piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 24

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz ♥
Kolejny rozdział = 45 kom. ☺


Koło godziny jedenastej w nocy na lotnisku nie było żywej duszy. Małej wielości porty lotnicze miały to do siebie, że ludzie nie latali z tamtych miejsc. Nie wiadomo czemu.
Przy rejestracji siedziała jedna kobieta czytająca książkę. Gdy uniosła lekturę Lily zobaczyła dobrze jej znaną okładkę „Jutra”*.
To była chyba jedyna książka sci-fi  po którą sięgnęła dziewczyna… W ogóle mało sięgała po rozrywkę opartą na czytaniu, lub słuchaniu czegoś. Jakoś jej to nie kręciło. Zawsze wolała zabawę i picie. Szkoda. Liam podszedł do tej że kobiety i podając jeszcze stare paszporty poprosił o trzy bilety do Amsterdamu. Pracownica lotniska spojrzała najpierw na jego paszport potem na jego twarz a następnie na przyjaciół policjanta. Zmarszczyła lekko brwi biorąc kolejne dokumenty i przeglądając je. Na ladzie pojawił się także plik pięćdziesięciofuntowych banknotów.
- Jeżeli będzie pani tak miła, proszę wykasować nas z systemu – za twarzy Payne’a pojawił się lekki uśmiech. Ciemno włosa wklepała coś do systemu i kiwając głową pokazała drogę do wejścia na pokład.
- Proszę bagaże wziąć ze sobą. Macie dzisiaj cały wolny samolot. Stratą czasu będzie pakować je do bagażnika.
Na znak bruneta Lily i Zayn poszli za nim przez długi korytarz. Dźwięk ciągniętych walizek o kafelki roznosił się echem po całym lotnisku. Nawiasem mówiąc trudno było tam go nie zrobić. Jeżeli mieli za każdym razem takie tłumy to usiało im się naprawdę dobrze wieść…
Kapitan samolotu wpuścił trójkę przyjaciół do samolotu i sam poszedł na swoje miejsce. Przez radio wyrecytował dokładnie formułkę przygotowującą do startu. Lily zapięła pasy i odwróciła się w stronę swojego małego okienka. Było ciemno i nie mogła patrzeć jak oddalają się coraz bardziej od ziemi.
Klimatyzacja działała tak świetnie, że na ciele blondynki pojawiła się gęsia skórka. Okryła się bardziej kocem który znalazła pod siedzeniem i zamknęła oczy.
Przed wyjazdem z motelu uznali z Liamem, że to co między nimi zaszło będzie ich tajemnicą zważając na Malika. Chociaż dziewczyna naprawdę to wisiało, detektyw nadal lubił swojego długoletniego przyjaciela, i ranienie go nie było mu jakoś na rękę. Mimo wszystko nie zamierzał też kryć uczuć do dziewczyny, szczególnie po tym jak został z nią na noc w dniu zerwania. Zaspokajając myśli niektórych: zostanie na noc to spanie, a nie… Jak wszyscy myślą.
Liam i Zayn usiedli obok siebie żeby obgadać plan działania. Po minie Zayna jakoś nie było widać zmartwienia, kiedy patrzył na swoją byłą dziewczynę, a oczy miał jak bez uczuć. Ucieszyło to pierwszego policjanta bo nie musiał wysłuchiwać lamentów rzuconego chłopaka… W szczególności, że został rzucony przez jego najbliższą koleżankę. To wszystko było jak z „Mody na sukces”.

Przez godzinę lotu udało się chłopakom ogarnąć informatora oraz jednego z ich partnerów mieszkających w tej części Europy. Musieli mieć pieniądze na życie. A z tym na razie było krucho bo karty płatnicze detektywów powinny przestać działać… Jak najszybciej. 
Lądując obudzili Black, która niechętnie ruszyła się z wygodnego dla niej fotela. Rozciągnęła się i wzięła swoje rzeczy idąc do wyjścia. Na tym lotnisku ludzi aż się roiło. Nie ważne że było po północy. Tysiące ludzi czekało na swój samolot do różnych części świata. No tak. Wszyscy wylatywali na święta.  Przez tą myśl humor przyjaciół zepsuł się jeszcze bardziej. Przecisnęli się przez tłumy, aż do postoju taksówek. Dziewczyna wygrzebała jakieś Euro z kieszeni i patrząc na przyjaciół czekała, aż ci podadzą adres ich miejsca pobytu.
Zayn ledwo dogadując się z kierowcą w końcu zwycięsko opadł na fotel. Razem z Payne’m wybrali  większe luksusy niż ostatnio. I tak nie mieli wyboru, Amsterdam nie był najtańszym miejscem, ale na tyle zatłoczonym, że trudno byłoby znaleźć dwóch detektywów i dziewczynę poszukiwaną przez mafię. Scenariusze z filmów akcji zawsze były do dupy.

Jeszcze większy niż w Wielkiej Brytanii, nocny chłód miasta przyprawił barmankę o ból głowy. Jej samopoczucie w ostatnich dniach pozostawiało wiele do życzenia. Zapięła się kurtką pod samą szyje i oparła o szybę Suzuki  w którym jechali. Poczuła na kolanie ciepłą dłoń Liama i uśmiechnęła się delikatnie nadal mając przymknięte oczy. Musiała iść odpocząć. Nienawidziła podróży.
Teraz naprawdę zaczynało jej brakować ciepłych kąpieli w wielkiej wannie swojej mamy i unoszących się w powietrzu zapachów kwiatów z płynu wlanego do gorącej wody.
- Zaraz się wyśpisz Lil. Obiecuje – powiedział cicho gładząc ją po dłoni, kątem oka patrząc w przednie lusterko. Zayn nie obserwował. A nawet jeżeli widział to tego nie chciał, i dobrze udawał niewzruszonego.

Podjechali pod hotel Blue Square. Był idealny dla przyjaciół. Dla chwili odpoczynku warto był zainwestować ostatnie pieniądze w All Inclusive. Przynajmniej wiedzieli że nie będą głodni. Wysiedli płacąc drobniakami od Lily i popędzili ku wejściu hotelu. Zamówione były już dla nich trzy pokoje. Każdy obok siebie, żeby nie musieli jakoś szukać siebie  po całym hotelu. Ciepło oplotło ich od początku, a kiedy każdy z nich wszedł do swojego pokoju musiał się uśmiechnąć. Wszystko wyglądało bardzo elegancko. Łóżko, szczególnie dla dziewczyny, musiało być zbawieniem. Mieli osobne łazienki z gorącą wodą i telefon, obok łóżka żeby zamówić sobie co chcieli do pokoju. Chwila w raju między tym całym koszmarem.

Malik przysiadł na krańcu łóżka dając chwile odpocząć swoim zbolałym nogą. Położył się na łóżku wsłuchując się w odgłos jego burczącego brzucha. Sięgnął po słuchawkę zamawiając trzy porcje frytek do pokoju. Nie miał zamiaru się nigdzie ruszać. Wziął laptopa i wysyłając do Liama wiadomość żeby przyszedł do niego do pokoju. Po przyjściu przyjaciela połączyli się z informatorem znajdującym się na drugim końcu miasta.
- Jogisan Makura (czyt. Jodżisan Makura) czemu nie jesteś w Japonii? – zapytał mulat witając się tym samym z ich skośnookim znajomym.
- Spierniczaj rasistowski arabie – zaśmiał się kolega posyłając swój firmowy uśmiech parze detektywów. Jogi i Zayn dogryzali sobie zawsze. Ale nigdy na poważnie. Mieli jakiś dystans do swojego pochodzenia. Wręcz śmieszyło ich jak można kłócić się o rasę.
- Słuchaj. Wiemy że masz dobry kontakt z ludźmi z Londynu… I wiemy też że możemy ci ufać… A nie mamy teraz sposobu żeby się inaczej chronić niż ty…
- Co? Gdzie wy jesteście? – azjata spojrzał na kolegów zdziwiony.
- W Amsterdamie Jogisan – powiedział Liam uśmiechając się. – Mamy w pokoju obok naszą koleżankę… Jakoś nie widzi nam się zostawiane jej na pastwę losu… Pomagamy jej i…
- Lily Black – powiedział Makura. – Uwierzcie… Wieści szybko się roznoszą.
- Ahh… czyli nie musze ci mówić o kogo chodzi.. Dobrze… Jesteśmy w niemałym niebezpieczeństwie, uciekamy przed zabójcami z mafii Marlocka… Potrzebujemy informacji gdzie znajduje się pościg za nami…
- Słuchajcie… Będę wam wysyłał informacje o wszystkim co się da. Nie możecie nic pominąć. Możliwe, ze wszystko będzie miało jakąś wartość. Więc… Podajcie mi coś dzięki czemu będę mógł się z wami skontaktować…
- Zaraz wyśle ci numer mojego zastrzeżonego… Nie możesz nikomu mówić że się z nami kontaktujesz Jogi… - upomniał go Payne.
- Wiem. O to się nie martwcie. Sam mam teraz zabójców na karku. Informacje o was nie wypłyną i zostaną ze mną Az do śmierci. Ja jestem czysty.
- Świetnie. Do zobaczenia. Przesyłam numer – Liam odszedł na bok z Malik wyłączył video.
- Myślisz że możemy mu ufać? – zapytał.
- Nie mam pojęcia… Ale to nasze ostatnia szansa Zayn…




Telefon Drew zawibrował w jego kieszeni. Był przekonany, że to kolejny z jego sługusów nie potrafi zrobić czegoś w bazie danych. I tak już był zły, słysząc od lezącej już kobiety na ziemi, że dwóch mężczyzn i blondynka, opuścili motel parę godzin wcześniej. Madison sprawdzała właśnie puls rudowłosej kobiety  żeby przekonać się jak szybko umiera się po dostaniu w głowę nożem. Szybka śmierć.
- Gównianie, ze nie wiedziała gdzie są – westchnęła dziewczyna. Mogło by się wydawać że w jej głosie była nuta żalu, ale to raczej złudne stwierdzenie.
Marlock odblokował telefon i popatrzył na wyświetlacz.
Nieznany

Chłopak zmarszczył brwi i otworzył wiadomość. Podniósł brwi i popatrzył na swoją ukochaną która aktualnie zajmowała miejsce za recepcją i czyściła buty z krwi.
- Jebana… Krew zostanie na długo - westchnęła cicho i odwzajemniła spojrzenie mężczyzny. – Co się stało?
- Madison… Ktoś ich wydał – uśmiech szefa mafii z lekkiego zrobił się teraz ohydny i dumny. Zaśmiał się rzucając telefon Allen.
- Nie możliwe – zaśmiała się czytając wiadomość. Skrzywiła się lekko niezadowolona.
- To i tak jest mało informacji. Co z tego że znam większy obszar… Żeby ich szukać potrzebujemy większej ilości informacji…
- W sumie możliwe że zdrajca tez jeszcze nie wie gdzie są… Grunt że kogoś mamy…
- No tak.. Może pomoże nam dalej… Odpisać?
- Nie kochana… Na razie nie… Czekajmy aż to wszystko się rozwinie.
- Drew mamy mało czasu… Wiem że to chodzi o nas, ale twoja posada ucieka coraz szybciej… - brunetka przytuliła się do chłopaka.
- Tak wiem. Ale jeżeli nie będzie spokojni w ogóle nie będę miał na nią szansy.
- Dobrze – uśmiechnęła się i dała mu całusa. – Mówiłam ci już kiedyś że cie kocham?
- Nie wiem – zażartował chłopak chowając za pasek czerwony nóż i podnosząc lekko Madison.
- To teraz ci to mówię – cmoknęła go zapominając o trupie za nimi.

