątało mu głowę tylko jedno. Czemu się tak speszyła na początku? Trudno było nie zauważyć jej zmieszania.
Potrząsnął głową odsuwając od siebie te myśli i pokierował się do wspólnika, który widocznie znalazł informatorkę. Była nią ta rozpłakana dziewczyna. I chyba wcale tak dużo nie piła. Zwykle takie osoby dobrze udają.
Przysiadł na miejscu obok Malika i uśmiechnął się do dziewczyny. Miała krótkie włosy do okolicy poniżej żuchwy, ciemną skórę z tatuażami i krótką bluzkę do pępka. Twarz miała lekko azjatyckie rysy tak jakby jeden z jej rodziców pochodził z tamtej części świata.
Była już całkiem spokojna, a nawet uśmiechnięta. Podała Liamowi kartę z aktami z dnia śmierci mężczyzny. Godzina. Nazwisko. Sekcja zwłok. Oczywiście nie było sprawcy.  Przekartkował wszystko i wychwycił najważniejsze słowa potrzebne do sprawy.
- Ten facet nie miał rodziny – wychrypiała kobieta swoim dziwnym głosem, wcale nie pasującym do osoby, która go posiadała. – Tak więc nie ma nikogo kto by chciał szukać sprawcy. Miał jakąś firmę, z której nie miał żadnych zysków, żadnych informacji, nic. Jakby nie istniała. Nie wiem czy będziecie szukać mordercy czy po prostu skupicie się na rozwiązaniu tej zajebanej sprawy, bo chyba jego śmierć nie dużo zmieniła. Ale i tak o tym huczy, nie wiadomo czemu.
- Może to jakiś wpływowy człowiek? – zastanowił się Zayn.
- Mówię ci nie. Nie wiem nawet z czego żył, ale miał na wielki dom i stado ochroniarzy. Weźcie to jakoś złóżcie w całość, bo nic nie trzyma się kupy, a wszystkie oddziały próbują to załatwić. Media w całym kraju nie dadzą przecież za wygraną. Wy wiecie o tym najlepiej.
- Czyli gorzej niż zwykle? Super – mruknął.
- Oj nie przesadzaj. Fajnie ! – zaśmiał się Liam.
- Bardzo – przetarł twarz rękami jego przyjaciel. – Dzięki Anastasia. Postaramy się jakoś to załatwić – Pakistańczyk chciał już wychodzić, ale Li zagrodził mu drogę.
- Masz coś jeszcze ciekawego?
- Hm… Może i mam. Zależy o co chodzi – powiedziała zaciekawiona dziewczyna z uśmiechem.
W tej samej chwili Lily podeszła do stolika podając szklane butelki soku pomarańczowego (a przynajmniej na taki wyglądał).  Liam z niechęcią wymalowaną na twarzy otworzył napój i upił łyk. Ukrył odruch wymiotny i odstawił butelkę na bok, rozpoczynając dalszą część rozmowy.
- Ile osób go zabiło?
- Moje źródła mają źródła, które mówią, że ponoć jedna, ale ja tam im nie ufam.
- Masz na myśli… Sądzisz, że zabiło go więcej niż jedna osoba? – spojrzał na Anastasie z aprobatą. – Nie sądziłem, że ktoś taki jak ty może mieć własne zdanie – zażartował, co rozbawiło informatorkę.