Samolot do Holandii odleciał siedemnaście minut temu. Liczba pasażerów – 3.*









*„Tomorrow” – John Marsden
*Wiadomość od zdrajcy



________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

HEJ HO HEJ HO DO PRACY BY SIĘ SZŁO ! 
Siema misie ? x jak tam lecą Wam święta? :* powiem Wam że mi całkiem spoczko :* 

W sumie w notce nie mam o czym pisac tylko rpzypominać o hashtagu i tak dalej... i o playerach.. i o KOMENTARZACH  xd 

No ale napiszcie mi też co tam u Was bo chciałabym wiedzieć :* 
I napiszcie coś o rozdziale rzecz jasna x aaaaaaaa...
i piszcie co mogłabym zmienić w pisaniu żeby było lepiej x 


MAM TEŻ PYTANKO...
ktoś wie jak zobyć popularność jak CIEŃ ? xd jak ona to zrobiła  xd tez chce xd
ale przynajmniej mam Was i kocham Was najmocniej na świecie x jeżeli komuś sie chce i tez mu zalezy na tym ff to może mi pomóc porozsyłać :*

szukam dalej kogoś na konto zayna na tt x 
no nic do następnego :*

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 23

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz 


- Kurwa nie umiesz nawet zabić jednej głupiej dziewczyny idioto? Aż tak trudno było ci strzelić w to pieprzone okno?! – krzyczała dziewczyna stukając ręką o stół.
- Zabiłeś koło trzydzieści osób za pomocą shotguna i nadal nie nauczyłeś się dobrze strzelać? – Drew wściekły usiadł na swoim wielkim fotelu. – Teraz nie wiadomo gdzie są, czy jeszcze w kraju i czy po za nim. Bez pomocy kogoś z ich paczki nie damy sobie rady ich znaleźć. Sygnał z nadajnika który daliście im na auto przestał działać bo zamarł pacany!
- Szefie nie nasza wina że w aucie byli dwaj najlepsi detektywi szkoleni od nastolatka na ich pracę… - tłumaczył się Benett omijając wzrok Marlocka. - Damy rade zabić Black bez problemu ale…
- Jakoś wcześniej nie daliście rady jej zabić… - mruknęła Madison przewracając oczami, przerywając mu. Tupała nogą niezadowolona obracając w palcach pistolet. Gdyby nie myślała racjonalnie, od razu zabiła by tego niedojdę, ale nie mieli jak znaleźć tak dobrych, wyszkolonych zabójców.
- Pani szef, ale dobrze pani wie, ze walka na pistolety z Payne’m to ciężki orzech do zgryzienia – westchnął chłopak.
Był koło dwudziestego piątego roku życia. Jego kruczoczarne włosy i zielone oczy całkowicie nie pasowały do wizerunku zabójcy. Jego ciało było umięśnione, ale był zwinny i szybki. Nic mu nie brakowało. Prezentował się lepiej od niejednego upiększonego celebryty.
- Od kiedy tak lirycznie pierdolisz? – wtrącił się Drew denerwując się coraz bardziej. – Lepiej idź do swoich pachołków i każ om ogarnąć jakaś lepszą broń.  Macie pozbyć się Lilianny Black raz na zawsze i chuj mnie obchodzi jak to zrobisz. Jeżeli ci się nie uda zajmę się tym sam, a kiedy będzie po wszystkim twoje zwietrzałe ciało wyląduje w śmietniku – podszedł do okna i wskazał na kubeł. – O właśnie tam.
Mężczyzna zadrżał i kiwając głową wyszedł z przyciemnionego pomieszczenia. Gdyby wszedł tam człowiek z zewnątrz pomyślał ze to burdel. Zawsze i wszędzie…
- I co kurwa? I co? Co mamy robić do kurwy nędzy?! – krzyczał chłopak nie wiedząc co robić. Przysiadł a biurku i zaczął stukać o niego palcem.
- Kotek… Uspokój się… - kobieta podeszła do niego i dała mu ręce na ramiona. Pocałowała go namiętnie i uśmiechając się gdy usłyszała cichy pomruk. – Damy rade… Myślę że jak zajmiemy się tym sami będzie dużo, dużo lepiej – powiedziała gładząc jego ręce.  Brunet odetchnął i przytulił dziewczynę.
W brew pozorom źli ludzie tez kochają. Nawet bardzo. Mimo że Madison nie miała takiego planu zadurzyła się w swoim chłopaku na zabój. Kochała go, a on ją. I gdyby boś się stało nie wybaczyli by tego sobie. Czasami kiedy Drew spał, Allen myślała o tym wszystkim. O ich przyszłości. O tym co będzie jeżeli mafia podupadnie. Życie pełne stresów i krzyków nie było jej obce, ale gdyby miała wybierać wolałaby się wynieść na nudną wieś, żeby tylko być z Drew.
Dziewczyna przystanęła przed komputerem i zaczęła wyszukiwać coś w bazie danych. Wzrok Marlocka śledził jej każdy ruch z uśmiechem. Pocieszała go. Zawsze.
Nacisnęła parę klawiszy na klawiaturze i uśmiechnęła się.
- Mam trop skarbie – powiedziała dumna przeskakując z nogi na nogę.
- Jak to? Już? – zdziwił się i stanął obok niej. – przecież sygnał się urwał…
- No tak… Ale się troszeczkę ociepliło i był jakiś mały sygnał. Wiem gdzie byli wczoraj około piątej nad ranem… Możemy ich tam poszukać…
- Gdzie byli dokładnie? – przeciągnął obraz ekranu na większy wyświetlacz telewizora.
- Blisko lotniska w Folkestone… Strzelam, ze ich już tam nie ma skoro ten zapis był jakieś dwadzieścia godzin temu. Nie wiem nie wiem.
- W sumie masz racje. Ale powinniśmy poszukać, może znajdziemy jakiś konkretny trop w tamtym miejscu… Jeżeli ktoś ich widział to na pewno nam powie… A wręcz nie będziemy musieli nikogo zmuszać – zaśmiał się wyciągając nóż i obracając go w palcach.
- Jesteś barbarzyńcom – zaśmiała się dziewczyna i ubrała czarną, skórzaną kurtkę z ćwiekami na ramionach. – Nie będziesz mógł mnie przytulać – zrobiła smutną minkę.
- Straszne – zaśmiał się i poszli w stronę wyjścia z bazy.
Skierowali się do samochodu gdzie czekał na nich cały asortyment broni.
- Więc skarbie… Dawaj GPS – powiedział Drew wyciągając dłoń do dziewczyny. Od niej dostał prostokątne urządzenie i przypiął je do specjalnej podpórki. Wklepał współrzędne miejsca pobytu trójki  przyjaciół i ruszył spod bazy. Czekała ich dość spora droga, ale czego się nie robi dla miłości…
Drew przydepnął w gaz jak mógł i rozpędził się na prostej. Śmiech Madison wywołała u niego szeroki uśmiech, Kochał ją. Nad życie.  Dla niej mógł zrezygnować z tego całego gówna… Ale ona nie narzekała na jego pracę, więc wszystko było idealnie. Głupi ma zawsze szczęście… A morderca? Ma wymarzone życie.
Pojechali nad wybrzeże szczęśliwsi niż kiedykolwiek i zapominając po co tam jadą. Liczyli się tylko oni oboje.

Lily weszła do pokoju detektywów na prośbę Payne’a aby wszyscy się zebrali. Napięcie wisiało w powietrzu, a wzrok dziewczyny cały czas wbity był w podłogę. Usiadła na łóżku obok Liama, naprzeciwko nich siedział Zayn nic nie mówić.  Jasny brunet korzystając z okazji, ze żadne z nich nie ma nic do powiedzenia zaczął.
- Musicie mi oddać wszystko. Telefony, paszporty, dowody… Wszystko… - nakreślił jasno zwracając wzrok „przyjaciół” na siebie.
- Już teraz? – zapytał Malik. – Myślałem że pogram sobie jeszcze we Flappy Bird*… Mam starą wersję… - marudził chłopak ale wyciągnął wszystko co miał.
- A ty Li? – spojrzeli oboje na nieśmiało nastawioną dziewczynę.
- Ja nic nie mam – westchnęła. – Nie zdążyłam wziąć telefonu kiedy uciekaliśmy, a paszport ci już oddałam tumanie – powiedziała z lekkim uśmiechem dając mu kuksańca.
- To co… Gdzie chcecie się wyprowadzić? – zagaił Liam, chociaż było to bardzo ważną kwestią.
- Do New Yorku! – zawołał Malik. Był taki uradowany jakby nic się nie stało poprzedniego dnia. Lecz w środku umierał kiedy patrzył że Lily nie cierpi zbytnio. Było jej po prostu głupio.
- Nie Zayn… To głośne, za głośne miasto – zbiła go Black trochę ostro. – Nie będzie tam bezpiecznie…
- A w Londynie niby było? – naburmuszył się. – To jedźmy do Rosji…
- Co? -zaśmiali się oboje z Liamem.
- No do Rosji… Tam nic na półkach nie ma… Ci chorzy mordercy nas tam nie znajdą…
- Wiesz gdzie jest Rosja? – zapytała Lil trochę zdziwiona, ale roześmiana. – To jest obok Ukrainy, za Polską… Tam jest zimno w cholerę.
- A chuj zamarzniemy – westchnął dając ręce na piersi.
- A Glasgow? – zaproponował Liam. – Ładnie tam jest…
- A może jakieś kraje skandynawskie hmm? – pomysłów było tysiące. Nie mogli wybrać spośród nich. Nie było tak łatwo jak wymarzył sobie Payne, szczególnie gdy jego prawie dziewczyna i przyjaciel nie umieli sie dogadać.
- Wiecie… Jak byłam mała to tata zabrał mnie do Amsterdamu… To w Holandii… Jest tam dobre życie i jeżeli będziemy czegoś potrzebować to nie problem skontaktować się z jakimiś… Waszymi kolegami – wzruszyła ramionami dziewczyna i poprawiła włosy.
- Wiesz… Dobry pomysł… I jest nawet bezpiecznie… Ale tylko nawet – Zayn machał nogami siedząc w fotelu z kawą.
- Czyli… Amsterdam? – Liam popatrzył na dziewczynę i drugiego detektywa, którzy tylko pokiwali niemrawo głowami. Wyjął telefon.

- Idę załatwić nam jakieś normalne paszporty… Spakujcie się… Rano opuszczamy Anglię.


___________________________________________________________________________________________________________________________________________
hej misie ! przepraszam Was za taki beznadziejny rozdział... przynajmniej pierwsza jego część jakoś wyszła.. To przez to zabieganie... you know xd
no więc... piszcie co sądzicie xd mysle że kolejne rozdziały bedą dużo lepsze to ył taki do dupy ale za tydzień bedzie fajny.. promise x

jestem napełniona miłością więc nie wiem co wymysle (Livka bedzie miała chłopaka hihi). NIe wazne xd 
dobra misie uż późno wali mi.. sooo.. kocham was i do nastepnego który bedzie o niebo lepszy niż ten niefajny xd Kocham was <3

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 22

Jeżeli już tu jesteś kotek zostaw proszę komentarz 


Pamiętasz kiedy nie chciałaś skrzywdzić matki i uciekłaś? – byłaś silna.
Pamiętasz jak ukrywałaś swoją przeszłość przed Liamem? – byłaś silna.
A wiesz jaka teraz jesteś stając przed nim? – jesteś słaba. Słabsza niż kiedykolwiek. Ale chyba musisz zapomnieć o tym.
Znów musisz być silna. Dla ciebie. Dla niego. Dla was… Ale głównie dla ciebie.