Słysząc jej śmiech Lily wypaliła prawie dziurę w głowie Payne’a, swoim zimnym wzrokiem. Poczuła smak krwi, przygryzając mocno wnętrze policzka. Sama nie wiedziała co wywołało u niej taką złość. Wpatrując się w grupkę młodych ludzi zaczęła zdrapywać farbę z baru paznokciem. Gdyby zajęła się czymś innym nie denerwowała by się, ale nie umiała przestać się przyglądać idealnie ułożonym włosom, umięśnionego chłopaka. Nawet jego plecy były według niej seksowne, a w pełnej okazałości wyglądał jak młody bóg.
 Kiedy przyłapała się na oblizywaniu ust, podczas wyobrażania sobie chłopaka bez koszulki,  od razu odzyskała trzeźwy umysł i zaczerwieniła się jak burak. Chwyciła szybko za szmatkę i kolistymi ruchami powycierała każdy pusty stolik chociaż były czyste. 
Praca w barze nie mogła być czymś atrakcyjnym, ale nie brakowało jej wdzięków, żeby zwrócić uwagę Mulata. Jego wzrok podążał za dziewczyną od stolika do stolika, zapamiętując każdy szczegół z jej drobnej, idealnej sylwetki. Dziewczyna odrzuciła włosy na bok zauważając przesiąknięty pożądaniem wzrok Zayna. Nie chodziło jej o jego zainteresowanie, ale czemu nie korzystać skoro był tak samo przystojny jak drugi. Też się jej spodobał.
To policjanci – przypomniała sobie po chwili i uśmiech zszedł jej z ust. Dobrze wiedziała, że nie może narazić się na odkrycie jej przeszłości. Zarzuciła szmatkę na ramie i minęła stolik Liama, Zayna, i Anastasi pozbawiając ciemnego bruneta wszelkich nadziei co do spotkania na osobności. Oparł podbródek na ręce, którą opierał się łokciem o stół. Nie wtrącał się do rozmowy przyjaciela i dziewczyny bo wiedział, że i tak go nie posłuchają. Przytakiwał tylko zmęczony.
Liam wyczytując zachowanie Zayna wstał powoli z miejsca. Podali sobie ręce z ciemnoskórą dziewczyną, życząc sobie nawzajem powodzenia. Znając życie nie spotkają się już nigdy. Rzadko się zdarzało, że informator się powtarzał. Prawie nigdy tak nie było. Starszy chłopak, którym był Zayn ruszył w ślady za przyjacielem i także wstał pozostawiając informatorkę samą przy stoliku. Przeciągnął się lekko znudzony.
- Dowiedziałeś się czegoś przydatnego? – zapytał ziewając.
- Co? – mruknął zamyślony Liam.
- Czy coś ciekawego się dowiedziałeś?  - powtórzył podenerwowany.
- Pogadamy potem – przeczesał włosy ręką i poszedł w kierunku wyjścia przepuszczając przyjaciela pierwszego.
Sięgnął po środka swojej kurtki i wyciągnął małą, białą wizytówkę z napisanym jego nazwiskiem i prywatnym numerem telefonu. Zwolnił krok i zboczył z kursu, aby podejść po cichu do baru. Położył na nim kawałek kartoniku od razu przed nosem Lily. Zerknęła na dłoń przytrzymującą prostokącik, a potem na jej właściciela. Przygryzła lekko wargę biorąc w swoje palce mały obiekt. Brunet szybko odnalazł na jej piersi przypiętą plakietkę z imieniem. Uśmiechnął się tajemniczo.
- Miłego dnia Lily… - rzucił cicho, ale słyszalnie dla dziewczyny z lekkim uśmiechem, po czym odszedł leniwie.
Zdezorientowanym wzrokiem dziewczyna odprowadziła chłopaka a potem przeczytała napis na karteczce.