- Co zaś chcesz kurwa? Mogłaś się zapytać Liama, nie śpi już – warknął co obudziło w dziewczynie jakiś ogień.
- Nie – oznajmiła pewnie. – Tym razem ci kurwa nie odpuszczę Malik.
- O-o co ci chodzi Lily? – spojrzał na nią trochę zdezorientowany. Przez ostatnie dni mało się odzywała a co dopiero przeklinała, bądź była taka pewna  siebie.
- O to do jasnej cholery, że… – zacięła cie i spojrzała na oczy Zayna. Były pełne niepewności tak jakby go zaskoczyło to co dziewczyna robi. – Ja już nie wytrzymuje… - powiedziała.
- W sensie? – zmarszczył brwi podchodząc do niej.
- Że nie wytrzymuje bycia z tobą człowieku – zacisnęła pięści gdy te słowa wychodziły z jej ust. Nie wiedziała jak to powiedziała, ale była pewna, że nie było to łatwe.
- Co przepraszam? – zawołał myśląc że mu się przesłyszało.  Uniósł rękę tak, iż blondynka myślała, że ją uderzy. Jego dłoń poszybowała w dół zatrzymana jednak przez jej przedramię. Spojrzała na chłopaka to wściekła to przerażona. A wcześniej usłyszała od Liama, że Zayn nigdy nie podniósł ręki na swoją ukochaną… Chyba się mylił.
Odrzuciła jego rękę  w bok powodując, że coś w Maliku pękło. Jego oczy momentalnie zmieniły wyraz. Były łagodne i przestraszone tym co prawie zrobił. Wyglądał tak jakby miał paść przed nią na kolana i zacząć przepraszać. Zanim jednak to zrobił na jego policzku pojawił się czerwony odcisk palców Lily. Wyznaczyła mu siarczyste uderzenie i pozostawiając go w pozycji „po liściowej” ruszyła w stronę drzwi.
- Lily! Stój – złapał jej nadgarstek, ale blondynka szybko go wyrwała.
- Jak mogłeś dupku!? Jak mogłeś to zrobić! – krzyczała na niego, a z jej oczu popłynęły łzy.
- J-ja n-nie wiem… Ja nie wiem Li przepraszam… - jąkał się szukając sensownych wyjaśnień. Ale na marne.  Szybko ujął twarz dziewczyny i pocałował, co ewidentnie było błędem, ponieważ wylądował na ziemi.
- I co?! Jak się teraz czujesz niezdaro!? – krzyczała tak samo jak on zawsze. – Co nagle odebrało ci mowę!? – płakała chyba tak jak nigdy. I poczuła coś czego nie czuła dawno. Wielki ból. Jeszcze większy od tego kiedy słyszała obelgi z ust swojego chłopaka. Nie wiedziała czemu.. Tak po prostu było. Dopiero teraz zobaczyła  co on z nią robił. I ile straciła na tym, że była łagodna jak baranek.
- To koniec rozumiesz!? – wrzasnęła. – Nie chce cie więcej widzieć!
- Ch-chyba nie będziesz miała wyboru – powiedział cicho. – Wybacz mi ja naprawdę nie chciałem żeby tak było.
- Od miesiąca tak jest…  I wiesz co? Nie straciłem tylko swojej dziewczyny, ale nie masz też liczyć co na naszą przyjaźń… Bo jej już nigdy nie będzie!
- Zrywasz ze mną? – zapytał z zawiedzeniem w oczach. Mała iskra nadziei gdzieś jeszcze paliła się w środku policjanta, ale jego dziewczyna zapadzie chciała zakończyć tą rozmowę.
- Tak. Nie mówię, że na zawsze – zmiękczyła trochę swój ton głosu i pociągnęła nosem. – Ale zraniłeś mnie… I przez długi czas nie będziesz miał na co liczyć Zayn… Nie wiem czy w ogóle masz na co liczyć…
- I tak bez powodu…
- Cofnij się w czasie jakieś dwie minuty i przypomnij sobie co zrobiłam… To właśnie byłeś ty. Tak się zachowywałeś a to że chciałeś mnie uderzyć… To jeszcze utwierdziło mnie w tym że raczej nie ma dla nas miejsca na tym świecie. Przykro mi mój drogi... Chciałam żeby to było raczej pokojowe zerwanie, ale widać, że nie mam na co liczyć… - mówić to zostawiła chłopaka w [pokoju, a sama wyszła.
Pobiegła na piętro niżej i znalazła się na samym końcu korytarza w cieniu. Nie było tam lamp a światło dzienne nie dochodziło do tamtego miejsca. Usiadła przy ścianie i nabrała powietrza w płuca.
Rzuciła go… Naprawdę rzuciła swojego chłopaka.  Zayna Malika, który tak bardzo oczarował ją w dzień, w który przyszedł tłumaczyć swojego przyjaciela. To było zaledwie trzy miesiące temu, a tyle się zmieniło.
Oparła głowę o ramie i przymknęła oczy. W jej ciele buzowały emocje, które z grubsza musiały opaść aby nie stało się coś czego nie chciała. Od krzyku zaschło jej w gardle i nagle poczuła wyrzuty sumienia.
A co jeżeli by się zmienił?- pytała sama siebie chociaż wiedziała, że Malik nie zmienił by się, i dając mu drugą szanse zraniła by siebie. I może kogoś jeszcze…
Usłyszała kroki na korytarzu i skuliła się jeszcze bardziej chcąc by nikt jej nie widział. Ktoś stanął przed nią i kucnął dając rękę na jej ramie. Z początku myślała że to jakiś obcy, ale czując znane perfumy odwróciła wzrok w stronę przyjaciela.
 - Płakałaś – stwierdził Liam podając jej rękę alby wstała, ale ta się nie ruszyła.
- No płakałam… I co? – westchnęła odwracając od chłopaka głowę. Nie chciała żeby widział ją w takim stanie. Słabą, mającą mokrą twarz od łez. Chociaż widział już jak ona płacze nadal nie miała ochoty na rozmowę.
- Już po wszystkim prawda? – zapytał siadając obok i obejmując dziewczynę ramieniem. Nie chciał żeby była sama i smutna. Nie po to zerwała z Zaynem.
- Tak po wszystkim… Nie słyszałeś jak krzyczę? – spojrzała na rękę chłopaka i uśmiechnęła się lekko. Odkaszlnęła. – Będę miała chrypkę.
- Przejdzie ci szybko… Nie ma co się martwić – uśmiechnął się też.. – Chodź do pokoju. Czuje się tu jakby mnie ktoś podsłuchiwał – dziewczyna przytaknęła i z pomocą chłopaka wstała na nogi. Weszli do jej pokoju, a Lily od razu walnęła się na łóżko. Liam przysiadł obok.
- Jak się czujesz? – zapytał zatroskany. Chyba zbyt zatroskany jak na przyjaciela.
- Bywało lepiej Li, ale musze powiedzieć, że bywało gorzej… Nawet paręnaście minut temu…
- Chcesz herbaty? – spojrzał na nią i wziął jej dłoń w swoją.
- Nie… - powiedziała cicho i położyła swoją głowę na jego kolanach. – Musze chwile odsapnąć.
Palce chłopaka delikatnie rozczesały splatane włosy blondynki formując je w delikatne fale opadające na jego nogi. Uśmiechnął się widząc jak bardzo urosły od czasu kiedy się poznali. Gładził jej głowę spokojnie, nic nie mówiąc. Na zamknęła oczy i uspokoiła się oddychając wolno. Wtuliła się bardziej w jego kolana i położyła sobie dłonie pod policzek.
- Liam – odwróciła się nagle przez co chłopak trochę odskoczył. Rumieńce pojawiły się na jego policzkach wraz z myślą, ze dziewczyna mogła zobaczyć jego wbity w nią wzrok.
- Tak? –zapytał wstrzymując lekko oddech.
- Uważasz że postąpiłam słusznie?
- Myślę że tak… Przecież ci mówiłem, że…
- Nie nie… Nie mówię z racjonalnego punktu widzenia. Z twojego punktu widzenia – sprostowała.
- Problem w tym, że ja myślę tylko racjonalnie – zaśmiał się cicho.
- A myślisz czasami uczuciami? – zapytała cicho. – Czy myślisz sercem a nie mózgiem? – nieśmiało spojrzała w jego ciemne oczy i kosmyk opadający na jego czoło. Uśmiechnęła się przyklepując go kciukiem do fryzury umocnionej żelem do włosów.
- Myślę sercem… - wzruszy ramionami nie rozpoznając podtekstu zdania.
- A w tej sytuacji? - podniosła się i usiadła po turecku przodem do chłopaka.
- Szczerze?
- Bardzo szczerze – powiedziała wysuwając dłoń aby złapać jego.
- Cieszę się – powiedział bez namysłu i spojrzał na jej reakcje. Najpierw mina dziewczyny była jakaś nieokreślona. Przetrawiła to co powiedział i zamrugała kilka razy.
- Cieszysz się z tego, że dziewczyna którą „kocha” – zrobiła cudzysłów palcami. – twój przyjaciel zerwała z nim?
- Nie. Cieszę się, że dziewczyna którą lubię chyba bardziej niż powinienem jest wolna – nie czekając na odpowiedź przysunął się do niej zatrzymując na chwile przed jej ustami. – I mam nadzieje, że ona tez mnie tak lubi – złączył ich usta delikatnie, żeby w razie odrzucenia mógł się szybko odsunąć. Ale tak się nie stało. 
Dziewczyna odwzajemniła pocałunek zaskoczona i przymknęła oczy już bez myśli, że robi źle. Mogła go całować, chciała go całować i nikt już jej nie mógł zabronić. Poczuła dłoń na jej policzku i z uśmiechem usiadła na kolanach chłopaka obejmując rękami jego szyję. Liam pogłębił pocałunek i objął jej talię gładząc boki dziewczyny kciukami. Palce Black wplątały się we włosy policjanta totalnie rujnując jego uprzednio poukładaną fryzurę. Zaśmiał się w jej usta czując to i objął ją mocniej. W brzuchu dziewczyny działo się coś tak dziwnego, że nie umiała tego opisać. Gdyby mogła to uciekła by z ekstazy na balkon. Uśmiechnęła się i przerwała pocałunek przygryzając wargę. Oparła czoło o czoło Payne’a nie otwierając oczu,

- Tak. Ta wolna już dziewczyna też cie lubi tak bardzo jak nie powinna – powiedziała kolejny raz łącząc ich usta w pocałunku.


__________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hi! How Are You Guys ?! <3 
No dobra. Rozdział jest ale jestem na Was zła bo obudziliście sie dopiero jak go wczoraj nie dodałam. Gdybym była wredna ten rozdział pojawiłby się w piątek dopiero, ale moja hojność mi nie pozwalała (autokomplement).

Więc... Co sądzicie o tym rozdziale? <3 
szczerze jestem zachwycona i na prawde mi sie podoba jewivdf ijfeiwvbfdojpvhfjck seryjko <3 

A więc tak :
1. Komentujcie x ( pod rozdziałem ma być 45 lub więcej ♥)
2. Szukam osoby na konto Zayna ludzie bo nadal nie mam x
3. Głosujcie w nowej sondzie, chce wiedzieć ile was jest ☺

No to chyba tyle x pamiętajcie o hashtagu x do zobaczenia na 23 rozdziale jopidvbcj dsji <3 Kocham Was ♥♥♥

piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 21

Jeżeli to czytasz kochanie to proszę wyraź swoją opinię w komentarzu :) To bardzo wazne w tym tygodniu x
Ważna notka pod rozdziałem ☺


Liam stanął autem przed małym motelem. Przed pojadłem stał znak, że do lotniska jest tylko 5 mil. To był jeden z niewielu plusów znajdowania się na jakimś zadupiu.
Było ciemno zimno. Grudniowe powietrze sprawiło, że ciało Black zadrżało kiedy wyszła z ciepłego samochodu.  Złapała się lekko za ramiona, czując pod palcami gęsią skórkę. Nie miała swetra ani bluzy. Nie pomyślała, że będzie ich potrzebowała w czasie podróży. Wpakowała wszystko do toreb. Wręcz błagalnie popatrzyła na cieplą skórzaną kurtkę Zayna, która ogrzewała jego ciało co było widać. Nie czuł zimna.
Kiedy już chciała iść otwierać bagażnik na jej ramionach spoczęło coś ciężkiego. Poczuła ciepło i uśmiechnęła się od razu. Spodziewając się swojego chłopaka, a raczej mając nadzieje, ze to on, odwróciła się. Uśmiechnęła się do Payne’a, który zamiast Malika stał za nią.
- Bo się przeziębisz – uśmiechnął się też lekko biorąc swoją walizkę i torbę Lily.
- Nic mi nie będzie Li… - powiedziała życzliwie i okryła się kurtką bardziej.
Cała trójka weszła do motelu. W małym holu, na recepcji siedziała kobieta i wcinała kanapę z sałatą. Była koło trzydziestki, miała długie rude włosy i pełno piegów na twarzy. Spod powiek można było dojrzeć intensywne zielone oczy. Wyglądała jak z bajki. Po jej minie można było wywnioskować, że jest znudzona, jednak z nią na wieszakach od kluczy do pokoi zostały tylko cztery z dwudziestu.  Czyli klientów nie brakowało.
Detektyw popatrzył na parę która stała od siebie w znacznej odległości. Westchnął i podszedł do nich.
- Ile chcecie pokoi? – zapytał wprost.
- Myślę że jeden dla ciebie i jeden dla nas – mruknął Malik podnosząc wzrok na przyjaciela. Jednak ten zbił go spojrzeniem.
- Lily będzie miała sama pokój – odprawił z kwitkiem Zayna. – My będziemy mieć razem, żeby nie nadszarpnąć bardziej kosztów.
- To skoro decydujesz to po co się pytałeś? – przewrócił oczami drugi stając z nogi na nogę.
- Bo myślałem, że mądrzej wybierzesz – odwrócił się na pięcie i pozostawił dziewczynę samą z chłopakiem. Ona nie odzywała się, a Liam wiedział, ze po prostu nie miała odwagi sprzeciwić się swojemu partnerowi.
Payne podszedł do recepcji i ku jego zdziwieniu został jeden pokój dla jednej osoby i jeden dla dwóch. Odetchnął z ulgą i zajął pokoje na dwa dni. Nie był pewien ile tu zostaną ale muszą odpocząć. A nie znajdą ich przynajmniej na razie.
Ręką przywołał swoich przyjaciół i poprowadził ich na schody. Prowadziły one na jedno z dwóch pięter. Weszli spokojnie biorąc, ze sobą torby pełne ubrań. Zatrzymali sie u szczytu i ku zdziwieniu Zayna i Lily, chłopak podał klucz dziewczynie i poszedł na kolejne piętro.
- Nasz pokój jest tam Zayn. Myślę, że chcesz spać w łóżku, a nie na korytarzu - zaśmiał sie Payne. Drugi detektyw posłusznie dołączył do pierwszego i zostawili dziewczynę samą na środku przejścia. Po chwili ruszyła sie i skierowała do pomieszczenia numer 8 znajdującego sie na samym końcu na przeciw 9.
Otworzyła drzwi kluczykiem i powoli weszła do małego pokoiku z łóżkiem i szafą. Rozglądała sie wokół szukając jakiś drzwi do łazienki, ale w chwili kiedy ich nie znalazła uświadomiła sobie że prysznice i toalety są na zewnątrz.  Westchnęła cicho z myślą, że wcześniej miała nadzieje na odizolowanie sie od rzeczywistości przynajmniej na parę minut. Niestety musiała porzucić marzenia gdyż potrzebowała się teraz wykąpać. Wyjęła z torby swój ulubiony, fioletowy ręcznik i ubrania na przebranie się. Wyjęła żel który pospiesznie wylądował w jej bagażu oraz małą tubkę ulubionego szamponu.
Wyszła zamykając drzwi na klucz i ruszyła do pomalowanego na biało wejścia z napisem "prysznice" jak sie spodziewała.
Otworzyła drzwi i ku jej oczom ukazał się rząd słuchawek prysznicowych i zasłony. Weszła do jednej i zasunęła za sobą materiał. Rozebrała  się i włączyła letnią wodę. Namydliła ciało, oparła się o ścianę spłukując panię z dłoni. Przetarła twarz przyklepując przy tym włosy, aby nie opadły jej na twarz. Popatrzyła na lecącą w dół wodę, mając nadzieje, że czas się na chwile zatrzyma. Zimne kapelki odbiły się na jej plecach zostawiając ślady swoich krawędzi. 
Dziewczyna rozkręciła mocniej kurek z ciepłą wodą. Weszła pod krople lecące z prysznica i zamoczyła włosy, żeby następnie nałożyć na nie cienką warstwę szamponu. Oczy zaczęły ją lekko szczypać od mydlin. Wyczyściła je szybko dłońmi pozywając się nieprzyjemnego pieczenia. Zmyła wszystko z siebie parzącą wodą i owinęła się ręcznikiem stojąc jeszcze chwilę. Po wyłączeniu wody zrobiło jej się zimno, ale nie chciała się ubierać. Nie chciała wracać do pokoju, żeby przed nim spotkać Zayna, który ma jej coś do powiedzenia. Zdecydowanie nie miała ochoty z nim rozmawiać… Już nigdy.
Ubrała się i odsunęła kotarę. W pomieszczeniu nie było dalej nikogo. Odetchnęła z ulgą i wyszła z zaparowanej przez nią łazienki. Otworzyła drzwi do pokoju i pozostawiając wszystkie rzeczy na podłodze położyła się zmęczona na łóżko.
Zasnęła szybko.

Koło godziny trzynastej Lily zbudziło lekkie szturchnięcie w ramie. Poczuła, że jasne zimowe światło zostało wpuszczone do pokoju przez rozsunięte zasłony. Otworzyła oczy mrucząc  z niezadowolenia i przetarła powieki piąstkami. Ziewnęła i rozejrzała się po pomieszczeniu. Na jej łóżku, w rogu siedział Liam, a na stoliku obok niej stała taca ze śniadaniem. Na talerzu leżały tosty z masłem, jajko i sok pomarańczowy. Uśmiechnęła się do przyjaciela i wzięła tace.
- Jesteś wieki. Umieram z głodu – powiedziała biorąc spory gryz pieczywa.
- Nie ma za co. Wcześnie się obudziłem i pomyślałem że na pewno nie zdążysz na śniadanie więc… Przyniosłem ci je tutaj.
- A czemu mnie obudziłeś? – zaśmiała się cicho zakrywając usta pełne jedzenia.
- Musze zmienić ci opatrunek na łokciu – pokazał palcem za zabandażowaną cześć ręki dziewczyny. – Po za tym nudziło mi się jak holender.
- I co postanowiłeś sobie na mnie popatrzeć? – wybuchła śmiechem nie wiedząc nawet, że miała trochę racji.
- Coś w tym stylu moja droga….  – zaśmiał się cicho patrząc na swoją dłoń. Black spojrzała na nią w tej samej chwili. Zakrwawiony opatrunek nie wyglądał zbyt dobrze, a blondynka wiedziała że to głęboka rana.
- Umiesz sobie sam zmienić? – zapytała z troską biorąc chłopaka za palce. Na jej ustach pojawił się cień nieśmiałego uśmiechu.
- Wiesz… Szczerze to nie. Jakoś nie zabrałem się jeszcze za to, bo Zayn nie wstał.
- Nie tylko Zayn umie tu opatrywać lubi – uniosła z uśmiechem brwi i dokończyła jedzenie. – Najpierw ja ci opatrzę ranę potem ty mi. Nie chce ryzykować zarażeniem się HIV – zażartowała.
- Nie mam HIV w porównaniu do ciebie głupku – zaśmiał się popychając dziewczynę na łóżko.
- No tak bo ty mnie zaraziłeś! – rozczochrała go ze śmiechem po czym uciekła do umywalki, która była także w pokoju. – Idziesz czy siedzisz? – pospieszyła skołowanego chłopaka poprawiającego sobie fryzurę.
- Idę.. no ale jak ja teraz wyglądam?!
- Tak samo dobrze jak wcześniej – przywołała go ręką i znowu złapała za palce.
Stanęła przed nim tak, że jego dłoń miła przed sobą, zdrowym łokciem trzymała jego przedramię przy swojej talii, żeby mieć wygodniej. Gdyby Liam nie miał oporów mógłby ją teraz przytulić obejmując drugim ramieniem jej brzuch. Ale nie zrobił tego.
Blondynka  rozwiązała przesiąknięty krwią bandaż i wyrzuciła do kosza wydając z siebie ciche „ugh”. Wsunęła dłoń chłopaka pod zimną wodę, żeby oczyścić ranę, która zaschła nieładnie. Wyciągnęła wodę utlenioną z apteczki przyniesionej przez Liama.
- Słuchaj… Nie krzycz, nie wierć się, nie piszcz i nie zabieraj ręki. Będzie szczypać – oznajmiła odkręcając korek buteleczki. Krople czystej cieczy padłu na ranę. Payne przygryzł mocno wargę tak że poczuł znany smak krwi. Woda pieniła się  mocno. Lily dała dłoń Liamowi, aby ten mógł odreagować ból. Złapał ją mocno wywołując u dziewczyny cichy jęk cierpienia.
- Ale nie łam mi ręki kochany okay? – zapytała przymykając jedno oko.
- Najwyżej palce – uśmiechnął się krzywo kiedy pieczenie ustąpiło.
- Jeśli chcesz mogę ci to zszyć…
- Wiesz… dam radę…
- Oj wiedziałam,  że nie ma się ciebie pytać o zdanie – wyjęła igłę z apteczki. Kiedyś bardzo interesowała się medycyną, więc szycie ran nie było dla niej problemem.
Po około piętnastu minutach dłoń detektywa wyglądała jak nowa. Trochę bolała, ale mniej niż wcześniej.  Zabrali się za łokieć barmanki.
- Lily? – zapytał Liam biorąc wszystko co trzeba,
- Tak? – usiadła na pościeli i podniosła rękę do góry.
- Jak ty się czujesz?
- No dobrze… A niby jak? – zmarszczyła brwi.
- Chodzi mi o Zayna… - szepnął jakby było to jakąś tajemnicą o której nie mogą dowiedzieć się ich sąsiedzi.
- Dobrze wiesz jaka jest sytuacja… Wiem, że widzisz… - mruknęła cicho odwracając wzrok. Bez namysłu chłopak przytaknął.
- Dlaczego z nim nie zerwiesz? I nie przyjmuje odpowiedzi, że się boisz… Musisz w końcu się od niego uwolnić Lily. On cie zniszczy… On cię już niszczy przecież widzę.
- To nie tak… Ja… Nie chce z nim zrywać od tak… Już trochę z nim jestem… znaczy niby tylko dwa miesiące, ale lubię go bardzo…
- Wcześniej lubiłaś go bardziej – przerwał zauważając.
- Oh tak… Nie no dobra. Jedyną rzeczą dlaczego nie chcę tego zrobić to to, że boję się go denerwować… Szczególnie teraz… Że mi coś zrobi, chociaż nie podniesie na mnie ręki… Może…
- On ci nie daje żyć.
- Twój argument jest nie do odparcia – westchnęła dziewczyna czując zawiązywany bandaż. Opuściła rękę po chwili. – Nie chce go ranić… Jest też moim przyjacielem…
- Jest psycholem.
- Tak… I jest też przychodem, który krzyczy na mnie byle czegoś nie zrobię…
- Nie było mnie jeden dzień i to nie cały… I kolejny raz na ciebie krzyczał?
- Nie krzyczał raz… Tylko kilka razy…
- Boże naprawdę Lily zerwij z nim – westchnął. – Nie mogę patrzeć na to jak w twoich oczach pojawiają się co chwile łzy – palnął. Dziewczyna przytuliła się do niego mocno kładąc policzek na jego ramieniu. – Nie bój się… Nic ci nie zrobi jeżeli dasz sobie z nim spokój…
- Nie chce niszczyć waszej przyjaźni…
- Nie zniszczysz Li… - Liam pogładził włosy dziewczyny spokojnie. Jego serce przyśpieszyło trochę.
- A co jeśli tak? – oderwała się od niego i spojrzała mu w oczy. Jej źrenice były rozszerzone.  – On myśli, że ja go z tobą zdradzam… - powiedziała cicho. Raz to się prawie stało. Prawie. I najgorsze było to że tego nie żałowała.
- No przecież byś tego nie zrobiła. Szczególnie bez powodu… On ci robi krzywdę… 
Zrobiłabym to. A w szczególności z Tobą.
- Masz racje… Myślisz, że ja powinnam… - pokazała kciukiem na drzwi.
- Tak… Idź… I lepiej stąd pójdę… Żeby nie było podwójnych podejrzeń – zaśmiał się cicho i ucałował dziewczynę w czoło.
- Boje się – zatrzęsła się wstając z materaca.
- Nie bój się. Naprawdę nie ma czego. Ale masz być szczęśliwa i czerpać coś z życia. Patrząc na to co się teraz z nami dzieje powinnaś być uśmiechnięta jak najczęściej. A teraz najczęściej jesteś smutna, skulona, wystraszona i niekochana – Black pokiwała głową. Oboje wyszli z pokoju numer 9 i podążyli w stronę schodów. Rozeszli się. Lily poszła w górę, do pomieszczenia 12, a Liam poszedł się przejść odetchnąć.

Nogi dziewczyny były jak z waty kiedy uniosła rękę, aby zapukać do drzwi pokoju Malika. Kiedy już to zrobiła, a w drzwiach pokazał się mulat bała się jeszcze bardziej. Weszła do pokoju i stanęła przy łóżku jednego z chłopaków. Zayn wyczekująco usiadł na nim.
- Coś się stało? – zapytał jakby z wyrzutem.
- Em… J-ja chcia-chciałam z tobą p-pogadać – wydukała niepewnie denerwując tym swojego chłopaka.
- Co zaś chcesz kurwa? Mogłaś się zapytać Liama, nie śpi już – warknął co obudziło w dziewczynie jakiś ogień.

- Nie – oznajmiła pewnie. – Tym razem ci kurwa nie odpuszczę Malik.


____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hej Hej Hej misiaczki ! No dobra to najdłuższy rozdział na tym blogu xd ! ♥  Jak Wam sie podoba? Zaskoczeni lub nie? Jak myślicie co z tego wyniknie? x


No i tak... Ja wiem że czasami nie ma internetu miśki, ale wiem też że czyta was na tyle żeby było przynajmniej te 50 kom. I mam do was prośbę. W tym tygodniu i miesiącu chciałabym, żeby pod rozdziałami było minimum 45 komentarzy. W miarę upływu tygodni jeżeli komentarze będą spadać będę dawała kolejne limity. To denerwujące że raz jest 55 komentarzy a raz 30... Mam wrażenie, że nie daje z siebie na tyle żeby Was zadowolić. Więc. Dodam rozdział jeżeli będzie 50 komentarzy. W kolejnych rozdziałach będę o nie tylko prosić... I piszcie co Wam pasuje A co nie. Chciałabym wiedzieć co poprawić w swoim stylu pisania, żeby Was bardziej zachęcić. ♥ (gdybyście chcieli alternatywę zamiast komentarzy mogę zrobić ankietę ile osób czyta.. Napiszcie x)

Po drugie. Mamy konto Lily, Liama oraz Mad na twitterze. Jeżeli ktoś z Was chciałby prowadzić konto Zayna lub Drew to bardzo proszę piszcie do mnie ☺ Nie zmuszam bo to dobrowolne, ale chciałabym żeby tymi kontami się zajmowali naprawdę rzetelni ludzie x Dawajcie follow na tt : @lily_policeman @zayn_policeman (zajmuje się nim na razie)  @liam_policeman oraz @mad_policeman ♥ 


No to chyba wszystko z tego mojego nudzenia. Dziękuje bardzo za to że przeczytałaś/przeczytałeś tą notkę x Kocham Was wszystkich ☺

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 20

Ile tym razem dacie radę napisać komentarzy? ♥ 

Uwaga! Mam wolne konto Zayna na tt więc jeżeli chcesz prowadzić napisz do mnie tutaj, albo na tt ☺