„Detektyw Liam Payne”


Obróciła wizytówkę w palcach i schowała ją do kieszeni swojego okrycia wierzchniego.

- A więc do zobaczenia Liam… - szepnęła sama do siebie uśmiechając się przy tym kącikiem ust. Chyba już zapomniała, że Payne jest policjantem.


_________________________________________________________________________________________________________________________________________________

No to moi drodzy jest już drugi rozdział :) Bohaterowie... Hmm.. Poznają sie ? xd jak to nazwać sama nie wiem ;p Szczerze te pierwsze rozdziały średnio mi się podobają, potem będzie może lepiej, ale czekam na waszą opinię, która BARDZO BARDZO mi pomaga :*
Dziękuje także niezmiernie za te wszystkie komentarze i mam szczerą nadzieje, że będzie ich coraz więcej ;) nie ważne czy dobry czy złych. Wszystkie się liczą bo uczę się lepiej pisać ♥ No to wszystko na dzisiaj :*
Zapraszam do pisania opinii również na hashtagu #ThePolicemanFF na Twitterze ! x

Do piątku misie <3

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 1

Zimny wiatr owiewał jej ciało. Pod jego naporem bieg dziewczyny był wolniejszy niż zwykle. Sportowe buty, bluza i zwykłe dresy, a w nich paczka papierosów kojących zszargane nerwy Lily. Nie wyróżniało jej nic od połowy ludzi mieszkających na przedmieściach miasta, tam gdzie ona. Szare chmury okrywające niebo prawie każdego dnia, mogły przyprawić o mdłości. Omijając kolejne osoby ruszające codziennie o tej samej godzinie do pracy, zdawało jej się, że zamknięta jest w kręgu czasu. Dzień w dzień robiła dokładnie te same czynności. Wstawała powoli z łóżka kiedy zaczynało świtać (czyli koło szóstej rano), jadła to, co akurat miała w lodówce, a nie było tego za wiele. Biegła do centrum dla rozruchu, robiła „zakupy” składające się z nowej paczki fajek, czegoś do picia i suchej bułki. Czasami zdarzało jej się kupić więcej, ale tym razem nie miała takiej potrzeby. Biegła dalej rozglądając się wokół i badając każdy metr kwadratowy Londynu. Czujna lustrowała ludzi od góry do dołu dokładnie. Każdy. Dosłownie każdy był dla niej podejrzany.
Unikając nagłego lunięcia deszczu, weszła do centrum bokserskiego. Wrzuciła zakupione artykuły spożywcze do swojej szafki i wbiegła do pomieszczenia z workami treningowymi. Rękawice już na nią czekały. Zaczęła energicznie uderzać w jeden z worków swoimi małymi, ale jak już zniszczonymi od ćwiczeń dłońmi. Złość uchodziła z niej przy każdym ruchu coraz bardziej. Krople potu pojawiły się na jej jasnym czole, a blond włosy posklejane od niego opadły jej na twarz. Odgarnęła je niezgrabnie przedramieniem tym samym ocierając mokre czoło.
Była dobra. Tak przynajmniej mówili w klubie. Uczucia które się w niej kłębiły pchały ją do silnych uderzeń. Pokonałaby niejednego faceta. Była gotowa do walki. Wiedział o tym każdy kto ją widział. Nienawiść w oczach mówiła wszystko, chociaż nie wypowiedziała do żadnego człowieka w Londynie więcej niż czterech zdań o sobie. Twardy samotnik walczący o przetrwanie – powiedziałby każdy, któremu chociaż raz pokazała się na oczy. Ale w środku była całkowicie inna. Diametralnie inna.

Wracając zawsze biegła tą samą drogą. Park, osiedle, dom. Nic nadzwyczajnego. A jednak. Biega tamtędy z jednego powodu. Codziennie, w tym samym miejscu nieopodal zaczynających się przedmieść Londynu przy komisariacie stał tajemniczy chłopak. Za każdym razem oparty o ceglaną ścianę z Iphone’m w dłoni, zapatrzony był w ekran urządzenia. Przebiegając czuła jego wzrok na swoim karku. A przynajmniej coś czuła, bo według jej niezawodnych oczu dalej gapił się w kolorowy wyświetlacz. Był dla niej interesujący. Postawa jego ciała świadczyła o pewności siebie, a to była rzecz której Lily nienawidziła najbardziej w świecie. Ominęła kolesia przebiegając dość blisko. Jej włosy spięte w kucyk drasnęły jego twarz końcówkami. Ruszył się, a twarzy Lilianny pojawił się cwany uśmieszek.

Popatrzyła na zegar na Big Benie. Wskazywał godzinę dziewiątą czterdzieści osiem. Cholera – pomyślała. – Spóźnię się.
Przyspieszyła biegu kierując się w stronę domu.

***
Czekał przed posterunkiem jak codziennie na swojego partnera. Drugiego od razu po nim najlepiej wyszkolonego detektywa w Wielkiej Brytanii i jego najlepszego przyjaciela. Zniecierpliwienie dawało mu się już we znaki. Ruch jego nogi stawał się coraz szybszy. Zayn zawsze się spóźniał.
Liam usłyszał znajomy rytmiczny tupot stóp o chodnik. Nie musiał podnosić wzroku. Dobrze wiedział że to biegnie właśnie ona. Blondynka w bluzie z kapturem. Uśmiechnął się pod nosem. Obserwował ją już od 2 miesięcy, od kiedy zaczęła tędy biegać. Był świadomy tego, że to z jego powodu. Był bystrym facetem. Dziewczęta lgnęły do niego jak pszczoły do miodu
 Nie musiał się specjalnie zastanawiać dlaczego tak jest. Jego brązowe ułożone w górę włosy, doskonale akcentowały linię męskiej szczęki chłopaka, ukazując jak przystojny był.
Poczuł na twarzy lekki dotyk jej pachnących jabłkami włosów. Pierwszy raz podniósł wzrok. Drgnął. Poczuł się jakby przegrał jakąś ważną nagrodę, którą miał w zasięgu ręki. Ta walka była dla obojgu wiadoma. Nikt nie powiedział o niej na głos, jednak dało się wyczuć nutę rywalizacji kiedy przebiegała. Kto pierwszy ulegnie drugiemu. Czy ona się zatrzyma, czy on się ruszy.