- Liam prowadź auto… - w odpowiedzi było słychać tylko dźwięk ładownia pistoletu i otwierania szyby.
- Trzymajcie się. Zayn pistolet… - nakazał brunet podając drugą broń przyjacielowi. Lily popatrzyła przez tylną szybę i przełknęła ślinę.
- Otworzył okno – na słowa dziewczyny w szybę przed nią, trafiła kula wystrzelona przez jednego z zabójców w goniącym ich aucie. Na szybie pozostało wgniecenie. Serce Black podskoczyło jej do gardła. Złapała się mocno oparcia i z rozszerzonymi źrenicami z powrotem odwróciła się przodem do kierowcy.
- Miałem racje, żeby zainwestować w kuloodporne – usta Payne’a wygięły się w pół uśmiech pozostawiając dziewczynę nadal w szoku. Wystawił dłoń lekko za okno i popatrzył do lusterka ukazującego w odbiciu dwa czarne, masywne auta.
Dał palec na spust i celując w oponę zacisnął siłą mięśni cyngiel. Nabój poleciał prosto i trafił by, gdyby nie „zgrabny” unik samochodu.
- Kurwa jego mać – warknął detektyw otwierając okno we strony Malika i Lily. Oboje od razu rzucili się to nich i wystawiając tylko ręce strzelali do wozów za nimi. Liam przyspieszył. Siła odrzuciła nie zapiętą dziewczyna na siedzenie, przez co broń wypadła jej z ręki. Obity o podłogę auta łokieć, zaczął mocno pulsować, a z jej ust wydobył się głuchy syk bólu.
Podniosła się z ziemi biorąc pistolet do lewej dłoni. Próbowała rozprostować prawy staw, na którego upadła, ale bolało jak cholera. Nie potrafiła.
Zajebiście – pomyślała i zapięła pas.
Objęła ręką jakoś zagłówek fotela Liama, aby nie za bardzo naruszyć ręki przy tym. Strzeliła wykrzywiając się dziwnie. Jednak wysiłek nie poszedł na marne. Strzał poszybował wprost na przednią szybę ciemnej Hondy wprawiając w osłupienie kierowców, których w nawiasie mówiąc, blondynka kojarzyła już.
- Dobry strzał – głos Zayna zabrzmiał w uszach dziewczyny przez co wzdrygnęła się. Cicho podziękowała i spojrzała na Liama. Jego mrożący wzrok, którego jeszcze Black nie widziała na oczy, celował w Malika. Nagle poczuła się pewniejsza, bo wiedziała, że Payne ją obroni.
Boję się go.
Czemu ja się go boje?
On jest moim chłopakiem.
Powinnam go kochać.
Mulat puścił serię kul po masce samochodu. Brakowało paru chwil, aby auto stanęło w płomieniach. Przestraszone miny facetów zza ciemnej szyby, nie pokazywały cienia emocji. Jakby mieli wszystko pod kontrolą. Z ich tylnego siedzenia wyłoniła się trzecia osoba z bronią długiego zasięgu. To była ich taktyka. Odgrodzenie drogi ucieczki.
Na przód wyjechało drugie auta aby osłonić te trochę bardziej podniszczone.  Siłę i prędkość jaką włożył Payne w wykręcenie swojego pojazdu, zaskoczyła wszystkich nawet jego. W mgnieniu oka wjechał na jakąś szosę między polami zostawiając rozpędzone Hondy na autostradzie. Odpiął swój pas i nakazał Zaynowi przesiąść się na jego miejsce.  Zniszczył radio które miał przed sobą wyrzucając je za okno.
- Wyłączcie telefony… Już – powiedział wychodząc z auta przez okno na dach.
- Liam co ty robisz? – zapytała Lily wołając za chłopakiem. Ten jednak nie udzielając odpowiedzi sięgnął po taką samą broń jaką mieli zabójcy. Wyszukał zawracające za nimi wozy i precyzyjne trafił w dwie opony. Samochód zatrzymał się zostawiając drugiego dużo z przodu.  Payne wrócił do środka.
- Jedź prosto Zayn. Kiedy zobaczysz autostradę zjedź na nią… Mamy ich chwile z głowy. Podążamy jak najdalej…
- To znaczy… Jak daleko?  - pytanie zadane przez dziewczynę zdawało się być dla detektywów dość abstrakcyjne. Patrzyła na nich z zapytaniem w oczach.
- Jak najdalej Lily… Jak najdalej… - pokiwała głową i usiadła wygodniej. W chwili kiedy już nie miała jak nie myśleć o bólu, łokieć znowu dał się we znaki. Nic nie powiedziała chłopakom nie chcąc wszczynać kolejnej głupiej rozmowy o tym jaką jest niezdarą. Nie miała na to ochoty i sądziła, że jej przyjaciel tez nie będzie chciał słuchać zrządzeń kolegi.
Jechali w ciszy. Zapowiadało się na chwilę spokoju co bardzo przydało się im na ochłonięcie i napicie się zimnej wody. 
Oczy Black zapełniły się łzami od zmęczenia. Oddychała głęboko, aby pozbyć się uczucia zagubienia w tym wszystkim. To uczucie towarzyszyło jej już jakiś czas temu, ale dzięki swoim przyjaciołom pozbyła się go. A teraz miała wrażenie, że właśnie przez nich te uczucie wróciło.
Wrócili na jezdnię, która wreszcie zamiast siania i kamyków miała normalny, wyrównany asfalt.
- Myślicie, że jadą za nami? – zapytała Lily łapiąc się lekko za łokieć. Przykuło to wzrok Liama, ale nie chciał nic mówić. Wolał poczekać na postój.
- Nie wiem… Może. Może nie… - powiedział Zayn patrząc na drogę. Dziewczyna zmarszczyła brwi nie wiedząc czemu nawet się nie odwrócił.  Zignorowała ten fakt patrząc na drogę za szybą, tak jak miała w zwyczaju. Zanim uciekła z domu, rzadko sama prowadziła. Nie lubiła tego. Nie rozumiała jak można się czymś takim ekscytować. To zwykła jazda samochodem. Trochę skomplikowana i niepoukładana.
Jechali przez drogę na tyle długo, żeby Black spokojnie zasnęła oparta o drzwi. Kosmyki jej włosów spadały na jej czerwone od stresu policzki. Usztywniona ręka opierała się o jej kolano. 
Payne patrzył na nią kontem oka trochę zafascynowany, a trochę przejęty. Badał wzrokiem jej postawę ciała, taką zamkniętą… Taką inną niż zawsze.  Odwrócił głowę do przyjaciela. Martwił się o niego. Był zły, cały czas. Nie wiedział co się mu działo. Zawsze na miłość reagował strasznie uczuciowo…  Zbyt uczuciowo. Jego dziewczyna nigdy nie mogła rozmawiać z innym facetem bo on uważał to za coś niedopuszczalnego. Tak jakby on nie robił w czasie związku bardziej niestosownych rzeczy.  Liamowi wydawało się, że to jakieś gówno. Tym razem w porównaniu do Lily nie był między młotem a kowadłem… Nie. Teraz był między zwierzyną, bezbronną słabą sarenką, a strasznym, silnym i rozwścieczonym wilkiem, który musiał się posilić. A on musiał chronić tej biednej sarenki…
Bo to najważniejsza osoba jaką znam – pomyślał. Po chwili jednak się otrząsnął. – Bo to moja przyjaciółka…


Kolejne strzały rozległy się po trzydziestu minutach. Noc zapadła całkowicie. Nie było widać całkowicie nic, oprócz świateł dwóch aut. Pistolet Payne’a już naładowany czekał tylko na odbezpieczenie. Chciał to zrobić szybko, zwinnie i tak, aby nie obudzić słodko śpiącej Li.
- Poradzisz sobie sam? – zapytał Malik zapominając chyba, że z tyłu jest jego dziewczyna. Nagle jakoś poprawił mu się humor.
- Tak.. Nie martw się stary. Nie zrobię sobie krzywdy – detektyw uśmiechnął się i wystawił dłoń tak jak wcześniej.
Strzały leciały zbyt precyzyjnie, żeby Liam nie umiał trafić. Bo trafił. Po oddaniu dwudziestu tysięcy strzałów ostrzegawczych lecących w asfalt w końcu modlitwy mulata prowadzącego rozchybotane auto zostały wysłuchane. Honda zwolniła wywołując wściekły okrzyk jednego z kierowców. Z przodu samochód miał namalowany znaczek pierwszej mafii. Pistolet owinięty różą, czyli coś parodiującego znaną różę ze sztyletem. „ Miłość do zabijania boli”.
Zanim Payne zdążył się chować poczuł jak ciepła ciecz spływa mi po lewej dłoni. Usiadł na miejsce przy Zaynie, który właśnie zjeżdżał na pas prowadzący do Folkestone.  Z jego ręki ciekła czerwona, ciemna krew i kapała na chodniki w samochodzie. `Ciemny brunet odwrócił wzrok od drogi i przygryzł zakłopotany wargę.
- Musimy ci to opatrzyć… - powiedział. – Ale nie mamy apteczki…
- Zaraz powinien być zjazd na jakąś stacje benzynową…
- Dobra… - przytaknął i zjechał, tak jak mówił Liam na stację paliw.
Wysiedli oboje z auta. Zayn pobiegł co sił w nogach kupić jakieś bandaże. Wziął całą apteczkę z myślą o przyszłości ich podróży. W czasie kiedy on był w sklepie Black obudziła się zdziwiona, ze stoją. Wysiadła patrząc zdezorientowana na przyjaciela.
- Liam? Czemu stoimy? – zapytała rozglądając się i szukając wzrokiem swojego chłopaka.  Spojrzała na rękę kolegi i od razu zrozumiała gdzie jest Malik. – Co ci się stało? – zmartwiła się.
- Mieliśmy jeszcze jedną konfrontacje z mafią – duma nie schodziła z ust Liama.  – A w sumie ja miałem… Ale nie słyszałaś bo spałaś jak suseł moja droga.
- No tak – westchnęła. Mogliście mnie obudzić… Może nie byłbyś poraniony – wzięła jego dłoń delikatnie i wytarła spływającą krew. Chciał podnieść rękę ale od razu ją opuściła czując ból w łokciu.
- Pokaż go… - westchnął chłopak widząc kwaśną minę blondynki. Tak odwinęła rękaw i pokazała ogromnego siniaka na cały łokieć. Payne wydał z siebie nieprzyjemny dźwięk.
- Nie dobrze… Zaraz ci to opatrzymy… i Nasmarujemy czymś…
- Nie trzeba – machnęła drugą ręką udając, ze wszystko dobrze, chociaż wiedziała, że przyjaciel jej nie uwierzy. Zayn przybiegł szybko i zabrał się za opatrywanie dłoni młodszego. Ten wyjął maść na stłuczenia z czerwonej torby i podał dziewczynie.
- Smaruj Black. Nie możesz być obita.
- Dobrze proszę pana posmaruje - uśmiechnęła się życzliwie do policjanta odkręcając tubkę żelu. Gdy ten dotknął ciepłego siniaka, od razu poczuła ulgę. Odetchnęła cicho rzucając opakowanie z powrotem na miejsce.
- Coś ty zrobiła? – Malik obdarzył Lily spojrzeniem, które było nawet trochę zasmucone. Zmartwił się. Zapomniał za co się wściekał.
- Upadłam na ziemie w samochodzie… Nic się nie stało to tylko siniak…
- Zawsze tak mówisz niezdaro… - powiedział to miło, jednak z nutą goryczy jakby tylko ona miała słyszeć co naprawdę miał znaczyć ten przyjemny ton. Wzięła głęboki wdech, żeby zapomnieć myśleć co powiedział do niej. Wolała skupić się na czymś innym.
Payne wyrwał dłoń z nieporadnych rąk przyjaciela.
- Dokończę to sobie sam jeżeli pozwolisz… - zawiązał bandaż do końca. – Zaraz opatrzę Lily łokieć i jedziemy… Mam nadzieje, że na pierwszy raz wystarczy wam motel do spania? Potem pojedziemy dalej i znajdziemy lepsze miejsce…

- Mi pasuje… Tylko żeby było coś ciepłego do picia – szepnęła dziewczyna i nie czekając na zdanie Zayna, Liam opatrzył dziewczynę i wskoczyli do samochodu.  Ruszyli dalej po to, aby koło drugiej w nocy znaleźć się w blisko granicy.


_____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hej Hej Hej ! ♥ Jak tam mija tydzień? x 
Co myślicie o akcji w rozdziale? Co Wam się podoba, a co nie miśki. ?


Słuchajcie. Komentujcie skarby bo ostatnio było 39 komentarzy a wcześniej ponad 50 ! Szok xd Prosze Was, bardzo mnie to motywuje x

Pamiętajcie także o hashtagu>>>>>
oraz o moich kochanych playerach @lily_policeman oraz @liam_policeman (zayn uciekł i nowego poszukuje xd)

No to chyba wszystko miśki x do nastepnego ♥♥♥

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 19

Uwaga miśki! Szukam nowego Zayna na playera ! Piszcie w komentarzach albo na tt ♥
Tym razem też dacie czadu i będzie ponad 50 kom? ☺


Spojrzał na matkę dziewczyny szybko. Ona już wiedziała co się stało, więc nie czekając dosłownie wypchnęła Liama za drzwi domu mówiąc, że ma się spieszyć. Ten przytaknął i popędził do auta uruchamiając go.  Przycisnął pedał gazu i ruszył w stronę lotniska znajdującego się w środku jakiegoś pola. Było to tajne lotnisko wojskowe do którego mieli dostęp nieliczni. W tym pan Payne.
Zajechał tam w pięć minut. Czekał na niego już mały, srebrny samolot i pilot w środku. Był to jeden z nowocześniejszych odrzutowców. Dzięki niemu mógł swobodnie znaleźć się za paręnaście minut w Londynie, a nie jak zwykłym samolotem w godzinę.
Przebiegł przez pas startowy do pojazdu i wsiadł do niego witając się z pilotem. Był to jego dobry kolega, jeszcze za czasów akademii policyjnej. Oboje tam się uczyli, ale potem poszli w inne kierunki ochrony państwa.
- Liam… - powiedział młody chłopak dając dłonie na sprzęt operujący odrzutowcem.
- Don… - westchnął detektyw zapinając się porządnie i nakładając na kask głowę. – Błagam cie… Jak najszybciej umiesz… Do Londynu…
- Już się robi panie Payne – cwaniacki uśmiech zagościł na ustach kolegi od Liama, co wywołało w nim śmiech.  Oboje poczuli jak moc silników wciska ich w fotel.  Wylecieli w powietrze w ciągu kilku sekund i już byli na odpowiedniej wysokości.
- Linie lotnicze Don Airlines zapraszają do wspólnej podróży… Dziękujemy ze wybrali państwo nasze usługi. Miłego lotu. Czas podróży to siedemnaście minut i pięćdziesiąt sześć sekund – wyrecytował Don robo tycznym, monotonnym głosem rozśmieszając Payne’a. – Jesteś pewien, że nie możemy poświęcić pięciu minut na akrobacje?
- Tak… Sorki przyjacielu – uśmiechnął się przepraszająco chłopak i popatrzył za szybę na chmury okalające ziemię. – Uwielbiam latać tym samolotem… Nie dość że szybko to jeszcze na tyle jest czasu że można popodziwiać krajobraz za oknem…
- Widzisz teraz? Trzeba było na lotnictwo wojskowe pójść, a nie na jakiegoś detektywa…
- Poznałem wiele fantastycznych ludzi Don… - zaśmiał się. – Lubię być detektywem.
- A wyrwałeś chociaż jakąś laskę na te swoje Ferrari?
- Staram się szczerze ci powiem – Liam był zbyt rozbawiony, żeby pojąć jak bardzo to mogło zaboleć. – Tylko, że jest zajęta – dopiero wtedy zbolało.
- Uuuu… - jęknął pilot zniżając lekko pułap. – Szkoda stary, naprawdę… Jak się nazywa?
- Lily…
- O nie kurwa – powiedział. – Serio? Serio Lily? Nie mogła być jakaś inna laska?
- O co ci chodzi Doni? – zaśmiał się chłopak.
- Przecież wiem, że jedyną dziewczyną z jaką masz styczność to jest Lily, dziewczyna od Malika – westchnął. – Może nie widzimy się za dużo, ale uwierz… W znajomych ze szkoły policyjnej roznosi się szybko każda wiadomość…
- Czyli wiesz już na czym stoję?
- Tak… i nie zbyt ci zazdroszczę… Wiesz co się dzieje kiedy Zayn wybucha… I życzę, że by tego nie zrobił… - Don nie patrzył na Liama tylko cały czas do przodu.
- Wiesz… on już wybuchnął… - Liam zacisnął dłonie w pieści i przygryzł usta. – I zgadnij komu się zwierzyła…
- Powiem ci tyle Liam… Jeżeli ona coś do ciebie czuje to  jesteście w dupie… Nie mówię, że nie ma jak tego zrobić, żebyście byli razem, ale nie możecie zranić Malika… On jest dobry i ty to wiesz najlepiej, ale ma czarną stronę, może ty jej nie widziałeś ale ja tak…
- Widziałem i nie chce więcej uwierz mi… - przed oczami Payne’a pojawił się obraz praktycznie rozbitej głowy Harrisa Mortegi , po tym jak Zayn dowiedział się, że Harris to chłopak jego byłej dziewczyny… Mortegi był jednym z informatorów i właśnie dzięki temu nikt nie chciał od Zayna żadnej kary.
- Więc… Na przyszłość trzymaj się od Lily z daleka… Nawet jeżeli zerwą…
- Hm… Nie będę się trzymał z daleka – detektyw wzruszył ramionami słysząc westchnienie.
- Lądujemy – samolot dotknął podłoża wywołując małe zachwianie się samolotu. – Jeżeli to coś bardzo ważnego, a na pewno tak jest to za dziesięć minut będziesz w domu… O dwudziestej nie ma tyle korków – uśmiechnął się Don. – Powodzenia młody!
-Przyda nam się dzięki – pokazał kciuk w górę.
- Nie mówię o tobie i o niej…
- Spoko… Ale ja mówię – wybiegł z lotniska jak najszybciej mógł.
Złapał taksówkę przy najbliżej ulicy i kazał podjechać najpierw do siebie. W telefonie włączył funkcje gotowości auta, a następnie wybrał numer Zayna.
- Tak? – usłyszał znajomy głos przyjaciela w słuchawce.
- Cześć  stary… Słuchaj… Jest z tobą Lily teraz? – zapytał pospiesznie tu pajac nogą z nerwów.
- Nie, nie ma… A coś sie stało? – w jego głosie można było usłyszeć rozdrażnienie, które nie podobało się Payne’owi zbytnio.
- Nie… Zayn… Spakuj się…
- Co? Co ty pierdolisz Liam? – Malik zdezorientowany otworzył swoją szafę z ubraniami. – O co chodzi?
- Powiem ci wszystko potem. Spakuj się, jedź pod dom Lily i czekaj na mnie u niej. Każ jej się pakować tak samo.
- Powiedz mi co się dzieje…
- To chodzi o nią… Ja ci tego nie powiem przez telefon… przyjedź tam…  - wysiadł z taksówki. – Będę chyba wcześniej niż ty jednak – pobiegł do góry po kolejne rzeczy. Walnął wszystko byle jak do walizki zamykając ją i dając telefon na głośnik.
- Co niby Lily zrobiła? I czemu musimy się pakować? Chyba nie jest zabójcą… - przyjaciel snuł jakieś domniemania zastanawiając się o co chodzi.
- Kurwa mać nie! Jeżeli się nie spakujesz teraz i nie przyjedziesz pod ten pieprzony dom Lily to już jej nigdy nie zobaczysz rozumiesz?!  - nie mógł wytrzymać już dłużej. Zamknął drzwi swojego najszybszego BMW i ruszył w stronę przedmieść.
- No dobra dobra… Już się pakuje… Do zobaczenia – po drugiej stronie włączył się sygnał przerwania rozmowy. Wściekły detektyw  powyprzedzał auta jadące pewnie w stronę kolejnego klubu, a ludzie w nich chcieli się znowu upić. Takie życie jest łatwiejsze niż to. Można się poobijać.

Chwile potem wysiadł i pobiegł do kamienicy gdzie mieszkała dziewczyna. Zapukał szybko do drzwi czekając aż mu otworzy. Kiedy to zrobiła, zobaczył że płakała. Znowu. Była bardzo blada, a widząc Liama pobladła jeszcze bardziej. Już wiedziała.
- Liam… Liam to nie tak – jej głos drżał. Myślała że będzie krzyczał.
- Lily czemu mnie okłamałaś? – nie uniósł się ani trochę, tylko wszedł o mieszkania zamykając drzwi.
- Ja… Ja ją chciałam chronić… Ja… - w jej oczach pojawiły się łzy.
Boże nie… - pomyślał widząc to Liam.
- Li… - wziął ją za ramiona. – Nie chodzi o to że jestem zły… Tylko, ze oni umieścili u twojej mamy kamery… Wiedzą, że tu jesteś… Wiedzą, że cie znam… Oni tu jadą – powiedział patrząc cały czas w jej oczy, żeby nie spanikowała. – Musisz się spakować ok?
- A-ale… A co z mamą? – oddychała ciężko nie umiejąc nic praktycznie powiedzieć.
- Jest bezpieczna… Ale my nie… Tęskni i się martwi… Teraz jeszcze bardziej, obiecałem jej ze cię ochronie rozumiesz? Więc musisz teraz iść do szafy i wziąć wszystkie twoje rzeczy…
- Gdzie my jedziemy Liam? – jej drobne ciało wylądowało w objęciach chłopaka a z oczy poleciały nerwowe krople łez.
- Nie płacz… Uciekniemy…
- A Zayn… - wypowiadając jego imię zawahała się.
- Będzie musiał się dowiedzieć, ale nic ci nie zrobi obiecuje.
- No, no dobrze – westchnęła ocierając przedramionami łzy z oczu. Chłopak pociągnął ją do sypialni i wziął torbę leżącą na widoku.
Dziewczyna zaczęła do niej pakować swoją niewielką ilość ubrań. Starała się to robić szybko, ale jej ręce trzęsły się jak oszalałe. Bała się strasznie. Dłonie Payne’a złapały jej lekko kierując oczy dziewczyny na jego.
- Spokojnie… Będzie dobrze… Nie znajdą nas. Będziemy cie bronić.
- Pomóż mi – chrypnęła cicho patrząc na swoje rzeczy. – Boje się…
- Nie ma czego mówię ci… Będzie dobrze.
- Nie… Boje się tego co się z nim dzieje… Ja nie wiem co mu jest… - te słowa były takie same jak słowa tamtej dziewczyny… Zerwała z Zaynem dwa lata temu mówiąc Liamowi „Nie mogę z nim dłużej być. Nie wiem co się z nim stało”. To stało się niepokojące.
- Nie możemy teraz o tym rozmawiać… Pogadamy potem.. Musimy uciec – powiedział zamykając torbę dziewczyny. – Wychodzimy…
Po chwili znaleźli się już na dole. Koło auta Liama stało auto Malika, a opierający się o niego  Zayn czekał z walizką przy nodze.
- Jedziemy moim – powiedział jasny brunet do mulata, pakując torbę Black. Cała trójka wsiadła do samochodu pospiesznie. Liam zapiął pas i popatrzył na przyjaciół.
- Mogę wiedzieć o co chodzi? – zapytał Zayn.
- Przyjacielu – zaczął chłopak. – Za jakieś trzy minuty będzie jechać za nami mafia Marlocka, która chce głowy twojej dziewczyny więc myślę, ze resztę pytań zostawimy sobie na koniec.
- Jak to? – popatrzył na Black, która kulił się na Tylku siedzeniu.
- Została wrobiona w morderstwo… Za jej głowę Marlock ,zostanie szefem pierwszej mafii… Powiem Wam tyle… Plan majstersztyk – z piskiem opon Payne opuścił ulicę gdzie mieszkała od trzech miesięcy Lily.
- Lil czy to prawda? –zapytał Malik z mieszanką emocji której nie można było wyczytać.
- Tak… Słowo w słowo – westchnęła dziewczyna patrząc za okno. – Moja przeszłość jest bardzo zawiła.
- Ale aż tak? – głos jej partnera uniósł się trochę.
- Zamknij się Zayn – Liam przyspieszył tak bardzo, ze Malika zamurowało. – Nie chce już więcej słyszeć, że tak do niej mówisz.
- A może ty po prostu…
- Tak, masz racje. Ja po prostu chce, żeby moja przyjaciółka przestała bać się swojego chłopaka – mulat nie odezwał się już skołowany. Słowa wypowiedziane przez Liama ugodziły go w serce.

Po paru minutach jazdy Black odwróciła się żeby popatrzeć na drogę. Nie spodziewała się tego co zobaczy. Wyjęła pistolet zza swojej paska.
- Ej słuchajcie… Bo za nami... - jej głos był niepewny.
Wzrok Liama zwrócił się na lusterko.

- No moi drodzy. Zabawa się zaczyna – także wziął pistolet i otworzył okno. – Trzymajcie się mocno. To oni.