Z zamyślenia wyrwał go kuksaniec. Popatrzył na sprawcę. Ciemnoskóry, nieogolony mężczyzna stał u jego boku zaglądając mu przez ramie do zawartości telefonu.
- Szybciej się nie dało Zayn? – zapytał z wyrzutem Liam. Schował komórkę do tylnej kieszeni spodni.
- Radziłbym ci się tak nie szczerzyć do tej blondyny – burknął zmieniając temat jego spóźnienia na drugi plan.
- Nie szczerzę się – Payne zmarszczył brwi wściekając się lekko na kolegę. – Dobra nie ważne. Chodź już bo kolejny raz przez ciebie spóźnimy się na spotkanie – powiedział tylko otwierając drzwi do swojego czerwonego Porsche. Obrażony Pakistańczyk okrążył auto i wsiadł z drugiej strony.
- No ruszaj – westchnął z nutą goryczy w głosie.
- Już, już – zaśmiał się brunet i włączył silnik.
- Co z tą sprawą z Leeds? – burknął.
- Właśnie na ten temat będziemy rozmawiać na spotkaniu – odpowiedział Liam obracając kierownicą, aby wjechać w boczną ulicę.
- Jak to? – spojrzał na niego zaskoczony przyjaciel. – Przecież się nie zgłaszaliśmy do tej sprawy.
- Ale ja nas zgłosiłem Zayn. Kto inny jak nie my. Coś mi tu śmierdzi, a szczególnie jak to się stało. We własnym domu? To kogo on tam wpuszczał?
- Nie mam pojęcia, ale powiem ci tylko, że pakujemy się w niezłe gówno.
- Dlatego to wziąłem mój drogi – zaśmiał się głośno. – To nasza specjalność zapomniałeś już?
- Jakbym mógł… - przewrócił oczami Mulat. – Jak coś to się wycofam.
- I tak oboje wiemy że się nie wycofasz – stwierdził spokojnie jego przyjaciel i posłał mu znaczące spojrzenie. – Czyż nie mam racji misiaczku?
- Masz i to cholerną więc się już lepiej zamknij – zaśmiał się i uderzył go lekko w ramie.



_____________________________________________________________________________________________________________________________________

No to dzisiaj pierwszy rozdział :) Mam nadzieje, że Wam się spodoba, bo mnie nie za bardzo przypadł do gustu. Rozdziały będą dodawane w miarę możliwości co piątek.
Bardzo dziękuje za tyle komentarzy pod prologiem ! Jestem strasznie szczęśliwa, i bardzo bym chciała żeby tyle opinii było pod każdym rozdziałem. Nie ważne czy dobrych czy złych xx
 No to do następnego kochani ! :*
Wasza Luv Bromance ♥

poniedziałek, 7 lipca 2014

Prolog

Myślała, że życie jest inne. Nie spodziewała się, że wszystko tak szybko obróci się o sto osiemdziesiąt stopni. Dała ciała. Powiedzmy szczerze. Trochę za dużo zabawy, trochę za dużo odwagi w tym co robiła, a zazdrość innych zniszczyła jej życie. Troska o bliskich zmusza ją do niecodziennych czynów. Radzi sobie sama. Ale gdyby chociaż raz dała sobie pomóc, może to wszystko nie byłoby takie trudne.

On jest nazywany psem. Przez ludzi, którzy szanują tą prace nazywany jest stróżem prawa. Ale bycie detektywem, a może raczej czymś podobnym do szpiega, wymaga bycia i psem i stróżem prawa. Zawsze działa w grupie, bo wie, że sam nie da sobie rady, chociaż by dał. A kiedy będzie chciał pomóc, zostanie odrzucony. A to jest właśnie sens jego życia. Pomagać tym co go potrzebują. Chronić tych co są w niebezpieczeństwie. I zamykać tych co to bezpieczeństwo niszczą.

Dwie osoby, świat ten sam, ale czy wydarzenia ich połączą?


______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hejo ! No to dzisiaj witam Was na prologu ! <3 Mam nadzieje, że sie spodoba, ponieważ pisanie to moja pasja :* Rozdział pojawi się albo za tydzień, a jeżeli będziecie chcieli wcześniej... To wcześniej ! :* Kocham Was miśki !
Wasza @luv_1d_bromance xx
Szablon by @Lyvia_x