____________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hej Hej Hej ! Przepraszam miśki że nie dodałam wczoraj, ale byłam strasznie zmęczona bo zarwałam nocke :/ A potem jeszcze poszłam do szkoły. Dzięki mojej klasie zasnęłam na 30 minut... Mielismy noc w szkole :c 

no ale... Jak wam sie podoba kochani rozdział? Teraz już bedzie sie działo, nie bedzie nudy i bedzie vdufibkfbvdic kocham Was że mogę pisać tą historię ♥♥♥
Jesteście najlepsi <3 

Mam nadzieje że komantarzy będzie coraz więcej  <3 teraz jestem z was dumna najbarziej ! Zaraz wybije 26 000 wyswietleń... wszytsko dzięki wam <3 pisze nitkę na szybko bo musze isć się kąpać i na Kosogłosa ivfdu bfk wczoraj teledysk vodufbivvjdc eofdc jestem taka podjarana wszytskim ♥♥♥

To chyba wszystko. Piszcie w komach x kocham Was x

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 18

Dacie radę dobić do 55 kom ? ♥

Wsiadł do auta około godziny szóstej rano dając wcześniej torbę na siedzenie obok. Zapiął pas po raz kolejny słysząc w myślach przestrogi, które dzień wcześniej dała mu Lily. Odetchnął cicho i odjechał spod domu.
Droga z Leeds do Londynu trwała gdzieś koło czterech godzin. Nie było to niewiadomo ile, ale jednak. Siedzenie w jednym miejscu dla chłopaka była jak katorga. GPS prowadził go wprost na adres mieszkania kobiety, która wysłała zgłoszenie zaginięcia. Chciał załatwić tą sprawę najpierw, a dopiero potem zając się morderstwem.
Gdzieś w głębi nie chciał tego robić, ponieważ jak wiadomo nie była to zbyt bezpieczna akcja. W szczególności kiedy idziesz na nią sam, masz obawę, że przydarzy się coś nieoczekiwanego w złym sensie.
Zagryzając zrobione przez siebie kanapki z sałatą jechał przez autostradę. Co parę minut patrzył na licznik kilometrów. Droga mu się cholernie dłużyła. Nie żaby na coś czekał… Ale nie cierpiał jeździć długich dystansów samochodem.  Włączył radio na swój ulubiony kanał muzyczny. BBC 1 Radio spełniało wszystkie wystawione przez Liama warunki, żeby stać się codziennie słuchaną przez detektywa stacją.  Zwiększył głośność słysząc zaczynające się wiadomości. Nie słuchał ich dokładnie przekonując się, że kolejny raz poruszają w nich sprawy polityczne. Od czasu pamiętnego morderstwa w Leeds Wielka Brytania była pozbawiona jakichkolwiek przestępstw?
Nie wydaje mi się – pomyślał Payne wyłączając radio i opierając  się wygodnie o zagłówek fotela. Zjechał na drugi pas wyprzedzając jakąś ogromną ciężarówkę z Tesco. Przyspieszył. To uczucie oderwało go od wszystkich gromadzących się myśli w jego głowie.  Szybka jazda jakby wyrywała słowa z głowy pozostawiając ją całkowicie pustą i gotową na masę adrenaliny narastającej podczas wymijania kolejnych pojazdów.
Na autostradzie łatwo można było sobie na to pozwolić każdemu, ale policjanci mięli taki przywilej, że ich rejestracje nie były specjalnie kodowane do systemu. Dzięki temu ich kary były zdecydowanie mniejsze, albo wcale ich nie stosowano. Kolejny plus bycia gliną. Szkoda, że minusy przyćmiewają te dobre strony.

Usłyszał dzwonek smsa w swoim telefonie. Komórkę podłączoną miał do auta, co pozwalało mu na odczytanie wiadomości przez przycisk, żeby chłopak nie musiał sięgać po telefon i patrzeć na ekran podczas „przepisowej” jazdy.
Wciskając guzik chłopak usłyszał znany glos komputerowej kobiety.
- Wiadomość od Lily. Uważaj na siebie, nie mam ochoty dowiedzieć się, że coś ci się stało przez radio. Pamiętaj o tym i wróć cały i zdrowy Liam. Będę stęsknić znak mniejszości trzy – wyrecytowała kobieta.
- Ach ta niedoskonała nowoczesność – zaśmiał się mężczyzna sam do siebie i wcisnął kolejny przycisk nowej wiadomości.  Zastanowił się chwile i skręcając w bok zaczął mówić.
- Nie martw się moja droga przecinek wrócę zanim się obejrzysz kropka. Napisz mi jak będzie się coś złego działo dwukropek  gwiazdka. Do zobaczenia średnik nawias prawy.
- Czy chcesz to wysłać?
- Wyślij – powiedział i czekał na sygnał dostarczenia wiadomości.  Rozległ się on po paru sekundach.
Potem dziewczyna już nie odpisała. Chyba nie mogła.

Po pewnym czasie samochód Liama wjechał na ulicę gdzie stał szereg białych domów. Były ładne, zadbane. Każdy z ogródkiem. Widać było, że nie mieszkają tutaj biedni ludzie. Payne zaparkował przy jednym z domów wokół którego stał czarny metalowy płot z ceglanymi elementami. W oknach było widać wspaniałe atłasowe zasłony, oświetlone jasnym światłem dnia. Na parterze widniały duże okna, za którymi była kuchnia, co można było wywnioskować po lodówce stojącej między blatami. Promienie słońca wpadające do mieszkania ukazywały przechodniom jak dostojnie urządzony jest dom. Żadnych wymyślnych kolorów. Ramy palety barw użytych na wymalowanych ścianach ciągnęła się od bieli poprzez popiel aż po jasny brąz. Nic szczególnego.
Liam wysiadł z auta zamykając go na klucz i skierował się do ciemnych drzwi domu na ulicy Southleigh Cres. Stanął przed nimi i zapukał pewnie nie chcą ryzykować obudzenia właścicielki domu dzwonkiem zamontowanym przy wejściu.
Detektyw usłyszał otwieranie zamka w drzwiach i odsunął się trochę do tyłu czekając. Za nimi stała brązowowłosa kobieta. Miała jasną karnacje z lekką nutą różu. Widać było że nie była już bardzo młoda, ale trzymała się świetnie. Była mniej więcej wzrostu Lily. Ubrana wyła w czarną koszule i idealnie dopasowane jasne spodnie.
 Jej ciemne oczy popatrzyły na chłopaka z zaciekawieniem i mało widocznym strachem. Przez chwile panowała niezręczna cisza, aż z kobiety wyszło ciche westchnienie.
- Pan Payne jak mniemam – powiedziała wyciągając dłoń do bruneta, którą on niezwłocznie ścisnął.
- Tak jest nie myli się pani – sięgnął do kieszeni i wyciągnął swoją odznakę. – Detektyw Liam Payne. W czym mogę pani pomóc?
- Najpierw wejdź chłopce – ominęła pytanie i wpuściła Liama do środka. Teraz mógł zobaczyć pełną okazałość mieszkania. Zobaczył zdjęcia tej kobiety razem ze swoi dzieckiem oraz zapewne jej mężem. Były porozwieszane w całym przedpokoju. Dziewczynka na zdjęciach miała ciemne kręcone włosy tak jak jej ojciec. Matka za to miała całkiem proste. Uśmiechali się. Byli szczęśliwi.
Liam poszedł za kobietą siadając na kanapie tak jak wskazała ręką.  Rozejrzał się dookoła. Było naprawdę niesamowicie. Obok brązowej sofy ze skóry stały dwa fotele do kupletu. Na środku pokoju między siedzeniami był wspaniały ciemny stół, a naprzeciw ogromny plazmowy telewizor.
Kobieta odchrząknęła aby odwrócić uwagę Payne’a od wnętrza domu. Detektyw kiwnął głową na znak, że słucha i czeka, aż dostanie potrzebne informacje.
- Nazywam się Kartine Black. Mam czterdzieści trzy lata i mieszkam tutaj od jakiś dwudziestu trzech.  Trzy miesiące temu zaginęła moja córka. Ma na imię Lily… - westchnęła i popatrzyła w ziemię. – Nie wiem gdzie ona teraz jest… Czy pomoże mi pan jej poszukać?
- Oczywiście – przytaknął Liam. – Ale wie pani dlaczego ona uciekła?
- Tak… Wiem – popatrzyła gdzieś w dal po chwili wracając wzrokiem do detektywa. – Została wrobiona…
- Wrobiona w co? – zmarszczył brwi.
- W morderstwo…  - kiedy Katrine to powiedziała nastała chwilowa cisza. Rozmówcy patrzyli na siebie w napięciu. – Na pewno wiesz młodzieńcze o tym morderstwie. Jestem tego pewna.
- Musi mi pani powiedzieć kogo niby zamordowała… Nie jestem w stanie…
- Marco Tomson – odpowiedziała zanim skończył. Liam aż podskoczył dowiadując się tak ważnej rzeczy.
- Kto wrobił ta dziewczynę? – był zdziwiony, niesamowicie przerażony i zdegustowany zaistniałą sytuacją. Nie pojmował jak ktoś mógł wrobić młodą dziewczynę o takie morderstwo.
- To byli... – zawiesiła głos. – Ona była jej przyjaciółką… Jak ona mogła – wysyczała pani Black przez zęby ze łzami w oczach.
- Oni ją wrobili? – powiedział jakby do siebie Payne. Ona była jej przyjaciółką.
- Tak oni. Drew Marlock wraz ze swoją dziewczyną Madison Allen.
- TA Allen? – ręce detektywa opadły bezsilnie. Firma Allen International była jedną z największych firm komputerowych w północnej Anglii. Każdy dobrze zarabiający człowiek nie pogardził komputerami tej firmy.
- Tak… córka tego Allena, konkurenta mojego zmarłego męża oraz ojciec , który nic nie wie o tym, ze jego córka jest morderczynią i dziewczyną szefa mafii… I że Lily to wszystko mi jeszcze mówiła…
- Pani córka przyjaźniła się z nią?
- Były nierozłączne… Ale widocznie panna Madison zaczęła zbyt poważnie brać niektóre zachowania Lily… Gdybym tylko jej pomogła stępić ten trudny charakter mogła by teraz żyć tu, a nie… niewiadomo gdzie…
- Może mi pani dać zdjęcie córki? Takie, które miała robione nie dawno – poprosił chłopak i zaczął analizować wszystko co powiedziała matka zaginionej.
- Oczywiście – wyciągnęła do niego rękę ze zdjęciem. – Miałam ich kilka… Chciałam mieć na wszelki wypadek śledztwa… Bo ona na pewno żyje ja to wiem… Ale zakazała mi jej szukać… Niestety to trwa za długo nie mogę czekać…
Brunet spojrzał na zdjęcie i aż go zamurowało. Na zdjęciu był nie kto inny jak Lily… Lily cholerna White, która okłamała detektywa nawet zatajając swoje nazwisko. Lily cholerna Black, która siedzi w Londynie ponieważ została wrobiona. Lily Black, do której Liam czuł coś więcej, a ona ukrywała się tam, ponieważ chroniła swoją matkę przed psychiczną morderczynią.
- Znam ją – powiedział cicho.
- Jak to?! – kobieta złapała za ramiona Payne’a - Gdzie ona jest?
- Ona jest moją przyjaciółką… Mieszka w Londynie… Ja… To nie możliwe – oddychał ciężko mężczyzna patrząc na matkę dziewczyny, która właśnie panikowała. – Czy możemy bezpiecznie tutaj rozmawiać? – zapytał trzymając mocno fotografię przyjaciółki.
- Nie wiem… Nie mam pojęcia – szepnęła kobieta rozglądając się po mieszkaniu. – Ja zbyt często byłam w domu żeby…
- A czy wychodziła pani na więcej niż godzinę? – mówił tak szybko, że Katrine go prawie nie zrozumiała.
- Tak oczywiście…
- To mamy kłopot.
Jedyną rzeczą jaką potem zrobił detektyw było popatrzenie we wszystkie rogi pokoju. Kamery. Skierowana na Payne’a, na matkę Lily, słyszące to co właśnie mówili. Policjant wyciągnął pistolet i strzelił w kamery pozbawiając możliwości usłyszenia przez poszukiwaczy blondynki jeszcze więcej. Okruchy tynku spały na ziemię, a pani Black pisnęła na widok pistoletu w ręce bruneta. Zdezorientowana nie wiedziała co robić więc przyglądała się uważnie mężczyźnie.
- Co się dzieje? – zapytała zdenerwowana patrząc w tą i we w tą.
- Właśnie teraz wypędziłem zwierzynę do lasu na polowanie – wyciągnął telefon wystukiwając numer do bazy wojskowej zostawiając sparaliżowaną ze strachu kobietę na fotelu.
- Halo Suan? Przygotuj mi odrzutowiec… Musze być w Londynie za trzydzieści minut…
- Po co? – zapytał pilot lotniska po drugiej stronie. – Liam co się dzieje?

- Powiem krótko. Nie zobaczymy się zbyt szybko…


__________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Hello moje miśki ! ♥ Jak tam Wasz tydzień? Mój okropnie... Jestem taka zmęczona, ze padam xd 
Ale jesteście świetni dobiliście do tych 50 i mam nadzieje że będzie tyle samo... A nawet chciałabym żeby było 55 ! Byłoby świetnie ♥ Dacie radę? x

Jak sie podobał rozdział? Mówcie mi bo chce znać Wasze reakcje xd od dzisiaj moje opowiadanie wchodzi we właściwą akcje hehe xd będzie sie działo oj będzie kochani xd 

Słuchajcie bee chyba szukać nowego Zayna jako playera ! Jeżeli będzie z ktoś chciał nim być napiszcie do mnie na TT ponieważ teraźniejszy... eee... caly czas śpi że tak powiem i Lily się nudzi xd 

No to chyba na dzisaj tyle x Przypominam o hashtagu i wszytskim o komentarzach i o playerach ♥ Kocham Was ! 

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 17

Ważna notka pod rozdziałem. x Jeżeli to czytasz bardzo proszę o przeczytanie jej ♥

„To już czwarte powiadomienie od tej kobiety w ciągu tygodnia Liam… To nie są żarty. Dziewczyna nie wraca już prawie trzy miesiąc”– Liam patrzył na wiadomość wysłaną od jego szefa. Dostał takie już trzy razy. Miał dość. Wiedział, ze jeżeli nie weźmie jej szybko może dostać naganę. Tak. W jego świecie nawet za nie wzięcie sprawy można pożegnać się z zawodem.
Westchnął głośno odkładając komórkę na blat stołu. W jego głowie cały czas miał obraz ubranej w samą bieliznę Lily i jej pachnące jabłkami włosy. Idealną twarz i rumieńce na policzkach dodające kolorytu jej lekko pobladłem buzi. Nogi na jego biodrach i… I to jak przyszedł szef.  Nie umiał pozbyć się swoich myśli chociaż na chwilę, ponieważ za każdym razem kiedy sobie to przypominał, jego serce skakało przyjemnie w górę.
Usiadł spokojnie w fotelu biorąc swoje notatki i zaglądając do akt, które miał w sprawie zaginięcia. Kobieta chciała się spotkać aby podać szczegóły, co niezbyt pasowało chłopakowi bo wyjazd nie był mu TERAZ na rękę.
Kobieta mieszkała w Leeds nieopodal Middleton Park. Była sama, bez męża i bez córki. Córka uciekła. Tyle wiedział. Jeżeli by pojechał mógłby mieć kłopoty. Natknął już się parę razy na zasadzki ludzi który go… Bardzo nie lubili. I nie były to miłe niespodzianki. Raczej jego zaskoczenie było niezbyt przyjemne.
Przeniósł ciężar swojego ciała się bardziej o oparcie i spoglądał na karki z wydrukowanymi szeregami liter, połączonych w wyrazy a potem w zdania. Nie miał na to wszystko siły, ale jego lenistwo wcale nie przekładało się dobrze na końcowe na wyniki śledztw. Starał się wykonywać wszystko, ale zbyt dużo rzeczy odciągały jego uwagę od pracy.
Wziął znowu telefon i wysłał wiadomość do szefa o swojej decyzji.
Jadę” – napisał w wiadomości i przeczesał swoje już długie włosy palcami. W czasie wyjazdu będzie mógł zbadać także swoje najważniejsze od miesięcy śledztwo. Czyli równa się to z jeszcze większym niebezpieczeństwem, bowiem mafie mają całkowity dostęp do informacji kto prowadzi jakie sprawy. I na nieszczęście Payne, akurat tam zdarzył się ten niewiarygodny „wypadek”. Wieść o brutalnym zabójstwie rozeszła się dość szybko po kraju i wywołała chaos nie do opanowania. Na chwilę wszystko ucichło, ale jeżeli coś by się stało brunetowi to wesoło by nie było.
Uznał, ze dobrze będzie powiadomić Zayna o nieobecności i zostawić mu klucze… I mieć nadzieje, że nie wróci do domu zastając dziesięć kondomów na podłodze i nagą White z nim w łóżku. Przecież nic nie jest nie możliwe. Jest jego dziewczyną. To co stało się wczoraj mogło dla niej całkowicie nic nie znaczyć, a nadmierne podekscytowanie detektywa to tylko reakcja na chwilowe uczucia. Jednak miał przeczucie, że to wcale nie było od tak. W końcu mu powiedziała, że go nie kocha. Że nie kocha Zayna. Niestety wszystko może się zmienić w jednej chwili.
Obawy co do jego związku z Lily były normalne, ponieważ do niczego nie doszło koniec końców. Ten szef. To tylko seks… Powiadają… Ale to nawet nie był seks…
Wystukał numer Zayna i zaprosił go na chwilę do siebie, żeby dać mu instrukcje jak opiekować się domem. W międzyczasie, gdy czekał na odpowiedź przyjaciela pobiegł do góry i zaczął wywalać rzeczy ze swojej szafy do pakowania.  Musiał wziąć tylko po jednej rzeczy na zmianę do ubrania, ale nikt nie mówił że do torby bierze tylko to. Między ciuchami złapał dwa pistolety i parę bloczków amunicji do nich. Schował wszystko do bagażu i zakrył następnie niepotrzebnymi koszulkami i spodniami. Czemu to robił? Ponieważ lepiej mieć asa w rękawie, a raczej w torbie, niż wyjść na ulicę w pełnym „makijażu”. Zostawił rzeczy w sypialni i ponownie udał się na dół oczekując przybycia Malika.
Gdy usłyszał charakterystyczne pukanie do drzwi otworzył je spokojnie. Zdziwił się niebywale widząc kolegę w towarzystwie jego jakże olśniewającej dziewczyny. Nieśmiało spojrzała na chłopaka i uśmiechnęła się lekko w geście przywitania.
- Cześć brachu – poklepał przyjaciela po ramieniu i wszedł do domu. Black szybko cmoknęła Liama w policzek i pobiegła za swoim chłopakiem dotrzymując mu kroku. Kątem oka obserwowała Payne’a zamykającego drzwi i ruszającego za nimi do  kuchni aby uszykować kawę do picia.
Mulat obejmował blondynkę ramieniem i trzymał ją mocno przy sobie jakby bał się, ze ktoś ją ukradnie. Przecież by się tak nie stało. Gdyby zniknęła to tylko ze swojej woli. Jedno z takich powodów był obiekt niosący w tamtej chwili dwa kubki z gorącą czarną kawą i mleko. Kiedy postawił wszystko na stole aż odetchnął. Niosąc napełnione filiżanki prawie wszystko na siebie wylał, ale udało mi się jakoś to przezwyciężyć… Jedno z największych wyzwać w jego życiu. Bardziej niebezpieczne od poszukiwania mordercy, który w jednej chwili mógłby cię zadźgać… Albo nie…
Dziewczyna wzięła pospiesznie kubek zatykając sobie usta kawą. Od wejścia nie powiedziała ani słowa. Była cicha jak nigdy. Bo ona nigdy nie była cicho.
Liam popatrzył na nią wyczekująco aby coś powiedziała, ale ona tylko pokręciła głową. Nie miała na to ochoty w szczególności dzisiaj. Była zamknięta i to było dobrze widać.
- Coś się stało, że sprowadziłeś nas tutaj? – zapytał Malik, a Payne’owi wydawało się jakby słowo nas podkreślił znacznie. Usiał obok nich.
- To nic. Po prostu chciałem cie poprosić abyś zaopiekował się domem bo wyjeżdżam na parę dni… - wytłumaczył spokojnie czując na sobie wzrok zakłopotanej barmanki.
- Gdzie jedziesz? – zapytała ochrypłym głosem jakby wczoraj straszliwie krzyczała. Ale to niemożliwe. Po co by miała.
- Jadę do Leeds – odpowiedział spokojnie patrząc w oczy dziewczynie i nie zwracając praktycznie uwago na drugiego detektywa. Widząc zmieszanie na twarzy Lily zdziwił się i odwrócił od niej wzrok. Kobieta zaś zestresowana nazwą miasta szybko wyszukała w swojej głowie, między kłębiącymi się myślami, kolejnego pytania.
- Po co Liam to niebezpieczne – mówiła cicho, aby jej głos nie drżał tak mocno jak jej serce z nerwów.
- Może i niebezpieczne, ale jadę aby dowiedzieć się o jakimś zaginięciu. Jakaś pani szuka swojej córki… Ponoć uciekła trzy miesiące temu.
- Rozumiem – przytaknęła Black zaciskając pięści. Wiedziała, ze to właśnie jej matka ją szuka. Że tą dziewczyną jest ona sama. Bo wszystko się zgadzało. Wszystko… Nawet nie musiała się zastanawiać.
A prosiła matkę aby jej nie szukała…
- I co ja mam do tego Li? – zaśmiał się Malik. – Mam przyjść podlać twoje kwiatusie czy co? – śmiał się dalej przez co dostał w ramie od kolegi.
- Nie debilu.. Pilnuj mi rzeczy i dokumentów – złapał się za głowę jasny brunet. – A myślałem, że coś jeszcze z ciebie będzie dzieciaku…
- Jestem starszy od ciebie o siedem miesięcy… - wytknął mu.
- No i co – zaśmiał się . – Jesteś dzieciakiem – patrzył jak przyjaciele dopijają kawę.
- Nie przyszliśmy na długo. Lecimy dalej więc powoli zaczniemy się zbierać bracie – powiedział mulat wstając z miejsca i podając swojej dziewczynie rękę, którą ona złapała niezwłocznie, jakby była się o coś.
Poszli do przedpokoju, a Liam obserwował jak ubierają się z boku myśląc nad zachowaniem Li. Widział jak zmieszana była od początku. Cicha, smutna. Nie wiedział co się stało Ale miał plan jak się dowiedzieć.
Kiedy byli już gotowi do wyjścia Liam poprosił Zayna, żeby poczekał na dziewczynę przy samochodzie. Zgodził się i wyszedł z domu podchodząc do swojego auta i wsiadając . Payne odwrócił się do dziewczyny, która nieśmiało spojrzała w górę nie ruszając się.
- Co się stało Lily? – zapytał cicho Liam kucając ci łapiąc ją za ręce kiedy usiadła na stołeczku w przedpokoju. Widać było jak zbierają się w jej oczach łzy. Próbowała nie płakać mrugając pospiesznie.
- O-on na mnie krzyczał wczoraj… - szepnęła patrząc w podłogę. – Że bardziej się interesuje tobą niż nim, i że zachowuje się jakbym go zdradzała i jeżeli tak dalej będzie to nie będzie miło… - oddychała nierówno. – I nie byłoby jeszcze tak źle gdyby normalnie mówił… Ale on krzyczał na mnie tak strasznie…
- Nie płacz Lily – przytulił ją lekko a ona wtuliła się w niego mocno powstrzymując kapiące słone krople. – Po prostu się zdenerwował to nic…
- Gdybyś go słyszał… - zadrżała. – Ja się go wystraszyłam…
- Po prostu musimy to trochę ograniczyć… - powiedział z bólem w sercu, ale widząc zachowanie dziewczyny krajało mu się serce.
- Tylko, ze ja nie chcę ograniczać spotkań z tobą… Po prostu nie chce… - w odpowiedzi chłopak pokiwał tylko głową.
- I tak nie będzie mnie kilka dni…
- Masz na siebie uważać rozumiesz… - powiedziała uspokajając się. – Jeżeli coś ci się złego stanie zabije się własnoręcznie… - mówiła, ale z tyłu głowy zagrał jej alarm, że i tak Liam wróci aby  odesłać ją do domu.
- Nie zabijesz.., Wrócę cały niedługo się zobaczymy – powiedział troskliwie całując jej usta lekko. – Masz się trzymać i więcej mi nie płakać ok?
- Ok… - westchnęła i wstawała. – Do zobaczenia Li…
- Do zobaczenia… - zamknął za nią drzwi i oparł się o nie. Nie myślał, że Zayn będzie śmiał na nią nakrzyczeć…
Próbując zapomnieć o tym poszedł do góry położyć się. Musiał być wypoczęty na jutrzejszą podróż do Leeds.

Musiał być uważny kolejnego dnia.


_________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Heeej ! Już 23 tysiące ! Szok ! :* 
Jak Wam się podoba rozdział? Trochę chyba chaotyczny... albo nie.. nie wiem xd
Jak reagujecie na zachownie Zayna? Jak na wyjazd Liama?  

Ale przejdźmy do sedna... Czasami kiedy patrze na liczę waszych odwiedzin i komentarzy jestem dumna... 40 - 47 to zadowalający wynik... Ale 25 już nie za bardzo... Wiem, że macie dużo nauki... Ja także, ale w każdy czwartek albo piątek rzucam wszytsko i pisze dla Was te moje wypociny... Więc proszę każdego z Was aby dał komentarz pod tym rozdziałem... i znowu... nienawidzę szantaży.. 

Ale... Jezeli nie będzie 50 komentarzy nie będzie rozdziału... Przykro mi, ale chce wiedzieć czy jesteście ze mną wszyscy czy tylko ci najbardziej wytrwali.. Jeżeli będzie dużo mniej to uznam że nie jest warte pisania coś czego ktoś chętnie nie czyta... Wystarczy malusieńki komentarz.. Nie musicie się rozpisywać na 2904102489741868012 słów.. wystarczy jedno.. małe jedno słówko... 

No to chyba tyle... 
Piszcie miśki jak Wam się podobało x Życzcie mi powodzenia bo w środę mam konkurs przedmiotowy z Polskiego a w piątek a Angielskiego (tutaj pojadę na maksa... musze wygrać xd ) 

Dziękuje Tym co są tutaj ze mną nadal ♥ Kocham Was wszystkich x
Szablon by @Lyvia_x